Kiss
A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkęW 1939 roku ukazała się publikacja Erwina Kissa z cyklu „Unsere Heimat”, która wzbudziła spore emocje redaktorów Gazety Pabianickiej podyktowane napiętą sytuacją polityczną owego czasu.
„W Poznaniu wydana została broszurka napisana przez Erwina Kissa, nauczyciela szkoły i gimnazjum niemieckiego w Pabianicach. Tytuł książki brzmi: „Unsere Heimat”. Nakładcą jest Towarzystwo Historii Niemieckiej w Poznaniu. Broszurka opisuje Pabianice i okoliczne wsie. Zawiera ona rys historyczny osiedlania się Niemców w naszym okręgu, poczynając od roku 1816.
Dokładnie wyliczone jest z imienia i nazwiska oraz daty przybycie poszczególnego osadnika i ilość mórg gruntu, jakie otrzymał. Następnie przedstawiony jest dokładny spis obecnych kolonistów, ilość osób w rodzinie, ilość posiadanych mórg gruntu. Nie tylko osadnicy brani są pod uwagę, ale również i cały szereg osób osiadłych w Pabianicach, Zelowie, Aleksandrowie itd. zajmujących się pracą w przemyśle. Dotychczas wszystko jest we względnym porządku. Jednakże po chwili wychodzą krogulcze łapy pruskiej buty i zachłanności na cudze mienie i cudze prawa.
Chociaż w danej chwili Pabianice nie zostały jeszcze przyłączone do Trzeciej Rzeszy, a nawet nie dostały się pod „protektorat” na wzór Czech, to autor już przechrzcił szereg nazw na krzyżacki język: wieś Bukowiec to obecnie – „Kὂnigsbach”, Starowa Góra – „Effingshausen”, Markówka – „Hochwald” itd.
O ile w okolicach Pabianic zamieszkuje ewangelik, to chociażby nazywał się Mikołaj Rej z Nagłowic, zalicza go do „wybranego narodu”, tj. czyni go rasistą niemieckim. O ile zaś katolik nosi nazwisko niemieckie, również zaliczany jest do Niemców, bez względu czy się nazywa Traugutt, Tetmajer. Oto szereg nazwisk rzekomych Niemców: Adamkiewicz, Bednarski, Dobski, Galewski, Kowalski, Piotrowski, Toporski, Lenicki, Łachaciński, Kasprzak itd. Do tej kategorii zapisane są również znane w Pabianicach nazwiska: Ebenrytter, Manitius, Ruszewski.
Osoby poszkodowane mają wszelkie prawo pociągnąć autora do odpowiedzialności karnej za „zniesławienie”. Wszak stare polskie przysłowie od wieków głosi: „Być Niemcem, to nie tyle grzech, ile brzydkie”. Przyznać trzeba, że tupet i bezczelność niemiecka jest bezgraniczna”. (Gazeta Pabianicka nr 27/1939 r.)
W 1945 roku okupacyjne władze amerykańskie w Niemczech wycofały m. in. publikację E. Kissa z obiegu czytelniczego jako przykład nazistowskiej propagandy.
O kontekście powstania wspomnianej książki pisał Krzysztof P. Woźniak: „(…) Podstawowy zasób opracowań interesującej nas problematyki powstał w latach 1920-1944 głównie za sprawą autorów wywodzących się ze środowiska mniejszości niemieckiej w Polsce. Licznymi, drobnymi przyczynkarskimi, ale nierzadko bogatymi w szczegóły pracami odpowiadali na zainteresowanie swego otoczenia przeszłością, historycznymi korzeniami niemczyzny w Polsce. Jednocześnie utrwalali tradycję własnej, żyjącej w diasporze grupy narodowościowej, kreśląc fragment rozległej panoramy osadnictwa niemieckiego w Europie. W grupie tej czołową rolę odgrywali historycy, krajoznawcy, w większości nauczyciele gimnazjów i szkół niemieckich w II Rzeczypospolitej (m. in. Albert Breyer, Erwin Kiss, Robert Klatt, Wolfgang Kohte, Walter Kuhn, Herman Textor), skupieni wokół redagowanego od 1924 roku przez Alfreda Lattermanna czasopisma Deutsche Wisenschaftliche Zetschrf fὕr Polen”. (Krzysztof P. Woźniak „Niemieckie osadnictwo wiejskie między Prosną a Pilicą i Wisłą od lat 70. XVIII wieku do 1866 r.”, 2013)
W 2011 roku tygodnik Moje Miasto Pabianice zapowiadał, że ukaże się reprint książki Erwina Kissa przygotowanej przez wydawnictwo „Grako”. Wszystkich zainteresowanych tematyką Niemców pabianickich odsyłał do przygotowanego przez wydawnictwo Andrzeja Gramsza reprintu książki Erwina Kissa z serii Unsere Heimat pt. „Pabianitz. Geschichte des Deutschtums einer mittelpolnischen Stadt und ihrer Umgebung” co w języku polskim oznacza „Pabianice. Dzieje społeczności niemieckiej miasta w środkowej Polsce i jego okolicach”. Reprint książki wydanej w Poznaniu tuż przed wybuchem wojny w 1939 r. wydawca przetłumaczył na język polski.
