Korporacja Tkaczy
A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkęTkactwo należało do reprezentatywnych zajęć w dawnych Pabianicach. W wielu domach słychać był nieustanny odgłos pracujących warsztatów. Tkacze – właściciele krosien - skupiali się w organizacji zawodowej zwanej korporacją. Pabianice przez pewien czas były nawet siedzibą Okręgowej Korporacji Tkaczy Chałupników z terenu województwa łódzkiego. Jednak działalność korporacji zakłócały liczne intrygi i animozje. Nobliwy Cech Tkacki nie odzyskał już swej świetności.
Korporacja Tkaczy powstała na zasadach cechowych w dniu 14 lutego 1816 r. Obecnie liczy członków – 210, przewodniczącym jest p. Wendler Edward. Po utworzeniu Królestwa Kongresowego w Pabianicach pierwsi zorganizowali się tkacze. W latach 1826-1843 przewodniczącym tkaczy był Bogumił (Gotlieb) Krusche, założyciel najpoważniejszej dzisiaj fabryki w Pabianicach. Organizacja posiada cztery sztandary, sprawione w latach 1836, 1854, 1910, 1926. Majątek korporacji – dom przy ul. Kilińskiego 5 oraz 2,5 morgowy plac przy zbiegu ulic Moniuszki i Zachodniej przedstawia wartość ponad 100 tysięcy złotych. Przy korporacji istnieje kasa pogrzebowa. Członkami są przeważnie chałupnicy, wykonujący swą pracę na lon, czyli wyrabiający tkaniny dla osób trzecich z powierzonego materiału.
Ponieważ niezorganizowanych tkaczy – chałupników jest około 800, zespolenie tych ludzi byłoby wielce wskazane dla ich własnego i ogólnego dobra. Piękne, acz trudne pole do działania! (Gazeta Pabianicka nr 12/1935 r.)
Tkacze okręgowi
Korporacja Tkacka w Pabianicach, dawniej Cech Tkacki, należy do najstarszych zrzeszeń przemysłowych w Polsce. Początkowo tkacze zorganizowani byli wspólnie z majstrami sukienniczymi i organizacja ta nosiła nazwę: Cech Zjednoczonych Majstrów.
Cech Zjednoczonych Majstrów został zatwierdzony przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w dniu 16 lipca 1768 roku, a następnie przez Namiestnika Królestwa Polskiego 14 lutego 1816 r. Wobec zaniku sukiennictwa i szybkiego rozwoju innych gałęzi przemysłu włókienniczego tkacze w roku 1826 odstępują od sukienników i w dniu 15 lipca 1826 założono Cech Zgromadzenia Majstrów Tkackich, który istniał do 1927 r.
Od 1928 r. władze mając na uwadze rozwój tkactwa, jak i stronę społeczną zaleciły zmienić statut na statut Korporacja Tkacka, która obecnie w 1933 roku przeprowadziła walkę o byt dla chałupnictwa, gdyż tkacze włókiennicy byli wyzyskiwani, zarabiając wraz z rodziną od 3 do 10 zł tygodniowo, pracując przy tym nie więcej jak do trzy miesięcy w roku.
Korporacja ta opracowała cennik, podpisując umowę z fabrykantami, łącząc przez to chałupnictwo. Przed trzema laty, przez długoletniego prezesa korporacji Edwarda Wendlera została rzucona myśl utworzenia w Pabianicach Okręgowej Korporacji, która jednoczyłaby wszystkich tkaczy chałupników z całego terenu województwa łódzkiego.
Myśl ta dopiero w tych dniach przybrała realne kształty. W niedzielę dnia 30 kwietnia odbył się w Pabianicach zjazd delegatów z Pabianic, Aleksandrowa, Dobronia, Ksawerowa, Zelowa, Dłutowa, Pawlikowic i okolicznych mniejszych wsi. Zjazd rozpoczął swe obrady po nabożeństwie w kościele św. Mateusza, na którym okolicznościowe kazanie w podniosłych słowach wygłosił ksiądz proboszcz Lewandowicz, po czym delegacje wraz ze sztandarami udały się do gmachu kina „Luna”, gdzie rozpoczęły się obrady. Zjazd zagaił senior tkaczy pabianickich p. Rąbalski przy udziale 500 osób, po czym przewodnictwo zjazdu objął p. Władysław Janecki.
