Garzena
A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkęW 1930 roku trenerem pabianickich bokserów z Towarzystwa Sportowego „Kruschender” był włoski olimpijczyk Eduardo Garzena (1900-1984), pięściarz wagi piórkowej, brązowy medalista Igrzysk Olimpijskich w Antwerpii w 1920 roku.
Przegląd Sportowy: Eduardo Garzena nowy trener bokserski Polskiego Związku Bokserskiego przyjechał do Łodzi i zabrał się energicznie do pracy. Łódzki Okręgowy Związek Bokserski przeprowadził podział zawodników na grupy mniej i więcej zaawansowanych pięściarzy i przyjął plan pracy. Przez cztery dni treningi odbywać się będą w Łodzi i przez dwa dni w tygodniu w Pabianicach.
Nowy trener liczy 29 lat, urodzony jest w Turynie a stale mieszka w Mediolanie. Karierę sportową rozpoczął bardzo wcześnie (w roku 1916) w Genewie, gdzie cztery lata później zdobył mistrzostwo Szwajcarii w trzech wagach: koguciej, piórkowej i lekkiej. Olimpiada antwerpska w roku 1920 widzi Garzenę w barwach reprezentacji Italii, gdzie odniósł pełnowartościowe sukcesy i dobił do finału, kiedy został zwyciężony przez mistrza Francji Fritcha.
Dwa lata później Garzena przerzucił się do obozu zawodowców i pierwsze swe sukcesy jako profesjonał odnosi początkowo we Włoszech, później objeżdża niemalże całą Europę i Południową Amerykę. W 1928 r. zostaje Garzena powołany na stanowisko generalnego trenera ansamblu włoskiego na olimpiadę amsterdamską, gdzie jak wiadomo, Włosi odnieśli szereg sukcesów.
Ostatnią swą walkę jako zawodowy pięściarz stoczył Garzena w połowie listopada ubiegłego roku w Genewie z Parisem, którego zwyciężył na punkty. Garzena stoczył przeszło pół tysiąca spotkań, z czego większość przechylił na swoją korzyść.(Przegląd Sportowy nr 14/1930 r.) Pierwsze wrażenia
Korzystając z przyjazdu nowego trenera bokserskiego Garzeny, udaliśmy się do niego celem zaczerpnięcia nieco informacji i zorientowania się jakie wrażenie pierwsze odniósł po przyjeździe do Polski.
Garzena wita się z nami uprzejmie i chętnie odpowiada: W boksie pracuję od 15 lat, zaczynając od czterech lat amatorstwa w Szwajcarii, po czym we Włoskiej Federacji Bokserskiej. Przygotowałem włoską reprezentację na olimpiadę, a jak panowie wiecie, siedmiu wysłanych do Amsterdamu Włochów, wywalczyło nam trzy mistrzostwa świata i jedno trzecie miejsce, co przyniosło nam pierwsze miejsce w ogólnej klasyfikacji. W mojej dotychczasowej karierze trenera miałem tak amatorów, jak i profesjonalistów.
Ostatnio czterech amatorów włoskiego boksu zostało zaangażowanych na występy w Ameryce. Dwaj z nich, Piazza, waga średnia i Arcelli, lekka- to moi uczniowie.
Sport polski znam z wiadomości prasowych włoskich, w szczególności z łamów „Gazetta della Sport”. Widocznie Polacy rozporządzają dobrym materiałem i techniką, skoro oparli się tak skutecznie Niemcom podczas ostatniego meczu Polska-Niemcy (6:10), co uważam za pierwszorzędny rezultat, zwłaszcza przy absencji dwóch czołowych bokserów. Sami Niemcy zresztą uznali, że to była najcięższa dla nich walka, jaką przeszli.
Do pracy mam zamiar zabrać się energicznie. Zobaczę materiał, poznam się z moimi uczniami i postaram się podnieść ich technikę. Może uda mi się odkryć nowe indywidualności. W każdym razie będę się starał wyrobić u każdego boksera wiarę w zwycięstwo, wykształcić jego „samopoczucie”, wpłynąć na pewną „równość”, no i rozwijać indywidualne dodatnie strony.
