NZR
A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkęW kręgu środowiska narodowego w Pabianicach powstały m. in. takie organizacje jak Polska Macierz Szkolna – edukacja i kultura, „Społem” – spółdzielczość, „Sokół” – sport. Wiodącą rolę odgrywał Narodowy Związek Robotniczy (NZR), o którego działalności pisał Feliks Piskorski w artykule „Znad Dobrzynki” opublikowanym w periodyku „Kiliński” w 1936 roku.
Z góry się zastrzegam, że praca moja nie obejmuje całokształtu życia organizacyjnego czasów walki o Polskę, nie czuję się bowiem do takiej powołany, ani nie umiałbym wniknąć we wszystkie tajniki ówczesnej ciężkiej, mozolnej i niebezpiecznej pracy w szeregach NZR. Pragnę jednak zachęcić do pracy wszystkich innych kolegów pabianickich i myślę, że każdy z nich, gdyby tylko zechciał, miałby bardzo wiele do napisania o czasach przeszłych, choćby o własnych przeżyciach, o tym na co patrzył własnymi oczyma i o czym wie.
Myślę też, że z czasem z tych poszczególnych opisów stworzy się pokaźna literatura naszej enzeterowskiej walki o wolność i niepodległość, o lepsze jutro polskiej klasy robotniczej – nawet z opisów kolegów pabianickich, co dla naszego miasta i dla nas w tym mieście ongiś działających i dla wielu dziś jeszcze w tym mieście żyjących, może mieć niepoślednie znaczenie.
Położone nad Dobrzynką Pabianice, jak prawie wszystkie ośrodki przemysłowe okręgu łódzkiego opanowane były w owe czasy przez niemczyznę. Robotnik polski w tym mieście, jak zresztą i wszędzie, był straszliwie wyzyskiwany i poniewierany w fabryce. O żadnych potrzebach duchowych mowy nie było, znajdowały się one dla robotnika tylko w świecie marzeń. Niemczyzna natomiast umiała się w tej dziedzinie życia społecznego zorganizować tworząc najprzeróżniejsze stowarzyszenia, których rozwój był nawet mile przez władze rosyjskie widziany. Nic dziwnego, stowarzyszenia te, nie tylko że nie godziły w wielkie Imperium Rosyjskie, ale starały się temu imperium przypodobać.
W takich czasach rozpoczęła się wśród robotników polskich tajna i cicha praca oświatowa. Znalazła się grupa pionierów ruchu narodowego wśród robotników pabianickich, do których należeli: Konstanty Janiszewski, Jan Sutorowski i inni. Nawiązali oni łączność z kilkoma wtajemniczonymi w tajne życie organizacyjne inteligentami i przystąpiono do powolnej rzetelnej pracy oświatowej nad podniesieniem przede wszystkim poziomu umysłowego polskiej klasy robotniczej i rzemieślniczej.
Ale wypada mi zacząć przede wszystkim od siebie, bo tylko w ten sposób będę mógł odtworzyć w pamięci to, na co patrzyłem w NZR. Mieszkałem wówczas w Łęczycy i tam też uczęszczałem do szkoły. Już jako 14-letni uczeń szkoły łęczyckiej otrzymywałem od brata mego, Antoniego nielegalne pisma i druki narodowe, które kształtowały mój umysł, budząc nienawiść do gnębicieli naszego narodu. Rzecz oczywista, że z tej literatury musiała się we mnie, jak i we wszystkich, którzy czuli potrzebę walki o lepsze jutro ojczyzny, rodzić tylko jedna myśl – niepodległość.
Pisma i druki narodowe otrzymywane od brata ukrywałem w książkach rosyjskich i dostarczałem do szkoły. Po porozumieniu się z kilku kolegami, których uważałem za zbliżonych przekonaniami do siebie zawiązaliśmy luźne kółko wtajemniczonych i zakazaną literaturę czytaliśmy wspólnie. Po przeczytaniu kolportowaliśmy te pisma dalej wśród okolicznych mieszkańców.
W 1903 r. przeniesiono mnie do szkoły w Łodzi. Tu w dalszym ciągu w gronie kilku wtajemniczonych kolegów propagowaliśmy ideę narodową, co przyczyniło się później do wzmocnienia ostrości w walce o szkołę polską. W 1905 r. wziąłem czynny udział przy organizacji tej walki, głównie w tzw. Aleksandrówce, gdzie wystawiono żądania wykładowego języka polskiego, mianowania nauczycieli Polaków, prawa kontrolowania szkoły przez rodziców uczniów, zniesienia ograniczeń przy przyjmowaniu kandydatów Polaków i inne.