Nadzwyczaj rzeczowy i wyczerpujący referat wygłosił prezes korporacji p. Edward Wendler. Mówca, powołując się na bogatą historię korporacji pabianickiej, która powstała w 1816 r. wyciąga z niej wskazania na przyszłość. Cech tkaczy chałupników znajduje się obecnie na progu przepaści. Na 4000 chałupników w Pabianicach zatrudnionych jest zaledwie 600, których zarobki wahają się od 6 do 10 złotych tygodniowo. Na ten stan rzeczy składa się wiele powodów, z których najważniejsze, to nieuczciwa konkurencja, brak wykwalifikowanych producentów, wyzysk ze strony przedsiębiorstw przemysłowych oraz co najważniejsze brak silnej organizacji chałupników tkaczy, która umiałaby się przeciwstawić wyzyskowi.
Mówca uzasadniając konieczność zorganizowania okręgowej Korporacji Tkaczy Chałupników nawoływał do jednoczenia się i solidarności wszystkich tkaczy z terenu województwa łódzkiego. Przemówienie p. Wendlera przerywane było oklaskami. Widać, że idea solidarności zawodowej znalazła wśród słuchaczy należyty oddźwięk.
Zjazd postanowił wybrać tymczasowy zarząd Okręgowej Korporacji Tkaczy Chałupników województwa łódzkiego w osobach prezesa E. Wendlera (Pabianice), p. Bartkiewicza (Zelów), p. Królika (Dobroń), p. Knypala (Ksawerów), p. Janeckiego (Pabianice) oraz p. Gamonia (Pabianice), którego celem będzie opracowanie statutu oraz zwołanie walnego zgromadzenia delegatów ze wszystkich miejscowości województwa łódzkiego. Następnie uchwalono rezolucję:
„Zjazd Włókienniczy Chałupników Okręgu województwa łódzkiego w Pabianicach dnia 30 kwietnia 1933 r. przy udziale obecnych delegatów, zważywszy, że stan materialny włókniarzy powstały z nieodpowiednich płac stawia ich na równi z bezrobotnymi, rujnując ich egzystencję, zwraca się do czynników rządowych z rezolucją i domaga się:
- wprowadzenia cennika ogólnie obowiązującego, ustanowionego przez fachową komisję przy Okręgowym Zrzeszeniu Włókniarzy z siedzibą w Pabianicach, który winien być opracowany przez wspomnianą komisję każdego roku w miesiącach od stycznia do kwietnia i przedłożony władzom do zatwierdzenia w tym okresie.
- na wypadek stwarzania nieuczciwej konkurencji, a w szczególności niestosowanie się do płac zawartych w cenniku stosowane winny być jak najsurowsze kary w formie grzywien lub bezwzględnego aresztu aż do utraty prawa prowadzenia wytwórczości włókienniczej.
- zabronienie prowadzenia samodzielnej fabrykacji tkanin osobom niefachowym, tj. nieposiadającym odnośnych zaświadczeń korporacji lub świadectw szkoły zawodowej, a także zabronienie im prowadzenia tkalni zarobkowych”. (Echo nr 119/1933 r.)
Zmiany na lepsze
Jak nam komunikuje Zarząd Korporacji Majstrów Tkackich w Pabianicach, w łonie cechu tkaczy ręcznych zaszły ostatnio zmiany następujące: z listy członków cechu skreśleni zostali panowie – Jurek, Kuśmider, Wełna, Prokop, Kapitułka, Perka, Skrzyński i Lewandowski za czyny nieetyczne na szkodę korporacji. Znajdująca się w rękach tych ludzi kasa pogrzebowa, której mimo wykluczenia ich z cechu dobrowolnie oddać nie chcą, odebrana zostanie przez władze administracyjne województwa. Do czasu odbioru kasy, zarząd korporacji zorganizował własną kasę pogrzebową, ustanawiając na jej czele zarząd wybrany legalnie na walnym zgromadzeniu według wszelkich przepisów organizacyjnych i prawnych.
Po odebraniu agend starej kasy pogrzebowej obie kasy zostaną połączone w jedną kasę, obejmującą wszystkich członków zrzeszonych w cechu ręcznych tkaczy miasta Pabianic i będących faktycznie tkaczami z zawodu. Z chwilą usunięcia wyżej wyszczególnionych ludzi z łona korporacji, sytuacja uległa radykalnej zmianie na lepsze. Powaga korporacji znacznie wzrosła, rozwija się życie kulturalne i towarzyskie oraz kontynuowane jest pogłębianie wiadomości fachowych. Korporacja Majstrów Tkackich posiada znaczny majątek, na straży którego stoi zarząd korporacji z prezesem Edwardem Wendlerem na czele.
Korporacja prowadzi świetlicę i czytelnię z zainstalowanym aparatem radiowym, wyposażoną w dzieła fachowe i pisma wszelkiego rodzaju. Zarząd korporacji zorganizował specjalny kurs tkactwa ręcznego dla wyszkolenia nowych fachowców w tej dziedzinie. Na kurs uczęszcza około 60 słuchaczy. Przy korporacji powstał wydział tkactwa mechanicznego, będący pod własnym zarządem autonomicznie się rządzącym.