Jestem zwolennikiem techniki i inteligencji w boksie, a nie brutalnej siły tylko i na tej zasadzie opierając się, stworzyłem sobie pewien system, w którego wartość, jak wykazały doświadczenia z boksem włoskim, nie mam powodu powątpiewać. Bokser musi być do walki przygotowany duchowo i technicznie, w przeciwnym razie walczy nierówno i zawodzi, na obie strony zatem będę zwracał jednakową uwagę.
I jeszcze jedno, postaram się zdobyć zaufanie moich uczniów, bo kontakt z trenerem to także ważny, w walce na ringu, czynnik zwycięstwa. Jestem przekonany, że napotkam tutaj dobre warunki pracy i pomoc. Pozostaję na Śląsku krótko, po czym wyjeżdżam do Łodzi i Pabianic.
Podziękowaliśmy naszemu rozmówcy za uprzejme jego wynurzenia i pożegnaliśmy miłego Włocha, życząc mu powodzenia. (Sport nr 2/1930 r.)
W Łodzi i Pabianicach
Włoch Eduardo Garzena, nowy trener bokserów polskich został wskutek usilnej prośby Łódzkiego Związku Bokserskiego przydzielony natychmiast dla Łodzi. Garzena spodziewany jest w Łodzi w nadchodzący piątek i będzie już obecny na międzynarodowym meczu bokserskim Łódź-Górny Śląsk. Pobyt jego w Łodzi obliczony jest na dwa miesiące.
Plan pracy jest następujący: treningi odbywać się będą w Łodzi cztery razy w tygodniu. We wtorki i soboty treningi odbywać się będą w Pabianicach. Trwać one będą każdorazowo 4 godziny, od 6 do 10 wieczorem, przy czym dwie pierwsze godziny zarezerwowane są dla początkujących, dwie następne dla zaawansowanych.
Treningi odbywać się będą w sali Zjednoczonych i Kwiatkowskiego. Dotąd zostało zgłoszonych przeszło stu zawodników, co daje miarę zainteresowania boksem w okręgu łódzkim, a dodać należy, że do treningu dopuszczani są jedynie zawodnicy klubów należących do Polskiego Związku Bokserskiego. (Przegląd Sportowy nr 6/1930 r.)
Trener bokserski p. Garzena przybył już w Włoch do Polski. Pierwsze dwa dni swego pobytu p. Garzena poświęcił zapoznaniu się z pięściarzami śląskimi, o których umiejętnościach wyraża się jak najpochlebniej. Od środy 5 lutego p. Garzena rozpoczął swą pracę w okręgu łódzkim. (Przegląd Sportowy nr 13/1930 r.)
Sekcja bokserska „Kruschendera”, która pierwsza wprowadziła do okręgu łódzkiego sport pięściarski i przez wiele lat dominowała w sporcie polskim, po wyjeździe Gerbicha do Brazylii mocno podupadła i nie wykazywała najmniejszej żywotności. Obecnie nastąpił renesans sekcji. Kierownictwo sekcji objął prezes klubu, były prezes Okręgowego Związku Bokserskiego p. Ryszard Kenenberg, którego ambicją jest podnieść znów na odpowiednio wysoki poziom sztandar swego klubu.
Sekcja bokserska „Kruschendera” została kompletnie zreorganizowana, liczy obecnie już 30 wartościowych pięściarzy, korzystających przez cztery dni w tygodniu ze wskazówek trenera włoskiego Garzeny.
Garzena znalazł w Pabianicach bardzo wdzięczne pole do pracy, ma bowiem obowiązkowych uczniów. Jest on z ich postępów bardzo zadowolony. W nadchodzącą niedzielę organizuje „Kruschender” mistrzostwo klubowe, które ze względu na znaczny postęp pięściarzy pabianickich zapowiada się bardzo interesująco. Do mistrzostw stają: Kuropatwa, Zarzycki, Kraszewski, Podstawka, Wójcik, Fadzak, Baranowski, Olejnik, Ryczel, Raźniewski, Zalikowski, Loch, Busse, Filipiński, Kłys, Łukasik, Grzegorczyk, Szyc, Kamiński, Berlak, Jędrysiak, Konieczny. (republika nr 63/1930 r.)