W Łodzi strajk szkolny niezupełnie się udał, gdyż już po paru dniach większa część uczniów wróciła do szkoły. Nie należy temu się dziwić, bo większość ich rekrutowała się z Niemców, Żydów i Moskali, choć i wielu polskich synów poszło do zajęć szkolnych. Akcja ta skończyła się jednak dla mnie wydaleniem ze szkoły, o czym dyrekcja zawiadomiła rodziców za pośrednictwem policji, dając im tym samym znać o mojej nieprawomyślności. Rodzice tym się zbytnio nie przejęli.
Wkrótce potem poznałem kilku ludzi organizacyjnych z Pabianic i wciągnąłem się do ścisłej pracy partyjnej. Pierwszymi moimi wykładowcami byli Sutorowski, Klimaszewski i Janiszewski, którzy zakładali kółka oświatowe robotnicze i rzemieślnicze. Przysięgę złożyłem w mieszkaniu brata mego Antoniego i zaliczony zostałem do jego dziesiątki.
Niebawem powierzono mi kierownictwo jednego z takich kółek oświatowych, do którego należeli tkacze ręczni: Chęciński, Turek, Ratajczyk, Legendź i inni. W programie mieliśmy naukę czytania i pisania, rachunki, ogólne wiadomości o ziemi i pogadanki z historii Polski. Lekcje odbywały się w mieszkaniach poszczególnych członków koła, coraz to u innych, aby nie zwracać na siebie uwagi. Tego rodzaju praca oświatowa była koniecznością także i z tego względu, że robotnik polski w otoczeniu stojących wyżej kulturalnie Niemców, łatwo poddawał się ich wpływom i wynaradawiał się. Może to jest paradoks, ale niestety tak było, że Polak wynaradawiał się w swojej ojczyźnie pod wpływem przybyszów Niemców.
W taki sposób doszło z czasem do powstania licznych organizacji polskich, jak Polska Macierz Szkolna (Towarzystwo Naukowe), „Sokół” (Towarzystwo Sportowe), Towarzystwo Śpiewacze „Lutnia” i inne. Stowarzyszenia te powstały jako przeciwstawianie się niemczyźnie, faworyzowanej przez władze rosyjskie. W „Lutni” zorganizowały się niebawem poszczególne sekcje: chór mieszany i męski, kółko mandolinistów i kółko dramatyczne. Co miesiąc urządzano wieczornice ze śpiewem, muzyką i jakąś sztuką sceniczną, lub dawano tylko samo przedstawienie. Wieczory te zyskały niebawem w Pabianicach wielką popularność i starano się utrzymać je na ówczesnym poziomie umysłów robotniczych. Cieszyły się one duzym powodzeniem i w sposób wydatny wpływały na podniesienie ducha w robotnikach i utrwalenie polskości.
W 1910 r. urządzono zjazd przedstawicieli towarzystw śpiewaczych z całej Kongresówki. Stało się to pod pretekstem obchodu pięciolecia „Lutni”. Ponieważ na szerokie występy śpiewacze nie można było uzyskać pozwolenia władz, przeto zaproszono przedstawicieli innych organizacji śpiewaczych w charakterze gości. Przybyło około 40 przedstawicieli, wśród których było sporo wybitnych działaczy narodowych niepodległościowych. Po popisach śpiewaczych odbyła się kolacja, podczas której wygłoszono kilka mów patriotycznych. Organizatorzy Zjazdu jednak przedtem musieli się pozbyć naczelnika policji, który również przybył na bankiet, był to bowiem zjazd instytucji legalnej. Naczelnik policji przestrzegał ściśle, aby na salę nie dostał się nikt nieproszony. Ażeby się go pozbyć na czas wygłaszania mów, kilku ludzi zaprosiło naczelnika policji do mieszczącej się w tym samym domu restauracji i w ten sposób niepotrzebny tam człowiek był unieszkodliwiony.
Zebrania partyjne odbywały się w prywatnych mieszkaniach coraz to w innym miejscu. Z drżeniem serca szedłem na każde takie zebranie by usłyszeć prelegenta, który zawsze dostarczał umysłom słuchaczy nowych wiadomości z dziedziny polityki nieznanych szerszemu ogółowi i wpajał w nich uczucia patriotyczne, umacniając tym samym wiarę w niepodległość i zrozumienie potrzeby walki o wolność narodową. Niekiedy zebrania takie odbywały się w lokalu parafialnym (wikariatce) na Starym Mieście, gdzie bardzo często, obok właściwego prelegenta partyjnego przemawiał do nas i ksiądz Lniski.
Kapłan ten cieszył się w Pabianicach wielką popularnością. Przypominam sobie, że kiedy Moskale chcieli aresztować księdza Lniskiego za jego działalność narodową, kilkakrotnie wieczorem albo i w nocy trąbiono na alarm sygnałami strażackimi i bito w dzwony. Ludność wylegała na ulice zbrojna w tasaki, toporki, kije, siekiery, każdy chwytał co mu wpadło w rękę i biegł w stronę kościoła, bronić lubianego i kochanego księdza.
