Pastor Krusche
A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkęPod koniec lat 30. minionego stulecia luteranie - zwłaszcza o polskiej tożsamości - w Pabianicach byli zaniepokojeni przenikaniem idei nazistowskich do Kościołów ewangelickiego i katolickiego w Niemczech w myśl zasady, że „Niemcy i nazizm to jedno”. Głos Ewangelicki informował, że w trzech miastach Meklenburgii otwarte zostały kościoły poświęcone nowej religii neopogańskiej. Na jedną z tych świątyń zamieniony został kościół katolicki św. Gertrudy, w którym zamiast krzyża postawiono swastykę, a w ołtarzach umieszczono popiersie Hitlera, zaś zamiast Matki Boskiej – symbole macierzyństwa: kobietę niemiecką w otoczeniu dzieci.
Tak oto jest przykład poglądowy, że „Deutsch und National – Sozialistisch (tzn. hitleryzm) ist nich mehr zu trennen” – zasady, którą głosi ks. Krusche z Rypina, dziś pchający się do parafii w Pabianicach”. (Głos Ewangelicki nr 8/1938 r.)
Dzięki zakulisowym zabiegom starającego się o tutejszą parafię pewnego młodego pastora i jego „zasługom”, miejscowy, sędziwy proboszcz ks. Rudolf Schmidt nie uprzedzony o tym otrzymał emeryturę. O swoim zemerytowaniu dowiedział się ks. Schmidt przypadkiem z gazet łódzkich na długo przed tym nim go powiadomiono oficjalnie.
Ów kandydat na pastora pabianickiego odwiedzał Pabianice i wyjednywał sobie gościnne kazania w kościele bez wiedzy miejscowego pastora, na którego miejsce Kolegium Kościelne pabianickie zamierzało go zaprosić. Przeciwko podobnym manierom i praktykom Kolegium Kościelnego i przezeń predestynowanego kandydata podniosła się opinia całego zdrowo i etycznie myślącego społeczeństwa, które przeważnie jest niemieckiej narodowości.
I oto curiosum: w niemieckim społeczeństwie ewangelickim młody pastor, wychowanek uniwersytetu w Lipsku, stypendiat Gustaw Adolf Vereinu, teoretyk hitleryzmu w naszym kościele i sam hitlerowiec – nie znalazł najmniejszego oparcia.
Wszyscy stanęli po stronie długoletniego wikariusza, którego pragnęli widzieć następcą ks. Schmidta. Wówczas Kolegium Kościelne chcąc per fas et nefas przeforsować swego kandydata, postanowiło utworzyć dwa równoległe stanowiska proboszczów dla obu kandydatów: swego i ogółu parafian i z takim wnioskiem wystąpiło na ogólnym zebraniu w dniu 13 lutego.
Zebranie parafialne było niespodziewanie bardzo liczne. Oburzeni postępowaniem Kolegium Kościelnego zebrani dawali głośny wyraz swemu niezadowoleniu z machinacji kolegium, które nie czując gruntu pod nogami cofnęło wniosek, a przewodniczący ks. superintendent J. Dietrich nie dopuścił do dyskusji i zebranie rozwiązał. W ten sposób zdrowy odruch ogółu parafian zwyciężył.
„Lodzer Freie Presse”, podając o powyższym zebraniu wiadomość, milczy znacząco o bliższych okolicznościach tego zebrania, a „Luthererbe in Polen” organ ks. Waldemara Kruschego o tym wszystkim z nieukrywanym rozczarowaniem pisze, że „Die Bemὕhungen um die Wahl lines Nachfolgers fὕr den aus Seinen Amt geschiedenen P. R. Schmidt haben recht unerfreuliche Formen angenomen”. – A dalej: „... wӓre zu winschen, dass sich alle dessen bewusst werden mὂchten dass nicht jeder Kampf der Kirche zum segen gereicht”.
Szkoda, że ks. Kleindienst i ks. Krusche do takiego wniosku doszli dopiero wtedy, gdy o skórę jednego z nich chodzi i gdy środki jakimi zwalczano dotychczas polskich pastorów i Niemcom dały się dotkliwie, ale sprawiedliwie we znaki.
My bowiem zawsze podobne metody zwalczaliśmy i zwalczamy, bez względu na to, kto ich się ima i przeciwko komu one bywają stosowane. (Głos Ewangelicki nr 9/1938 r.)
Ks. W. Krusche nadesłał nam długie pismo, którego ze względów technicznych w całości zamieścić nie możemy. Wynika z niego, że ks. Krusche wypiera się tego, aby popierał niemiecki narodowy socjalizm w Kościele. Co zaś dotyczy stosunku narodowego socjalizmu niemieckiego do Kościoła, to ks. Krusche uważa za swój święty obowiązek ani o krok nie odstąpić od czystej nauki luterskiej i głosi „Widerstand bisaufus Blut”.
Zarzut popierania niemieckiego socjalizmu w naszym Kościele postawiony został ks. Kruschemu z powodu ukazania się jego artykułu „Zurὕck zu Luther” obok artykułu pana Stewnera w jednym numerze „Luthererbe in Polen”, w którym ten autor uzasadnia i propaguje, że „nationalsozialistisch und deutsch auch im Auslandsdeutschtum ist nich mehr zu trennen”.
Z takiego zestawienia artykułów wynikała solidarna odpowiedzialność ideowa współpracowników jednego pisma w jednym i tym samym numerze. Ks. Krusche takiej konsekwencji nie uznaje, aczkolwiek zastrzega się, że nie wypowiada się tym samym merytorycznie.
Co się tyczy ubiegania się o parafię pabianicką to oświadcza: „ani razu nie ubiegałem się o gościnne kazanie w Pabianicach” i że z tą sprawą nic nie ma do czynienia, gdyż w niej „rąk nie maczał”. Zamieszczamy powyższe wyjaśnienia lojalnie, a nie chcąc sprawy dalej rozkładać na forum publicznym powstrzymujemy się tak od podania faktów, które posiadamy, jak i od ich naświetlenia. O ile powyższe nie wystarczy ks. Kruschemu, wtedy to uczynić zmuszeni będziemy obszernie. (Głos Ewangelicki nr 13/1938 r.)
Autor: Sławomir Saładaj