Trzask
A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkęStefan Trzask (Trzaska) był pionierem skautingu w Pabianicach. Na łamach Gazety Pabianickiej zamieścił swoje wspomnienia „Z notatnika starego harcerza pabianickiego”.
W roku 1911 przeniknęły pierwsze wieści o harcerstwie. Byłem wtedy w IV klasie Szkoły Handlowej, gdy z Łodzi otrzymaliśmy podręcznik Baden Powella w polskim tłumaczeniu. Za nim przyszły wkrótce i numery „Harcerza”, wydawanego we Lwowie oraz podręczniki „Zasady walki”, „Terenoznawstwo” i „Musztra”. Wszystko to dochodziło nas i przechowywane było w największej tajemnicy przed żandarmem moskiewskim.
Na kółkach samokształceniowych, na zebraniach u ks. Zaleskiego omawialiśmy ideologię harcerstwa, a na gimnastyce i wycieczkach szkolnych przerabialiśmy ćwiczenia harcerskie. Wkrótce zorganizowaliśmy aż cztery zastępy harcerskie i ciasno nam już było w granicach szkoły. Nadto, by nie narażać tejże szkoły – ulokowaliśmy się w” Sokole”.
Tam na boisku i w sali mieliśmy wymarzone warunki dla pracy harcerskiej, ukrytej pod płaszczykiem ćwiczeń narybku sokolego. Nigdy nie zapomnę tych zbiórek o godzinie 5 rano na boisku „Sokoła”, tych wywiadów po mieście, gdy ono albo jeszcze spało, albo już od dawna było pogrążone w wieczornej ciszy. Jak cienie tajemnicze przesuwaliśmy się pod wystawami okien, tropiliśmy policjantów, lustrowali przechodniów i pojazdy, by z tego wszystkiego robić użytek w ćwiczeniach. Przemiłe to były chwile, prymitywnej, a tak ochoczej pracy, tak nam przecież wzbranianej, bo narażającej wielce.
W 1913 r. na kursie sokolim w Warszawie ks. Kazimierz Lutosławski prowadził harcerstwo. To dało mi wiele materiału do pracy ze swoimi chłopcami w Pabianicach. W 1914 r. byłem na kursie harcerskim w Skolem (zabór austriacki). Kurs ten zorganizowano z ogromnym nakładem pieniędzy i sił fachowych. Z górą 100 harcerzy z całej Polski, różnego wieku, wykształcenia, pochodzenia jednoczyło harcerstwo na kursie na całe życie, a gdy po dwu już tygodniach z powodu wybuchu wojny kazano nam zwijać obóz, zegnaliśmy się tak, jak tylko w rodzinie żegnać się potrafią. Kurs poza wyszkoleniem dał nam daleko ważniejszą rzecz, bo rozkochanie się w harcerstwie i w harcach.
Z kursu wracałem z druhami Antonim Lindnerem z Łodzi i Alojzym Pawełkiem z Warszawy. Za obcymi paszportami udało się nam przekroczyć „zieloną granicę”, dochodząc do Częstochowy, gdzie już, jak i w całym zaborze rosyjskim, wrzało od mobilizacji. Zaaresztowano nam w drodze druha Pawełka i od tej chwili nie miałem o nim wieści aż do roku 1919, kiedy to dowiedziałem się, że znów jest w Warszawie i redaguje „Harcerza”.
Dzięki tylko zawierusze wojennej, gdy Moskale byli nią zajęci, udało się nam niepostrzeżenie wrócić do domu i tu prowadzić to, czego nas nauczono na kursie. Z nastaniem u nas okupacji niemieckiej, praca poszła żwawo, bo wojna otworzyła harcerstwu nowe pola pracy: pocztę polową legionową i peowiacką, służbę sanitarną w szpitalach, służbę w strażach obywatelskich, kolportaż literatury nielegalnej, no i ćwiczenia w terenie, które wtedy odbywały się już legalnie, budząc nadzieje na udział w Legionach po stronie walczących.
Mieliśmy już wtedy zupełnie dobrze zorganizowaną drużynę szkolną i drugą – robotniczą, ta ostatnia pod kierownictwem druha Maciejewskiego. Prócz żeńskiej drużyny szkolnej, mieliśmy stałe oparcie w „Sokole”, gdzie druh Andrzej Starzyński jako naczelnik okazywał nam wielką pomoc. Pracowaliśmy z całym zapałem. Na wieść o tworzeniu się Legionów kilkunastu chłopców zaciągnęło się w ich szeregi, których żegnając odprowadziliśmy aż do Piotrkowa przez Dłutów, Wadlew, poprzez okupacyjne straże austriackie.
Wkrótce doszła nas wieść o bohaterskiej śmierci druha Jerzego Szletyńskiego – Łodzianina, który nas często lustrował i jako hufcowy prowadził. Umarł też niedługo i druh Wróbel mój plutonowy, ogromnie dzielny i szlachetny chłopiec.
W sierpniu 1915 roku byliśmy już tak liczni i głośni, że urządziliśmy w Domu Ludowym publiczne uroczyste poświęcenie pierwszego sztandaru harcerskiego. Połączyliśmy to ze składaniem egzaminów i ślubowania, a nadto z popisami specjalności harcerskich. Pierwsza ta uroczystość publiczna, przy wypełnionej po brzegi dużej sali, dała nam sukces zupełny i radości bez końca. Mieliśmy już i rodziców, i społeczeństwo za sobą, praca nasza była oparta na pewnym fundamencie.