Dla mnie największą skarbnicą wiedzy nielegalnej były rozmowy z Janiszewskim, Sutorowskim i Nowakiem. U nich była kuźnia naszej pracy w Pabianicach. Działalność inteligentów dra Eichlera i Kamieńskiego była bardziej zakonspirowana, mieszkania ich były dostępne tylko dla wtajemniczonych, do których ja się nie zaliczałem. Otrzymywaną bibułę dla kolportażu chowaliśmy w najprzeróżniejszych skrytkach, z których najbardziej w użyciu był próg w sieni, zrobiony tylko z desek, pod którym kryły się nieraz całe paczki nielegalnej literatury, jeśli nie można jej było od razu rozkolportować.
Wciągałem się coraz bardziej do roboty i z czasem powierzono mi misję propagandy w okolicznych wsiach, by i tam niecić płomień buntu i szerzyć ideę niepodległościową. W celu zamanifestowania naszych uczuć patriotycznych w szerszych masach otrzymaliśmy kiedyś polecenie organizacyjne, ażeby w kościele parafialnym na Starym Mieście odśpiewać pieśń „Boże coś Polskę”. Były nieszpory. Rozstawiliśmy się po kościele w różnych punktach, aby to tak wypadło, że śpiewa wszystek lud zebrany na wieczorne nabożeństwo.
W obawie, że organista, który nie należał do nas będzie chciał zagłuszyć nasz śpiew, wysłaliśmy na chór kolegę Kacpra Biskupskiego, ażeby kalikował organiście do organów (kalikowanie- wprawianie nogami w ruch miechy w organach piszczałkowych, tłoczenie powietrza; kalikant – współpracownik organisty). Czynność tę spełniał zwykle jakikolwiek przygodny człowiek spośród obecnych na nabożeństwie.
Istotnie, gdy w kościele rozległ się zakazany śpiew, ksiądz proboszcz prędko uciekł od ołtarza (było już po nieszporach), a organista zagrał i … skończył, bo Biskupski przestał kalikować i powiedział, że nikogo do kalikowania nie dopuści. Organista dał za wygrane i także prędko znikł z chóru, a myśmy prześpiewali pieśń do końca.
Po ogłoszeniu konstytucji październikowej i zachęceni przykładem Warszawy, gdzie odbył się wielki pochód narodowy, organizacja narodowa postanowiła urządzić taki pochód w Pabianicach. Na czele pochodu miała jechać banderia ze sztandarem narodowym. Banderia uformowała się za miastem i od strony Górki Pabianickiej jechała w kierunku Starego Miasta. Po drodze została zaatakowana przez konnicę rosyjską i rozgromiona. Do pochodu nie dojechała. Wojsko szarżowało i kilku członków banderii zostało ranionych szablami. Między innymi przypominam sobie ranionych: Szczepana Madeja, Franciszka Maciaszka, Antoniego Millera i Marcina Łobodę.
Czoło pochodu tymczasem znalazło się u wylotu ulicy Warszawskiej, kierując się ulicami Kościelną i Bóźniczną w stronę Starego Miasta. Pochodowi zastąpił drogę kordon wojska z nastawionymi bagnetami. Dowódca oddziału wojskowego zażądał rozejścia się, ale było to niemożliwe do wykonania, ponieważ dalsi uczestnicy pochodu, nie wiedząc o przeszkodzie parli naprzód. Pochód się wreszcie zatrzymał, ale nikt nie uciekał. Po długich pertraktacjach wojsko cofnęło się i pochód przepuszczono. Szedł do kościoła. Lud pabianicki wykazał wówczas mocno swoją postawę, bowiem mimo wojska, gotowego do zaatakowania pochodu bagnetami, popłochu nie było.
Jak mocno już wżarł się w serca ludzi bunt i gotowość walki świadczy również odbywający się któregoś dnia w 1905 r. pod gołym niebem wiec na placu strażackim. Nadjechało wojsko i otoczyło uczestników wiecu, a dowódca rozkazał rozejść się. Wojsko z gotowymi do strzału karabinami ścieśniało się coraz bardziej, wpychając tłum na ulicę. Tłum rozchodził się powoli, bez popłochu.
amiętam później smutne dni walki bratobójczej. Socjaliści napadali na naszych kolegów i zabijali ich, bowiem nasza robota narodowa przeszkadzała im w ich umiędzynarodowianiu polskiego robotnika. Myśmy chcieli Polski, oni międzynarodowego socjalizmu.
Pewnego wieczoru w 1906 r., gdyśmy w kilku byli zebrani w prywatnym mieszkaniu kol. Eichlera w celu omówienia pewnych spraw organizacyjnych związanych z Towarzystwem Gimnastycznym „Sokół”, przyniesiono tam postrzelonego przez socjalistów członka NZR Malinowskiego, który następnego dnia zmarł w szpitalu Kindlera wskutek odniesionych ran.