W ten sposób jedno z najpoważniejszych w Pabianicach zrzeszeń zawodowych rozwija się pomyślnie i pracuje z pożytkiem dla wszystkich członków, stanowiąc pierwszorzędną placówkę kulturalno-społeczną odgrywającą w społeczeństwie miasta ważną rolę. (Echo nr 56/1934 r.)
Kasa pogrzebowa
Istniejąca od wielu lat Korporacja Tkaczy (Majstrów) prowadziła kasę pogrzebową, która w razie śmierci członka, opłacającego składki wypłacała rodzinie zmarłego ustaloną kwotę pośmiertnego. Ponieważ kasa ta nie posiadała własnego statutu, księgowość jej pozostawiała wiele do życzenia. Jeden z ostatnich zarządów korporacji z prezesem Wendlerem na czele przystąpił przed z górą rokiem do uporządkowania spraw kasy pogrzebowej. Na tle tym powstał cały szereg zatargów pomiędzy dawnym zarządem kasy, a zarządem korporacji i nawet doszło do spraw sądowych.
Zarząd korporacji, wychodząc ze słusznego zupełnie założenia uważał, że kasa pogrzebowa jest jednym z działów jego pracy i że za jej działalność jest całkowicie odpowiedzialny, ma wiec z tych względów całkowite prawo kontroli i wglądu w sprawy kasy pogrzebowej. W grudniu ub. r. opracowano statut kasy pogrzebowej i przesłano do zatwierdzenia. Statut ten został w lipcu br. zatwierdzony przez Starostwo w Łasku. Przewiduje on, że kasa pogrzebowa istnieje przy korporacji i ta ostatnia jest za jej działalność odpowiedzialna.
W sierpniu br. odbyło się walne zgromadzenie członków korporacji, na którym wyłoniono zarząd kasy pogrzebowej według przepisów zatwierdzonego statutu. Prezesem kasy pogrzebowej został p. Antoni Byczkowski. Zebrani wyrazili pełne uznanie prezesowi p. Wendlerowi za niezmordowaną pracę, pełną osobistych przykrości ze strony malkontentów, w uporządkowaniu spraw ich organizacji, a w szczególności kasy pogrzebowej.
Należy sądzić, że obecnie znikną z terenu tej organizacji wszelkie intrygi postronne, spory i nieporozumienia, i sprawa potoczy się normalnym trybem. (Gazeta Pabianicka nr 33/1934 r.)
Od stu lat blisko do r. 1927 istniał w Pabianicach Cech Majstrów Tkackich. W 1927 dekret Pana Prezydenta o utworzeniu Izb Przemysłowych nie objął tkactwa i skutkiem tego organizacje tkaczy zmuszone były oprzeć swoje istnienie na odrębnych statutach, znajdujących podstawy w przepisach o stowarzyszeniach.
Z tych względów Cech Majstrów Tkaczy przekształcił się w Korporację Tkaczy (Majstrów), opracował odrębny statut, który został zatwierdzony przez władze w roku 1930. Do tego czasu przez okrągłe trzy lata działalność tej organizacji nie posiadała formalnych podstaw prawnych i może dlatego do tej gospodarki wkradło się wiele niewłaściwości .
W zarządzie zasiadali ludzie, którzy nie wykazywali żadnego zainteresowania w kierunku kulturalno-oświatowym, a funduszami organizacji gospodarowali sobie bardzo lekko i swoiście. Biurowości w tej organizacji nie prowadzono. W tymże 1930 r., tj. po zatwierdzeniu statutu Korporacji Tkaczy, prezesem organizacji został wybrany p. Wendler. Od tego czasu rozpoczęła się praca, mająca na celu uporządkowanie spraw organizacji. Wszystkie niedomagania natury finansowej zostały usunięte, urządzono lokal, oparkowano 2 i pół morgi ziemi, wreszcie zabrano się do pracy kulturalno-oświatowej.
Urządzono świetlicę w lokalu korporacji. W świetlicy tej zbiera się wieczorem, w niedziele i święta po kilkadziesiąt osób, które słuchają audycji radiowych, czytają pisma i gazety, a tych świetlica posiada sporą ilość, wygłaszane są również referaty.