W tydzień po tej niezapomnianej nigdy uroczystości pożegnałem drużynę i pracę harcerską, miałem pójść w szeregi innych bojowników o prawdę i wolność. Wstąpiłem do Seminarium Duchownego. W mieszkaniu państwa Chodkowskich, tak dla harcerstwa naszego zasłużonych, jak i „Sokół” – żegnałem druhny i druhów, oddając drużynę druhowi Fuksowi. Przeciągłe milczenie i zaduma były naszym pożegnaniem, lecz tylko do czasu. A praca w drużynie szła. (Gazeta Pabianicka nr 40/1930 r.)
Więcej informacji o Stefanie Trzasku znajdujemy w Kronice Diecezji Włocławskiej (nr 2/1948 r.).
Ks. Stefan Trzask ujrzał światło dzienne w Pabianicach 14 kwietnia 1894 roku jako syn Wincentego i Marii z Kopiasów. W 1912 r. ukończył miejscową Szkołę Handlową, lecz nie mogąc się wykazać odpowiednim świadectwem państwowym został przyjęty do Seminarium Duchownego we Włocławku dopiero we wrześniu 1915 roku. W ciągu tych trzech lat pracował w biurze i był nauczycielem w szkole wiejskiej, a potem w progimnazjum w Pabianicach. 13 czerwca 1920 r. otrzymał święcenia kapłańskie.
Wysłany na wikariusza do Brzeźnia, skąd po półrocznym pobycie odszedł do Milejowa. Tu chorował na płuca. 21 sierpnia 1921 zmieniono go do Russocic, 22 grudnia tegoż roku do Izbicy. 12 września1924 r. wyznaczony na prefekta progimnazjum i rektora pofranciszkańskiego kościoła w Radziejowie. Od 30 lipca 1926 r. był proboszczem w Myśliborzu, a 25 października następnego roku w Dobrosołowie, od 4 października 1930 r. w Drużbinie, od 1 sierpnia 1932 w Zbrachlinie. 3 grudnia 1935 r. mianowany proboszczem w Giżycach, gdzie pracował do pozbawienia wolności.
Uwięziony 6 października 1941 w Konstantynowie, skąd 30 października przewieziony do Dachau. Przeznaczony na blok 28 i zapisany pod numerem 28279. Zmarł 13 listopada 1942 r. Spalony w krematorium.
Na cmentarzu katolickim w Pabianicach Stefana Trzaska upamiętnia symboliczny napis: „Ks. Stefan Trzaska I komendant skautingu- ZHP w Pabianicach rok 1912. Zginął w Dachau 12.11. 1942.”, który znajduje się na płycie grobu rodzinnego Trzasków. Na tablicy nagrobnej obok zdjęć rodziców: Marii i Wincentego widnieje również podobizna Stefana z dopiskiem: „ksiądz proboszcz parafii Giżyce, żył lat 50”.
Harcerze
Pabianiccy harcerze współpracowali ochoczo z prasą. W lwowskim „Skaucie” z 1926 roku znajduje się np. korespondencja „Kota Lucka”.
„Kot Lucek” z drużyny im. J. Kilińskiego w Pabianicach nadesłał opis życia swej drużyny.
Rocznicę pamiętnej nocy z 16 na 17 kwietnia 1794, kiedy szewc Jan Kiliński z gronem szewców i innych rzemieślników, wraz z rzemieślnikiem Józefem Sierakowskim rzucił się w wir walki z Moskalami – drużyna nasza, której przewodzi duch Jana Kilińskiego postanowiła uczcić uroczyście jako doroczne święto drużyny, po raz pierwszy obchodzone w dniu 18 kwietnia br.
Pogoda nie dopisywała, gdyż od samego rana padał drobny deszczyk; mimo to „Trzeciacy” o godzinie 8 zebrali się na placu Miejskiego Seminarium Nauczycielskiego, skąd przy dźwiękach orkiestry udano się po sztandary, a następnie na plac Pabianickiego Towarzystwa Cyklistów, gdzie już oczekiwały drużyny: V żeńska oraz męskie T. Kościuszki i St. Staszica, delegacje Koła Przyjaciół Harcerzy i Nauczycielskiego Koła Starszych Harcerzy. Po raporcie i przeglądzie drużyn wyruszono do kościoła NMP.
Za orkiestrą szły sztandary harcerski, weteranów 1863 r., dalej delegacje KPH i NK St. H, i członkowie Komendy Hufca Męskiego oraz drużyny J. Kilińskiego, V żeńska, T. Kościuszki i St. Staszica. Reprezentacja żeńskich drużyn gimnazjalnych i męskiej drużyny im. ks. Józefa – dołączyły się po wyjściu z kościoła. Po mszy świętej ks. dr B. Szulc miejscowy kapelan harcerstwa wygłosił w podniosłych słowach kazanie o znaczeniu i celu harcerstwa.
Z kościoła ponownie udano się na boisko PTC, gdzie po odczytaniu rozkazu drużynowego oraz nadesłanych listów z życzeniami druh hufcowy prof. H. Czekay mówił o znaczeniu święta Drużyny. Następnie 8 druhów „Trzeciaków” i jeden z drużyny im. St. Staszica złożyli przyrzeczenie harcerskie, po czym p. Jurakowski, wielki sympatyk „Trzeciaków” przemówił o typie harcerza.
Orkiestra odegrała „Rotę”, a pan Giziński- komendant Policji Państwowej i członek Koła Przyjaciół Harcerzy wręczył „Trzeciakom” odznaki lat służby. Defilada drużyn przed sztandarami i „ważnymi” zakończyła uroczystość święta. (Skaut nr 3/1926 r.)
Autor: Sławomir Saładaj