Kiedy indziej znowu wracałem z zebrania partyjnego, które odbyło się u kolegi Hansa przy ulicy Łąkowej, usłyszałem za sobą strzały rewolwerowe. Byłem wówczas na Nowym Rynku. Okazało się, że był to zamach na kolegę naszego Mieczysława Tomczaka, którego socjaliści postrzelili. Tomczak wracał wtedy z tego samego zebrania.
Pewnego razu spotkałem grupę ludzi na ulicy Tuszyńskiej. Było to w nocy. Tknięty przeczuciem zatrzymałem się chwilę z dala i niebawem spostrzegłem, jak ci ludzie pobiegli naprzód. Otoczyli kogoś wokoło i grozili mu zabiciem, jeśli nie przestanie prowadzić roboty narodowej. Był to Jarmakowski. Podszedłem bliżej i wtrąciłem się do sporu, który skończył się szczęśliwie i grupa socjalistów przepuściła Jarmakowskiego i mnie wolno. Być może podziałały tutaj moje, łagodzące sprawę argumenty.
Pracowałem jeszcze potem na niwie narodowej przez wiele lat aż do odzyskania niepodległości, ale ponieważ nie była to już robota czysto enzeterowska, ale ogólnonarodowa, przeto pomijam ją tutaj milczeniem. (Feliks Piskorski „Znad Dobrzynki”, Kiliński nr 3/1936 r.)
Przyczynek
Wspomnienia Feliksa Piskorskiego – działacza Narodowego Związku Robotniczego, odnotowała Gazeta Pabianicka. Współzałożycielem i redaktorem tej gazety był doktor Witold Eichler - prominentny członek NZR oraz inicjator wielu przedsięwzięć społecznych, oświatowych i kulturalnych.
Ostatnio mamy do zanotowania miły fakt, a mianowicie Stowarzyszenie Kilińczyków i Enzeterowców (organizacja skupiająca weteranów Narodowego Związku Robotniczego oraz członków bojówek patriotycznych określanych jako „Kilińczycy”) rozpoczęło wydawać czasopismo „Kiliński”, w którym również zbierają dowody walki tej organizacji o Polskę niepodległą. W numerze trzecim „Kilińskiego” za miesiąc lipiec ukazała się praca Feliksa Piskorskiego „Znad Dobrzynki”. Sam autor jednak już od dawna nie zamieszkały w naszym grodzie, tak się zżył z Pabianicami, że uważał za właściwe w krótkości podać do „Kilińskiego” przebieg pracy prowadzonej przez NZR w naszym mieście.
Opowiada więc autor, jak rozpoczął pierwsze prace organizacyjne, stykając się z Sutorowskim, Klimaszewskim, Janiszewskim, Nowakiem tudzież Eichlerem i Kamieńskim. Główny nacisk kładziono wtedy na wpajanie uczuć patriotycznych oraz na pracę kulturalno-oświatową, prowadzoną przez Polską Macierz Szkolną, Towarzystwo Śpiewacze „Lutnia” itp. Opisuje również przebieg pochodu, urządzonego przez NZR w Pabianicach i zajścia, jakie on miał z wojskiem rosyjskim.
Należy podkreślić, iż jest to bardzo sympatyczny przyczynek do historii walki o Polskę, jaką między innymi i nasz gród spełnił. J. Klimek (Gazeta Pabianicka nr 36/1936 r.)
Zjazd w Pabianicach
W niedzielę 27 stycznia 1936 r. odbędzie się w Pabianicach Zjazd byłych działaczy niepodległościowych. W okresie rewolucji 1905 Pabianice były najlepiej zorganizowaną placówką Narodowej Demokracji i Narodowego Związku Robotniczego. Kilku wybitnych działaczy ND pobudziło do czynu tysięczne rzesze robotników polskich, powstały koła i kółka tajnej pracy politycznej na terenie całego powiatu łaskiego – „Polak” i „Przegląd Wszechpolski” przechodzą z rąk do rąk i docierają do najdalszych zakątków. Pod wpływem uświadomienia narodowego i poczucia swej siły, społeczeństwo organizuje Kasę Pożyczkowo-Oszczędnościową „Społem”, Ochronę Katolicką, „Sokoła”. Macierz Szkolną itp., a liczne rzesze robotników wypełniają te organizacje. Organizacje te są jawne, lecz na ich terenie wre tajna praca polityczna dla Polski.
Z kolei oderwanie się Narodowego Związku Robotniczego od Narodowej Demokracji osłabiało obie te organizacje i dało pole do bezmyślnej walki, i upadku. Lecz zbudowane na zdrowych i ofiarnych podwalinach instytucje przetrwały lat dziesiątki i doczekały się nowego pokolenia narodowców, którym wiernie służyć będą. (Orędownik nr 22/1936 r.)