Zarząd korporacji zabrał się również do uporządkowania kasy pogrzebowej, istniejącej przy korporacji. Ponieważ kilku osobom z dawnego zarządu wytknięto wiele niewłaściwości, jak np. członkowie zarządu kasy pogrzebowej pobierali za posiedzenia wynagrodzenie, co jest rzeczą niedopuszczalną i wysoce nieprzyzwoitą. Malkontenci idąc za namową przeciwników politycznych prezesa korporacji zorganizowali przeciwko niemu kampanię napastniczą, która w miarę zbliżania się wyborów do samorządu przybiera na sile i stała się przyczyną kilku poważniejszych spraw sądowych. (Gazeta Pabianicka nr 10/1934 r.)
Swego czasu na terenie miasta istniał Cech Ręcznych Majstrów Tkackich z siedzibą przy ul. Kilińskiego. W roku 1926 przy cechu została założona kasa pogrzebowa, na czele której stał zarząd wybrany na ogólnym zgromadzeniu. Po jakimś czasie cech ten został rozwiązany, zaś na jego miejsce powstała „Korporacja Ręcznych Majstrów Tkackich Województwa Łódzkiego z siedzibą w Pabianicach”.
W związku z tym istniejąca przy cechu kasa pogrzebowa otrzymała nazwę „ przy korporacji”. Z tą chwilą powstaje antagonizm pomiędzy zarządem kasy pogrzebowej z jednej strony, a zarządem korporacji z drugiej. Tło antagonizmu jest błahe i świadczy o wybujałych ambicjach osobistych niektórych jednostek, które stawiają własną ambicję wyżej ponad dobro wszystkich.
Jest jednak faktem, że od tej chwili poczęły się tarcia, które ostatnio doprowadziły do rozbicia tkaczy pabianickich na dwa obozy nawzajem się zwalczające. Kasa pogrzebowa przy Korporacji Majstrów Tkackich odmówiła podporządkowania się zarządowi korporacji wobec czego zarząd zabronił używania nazwy „przy korporacji”, a gdy to nie poskutkowało zarząd korporacji polecił członkom zarządu kasy pogrzebowej złożenie piastowanych mandatów.
Zarząd kasy pogrzebowej nie uczynił zadość poleceniu zarządu korporacji, wobec czego ten ostatni założył własną kasę pogrzebową, pociągając za sobą sporą część członków starej kasy. W ten sposób na terenie jednego stowarzyszenia istnieją dwie kasy pogrzebowe, które dzielą sporą gromadę ręcznych tkaczy pabianickich na dwie grupy i są powodem zbytecznego fermentu w cechu tkaczy. (Echo nr 45/1934 r.)
Korporacja Tkaczy w Pabianicach prosi uprzejmie o umieszczenie następujących wyjaśnień: Ponieważ pewna grupa nieodpowiedzialnych jednostek rozsiewa najróżnorodniejsze fałszywe wiadomości o naszej organizacji, kierując je przeciwko osobie prezesa korporacji p. Wendlera, uważamy za swój obowiązek podać do wiadomości publicznej, iż przeciwnicy korporacji rekrutują się z tych elementów, które za różnego rodzaju wykroczenia zostały z organizacji usunięte. Szczególnie zaciętą kampanię oszczerczą prowadzą ci członkowie, którzy żerowali na terenie istniejącej gospody (lokal gastronomiczny) i kasy pogrzebowej. Aby zilustrować istotny stan rzeczy pozwolimy sobie podać w dosłownym brzmieniu protokół komisji rewizyjnej.
Uzasadnienie wykluczenia – Jurka za to, że jako członek zarządu był w ścisłym kontakcie z członkami poprzedniego zarządu: Lewandowskim, Skrzyńskim i Prokopem, przyczyniając się do poważnych strat sięgających okolo7000 złotych, że jako skarbnik korporacji pobierał składki członkowskie oraz z Banku Ludowego zł 57, zaległych zaś podatków, mimo wielokrotnych zaleceń prezesa, nie opłacił, narażając korporację na sekwestry (…) (Gazeta Pabianicka nr 8/1934 r.)
Plac niezabudowany
Do sporego majątku Korporacji Majstrów Tkackich w Pabianicach należy również wielki plac niezabudowany pomiędzy ulicami Moniuszki i Zachodnią a ciągnący się równolegle wzdłuż ulicy Sienkiewicza. Plac ten o znacznej wartości, dzierżawiony jest obecnie przez ogrodnika p. Brzozowskiego.
Otóż z łona członków byłego Cechu Tkaczy, stanowiących obecnie opozycję do dzisiejszego zarządu Korporacji Majstrów Tkackich, którzy nadal roszczą sobie pretensje do majątku cechu – wyszedł projekt oddania omawianego placu Zarządowi Miasta w formie darowizny dla pobudowania na nim hal targowych. O potrzebie budowy hal targowych w Pabianicach – mieście z dnia na dzień się powiększającym, gdzie mieszkańcy mogliby zaopatrywać się w artykuły pierwszej potrzeby dowodzić nie trzeba.
