www.um.pabianice.pl
Pabianice znajdują się w aglomeracji łódzkiej. Stanowią zarazem centrum 120-tysięcznego powiatu. Funkcjonują tutaj najważniejsze dla społeczności instytucje i urzędy. Miasto liczy 58 tys. mieszkańców i obejmuje obszar 33 km2.

Pamiętnik

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

W latach 1935-1936 Instytut Gospodarstwa Społecznego zorganizował konkurs na pamiętniki chłopów. Jeden z pamiętnikarzy z pobliskiej Dąbrowy obok Pawlikowic przybliża swoją miejscowość i opisuje istotne wydarzenia z życia rodzinnego, w tym wizytę w Pabianicach.     Z okolicznych wsi pochodziło wielu robotników pabianickich fabryk.

Pamiętnik nr 7. Gospodarz niegdyś na dziesięciu morgach, obecnie na uszczuplonej osadzie w powiecie łaskim. (Pisownia oryginalna).

Urodziłem się we wsi Dąbrowa. Długa ta wieś niebrzydka, a prościutka jakby strzelił. Kole drogi, co z górki spod lasu wyłazi i ciągnie się do pastwisk, stoją chałupy, to spróchniałe , niby te przykucnięte babiny co siedzom pod kościołem na odpuście, to znów proste gładziutkie wcale podobne do miejskich. Przy drodze rosnom  wielkie gruchy od powstania i niejedna z nich pięć paminto pokoleń i choć to płone, stoją od parady, a pożytku z nich tyle, że latym gdy słońce skwarzy ludziska spracowane mogą se pod gałynziami chłodu zażyć , bo przez gęste liście nie przedrze się ani jeden promyczek.

W środku, gdzie się krzyżują drogi pod lipami stoi krzyż bardzo stary i nikt ze wsi nie wi kto go stawioł, tylko mówią, że jest z najstarszej sosny  z całego boru, a opowieści o nim tyle, że księgę by napisoł.  Teraz poprzeczka się już schyliła, krzyż mchem porósł i groby, co pod nim leżą z zimiom się zrównały.  Leży w nich pare powstańców z 63 roku, co ich kozaki nasiekli. Stare to groby, trawa na nich rośnie i dziewanna, a krzyżyki spróchniały  i schyliły się do zimi. Glapa na nich sindzie czasem.

W końcu wsi ciągną się łąki, torfisko i wielkie kopiele. Koło wsi płynie rzeczka, a na niej pod borym stoi stary młyn. Dawni pański, a teraz mieszka w nim stara Manicha, co się zna na chorobach. Dawno myliło się w nim, a teraz woda groble rozerwała i nowy młyn postawili, a stary stoi, bo jest bezpański. Nikt go nie reperuje, toteż pochylił się i ziobrami prześwituje, niby chudzina, co jej pies z litości gałgany targa i wiatr je kołtuni. (…)

Urodziłem się w chałupie takiej, jak te wszystkie chłopskie z małymi oknami, z dużym słomianym dachem, z kominem wielkim, w którym można było w cztyry konie wykrącać i który był bardzo ważny, bo była w nim schówka na piniądze, okrągła, wymuskana. W nim przechowywała  moja babka piniędze  na wódkę. Dom cały miał dwa mieszkania, jedno nasze, w drugim mieszkała moja babka. Cztery miałem lata, gdy umarł mi ojciec. (…)

Szkółka rosyjska

Ukończyłem 10 lat. W tym czasie powstała przy parafii szkoła. Po długich kłótniach matki, ojczym zgodził się oddać mnie do szkoły. Uszyli mi portki nowe z farbowanego płótna. Ojczym wsadził mnie w deski i zawiózł do szkoły. Potem zaprowadził mnie do nauczyciela i kazał mnie mocno bić. Chciałem uciec, bo bicie znałym już dokładnie w domu i na samo pomyślenie czułym bóle. Ojciec odjechał.

