Obok siebie
A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkęPierwsi ewangelicy przybyli w okolice Pabianic po 1793 r. W wyniku drugiego rozbioru tereny te znalazły się pod panowaniem pruskim i wówczas fala imigrantów osiedliła się w pobliskich wsiach. Kolejni koloniści pojawili się w okolicach Pabianic na przełomie wieków XVIII i XIX. Większość przybyszy była wyznania luterańskiego (ewangelicko-augsburskiego).
Pierwszy ślad obecności ewangelików w samych Pabianicach pochodzi z sierpnia 1820 roku – według powstałego wtedy spisu właścicielami trzynastu domów w mieście były osoby tego wyznania. W 1840 r. spośród 188 pabianickich tkaczy 72 było luteranami, a w połowie XIX wieku stanowili oni już ponad jedną trzecią mieszkańców.
Parafię ewangelicko-augsburską w Pabianicach erygowano 27 września 1818 roku. Przypuszcza się, że przed powstaniem cmentarza przy ulicy Ewangelickiej wierni byli chowani na cmentarzu katolickim lub na sąsiednich cmentarzach wiejskich. Pod koniec XVIII wieku na pochowki ewangelików został przeznaczony cmentarz obok kościoła Świętego Krzyża. Część osób wybierała jednak na miejsce wiecznego spoczynku ogród dworski. W tym czasie społeczność ewangelicka nie miała jeszcze swojego pastora. Z tego powodu zdarzało się, że pogrzeby odprawiał ksiądz katolicki albo nawet członek rodziny zmarłego.
Nie ma pewności co do daty założenia cmentarza ewangelickiego. Najbardziej prawdopodobny jest rok 1818, wiążący się z założeniem gminy. Inną datą może być rok 1823, kiedy przeprowadzono regulację miasta. Cmentarz ma obecnie powierzchnię 2,74 ha, pierwotnie był znacznie mniejszy.
W wyniku epidemii cholery obszar został powiększony w 1852 roku. Po raz drugi poszerzono go dwa lata później, kiedy to proboszcz parafii katolickiej św. Mateusza zdecydował się odsprzedać parafii ewangelickiej 900 łokci ziemi za 98 rubli. Do transakcji co prawda nie doszło z powodu sprzeciwu rządu gubernialnego warszawskiego, ale teren został oddany w wieczystą dzierżawę z czynszem rocznym wysokości 3 rubli i 60 kopiejek. W 1865 cmentarz powiększono jeszcze o 0,27 ha, a w 1890 r. o morgę ziemi (morga jest równa 56 a). Zapłacono za nią 1200 rubli, koszty zostały pokryte przez anonimowego parafianina.
W 1891 r. wzniesiono mu okalający cmentarz. Wykonanie go kosztowało 1800 rubli, a część kosztów pokryli pabianiccy fabrykanci: Gottlieb Grunwald, Edward Priebe oraz Gottlieb Krusche z synami. Otrzymali za to prawo posiadania dziedzicznych, rodzinnych placów na cmentarzu. Na zewnętrznej stronie muru znajdowała się biała marmurowa tablica z napisami po niemiecku „skąd” i „dokąd”, a w środku: Błogosławieni są odtąd umarli, którzy w Panu umierają. Zaprawdę, mówi Duch, odpoczną po pracach swoich, uczynki ich bowiem idą za nimi (Ks. Obj. 14,13)
Nie przetrwały one do dnia dzisiejszego musiały został usunięte po 1945 roku. Na wewnętrznej stronie bramy zachował się jedynie fragment pieśni pogrzebowej: Wo findet die seele.. – Gdzie duszy ojczyzna, jej pokój, jej raj? Tu tylko mrok, ku światła krainie ślę tęskny mój wzrok.
W okresie II wojny światowej związki religijne nie miały prawa posiadać własności wykraczającej poza przestrzeń kultu, takich jak budynki, domy, pola czy cmentarze. Zgodnie z rozporządzeniem Namiestnika Kraju warty, do którego zostały włączone Pabianice, Arthura Greisera, z 3 X 1941 r., o cmentarzach na obszarze Reichsgau Wartheland, wszelkie posiadłości kościelne przeznaczone do celów pogrzebowych miały być natychmiast zawłaszczone przez państwo bez jakiegokolwiek odszkodowania. Przeciwko tym zarządzeniom 25 XI 1941 oraz 1 XII 1941 wniosły sprzeciw łódzkie władze Kościoła Luterańskiego.
W dniu 6 I 1942 Konsystorz został powiadomiony, że wywłaszczenie będzie obejmowało Pabianice, Łask i Rudę Pabianicką. Parafie kategorycznie sprzeciwiły się takiemu rozwiązaniu. Dodatkowo przewidywano, że cmentarz będzie pełny za trzy lata, dlatego wnioskowano do zarządu miejskiego o zaplanowanie budowy kolejnego.