Garzena rozrywany
Donoszą nam z Warszawy, że Warszawski Okręgowy Związek Bokserski wystosował do Polskiego Związku Bokserskiego pismo, w którym domaga się natychmiastowego przeniesienia trenera Eduarda Garzeny z Łodzi do stolicy, albowiem w myśl pierwotnego rozkładu pracy trenera zagranicznego, miał on objąć treningi w Warszawie z dniem 15 lutego. Trener Garzena bawi w Łodzi zaledwie od tygodnia i w myśl ostatniego postanowienia PZB pobyt jego w Łodzi potrwa przez 3 miesiące.
Żądania stolicy są o tyle niesłuszne albowiem Łodź została i tak już poważnie poszkodowana. Przypominamy tylko aferę z pierwszym trenerem Nisplem, który po dwóch tygodniach uciekł z Łodzi z powodu niewywiązywania się PZB ze swoich zobowiązań finansowych. Nie można urządzać szopki. Trener Garzena musi w Łodzi pozostać przez całe 3 miesiące i okręgowemu związkowi zwracamy uwagę na zakusy stolicy, by nie dopuścił do nowego skandalu. (Republika nr 46/1930 r.)
Stamm o Garzenie
Feliks Stamm: (…) Chciałbym przedstawić Edwarda Garzenę. Był to porządny i solidny chłop. Miał za sobą bogatą karierę bokserską. W 1920 r. zdobył w Antwerpii w czasie igrzysk olimpijskich srebrny medal, a dwa lata później stał się zawodowcem: ogółem stoczył ok. 400 walk. Przez pewien czas był trenerem związku włoskiego i przyszykował drużynę Italii na olimpiadę w Amsterdamie (1928). Włoch był niewątpliwie dobrym trenerem i nauczył wiele naszych bokserów. Nie był jednak należycie wykorzystany przez Polski Związek Bokserski.
Garzena był człowiekiem uczciwym i bardzo go bolało, że PZB nie interesuje się jego pracą i trener ten mówił wręcz, że nie chce brać pieniędzy za darmo. Garzena szybko zorientował się w stosunkach panujących w pięściarstwie polskim. – Ci panowie – (chodzi o działaczy łódzkich) – nie mają posłuchu w stowarzyszeniach i klubach sportowych. Drobne ambicje i ambicyjki przeszkadzają im w pracy. Jeden pod drugim kopie dołki - tak mowwił Garzena i miał rację. (…)
- w Polsce macie doskonały materiał bokserski – mówił mi często Włoch. – Niejeden Polak mógłby być mistrzem świata, gdyby nie brak dyscypliny, a przede wszystkim wytrwałości w treningu. Najlepiej poznałem bokserów okręgu łódzkiego. Jest to doskonały element – odporny i ambitny, rekrutujący się z mas robotniczych. Po tych chłopcach widać, że twarde życie i przeciwności losu nauczyły ich wiele. Jeśli chodzi o klasę międzynarodową bokserów łódzkich, to jeszcze wiele brakuje im do doskonałości. Na przykład taki Seweryniak musi jeszcze uczyć się pracy nóg. W ogóle praca nóg – to słaba strona bokserów polskich. Walczą na całych stopach, a defekt ten jest tak dalece zakorzeniony, że trudno ich od tego oduczyć – dzielił się ze mną Włoch fachowymi uwagami. (Sztandar Młodych nr 201/1951 r.)
Zdjęcie
W dodatku ilustrowanym Głosu Porannego z 23 marca 1930 r. ukazało się zdjęcie Garzeny oraz Nowaka, Mańskiego, Kruschego, Milsza i Kanenberga na tle młodych bokserów sekcji „Kruschender”, która rokowała wielkie nadzieje.
Głos Poranny : dodatek ilustrowany. 1930-03-23 R.
Autor: Sławomir Saładaj