Toteż sam projekt pobudowania hal targowych ma znaczenie pierwszorzędne, chodzi tylko o to, czy pomiędzy członkami byłego Cechu Tkaczy, a Korporacją Majstrów Tkackich dojdzie do zrealizowania tego projektu. Jako rekompensatę darowizny projektodawcy domagają się od Zarządu Miasta ustanowienia dla dwojga dzieci niezamożnych rodziców-tkaczy ręcznych stypendium na kształcenie aż do wyższej uczelni włącznie.
Jednym słowem projekt jest piękny i godny poparcia. Z jednej strony skorzystałoby miasto, które jest znacznie zadłużone, z drugiej zaś skorzystaliby tkacze, mając możność kształcenia swych co zdolniejszych synów i córek. (Echo nr 251/1934 r.)
Prezes Wendler
Edward Wendler, prezes Korporacji Tkaczy, zamożny obywatel i zawołany kwerulant, był barwną postacią międzywojennych Pabianic. Prowadził biuro porad, pisania podań i listów, stąd też nazywano go z szacunkiem „mecenasem”, posiadał okazałą kamienicę przy ulicy Zamkowej, przewodniczył różnym organizacjom, np. Stowarzyszeniu Właścicieli Nieruchomości, zasiadał w Radzie Miejskiej i miał ambicje polityczne.
W wyborach samorządowych 1934 roku ugrupowania prorządowe (sanacyjne) wystawiły listę pod nazwą Komitet Powszechny Bloku Wyborczego „Praca dla Samorządu”, w skład którego weszli – Partia Pracy, Resursa Rzemieślnicza, Stowarzyszenie Właścicieli Nieruchomości, Korporacja Tkaczy, związki byłych wojskowych, nauczycielstwo, Związek Kupców i Rzemieślników Chrześcijan. Animatorem tego projektu był także Edward Wendler.
W 1935 roku został wybrany do rady nadzorczej Komunalnej Kasy Oszczędności, a następnie utworzył Chrześcijańską Kasę Pożyczek Bezprocentowych Tkaczy w Pabianicach. Orędownik informował: Kasa została powołana do życia z inicjatywy I-go Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości p. Edwarda Wendlera. Statut jej został zatwierdzony przez województwo 19 listopada. Nadano jej powyższą nazwę ponieważ jej członkami są przeważnie tkacze. Zarząd kasy stanowią: Edward Wendler – prezes, dyrektor Banku Ludowego Stanisław Ebenrytter – wiceprezes, Piotr Kunke – skarbnik, Stanisław Otomański – sekretarz i Władysław Janecki. Kasa liczy 68 członków.
Prasa socjalistyczna skrupulatnie i krytycznie odnotowywała posunięcia Edwarda Wendlera. „W środę odbyło się posiedzenie Rady Miejskiej w Pabianicach w sprawie uchwalenia pożyczki z Funduszu Pracy na roboty kanalizacyjne. Za wnioskiem zaciągnięcia wspomnianej pożyczki głosowały wszystkie frakcje radzieckie za wyjątkiem grupy radnych właścicieli nieruchomości z p. Wendlerem na czele, która wstrzymała się od głosowania.
Po uchwaleniu pożyczki posiedzenie rady zostało zamknięte. Robotnicy, którzy byli obecni na posiedzeniu rady zaczęli wymyślać pod adresem p. Wendlera za to, że jego frakcja nie głosowała za uchwaleniem pożyczki. Pan Wendler przedstawiciel wielkich kamieniczników przy kociej muzyce i wymyślaniu szybkim krokiem zmykał, jak nie pyszny, bojąc się oryginalnej manifestacji robotników (liczących na zatrudnienie przy budowie kanalizacji).
Jest to charakterystyczne, że p. Wendler, przedstawiciel sanacyjnych kamieniczników idzie obecnie na rękę endekom i w ślad za nimi nie chce głosować za pożyczką. Robotnicy winni zapamiętać radnym Obozu Narodowego i grupie p. Wendlera, że nie chcieli uchwalić pożyczki na roboty publiczne, co stwierdza ponad wszelką wątpliwość, że głód i nędza bezrobotnych ich nie obchodzą”. (Łodzianin nr 96/1937 r.)
„Głośna w całych Pabianicach sprawa sądowa przeciwko p. W. Jankowskiemu z oskarżenia p. E. Wendlera była rozpatrywana w ubiegłym tygodniu w Sądzie Grodzkim w Pabianicach. W zasadzie sprawa bardzo prosta i codzienna, polegająca na tym, że jeden nawymyślał drugiemu, nazywając go szpiclem (E. Wendlera podejrzewano o współpracę z policją okupacyjną w mieście podczas pierwszej wojny światowej), lecz ponieważ p. Wendler ma wielu przeciwników, o co zresztą u nas bardzo łatwo, zrobiono z niej wielką sensację.