W dniu 21 II 1942 minister spraw wewnętrznych Rzeszy napisał do Ewangelickiej Rady Kościelnej w Berlinie: „Wasze podanie nie stanowi dla mnie powodu do zmiany obowiązujących przepisów dotyczących cmentarzy w Okręgu Rzeszy Kraju Warty z 3 X 1941 r.
Ani protesty, ani podania i wnioski nie zdołały pomóc, ponieważ działania administracyjne Greisera spotkały się z entuzjazmem i aprobatą Hitlera. Warto zauważyć, że rozporządzenie z 3 X 1941 to także zastosowanie National-prinzip (zasady narodowości) względem cmentarzy. Prowadziło to do trwałych podziałów. Cmentarz ewangelicki w Pabianicach stał się cmentarzem dla Niemców, cmentarz katolicki zaś dla Polaków. Jednak do końca 1945 r. na cmentarzu ewangelickim byli też chowani niemieccy katolicy i inni wierzący.
Po wojnie cmentarz wrócił w posiadanie parafii, ale pomniki były częściowo zdewastowane. Grobowce rodzin Ender i Kindler zostały otwarte. Później na powrót zamurowano wejście do krypty Kindlerów, a kryptę Enderów przykryto płytą. Dewastacja po II wojnie światowej zapoczątkowała proces niszczenia cmentarza.
Po tym jak pastor Mieczysław Cieślar objął w 1976 r. urząd w parafii ewangelickiej w Pabianicach zawarł on umowę, że innowiercy również będą mogli spocząć na cmentarzu ewangelickim. Prawdopodobnie podjęto taką decyzję ze względów finansowych i praktycznych. Odtąd miejsca pochówków były wykupywane przez wszystkich Pabianiczan bez względu na religię i światopogląd.
Ze sprzedaży miejsc parafia czerpała zyski, które pomogły utrzymywać cmentarz we właściwym stanie, co było rzeczą kosztowną. W dniu 27 I 1973 r. odsprzedano część cmentarza liczącą 0,46 ha, która biegła za linią ogrodzenia w kierunku ulicy Żabiej prałatowi Stanisławowi Świerczkowi na rzecz parafii katolickiej w Pabianicach.
Powierzchnia cmentarza wyniosła wówczas 3,26 ha. 22 IV 1984 r. ewangelicka parafia zlikwidowała przejście do cmentarza katolickiego, które znajdowało się w zachodniej jego części. Trzy lata później przywrócono przejście łączące oba cmentarze (część płotu została usunięta).
Podczas służby pastora Mieczysława Cieślara, w latach 1976-1996 na cmentarzu poprowadzono wodociąg. Następnie w czerwcu 2003 roku główna aleja znajdująca się naprzeciwko bramy została wybrukowana. Łączne koszty pracy i materiału wyniosły ok. 50.000 zł. Dokonano również renowacji zabytkowych nagrobków rodziny Enderów (2003) i Krusche (2005). Na cmentarzu ewangelickim znajduje się obecnie ok. 2000 grobów – obok siebie spoczywają zarówno ewangelicy jak i innowiercy. (Dominika Gwarda „Cmentarz ewangelicko-augsburski w Pabianicach…”, Techne nr 4/2019 r.)
„Prochy i marmury”
Tu leżą ci co budowali Pabianice. Giganci z uwieńczonego przez Reymonta rodzaju Lodzermenschów . W tym mieście zaczęli się osiedlać, kiedy Łódź stała się zbyt ciasna. Przybywali ze Śląska, Czech i Saksonii wózkami ciągnionymi przez psy lub kozy. Na tych wózkach wraz ze skromnym dobytkiem, przywieźli krosna. Rząd Królestwa Kongresowego postawił na ich umiejętności i nie przeliczył się. Otrzymali dogodne warunki i w ciągu jednego lub dwóch pokoleń wielu z nich stało się potężnymi fabrykantami.
Po lewej stronie od wejścia na pabianicki cmentarz ewangelicki ciągnie się szereg nagrobków rodziny Krusche. Dwóch pierwszych brakuje – zostały zni9szczone kilka lat temu podczas remontu cmentarnego muru, do którego przylegały. Jeden z nich należał do Beniamina Krusche zmarłego w 1882 r. Jego ojciec – Johann Gottlieb – przybył do Pabianic w 1825 r. Otrzymał parcelę pod dom i ogród, duży kredyt z Banku Polskiego oraz zwolnienie od czynszu, podatku i szarwarku. W 1838 r. jego wyroby brały już udział w wystawie krajowej w Warszawie. Kiedy umierał w 1851 r. manufaktura przekształciła się właśnie w fabrykę, w której od roku pracowała, sprowadzona przez Beniamina, pierwsza w mieście maszyna parowa.