 Nauczyciel posadził mnie na ławce i kazał mi pisać kryseczki. Przytuliłem głowę do kajeta i piszę, a tu on jak nie ryknie na mnie po rusku: co śpisz ty świnio! Bardzom się przeląkł i zacząłem płakać. Chwycił dyscyplinę i zaczął mnie okładać. Ja w krzyk. Nic to nie pomogło, aż się skryłem pod ławką i nie chciałem wyjść. Wyciągnęło mnie dwóch chłopaków, położyło na stole i okładali ile wlazło.

Słońce zachodziło, kiedy wypuszczono nas ze szkoły. Do domu było cztery kilometry drogi przez piachy i las. Leciołem co siły, głodny i wystraszony. Bałym się bardzo, bo we wsi mówili, że tam straszy. Co krzaczek przystawałem żegnałym się, prosiłem świntych jakich znałem, albo zamykałem oczy.

 Takie całe dwa tygodnie kształciłym się w tej szkole. Nauczyciel bił mnie czynsto bo nie mogłem się nauczyć modlitwy za cysorza i tyle jego dzieci. Czynsto nie napisałem, co kazał nauczyciel, bo nie było gdzie. We wieczór palili małom lampę „Icek” i to nie zawsze, bo ojczym był bardzo chytry na piniondze.

Ale niedługo skończyła się moja bida. Przyszła jesień, rzyka wylała i wody było pełno na łąkach. Po drodze wpadłym do wody i cały się zamoczyłym, toteż w szkole trząsłem się mocno. Nauczyciel pytał na wyrywki o wszystkich Mikołajach i jego rodzinę. A mnie jakoś się gymba zacina i bełkoce mu zymbami. Złapał kij i uderzył mnie przez głowę. Skryłem się pod ławkę, ale mnie wywlekli. Szarpnołem się z całych sił i uciekłem.

Bałym się przyjść do mieszkania, bo wiedziałem, że ojczym mi nie daruje. Oko mi całe spuchło i mało widziałym. Skryłym się pod szopą i czekałym babki prawie do zmroku, bo wtedy wracała z karczmy dać jeść kurom. Z daleka już słyszałem piosenkę, co ją babka śpiewała: Niczego mi nie żal tylko tych trzech rzeczy/Żyda, Żydóweczki i gorzałki trzeci.

Wyskoczyłem z kryjówki ucieszony, bo zmrok już zapadał i zmarzłem porządnie. Babka wzięła mnie do siebie, dała mleka. Potem pościelała mi kożuch na piecu. Wlazłym tam i zasnyłym. Na drugi dzień obudziłem się wcześnie, bo ból rwoł mnie bardzo. Na oko nie widziałem nic. Babka przykładała mi różnymi listkami, ale nic nie pomogło. Wreszcie wszyscy uradzili, żeby mnie zawieść  do zażegnania  do gruby Grzelonki. Zajechaliśmy do niej. Baba była gruba, że zwyczajnych trzy trzeba było złożyć na nią jedną. Wyszła przed dom i zaśmiała się. Ha!Ha!Ha! Hi!Hi!Hi!. Przyśliście, co jo wom pomoge. Pytała się wrona zimby czyście przyśli na przeglindy. (…)

Wieś

Miałem wtedy 17 lat. Ku jesieni się zabierało. Dnie były krótkie, ciemne, jakieś zaspane, a takie smutne, że wlekły się bez końca niby te ślimaki. Chodziło się z konta w kont po błocie i gnoju koło kuni, bo co było robić. Starzy śli do karczmy. Parobki tyż czynsto robiły muzyke. Biedniejsi rąbali drzewa na pynczki, aby grosza przysposobić i przykupić do jedzenia, bo licho się wtedy rodziło. Ludzie mniej w polu robili, bo drewnianym pługiem spepłali tylko, toteż u niejednego bida  pchała się oknami i drzwiami. Ale ludzie jakoś nie narzykali. Każdy wiedzioł, że tak być musi i nie było się u kogo upominać. Podatki były małe. Ludzie się nie martwili wiele. Tyle wiedzieli, że w sobotę do karczmy iść trzeba. O dzieci się nie martwili, bo ziemię mieli i dzieci gdzie posadzić, a tyle wiedzieli, że chłop chłopym zawsze bydzie. (…)