Strona przeciwna zaangażowała sobie wybitnego adwokata w celu uwolnienia się od kary za bezpodstawne zarzucenie p. Wendlerowi „szpiegostwa”. Okres wyborów samorządowych, do których p. Wendler poszedł z Blokiem Bezpartyjnym, również miał wpływ na powiększenie grona przeciwników p. Wendlera. Na rozprawę stawiło się około 50 świadków powołanych przez obie strony, skutkiem czego przewód sądowy trwał od godziny 9 rano do 10 wieczorem.
Świadkowie oskarżonego nic istotnego do sprawy nie wnieśli, cała ich rola sprowadzała się do wypowiadania subiektywnych opinii o p. Wendlerze i powtarzaniu różnych plotek i ploteczek kursujących po mieście. Obrona oskarżonego, złożona z trzech adwokatów starała się również udowodnić sądowi, że ich klient jest niewinny, chociaż nie zdołała przeprowadzić dowodu prawdy i również nie mogła powstrzymać się od subiektywnego zabarwienia swych przemówień.
Pomimo całego arsenału środków, jakich użyto w celu wykazania, że p. Jankowski jest niewinny – sąd wydał wyrok, mocą którego oskarżony został skazany na dwa tygodnie aresztu i spłacenie kosztów sądowych. Tym sposobem p. Wendler otrzymał całkowitą satysfakcję, a strona przeciwna może nareszcie dowiedziała się, że nawet swoich przeciwników nie można obrzucać tak ciężkimi obelgami”. (Gazeta Pabianicka nr 30/1934 r.)
Przeciwnicy
Syzyfowa praca, jaką wykonała Prawda Pabianicka w celu zdemaskowania znanego na bruku pabianickim prawie od 20 lat p. Edwarda Wendlera dała ostatnio, chociaż na razie znikome, ale już widoczne rezultaty.
Oto w dniu 16 marca p. Edward Wendler, jako prowadzący przy ul. Zamkowej 37 biuro próśb i podań został skazany przez Starostwo w Łasku za jakieś tam nielegalne kombinacje na grzywnę w wysokości 100 złotych. Jednocześnie Starostwo odebrało p. Wendlerowi koncesję na prowadzenia biura próśb i podań, tym samym osławione biuro intryg pod kierownictwem pana „mecenasa” Wendlera już przestało istnieć.
Fakt powyższy wskazuje na to, że władze administracyjne zainteresowały się osobą osławionego intryganta, który przez dłuższy czas swej działalności ”mecenasowskiej” na terenie powiatu łaskiego, pozostawał często w kolizji z kodeksem karnym, co zresztą stwierdza wyrok z motywem sprawy: Wendler-Jankowski. Pełni też jesteśmy uznania dla władz bezpieczeństwa publicznego za zlikwidowanie kancelarii p. Wendlera, będącej od szeregu lat rozsadnikiem wszelkiego zła w mieście. (Prawda Pabianicka, 21 kwietnia 1936 r.)
Społeczeństwo pabianickie nie będzie nadal obojętnie patrzeć na nieobywatelskie, pełne wstrętnego egoizmu wyczyny publiczne p. Wendlera. Człowiekowi temu omal w głowie się nie przewróciło. Ubrdał on sobie od dawna, że w fotelu w Zamku nad Dobrzynką jego tylna część ciała winna tkwić. Myśli ten „mecenas” i pośrednik od różnych interesów, że wszystkie rozumy pozjadał, że mógłby być nawet włodarzem m. Pabianic. Owszem tak, mógłby być włodarzem, ale na gumnie w folwarku p. Stopczyńskiego w Woli Zaradzyńskiej.
Do czego zarozumiałość i bezczelność zaprowadziły p. Wendlera niechaj świadczy następujące zdarzenie. Pan Wendler odnajmuje w swej kamienicy przy ul. Zamkowej 37 braciom Jach piekarnię. W ostatnim czasie między p. Wendlerem a dzierżawcami piekarzami zaszły pewne nieporozumienia na tle rozrachunków. Nie wnikamy na razie po czyjej stronie leży słuszność, kto ma rację.
Stwierdzamy tylko, że przed kilkoma dniami doszło między nimi do ostrej wymiany zdań, ukoronowaniem czego była wypowiedź p. Wendlera: „Każę was związać i wsypać wam po 50 batów, później każę was wywieść do Berezy – wy komuniści!”. Jest to fakt autentyczny przez nas sprawdzony. Do czego już doszło, mój Boże! Ludzi, którzy domagają się od właści9ciela nieruchomości dotrzymywania umowy, nazywa się komunistami, grozi się im Berezą i batem. (Prawda Pabianicka, 18 kwietnia 1937 r.)
Czy wiecie, że podczas przeprowadzanej przez rejenta Starostwa p. Petrykowskiego rewizji ksiąg kasowych kasy pogrzebowej b. Cechu Majstrów Tkackich w kinie miejskim, między p. Edwardem Wendlerem a p. Władysławem Jankowskim doszło do ostrej wymiany słów? P. Jankowski nazwał p. Wendlera „zawodowym szpiclem”, „szubrawcem”, „łajdakiem”, „oszustem jakiego pod słońcem nie ma”. (Prawda Pabianicka, 25 lutego 1934 r.)
W sprawie rozłamu, jaki ma miejsce w Korporacji Tkaczy w Pabianicach zgłosiła się do nas delegacja opozycji i wyłuszczyła swoje zarzuty, które w myśl przysłowia łacińskiego audiatur et altera pars zamieszczamy w skróceniu.
Cech tkaczy pabianickich istnieje już 100 lat i posiada własną bogatą w działalność tradycję. W ciągu wiekowego istnienia cechu nigdy jeszcze nie miały miejsca wypadki, jakie obecnie rozgrywają się na jego terenie. Zaczęło się niedawno, tj. od chwili, kiedy do cechu wstąpił p. Edward Wendler – człowiek o chorobliwej ambicji, zresztą z zawodem tkackim nie mający nic wspólnego. Od tej chwili panujące dotychczas spokój i harmonia zniknęły, a pojawiły się tarcia, zawiść i ferment wśród członków. P. Wendler od razu rozpoczął w cechu działalność destrukcyjną, polegającą na tym, że starych zasłużonych dla zrzeszenia majstrów tkackich podstępnie pozbawił piastowanych przez nich mandatów, wytaczając 19 spraw sądowych. Pozyskawszy grupę swoich adherentów, zdobył mandat prezesa cechu, który dla zwiększenia własnych wpływów przemianował na korporację.
W ambitnym dążeniu choćby po trupach idąc, do fotela prezydenta miasta, na który chciałby się dostać po plecach mało uświadomionych popleczników, p. Wendler nie przebiera w środkach i dla dogodzenia własnym ambicjom wyrządza krzywdę innym i jest czynnikiem rozprzężenia w zrzeszeniu. Niewygodnych sobie ludzi w osobach: Jurka, Kuśmidra, Wełny, Prokopa, Kapitułki, Perki, Skrzyńskiego i Lewandowskiego nieprawnie skreślił z listy członków korporacji, czym skrzywdził ich moralnie.
Nie mając większości w kasie pogrzebowej przy korporacji, powołał do życia własną kasę i obstawił ją swoimi ludźmi. W ten sposób istniejący od 100 lat Cech Tkaczy został rozbity. Obecnie p. Wendler cały wiekowy dorobek cechu usiłuje przypisać swoim zasługom. Taki stan rzeczy dalej istnieć nie może. Wszyscy nieprawnie wykreśleni majstrowie nadal uważają się za członków korporacji, tworząc tzw. opozycję, grupującą lwią część członków cechu. W tych dniach odbędzie się walne zebranie tkaczy zgrupowanych przy starej kasie pogrzebowej korporacji, którzy domagać się będą ustąpienia ze stanowiska prezesa p. E. Wendlera oraz wybiorą delegację, która uda się do Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi, celem przedłożenia swoich postulatów. (Echo nr 58/1934 r.)
Pobity
Do wychodzącego z gmachu Sądu Grodzkiego w Pabianicach przy ul. Zamkowej 20 p. Wendlera, prezesa Cechu Majstrów Tkackich w Pabianicach podeszła jakaś kobieta, jak się później okazało żona byłego członka Zarządu Cechu p. Lewandowiczowa i zaczęła czynić zarzuty w związku z napaściami słownymi na jej męża. W trakcie rozmowy, która zamieniła się w ostrą dyskusję i wymianę epitetów, p. Wendler, mając widocznie dość tej rozmowy, odepchnął Lewandowiczową i miał zamiar udać się dalej. Obrażona Lewandowiczowa wyciągnęła niespodziewanie flaszkę od piwa, którą zadała kilka razów w głowę p. Wendlera. Rozpoczęła się szamotanina, podczas której na pomoc Lewandowiczowej pośpieszyła jej siostra p. Bezówna. Obie rozgniewane kobiety rzuciły się z nową siłą na swoją ofiarę, jedna z flaszką, druga z paznokciami. P. Wendler schronił się do składu wędlin Lewityna przy ul. Zamkowej, skąd o napaści dał znać policji. Policja spisała protokół. (Echo nr 72/1934 r.)