Nagłe odejście przedsiębiorcy z tego świata zablokowało realizację projektu wydawniczego. Jednak Andrzej Gramsz zdołał jeszcze opublikować w Moim Mieście artykuł zatytułowany „Osadnicy niemieccy z Pabianic”.
Pobyt pierwszych Niemców w Pabianicach został odnotowany w dokumentach z 1793 r. W liczącym 482 mieszkańców mieście wielu Niemców znalazło zatrudnienie w ratuszu. W tym czasie, na skutek rozbiorów Polski, miasto zostało wcielone do utworzonej prowincji Prus Południowych. Burmistrzem został Johan Schulz, pisarczykiem Samuel Gotfried Schimiuk, a Johanas Gotlob Wolmar był odpowiedzialny za miejskie sądownictwo. Gminą Pabianice zarządzał wójt Georg Mattner.
Prusacy w 1804 r. w pobliskim Widzewie utworzyli kolonię, zasiedlając ją pierwszymi ośmioma rodzinami przybyłymi ze Szwabii. Każdy z osadników otrzymał po 4 morgi ziemi do zagospodarowania. Osiedle to, dotychczas nazywane Kolonią Widzew, w 1818 roku przemianowano na Dąbrowę. Później Dąbrowę włączono do Ksawerowa.
W bliskiej i dalszej okolicy powstawały liczne osady niemieckich kolonistów. Nazwy miejscowości i nazwiska osadników oraz wielkości gospodarstw liczonych w morgach wymienione zostały w wykazie z 1816 r. W Kudrowicach gospodarowali: Arlet Karl – 40 mórg, Koepler Heinrich – 70, Libich Paul – 70 i Radfelder Tobias – 70 mórg. We wsi Mogilno po 70 mórg mieli: Bejenke Martin, Bus Jacob, Gerke Christoph, Gerke Martin i Kurtz Jakob. W Piątkowisku: Bich Jacob, Keym Friedrich, Kiefer Ludwig, Korb Heinrich, Kuntz Peter i Merfchel Heinrich. Ogółem w 31 miejscowościach wokół Pabianic było trzystu dwunastu niemieckich gospodarzy, a licząc po sześć osób w rodzinie, mogło to stanowić około dwa tysiące osadników.
Kolejna fala niemieckiego osadnictwa fabrycznego, na skutek działań rządu warszawskiego, który chcąc uprzemysłowić tereny królestwa zainicjował akcję osadniczą w Pabianicach i Ksawerowie, nastąpiła w latach dwudziestych XIX w. Pabianice obok wielu innych miast (Łodzi, Zduńskiej Woli, Ozorkowa, Zgierza, Turku, Koła, Rzgowa, Wolborza, Sulejowa, Szadku) uzyskały status miasta fabrycznego, a jego korzystne położenie oraz swobodny dostęp do wód i bogactwo drewna sprzyjały osiedlaniu się sukienników i tkaczy. Na zlecenie rządu, pochodzący z Czech Johann Fleisner sprowadził z Niemiec pierwsze pięćdziesiąt rodzin specjalizujących się w tkactwie i przędzalnictwie. Później za te usługi na rzecz rządu otrzymał działkę 103,6 ha gruntów pozostałych po zlikwidowanym folwarku pabianickim.
Do Pabianic niemieccy osadnicy przybywali nieprzerwanie od 1793 do 1860 r. Pierwsze trzydzieści rodzin zamieszkiwało na Starym Mieście już przed 1816 r.
Pierwsi sukiennicy, w liczbie 14 rodzin, przybyli w 1825 roku. W 1826 r. było już 30 fabrykantów z Gottlibem (Bogumiłem) Krusche na czele. W roku1827 na 2155 mieszkańców w mieście zamieszkało 655 osób wyznania ewangelicko-augsburskiego (30,4%) i 134 Żydów. Sami sukiennicy jednak, którzy rozpoczęli migrację przed 1830 r., dziesięć lat później, w 1840 r., już się nie pokazywali, rosła natomiast w mieście liczba tkaczy zasiedlających działki na lewym brzegu Dobrzynki.