Augusta, wnuczka Johanna Gottlieba, wyszła za mąż za mniej majętnego, ale zdolnego i ambitnego młodzieńca – Karola Endera. Ten związek dał początek największej pabianickiej firmie Krusche i Ender, czyli dzisiejszym Zakładom Przemysłu Bawełnianego im. Bojowników Rewolucji 1905 r. „Pamotex”. Z inicjatywy Augusty powstało w mieście osiedle 26 domków dla robotników – każdy z jednoakrowym ogródkiem. W 1885 r. Augusta doprowadziła do wybudowania przyfabrycznego szpitala. W 1905 roku w fabryce Krusche i Ender założono bibliotekę dla robotników, a na przełomie lat 20. i 30. świetlicę z aparatem radiowym. Działała tu również orkiestra dęta, której dyrygentem był Bernard Debich – ojciec Henryka. W latach powojennych grób Augusty został zrównany z ziemią.
Ostał się natomiast wybudowany w okresie międzywojennym z piaskowca i marmuru potężny grobowiec rodziny Enderów. Stoi na nim wielka figura Chrystusa, kopia rzeźby Thorvaldsena, odlana z metalu przez pabianickich robotników. Do wnętrza grobowca włamywano się wielokrotnie i aż do czasu zamurowania wejścia zdarzało się, że urządzano w nim libacje.
Jeszcze jeden grobowiec zwraca uwagę. Podobno zbudowano go na wzór sarkofagu Napoleona, a kryje doczesne szczątki zmarłego w 1918 r. Oskara Kindlera, przedstawiciela drugiego co do znaczenia fabrykanckiego rodu. Dawna fabryka Kindlera, przy której powstała niegdyś pierwsza w mieście straż pożarna, jest obecnie oddziałem „Pamotexu”. Napis w języku polskim na grobowcu Oskara głosi: „Błogosławione życie w pracy i trudzie”. Również do tego grobu włamywano się forsując podwójne, metalowe i dębowe odrzwia.
Na cmentarzu ewangelickim spoczywa też Ludwik Schweikert, założyciel pierwszej w mieście fabryki chemicznej, która dała początek chemicznym Zakładom Farmaceutycznym „Polfa”.
Rozwój przemysłu pociągał za sobą rozwój miasta. Pastor Wilhelm Zimmer, który przybył do Pabianic z Warszawy krótko po powstaniu styczniowym, ofiarował własny grunt na ogród publiczny, czyli obecny Park im. J. Słowackiego. On też założył „alejki” – ulubione miejsce spacerów dawnych Pabianiczan. Jego znajomości z Wojciechem Gersonem zawdzięcza kościół ewangelicki posiadanie obrazu pędzla tego słynnego malarza. Nagrobek Zimmera jest zachowany w stosunkowo dobrym stanie – wytłuczono w nim tylko zdjęcie.
Niedaleko pastora pochowany został założyciel pierwszego pabianickiego kina – „Luna” – Holender Julius Edward Vortheil, zmarły w 1927 r. Kino uruchomiono w 1912 r., działa do dziś pod nazwą „Mazur”.
Obok kapitalistów spoczywają rewolucjoniści. Napis wykonany w języku polskim i niemieckim na czarnym nagrobku członka KPP Hermanna Puscha głosi, że padł on w walce strajkowej 17 marca 1933 r.
- To był kiedyś naprawdę piękny cmentarz – mówi Mieczysław Cieślar, pastor parafii ewangelickiej. – Niestety po wojnie spory odłam mieszkańców Pabianic nie widział nic niestosownego w jego niszczeniu i rozkradaniu. Był to przecież cmentarz „niemiecki”. Spoczywali na nim „krwiopijcy” – kapitaliści, a na dodatek ewangelicy. Tymczasem na naszym cmentarzu są pochowani różni ludzie – ot, choćby Jelizawieta Josifowna Pawłowska, która przed wojną uczyła w naszym mieście języka rosyjskiego, i na której mogile stoi krzyż prawosławny. W tym samym grobie leży jej mąż, Jan Pawłowski, profesor gimnazjum. Jego nazwisko wykuto na nagrobku alfabetem łacińskim, żony – cyrylicą. Albo Jakób Bąk, który zginął śmiercią tragiczną w 1927 r. i którego grób zdobi jego zdjęcie w mundurze strażackim. Nieco dalej jest pochowany Alfred Merkert, doktor filozofii i socjolog. Nazwisko brzmi z niemiecka, ale napis na nagrobku jest polski. Ten skrawek ziemi stanowi więc dokument historii miasta i świadectwo pewnej, zamkniętej już epoki.
Cmentarz stanowi również dokument i świadectwo wandalizmu żyjących. Na wielu grobach brakuje marmurowych i granitowych tablic, bazaltowych kolumn, pozostały jedynie wsporniki z piaskowca i betonu. Giną rzeźby, niszczeją kute ogrodzenia.
- Kradzieże były wielokrotnie zgłaszane – kontynuuje pastor Cieślar. – Milicjanci przyjeżdżali, spisywali protokół i najczęściej powtarzali: „Jak ksiądz złapie złodzieja, to prosimy o telefon”.
Włodzimierz Wlazło, który jest prezesem Sądu Rejonowego w Pabianicach od 1973 r. nie przypomina sobie, żeby w tym czasie zapadł jakiś wyrok skazujący za zdewastowanie lub kradzież nagrobków. Alfred Tuczek zastępca szefa Prokuratury Rejonowej nie pamięta, aby kiedykolwiek prowadzono dochodzenie w podobnej sprawie. Kilka lat temu z polecenia Wojciecha Walczaka, wojewódzkiego konserwatora zabytków w Łodzi, sporządzono „Wykaz nagrobków podlegających ochronie z uwagi na posiadane wartości artystyczne i historyczne”. Spis ten objął jednak tylko nagrobki znajdujące się na cmentarzu katolickim.
Dlaczego tak się stało, nie można się dowiedzieć – konserwator od kilku dni oprowadza po zabytkach delegację z NRD. Jest raczej pewne, że nie zaprowadzi gości na cmentarz ewangelicki w Pabianicach.
- Powiem krótko i węzłowato – ostrzega Maria Kepler, dyrektor Muzeum Regionalnego w Pabianicach – my się tym cmentarzem nie zajmujemy.
Siedemnastu etatowych pracowników muzeum szuka śladów ludności kultury przeworskiej, wygłasza referaty, gromadzi i opracowuje materiały do działu historycznego, opracowuje i wydaje katalogi, i przewodniki po wystawie gobelinów, tudzież prowadzi powierzchniowe penetracje historyczne na terenie miasta. Ponieważ „penetracje” zatrzymują się przed murem cmentarnym, dyr. Maria Kepler być może nigdy się nie dowie, że za nim znajduje się również przysypany warstwą liści nagrobek Rudolfa i Edmunda Keplerów.
W Wydziale Oświaty, Wychowania i Kultury Urzędu Miejskiego pracownik, który nie chce wyjawić swojego nazwiska, odpowiedzialny za tę ostatnią dziedzinę oświadcza:
- Kultura się cmentarzem nie zajmuje. Kultura może się zajmować co najwyżej zabytkami, a takowych na cmentarzu ewangelickim nie ma, bo w przeciwnym razie mielibyśmy ich wykaz.
Barbara Szczesik, która również piastuje w wydziale stanowisko do spraw kultury jest odmiennego zdania i wyjawia, że jej marzeniem jest sporządzenie „katalogu ze zdjęciami”, który będzie zawierał wszystkie ciekawsze fragmenty cmentarza ewangelickiego.
Urzędnicy mogą marzyć spokojnie. Dokumentacja już jest. Jej wykonaniem zajęło się jeszcze w latach siedemdziesiątych dwóch ludzi: Stanisław Misiek, syn kierownika cmentarza katolickiego, pracownik Pabianickich Zakładów Środków Opatrunkowych oraz Leszek Ramisz, inicjator przedsięwzięcia, emerytowany pracownik Fabryki Żarówek „Polam” – człowiek, który historię miasta, jego polskich, żydowskich i niemieckich mieszkańców zna na pamięć.
Wanda Lelonek, która prezesuje Towarzystwu Przyjaciół Pabianic mówi, że to przerażające jak – właściwie na oczach wszystkich – zdewastowano ten cmentarz. Mimo to towarzystwo nie uczyniło nic, aby powstrzymać zniszczenia bądź próbować ocalić pamięć o jego pierwotnym kształcie. To nie towarzystwo dotowane przez państwo, ale Leszek Ramisz i Stanisław Misiek prowadzą dokumentację kolejnych ubytków.
Dopiero w ubiegłym roku powstał katalog na użytek parafii ewangelickiej. Kosztował 50 tys. złotych. Kosztował również remont kościoła i doprowadzenie wody na cmentarz. Żeby utrzymać parafię pastor Cieślar sprzedaje stare groby. Nowobogaccy molestują go również o sprzedanie co piękniejszych nagrobków.
- To czego nie zdołali rozkraść złodzieje i zdewastować wandale zaleje fala lastryko – prorokuje Stanisław Misiek. – Cmentarz nieodwołalnie traci swój charakter. Dlatego biegam z tym aparatem. (Marek Kwiatkowski „Prochy i marmury”, Odgłosy nr 45/1986 r.)
wikipedia.org - Cmentarz ewangelicki w Pabianicach
Autor: Sławomir Saładaj