W związku z poprzednim artykułem w „Echu”, omawiającym zajście uliczne niejakiej Lewandowiczowej z p. Wendlerem, prezesem Cechu Majstrów Tkackich – pan Wendler komunikuje, że zajście to było zwykłym napadem na jego osobę w związku z okresem przedwyborczym. Gdy p. Wendler znalazł się na rogu ulic Zamkowej i Fabrycznej, podeszło do niego trzech osobników, w tym jedna kobieta, żona byłego członka Zarządu Cechu – p. Lewandowiczowa, którzy rzucili się na p. Wendlera. Lewandowiczowa z flaszką zaś pozostali z łomami żelaznymi. Pan Wendler odniósł kilka ran tłuczonych głowy i całego ciała. Zawiadomiona policja powstrzymała dwoje uczestników napadu, tj. Lewandowiczową i niejakiego Jarzyńskiego. Nieznany uczestnik napadu zbiegł. Policja prowadzi dochodzenie w trybie karno-sądowym. (Echo nr 74/1934 r.)
Raz wygrał - raz przegrał
Jak już donosiliśmy przed kilkoma tygodniami, prezes Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości p. Wendler, działając w imieniu członków stowarzyszenia, zaskarżył elektrownię miejską o bezprawne pobranie od niego kary za rzekome wyłączenie jego mieszkania z sieci elektrycznej. Sprawę tę p. Wendler wygrał, gdyż przewód sądowy wyjaśnił, że elektrownia ma prawo pobierać tylko wtedy kary za wyłączenie z sieci, o ile wyłączenie takie rzeczywiście wystąpiło. Obecnie p. Wendler zaskarżył po raz drugi elektrownię za bezprawne pobranie kary za wyłączenie licznika z sieci elektrycznej. W dniu wczorajszym Sąd Grodzki w Pabianicach rozpatrywał tę sprawę, a na przewodzie sądowym zostało dowiedzione, że wyłączenie z sieci było dokonane, wobec czego elektrownia miała prawo pobrać koszta wyłączenia. (Republika nr 48/1930 r.)
Cech Majstrów Tkackich
Cech Majstrów Tkackich został założony w dniu 15 lipca 1926 r. Cech posiada dokumenty ustalające skąd pochodziły rodziny osadnicze, tworzące zaczątki przemysłu włókienniczego w Pabianicach.
Założycielami cechu byli następujący majstrowie: Ambroży Szulce, Gotlib Krusche, Johan Gotlib Grunwald (senior), Krystian Zygmunt, Józef Engel, Wacław Hilebrant, Antoni Frisze, Józef Debich, Jan Herman, Wacław Habel, Józef Rose, Antoni Eifeld, Mikolaj Hille, Gotlib Krauze, Józef Fὕnrig, Antoni Fibigier, Antoni Domm, Wacław Hornig, Johan Krastof Held, Jan Ekert i Jan Gotlib Schwertner.
Nieruchomość cechu, znajdująca się w Pabianicach przy ul. Kilińskiego 5 zakupiona była w roku 1835 od Zymsa.
Starszymi i podstarszymi majstrami byli kolejno: Ambroży Szulce i Gotlib Krusche 1826-1843, Józef August Fὕrich i Józef Nowotny 1844-1846, Antoni Dizner i Klikar 1847-1849, Ambroży Hazek i Antoni Robak 1850-1853, Józef August Fὕrich i E. Krusche 1855-1864, Wincenty Dere i Józef Sznabel 1865-1877, Mikolaj Wendler i Mateusz Falkiewicz 1878-1885, Mateusz Fałkiewicz i Franciszek Gryzel 1887- 1894, Adolf Jaroszka i Ludwik Koziara 1895-1899, Ludwik Koziara i Józef Fałkiewicz 1900-1905, Józef i Stanisław Lewandowicz (senior) 1906-1909, Adolf Hille i Stanislaw Lewandowicz (senior) 1910-1917, Andrzej Bulzacki i Adam Wiśniewski 1918-1920, Stanisław Lewandowicz (senior) i Karol Skrzyński od lipca do października 1921, Karol Jankowski I Andrzej Bulzacki od października 1921 do października 1924, Ludwik Rąbalski i Walenty Wełna od 18 października 1924 do dnia dzisiejszego.
Cech Majstrów Tkackich posiadając za sobą 100-lecie pracy może z całą pewnością stwierdzić, że należy do organizacji posiadających najwięcej zasług w pracy nad rozwojem gospodarczym m. Pabianic. (Gazeta Pabianicka nr 33/1927 r.)
Autor: Sławomir Saładaj