Zjazd w Łodzi
Dobrze zrobił Zarząd Główny Stowarzyszenia Kilińczyków i Enzeterowców - w trzydziestolecie powstania Związku wydał numer jubileuszowy pt. „Kiliński” i zwołał zjazd ogólnopolski w dniu 21 lipca do Łodzi.
Dobrze dlatego, że społeczeństwo nasze, a szczególnie obecnie, polskie za mało wie o pracy niepodległościowej dawnego Narodowego Związku Robotniczego, czemu trzeba przyznać, winni i sami enzeterowcy, którzy zbyt późno się stowarzyszyli, bo dopiero w 1933 roku.
Przytaczamy tutaj historyczną rezolucję Zjazdu NZR z 1908 roku, po dwóch latach tarć z endecją już po ostatecznym zerwaniu z Narodową Demokracją:
„Demokratyczno- narodowy kierunek wytworzony w ciągu szeregu lat przez „Głos”, „Przegląd Wszechpolski” i „Polaka” reprezentowany dziś przez oficjalne sfery Demokracji Narodowej we wszystkich trzech zaborach uległ spaczeniu. Miejsce szerokich dążeń i usiłowań nad rozwojem polskiej idei państwowej wśród ludu polskiego zajęły legalne wystąpienia Narodowej Demokracji, godzące się z obcą państwowością i zmierzające do osiągnięcia drobnych korzyści narodowych, kosztem idei niepodległościowej.
Narodowy Związek Robotniczy, stojąc na stanowisku polskiej idei państwowej i kierując się ideą tą w działalności politycznej nic wspólnego mieć nie może z tak, jak obecnie pojmowanym kierunkiem demokratyczno-narodowym i zwalczać będzie wszelką pojednawczą względem Rosji politykę. W konsekwencji wynikającej z powyższych wniosków, Zjazd zrywa stosunki organizacyjne z organizacjami demokratyczno-narodowymi (endeckimi) i ogłasza NZR za samodzielną organizację polityczną”.
Idea niepodległościowa była najistotniejszą treścią programu Narodowego Związku Robotniczego, poza sprawami czysto zawodowymi i trzeba stwierdzić, że członkowie jego nigdy się nie sprzeniewierzyli, wychowując robotnika polskiego w tym duchu, hartując go i zaprawiając do walki z zaborcą. Wielu z nich zginęło na szubienicy, wielu sterało się w więzieniach, niektórzy niestety i w walkach bratobójczych, na skutek niezrozumienia się wzajemnego. Z roli NZR doskonale zdawał sobie sprawę rząd carski, który rozpowszechniania się tej organizacji obawiał się bardziej niż stronnictw socjalistycznych. Zahartowani w walkach z zaborcą, przeniknięci ideą niepodległościową enzeterowcy brali też bezpośredni udział w wyzwoleniu Polski z pęt niewoli i na piersi niejednego z nich błyszczy Krzyż Virtuti Militari lub Niepodległości.
W Pabianicach organizacja NZR była bardzo silna, będąc w ścisłym kontakcie z Łodzią, największym jej ośrodkiem. Już w 1906 r. powstały w okręgu łódzkim silne bezpartyjne związki zawodowe, oparte na tej organizacji, które przetrwały do chwili obecnej, na tym gruncie wyrosły też i doskonale prosperujące spółdzielnie robotnicze. NZR dbał więc o wychowanie robotnika obywatela na wszystkich kierunkach, aby potrafił on walczyć nie tylko konspiracyjnie, lecz być tym obywatelem i w okresie Polski Niepodległej.
Przypomnijmy skład pierwszego zarządu NZR na naszym terenie, który trwał na posterunku szereg lat: W. Kamieński, K. Janiszewski, J. Gertner, W. Eichler, M. Sikorska, Andrzejewska, Kunkówna. (Gazeta Pabianicka nr 28/1935 r.)
Kontrrewolucja 1905 r.
Na początku XX wieku narodowcy w Pabianicach cieszyli się większym poparciem niż socjaliści, co można było dostrzec podczas rewolucji 1905 roku. Członkowie Narodowego Związku Robotniczego dążyli do niepodległości, akceptowali własność prywatną, religię i wartości tradycyjne. Radykalni socjaliści natomiast chcieli zabrać kapitalistom fabryki, zamknąć kościoły i - po obaleniu caratu - połączyć się z rosyjskimi proletariuszami w jedną całość. W 1905 roku na fabryce Kruschego i Endera załopotał po raz pierwszy czerwony sztandar. Dopiero środowisko skupione wokół socjalisty Antoniego Szczerkowskiego, w późniejszym czasie, na pierwszy plan wysunęło sprawę niepodległości Polski, zachowując jednak awersję do kapitału, religii i wartości tradycyjnych. Socjaliści o nastawieniu patriotycznym i niepodległościowym przyczynili się do odtworzenie państwa polskiego.