Spośród niemieckich osadników, w 1840 r. w mieście było 38 tkaczy, 10 fabrykantów bawełnianych, 1 fabrykant bielizny ciągnionej, 2 farbiarzy. Innych rzemieślników naliczono trzydziestu. Na planie miasta z 1824 r. teren ten nazwano Nowym Miastem. Nowe Miasto niemieccy osadnicy budowali latami na terenach byłego folwarku pabianickiego za rzeką Dobrzynką.
Józef Radoszewski z 1827 r. taki przedstawił opis nowej osady: „Poniżej Zamku w prostym kierunku ciągnie się Nowe Miasto aż do rogatki. Centralną ulicą jest Zamkowa, której szerokość i topole, którymi jest obsadzona, szczególnie ją odznaczają. Zaraz za drugim mostem, po lewej stronie od wjazdu z miasta, ponad strumieniem, mającym w każdym czasie dostateczną wodę, urządzony jest kosztem rządu bielnik na potrzebę miejscową i okolic”.
W piśmie skierowanym do kaliskiego urzędu gubernialnego w dniu 7 września 1825 r. burmistrz Pabianic zachęcał, „aby zapewnić przyjezdnym fabrykantom najlepsze warunki pracy i zamieszkania, i nie dopuścić do wywozu towarów do fabrycznej Łodzi”. Nowe Miasto rozwijało się niezwykle dynamicznie za sprawą niemieckich tkaczy, fabrykantów i rzemieślników. Miasto wraz z Nowym Rynkiem stanowiły wówczas ulice: Zamkowa, Świętokrzyska, Długa, Świętego Rocha i Złota (dzisiaj Kolbego).
W 1826 r. niemieccy sukiennicy założyli korporację cechową. Księgi cechu prowadzono w języku polskim i niemieckim, bowiem większość członków mówiła po niemiecku. Dziesięć lat później cech otrzymał pierwszy sztandar, a w 1854 r. drugi. Na zachowanym do dzisiaj drzewcu widnieje niemiecki napis „Niech żyje prześwietny kunszt cechu tkaczy w Pabianicach”. Do cechu należeli prawie wyłącznie niemieccy tkacze. Najstarszymi mistrzami byli Amrosius Schulze i Gottlib Krusche (w latach 1826-1843), Józef August Fihrih i Józef Nowotny (1844-1846), Antonius Dinzer i Klikar (1847-1849), Ambosius Hazek (1850-1853), Josef August Fuhrih i E. Krusche (1855-1864), Vincencius Dere i Josef Schnabel (1865-1877), Nikolaus Wendler (1878-1885), Franciszek Gryzel (1887-1884), Adolf Jaroszka (1906-1909), Adolf Hille (1910-1917). (Andrzej Gramsz „Osadnicy niemieccy z Pabianic”, Moje Miasto Pabianice nr 43-44/2011 r.)
Gimnazjum
Do czasu radykalizacji mniejszości niemieckiej w duchu nazistowskim pod koniec lat 30. ub. wieku relacje polsko-niemieckie układały się poprawnie. W 1927 roku uczniowie Gimnazjum Niemieckiego w Pabianicach wystawili nawet „Balladynę” J. Słowackiego w języku polskim o czym pisała Gazeta Pabianicka.
W piątek 28 bm. zespół dramatyczny młodzieży Gimnazjum Niemieckiego w Pabianicach wystawił w sali Stowarzyszenia Gimnastycznego „Balladynę” Juliusza Słowackiego w języku polskim. Stroje sprowadzono z Teatru Miejskiego w Łodzi. Reżyserował sztukę bardzo starannie prof. Stanisław Brochwicz Lewiński. Na sali od chwili podniesienia kurtyny panował niezwykle podniosły nastrój. Przesuwały się przed oczyma widza sceny odtworzone przez młodzież niemiecką z wysiłkiem prawdziwie artystycznym. Grano bez pomocy suflera, przy czym na czystą i piękną polską wymowę skierowano specjalną uwagę. Nadzwyczajna punktualność, z jaką spektakl zaczęto, ład i porządek zakulisowy, oraz planową i celową organizację całości (najdłuższy antrakt siedem minut) podkreślamy! Tłumnie zgromadzona na sali publiczność nagrodziła młodocianych artystów rzęsistymi oklaskami.
Na ogólne żądanie powtórzone zostanie przedstawienie „Balladyny” w niedzielę, 6 listopada, o godzinie 4:15 po południu punktualnie. Bilety po cenach zniżonych od 50 groszy do 3 złotych nabywać można w księgarni p. Keila. Dochód przeznaczony na wpisy dla niezamożnych uczniów i uczennic. Kto nie miał sposobności zobaczenia sztuki w piątek niech spieszy z nabyciem biletu. Gra warta była wysiłku. (Gazeta Pabianicka nr 45/1927 r.)
Dokument z WBC (Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa)
Autor: Sławomir Saładaj