Pogrzeb

Synowa przyjechała z Łodzi. Syn zachorował na galopowe suchoty, bo się przeziębił w wojsku, a potem w budce. Sprzedałem trochę żyta i pszenicy, wziołem piniędzy i pojechałem do Łodzi. Przyszliśmy na miejsce. Syn leżał na łóżku lichy już bardzo. Dzieci bawiły się same, czarne z kurzu od węgla. W izbie zimno było, bo zwyczajna węglówka papą wybita. Ściany czarne od wyngla, bo drzwi z izby prowadzą do węglarki i przy nasypywaniu węgla kurzy się. Na drugi dzień syn umarł. Trudno mi było patrzyć na całe jego pomieszkanie. Dzieci wychudzone, poprzeziębiane, strupiałe, jak nie z tego świata.

Na cmentarzu plac kosztuje 30 złotych. Nie miałem tyle pieniędzy, chodziłem więc po różnych księżach, magistratach za kartom ubóstwa, wreszcie wyskamlałem one chowanie za darmo. Ksiądz chciał za pokropek 5 złotych. Myślę sobie, jak nie potrzeba, to po co kropić, za pieniędze  niech nie kropi. Deszczyk cię będzie kropił po grobie za darmo od boga. Lepszyś ty od tych wszystkich, u boga sprawiedliwość znajdziesz.

Włożyliśmy trumnę na wóz i wywieźli na cmentarz. Mgła wałęsała się między grobami. Jedne były wielkie, bogate, drugie z ziemia się równały. Takie różne te ostatnie własności na tym świecie. Pochowaliśmy syna. Budkę i pozostały wyngiel sprzedałym. Dzieci z synową wysłałem na wieś, a sam wyszedłem piechotą.

Pabianice

Przyszedłem do Pabianic. Był tu strajk. Tramwaje nie chodziły. Kupy ludzi pchało się we wszystkie strony. Wszędzie kotłowało się jak w mrowisku. Zmieszałym się razem ze wszystkimi. Pchali mnie naprzód. Czułym w sobie złość taką jak wszyscy dokoła. Przy fabryce Endera policja rozpychała ludzi. Cofnęli się wszyscy i wypchnęli mnie naprzód. Zanim zdążyłem odejść, policjant lunął mnie gumową pałką przez plecy, aż mi w oczach spopielało.

Nie ruszyłem się z miejsca i mówię: idę na wieś do domu. A on powiada: idźcie innymi ulicami, bo tu gazy bydom puszczać. Ludzie nie chcą już trzy dni wyjść z fabryki. Cofnąłem się nazad  i bocznymi ulicami obszedłem miasto. Potem ścieżką wyszedłem do cmentarza.

Dookoła płotu było pełno ludzi. Raz się kupili, to znów rozlatywali, jak te spłoszone kury, gdy je jastrząb z góry naleci. Policja przywiezła na cmentarz trumne jakiegoś robotnika i nikomu nie dała wejść na cmentarz. Dopiero kiedy już  policja skończyła pogrzeb i wyszła, ludzie się gruchnęli hurmem na cmentarz, a i ja wlazłem z ciekawości. Nad grobem śpiewali ludzie komunistyczne piosenki. Przy mnie stała jakoś gruba baba. Spytałem się jej co się tu stało, a ona mi powiada: z piecaście to spadli czy wilkowi spod ogona wylecieli, nie widzicie  to, jak ludzi mordują.