Socjalistyczny „Robotnik” (1906 r.) stwierdzał: Pabianice – miasto fabryczne pod Łodzią jest jedną z tych nielicznych miejscowości fabrycznych, jakie udało się opanować narodowym demokratom. Potrafili oni tam całkowicie sterroryzować naszą organizację, prowokując socjalistów na każdym kroku. Znaleźli sobie paru doświadczonych szczwaczy w sutannach, którzy szerzą systematyczną agitację czarnosecińską (obrona caratu) wśród mniej świadomych mas robotniczych, rozpuszczają z ambon pogłoski o socjalistach i Żydach o typowo „pogromowym” charakterze, jak to, że jedni i drudzy „bluźnią przeciw Matce Boskiej?”, „szydzą z mszy świętej”.
Rezultatem najbliższym księżo-endeckiej roboty były zdarzenia następujące. W dniu 23 maja w fabryce Krusche i Ender „narodowi robotnicy” wynieśli 9 socjalistów – robotników i oddali ich w ręce stojącej na dole policji, obok tego poranili kilkunastu innych, jednych lżej, drugich ciężej. Potem zaczęło się już systematyczne wydalanie siłą socjalistów ze wszystkich oddziałów fabrycznych, gdziekolwiek narodowcy „przeważali” liczebnie.
W dniu 15 lipca ginie z ich rąk skrytobójczo ugodzony kulą – robotnik Szadkowski. Słowem mamy tu do czynienia z całą akcją donosicielsko-zbójecką, zmierzającą wprost i bez żadnych obsłonek do wytępienia socjalistów drogą ich ogłodzenia, wydania w ręce władz, wreszcie wymordowania.
Akcja ta była ze względu na stosowane środki tak skuteczna i stanowiła tak stałe i groźne niebezpieczeństwo dla świadomego proletariatu w Pabianicach, że była nawet chwila, gdy nie mogąc się już uporać z tym zbójeckim niszczycielstwem organizacja pabianicka spróbowała szukać sobie pomocy u silniejszej organizacji łódzkiej.
Wreszcie w piątek przed dwoma tygodniami ugodzony kulami pada podejrzany o denuncjację, mieniący się „narodowcem” Tomczak. W odpowiedzi na to zbiry endeckie mordują w sposób bezecny Mikołajczyka, robotnika i 17-letniego chłopca, wychowanka Szkoły Handlowej Depczyka. To się nazywa „pięknie” pomszczeniem śmierci „męczennika idei narodowej”. Nazajutrz pada narodowiec Dudek. To już jest istotnie zemsta za mordy endeckie.
Gdy po tym zabójstwie ludzie w popłochu rozbiegli się, zdarzyło się, że wpadł do fabryki Kindlera robotnik socjalistyczny Kucharski. Wnet ktoś krzyknął: To on zabił, on zabił! Rozpoczął się dziki pościg. Nieszczęsna ścigana ofiara przebiegła fabrykę, wybiegła tyłami, skierowała się ku wsi Karniszewice, ukryła się tam w jednym z domów. Ścigający otoczyli dom, trzech wtargnęło do wnętrza. Kucharski bezbronny, bezradny wcisnął się między łóżka, zasłonił bezradnie twarz dłońmi. Wpakowano weń naboje z trzech rewolwerów, przestrzelono mu wielokrotnie ręce. Kucharski został nie zastrzelony, ale rozstrzelany.
A potem rozpoczęło się już formalne polowanie z naganką. Bandy zbójów „narodowych” złożone z 20-30 ludzi pędziły przez miasto, wpadały do mieszkań robotników, znanych z przekonań socjalistycznych, rewidowały je, tropiły, biły, mordowały. W mieście zapachniało pogromem. Z braku socjalistów chwycono się Żydów. Na ulicy Rocha poraniono nożami czapnika Żyda, w innym znów miejscu poczęstowano w ten sam sposób innego Żyda.
„Kto wie – pisze nasz korespondent – czy zamiast na socjalistach nie skupiłoby się wszystko na Żydach, gdyby ci przezornie nie pochowali się byli; na ulicy po pewnym czasie nie było widać ani jednego Żyda”.
W taki oto sposób owa „czynna walka z anarchią rewolucyjną” i sojusz z carskimi szpiclami w Pabianicach stał się już ciałem. Otrzymaliśmy taki oto obrazek rodzaju „czarnosecińskiego”. Ksiądz podbechtuje, narodowy demokrata wydaje, donosi, ogładza, morduje.
Czy ten pociąg do krwi robotniczej, który poczyna już wchodzić w nałóg narodowym demokratom wynika u nich tylko z chęci oderwania w sposób trwały części robotników od ogółu proletariatu? Nie tylko to ohydne polowanie na socjalistów wraz z naganką, jaka mu w prasie zbójeckiej towarzyszy ma dla nas niewątpliwie znaczenie alarmu.
Bez wątpienia Narodowa Demokracja podejmuje w tej chwili całą i szeroką, a różnolitą w środkach akcję przeciwko rewolucyjnym żywiołom kraju. W tej chwili jest ona w stadium uświadomienia sobie swoich celów i środków, otwierają się przed nią nowe horyzonty; drogi, po których iść zamierza wyjaśniają się dla niej ostatecznie, wiatr kontrrewolucji jaki powiał w Petersburgu rozwiał z tych dróg ostatnie mgły.
A na tych drogach hien całkiem już siebie świadomej i nie mającej żadnych już wątpliwości kontrrewolucji szczerzy straszliwie zęby do klasy robotniczej. Te pojedyncze mordy to jest tylko przekąska przedsmak. (Robotnik, 9 VII 1906 r.)
Polemiki
W miarę umacniania się socjalistów – niepodległościowców w środowisku lokalnym padało coraz więcej zarzutów wobec enzeterowców. Oskarżano ich przede wszystkim o współpracę z władzami rosyjskimi, obronę caratu oraz o rozpoczęcie bratobójczej walki z przeciwnikami politycznymi. Gazeta Pabianicka raz po raz występowała w obronie Narodowego Związku Robotniczego, zwłaszcza wobec ataków redaktora „Prawdy Pabianickiej” Sławińskiego.
„Kłamliwe insynuacje zawiera artykuł o rzekomej ugodowości wobec caratu rosyjskiego Narodowego Związku Robotniczego. Czym był w ogóle NZR podane już było w artykule „Od niewoli do Niepodległości zamieszczonym w numerze 50 z dnia 1 XII 1935 r. „Gazety Pabianickiej”. Nadmienię tylko, że za działalność polityczną i niepodległościową wielu członków NZR – Pabianiczan było aresztowanych oraz więzionych, niektórzy z nich byli zmuszeni uciekać za granicę.
Możemy przytoczyć szereg osób, które swą działalność opłaciło więzieniem dłuższym, jak np. Nowak Julian, Skupiński, Musiał, Napieraj Józef, Radowicz Józef, Skowroński Antoni, Krystera Wojciech, Sutorowski Jan. Ten ostatni na podstawie aktu oskarżenia enzeterowców, sądzonych w lutym 1911 r. w Piotrkowie został zesłany na Sybir i pozbawiony praw stanu.
O kierunku niepodległościowym NZR-u niech świadczy fakt, że na kursy strzeleckie do Małopolski NZR w Pabianicach wysłał przed wojną 1914 r. swego członka Stanisława Mielczarka. W czasie wojny wszyscy członkowie NZR wyraźnie oświadczyli się za Legionami. Wielu z nich zasiliło szeregi zbrojne Marszałka Piłsudskiego i POW. Niemal wyłącznie zwolennicy tego kierunku politycznego z Pabianic wstąpili do powyższych formacji. (…)
Jeśli chodzi natomiast o bratobójcze walki, to doskonale wiadomo, że nie Narodowy Związek Robotniczy je rozpoczął, gdyż pierwsza ofiarą walki był narodowiec-robociarz Piotrowski, zastrzelony przez socjalistów, a następnymi ofiarami byli także robotnicy spod sztandaru NZR – Dudek i Saktura oraz Malinowski. Faktom historycznym, podanym przez nas z wykazaniem pierwszych ofiar smutnych walk bratobójczych przeciwstawił Sławiński frazes kłamliwy.” (Gazeta Pabianicka nr 3/1936 r.)
Gazeta Pabianicka (nr 3/36), aby bronić dobrego imienia NZR opublikowała także rosyjską, ekspercką analizę antycarskiego profilu związku, tekst nosił tytuł „Moskale o Narodowym Związku Robotniczym”.
Odezwa do robotników
Ze środowisk narodowego oraz socjalistycznego wypłynęła inicjatywa – popierana przez ogół pracowniczy - przerwania krwawych starć międzypartyjnych. Ostatecznie robotnicy fabryki Kindlera w Pabianicach wystąpili z odezwą do współtowarzyszy pracy, która odbiła się szerokim echem w Kongresówce i Galicji.
Wiadomo z poszczególnych, a niestety codziennych doniesień jak smutne zapanowały stosunki w Królestwie. Z jednej strony szerzy się tam terror polityczny, z drugiej ekonomiczny, a nadto grasuje formalny bandytyzm, tak że nie jest się pewnym ani życia, ani mienia. Organ Polskiej Partii Socjalistycznej „Robotnik” zatrąbił obecnie do odwrotu. Przyszli wreszcie socjaliści do przekonania, że „szkodliwe jest i bezcelowe używanie przez klasę robotniczą terroru ekonomicznego, tj. środków gwałtu, groźby i przemocy przy rozstrzyganiu zatargów pracy z kapitałem”.
Ale to dopiero dzisiaj tak piszą socjaliści. A co robili wtedy, kiedy przez całe miesiące terroryści socjalistyczni mordowali i krzywdzili ludzi? Milczeli i tolerowali. Terror ekonomiczny, o którym się dziś dowiadujemy, że go bezwzględnie potępiają wszystkie partie socjalistyczne był osią główną systemu praktykowanego przez socjalistów.
Zaczynało się od tego, że przeważna część strajków była wymuszona rewolwerami. Potem szły zamachy. Zabijano lub kaleczono fabrykantów i rzemieślników, i majstrów, i prostych robotników. Teraz przyszła kolei na likwidację terroru strajkowego. Do likwidacji tej zmusza konieczność, bo nacisk idzie już nie tylko od burżuazji, ale i od samych robotników.
Oto robotnicy fabryki Kindlera w Pabianicach zebrawszy się w wigilię Zielonych Świąt wydali odezwę do robotników, w której przypominając, że mnożące się morderstwa z powodu nienawiści partyjnej wiele rodzin pogrążyły w żałobie, powiadają:
„Morderstwa wzmagają się coraz ostrzej, przedstawiciele przeciwnych partii występują przeciw sobie, poniewierając wszelkimi prawami człowieka, prawami, o które wszak obecnie dobijamy się. Deptaliśmy prawo wolności słowa i niesłusznie przywłaszczyliśmy prawo rozporządzania życiem ludzkim, ceniąc je niżej od zwierzęcego. Musimy sobie powiedzieć tę smutną prawdę, że niejednokrotnie zabijaliśmy ojców rodzin na oczach tychże, że strasznie spokojnym sumieniem. Dążeniem przeto, bracia robotnicy, tych rozsądniejszych być powinno przyspieszyć ową chwilę wzajemnego porozumienia, powstrzymując swą rozwagą i rozsądnym tłumaczeniem głowy rozpalone, gdyż inaczej grozi nam anarchia i ruina materialna. Przekonaliśmy się już chyba dostatecznie, że terror i droga znaczona śladami krwi, oddala nas tylko coraz bardziej jednych od drugich, odgradza murem, którego w końcu nie będziemy w stanie przekroczyć, bo zamiast z cegieł, z trupow on wystawiony będzie”.
W końcu odezwa wzywa do zaniechania waśni „w fabrykach bowiem wszyscy jesteśmy współtowarzyszami pracy i najlepiej byłoby, abyśmy wcale nie prowadzili w fabrykach rozmów politycznych”.
Nie można wątpić, że uczucia i myśli robotników pabianickich podzielają robotnicy wielu innych fabryk, bo wszędzie ludzie dość już mają krwi i zamętu fabrycznego. I może pod naciskiem opinii z dołu nastąpi sanacja stosunków. Gdy sam lud pracujący potępia barbarzyńskie sposoby walki, do dbała o ten lud partia socjalistyczna wypiera się współudziału w tym bandytyzmie i trąbi do odwrotu, jakkolwiek dotąd pomimo ohydnych zbrodni milczała. (Gazeta Narodowa nr 126/1906 r. – Lwów)
Narodowy Związek Robotniczy (NZR)
Z Narodową Demokracją, w opinii publicznej, związany był także powstały w 1905 Narodowy Związek Robotniczy (NZR), działający w Królestwie Polskim; NZR, atakowany przez kręgi socjalistyczne, m. in. SDKPiL i PPS, toczył z nimi 1905-6, głównie w Łodzi i Zagłębiu Dąbrowskim, polityczną walkę, nie pozbawioną krwawych ofiar; robotnicy narodowi, atakowani w Łodzi przez socjalistów po zamordowaniu w 1906 przez ich bojówkę Walentego Baranowskiego, odpowiedzieli zbrojnie; wówczas dopiero socjaliści wyrazili zgodę na zaniechanie terroru we wzajemnej walce, by nie dochodziło do dalszych ofiar, także po ich stronie; NZR tworzył tez narodowy ruch związkowy; do aktywnych działaczy NZR należeli m. in.: Paweł Małachowski, Władysław Eborowicz, Leon Koźmiński, Antoni Rząd, Wacław Kaznowski, Mateusz Dziurzyński i Zbigniew Paderewski; najpoczytniejszym pismem NZR była „Pochodnia”; od 1912 NZR oddalił się od Narodowej Demokracji i zbliżył się do kręgów piłsudczykowskich; po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, w 1920 NZR połączył się z Narodowym Stronnictwem Robotniczym z zaboru pruskiego i współtworzył Narodową Partię Robotniczą, która w 1937 r. – po połączeniu się z Polskim Stronnictwem Chrześcijańskiej Demokracji, utworzyła Stronnictwo Pracy. (Encyklopedia „Białych Plam”, t. XII, 2003 r.)
Autor: Sławomir Saładaj