Potem aż przysiadła za nagrobkiem i krzyczała na całe gardło: krew! krew! krew!. Kiedy skończyła obróciła się do mnie i mówi: tyle ino umiem z czerwunygo (chodzi o pieśń „Czerwony Sztandar”), ale się muszę całego nauczyć, bo się przyda i znów krzyczała za wszystkimi: niech żyje Kitler, a drugi raz zdążyła tylko powiedzieć niech żyje Ki..!, bo ją policjant ściągnął przez plecy.

Myślę sobie, jak wy wszyscy tacy mondrzy, że jeszcze nie wiecie czy się nazywa Hitler czy Kitler, a już krzyczycie niech żyje, to niewiele z was pociechy.

Trochę lepsze nastały czasy. Za pieniądze com dostał za budkę dokupiłem dwie morgi ziemi i gospodarujemy z synową. (…)

Do Zakaspijskiego Batalionu

Pamiętnik nr 9. Syn mieszczanina przetacznika, stolarz, potem gospodarz na ośmiu morgach w osadzie w powiecie radomszczańskim.

(…) Jadę do Łodzi do znajomego stolarza, co robiliśmy razem w Sosnowcu z jego synem. Zajeżdżam tam robota czeka do sklepów – urządzenia sklepowe, tu robię do Świętego Jana, a że miałem ciotkę w Pabianicach, to prawie co niedziela jeździłem do Pabianic. Tutaj zapoznaję się ze stolarzem, starszym człowiekiem, co znów miał siostrę w naszym miasteczku i ja prawdopodobnie miałem kiedyś iść uczyć się u niego za stolarza. Skończyliśmy roboty do sklepów, obrachowaliśmy się i po zapłaceniu mi opuściłem Łódź, a udałem się do Pabianic.

Tutaj pracuję sobie inaczej, tutaj mam życie i mieszkanie w miejscu i płaci mi 3 ruble tygodniowo, ponieważ na zbliżającą się jesień staję do losów do wojska, a później po losach, to się będziemy inaczej umawiać, mam wybór II kategorii, to do wojska nie pójdę, robię tak do 15 października 1893 roku.

Przyjechali moi rodzice do siostry do Pabianic i mnie zabierają niby po drodze, bo przyjechali furmanką, a mam się stawić w tym roku do losów, tj. 1893. Dnia 6 listopada jadę do losów do powiatu Radomska i wyciągam numer 56, a że w tym roku są jakieś zmiany więc poborowych mniej i wobec braku poborowych biorą wybór Ii klasy.

Przyjęty jestem do wojska i po dwóch tygodniach mam się stawić na zborczy punkt do Radomska. Na oznaczony czas stawiłem się, a za kilka dni już jadę do strzelców do miasta Aschabadu do Kraju Zakaspijskiego za Morze Kaspijskie. Jadę przez Warszawę, Brześć Litewski, Konotopy, Worożbę, Homel, Charków, Rostów n. Donem, Zunada, Geok-Tepe, Kizli-Arwat i miasto Aschabad, 14 dni jazdy było tam.

Zajechaliśmy na miejsce, tutaj nas ustawiono w szeregi po wojskowemu, a było nas Polaków około 200 ludzi z trzech powiatów będzińskiego, częstochowskiego i noworadomskiego. Tutaj przychodzi generał major Swieczin i jak zacznie nas chwalić z jakiego sławnego narodu jesteśmy, jaki bogaty nasz kraj w minerały, jak węgiel kamienny, to w lasy, to w grzyby i ryby, to znów , że wszystko stało się z woli Bożej, że my tak sławni wojacy przyszli służyć ruskiemu cesarzowi . Po skończonej przemowie muzyka rżnie marsza i dalej do koszar do 2 Zakaspijskiego Batalionu Strzeleckiego. Przyłączają mnie do 4 roty jako mniejszego wzrostem. (…)

Autor: Sławomir Saładaj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij