www.um.pabianice.pl
Pabianice znajdują się w aglomeracji łódzkiej. Stanowią zarazem centrum 120-tysięcznego powiatu. Funkcjonują tutaj najważniejsze dla społeczności instytucje i urzędy. Miasto liczy 58 tys. mieszkańców i obejmuje obszar 33 km2.

Saenger

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

Dzieje pabianickich zakładów papierniczych są niezwykle ważne dla historii polskiego papiernictwa w okresie II Rzeczypospolitej. To właśnie w Pabianicach swoją wiedzę i doświadczenie w produkcji papieru oraz w zarządzaniu fabryką zdobywali członkowie rodziny Saengerów, jak i Steinhagenów, którzy w dwudziestoleciu decydowali o rozwoju naszej branży papierniczej. Oba rody w 1930 r. połączyły swoje siły, tworząc największą spółkę papierniczą w przedwojennej Polsce: Steinhagen i Saenger Fabryki Papieru i Celulozy. Spółka Akcyjna. Należały do niej trzy zakłady zlokalizowane we Włocławku, w Myszkowie i właśnie w Pabianicach. (…)

Rodzina Saengerów wywodzi się z położonej w Wielkopolsce Chodzieży. Po upadku Rzeczypospolitej miasteczko to znalazło się w zaborze pruskim. Pierwszym przedstawicielem rodu Saengerów, który osiedlił się najpierw w Zgierzu, a następnie w samej Łodzi, był Karol Saenger, jego żoną była Henrietta z Bodensteinów. Małżeństwo to doczekało się ośmiorgu dzieci: Augusta ( ojciec Roberta), Wilhelma, Zuzanny, Matyldy, Luizy, Marianny, Julii i Józefiny. Dodać należy, że Karol Saenger był jednym z pierwszych zagranicznych osadników zachęconych przez rząd Królestwa Polskiego do osadnictwa w Łodzi i jej okolicach.

W 1821 r. władze Królestwa podjęły decyzję o uprzemysłowieniu regionu łódzkiego. Rajmund Rembieliński – prezes Komisji Województwa Mazowieckiego – zaproponował, aby Łódź i szereg innych miasteczek rządowych, w tym także Pabianice przeznaczyć na osady dla przybywających tu zagranicznych sukienników, Płócienników, farbiarzy i drukarzy tkanin.

Rembieliński rozpoczął szeroko zakrojoną akcję werbunkowa imigrantów. Jednym z nich był właśnie Karol Saenger. 4 czerwca 1823 r. Rajmund Rembieliński zawarł z nim umowę na założenie w Łodzi farbiarni i drukarni tkanin. Na budowę tych zakładów Saenger uzyskał z kasy Skarbu Królestwa pożyczkę w kwocie 11 500 złotych polskich. Farbiarnia i drukarnia tkanin Karola Saengera były pierwszymi tego typu warsztatami w Łodzi. Oprócz tych przedsiębiorstw Karol Saenger wybudował jeszcze browar. Ponadto wykazywał on dużą aktywność w pozyskiwaniu nowych cudzoziemskich osadników. Dzięki jego staraniom przybyli do Łodzi pierwsi tkacze z Zielonej Góry. Za te działania Karol Saenger był kilkukrotnie nagradzany przez Rząd Królestwa. Podczas wojny z Rosją 1831 r. wspierał on polską armię, która kwaterowała na terenie jego zakładów. Był też członkiem straży obywatelskiej.

Karol Saenger zmarł w Łodzi 1 października 1831 r. i został pochowany na cmentarzu ewangelickim. W chwili śmierci miał 53 lata, a jego przedsiębiorstwo przejęła wdowa Henrietta Saenger i najstarszy syn August. Kilka lat później, w obliczu kryzysu wełnianego, rodzinna firma Saengerów przestawiła się na farbowanie tkanin bawełnianych, a w 1848 r. została ostatecznie zlikwidowana. Spowodowane to było narastającą konkurencją ze strony dużych firm znanych łódzkich przemysłowców, m.in. Geyera czy Scheiblera, które farbowały i drukowały produkowane przez siebie tkaniny we własnych fabrykach.

Henrietta Saenger zmarła 31 sierpnia 1852 r. w wieku 72 lat. W chwili śmierci najstarszy syn August – miał 42 lata, a jego żoną była od kilkunastu lat Matylda Szmekiel. Małżeństwo to doczekało się dwóch synów. W lutym 1841 r. na świat przyszedł ich pierwszy syn – Ghustaw Izydor Wilhelm. Natomiast Robert Saenger późniejszy właściciel fabryki papieru w Pabianicach urodził się 14 grudnia 1842 roku. Jak zapisano w jego akcie chrztu, wystawionym w parafii ewangelickiej w Łodzi, na chrzcie nadano mu imiona Emil Theodor Robert, z których na co dzień używano tego ostatniego. W 1851 r. urodziła się najmłodsza z rodzeństwa Eugenia Karolina Adelina Anna.

Po osiągnięciu pełnoletniości Robert Saenger ożenił się z Marią Knothe, pochodzącą ze znanej, bogatej rodziny posiadającej zakłady przemysłu wełnianego w Tomaszowie Mazowieckim. Po ślubie młoda para przeniosła się z Łodzi do Warszawy. Ożenek z przedstawicielką bogatego rodu, mającego odpowiednie kontakty handlowe i rodzinne, wydaje się kluczowy dla dalszej kariery zawodowej Roberta Saengera. Jego teść – Fryderyk Tobiasz Knothe – poprzez małżeństwa dwóch swoich wnuczek – Heleny, Emilii oraz Marii Zofii – był w bliskich stosunkach z rodzinami Krusche i Ender, zarządzającymi największymi fabrykami włókienniczymi w Pabianicach. Natomiast brat żony Roberta Saengera – Herman Fryderyk Knothe – ożenił się z Marią Steinhagen pochodzącą z innej znanej rodziny przemysłowców związanych również z branżą papierniczą. Robert Saenger poprez ślub z Marią Knothe znalazł się w gronie największych rodzin fabrykanckich w Pabianicach, z którymi bliskie stosunki handlowe i towarzyskie utrzymywał również Leonard Fessler, założyciel i pierwszy właściciel tamtejszej fabryki papieru, którą Robert Saenger wydzierżawił w 1870 r., a po czterech latach zakupił na licytacji.

W tym czasie papiernia w Pabianicach była niezbyt dużą wytwórnią tektury, w której opierano się na ręcznym wyrobie arkuszy. Leonard Fessler w tym okresie bardziej był zajęty interesami w Lodzi, przez co zaniedbywał inwestycje w pabianickiej papierni. Z dokumentów statystycznych przygotowanych przez zarząd miasta wynika, że zakład składał się z „fabryki papieru, domu na kuźnię i stolarni, chałupy, pięciu szop, magazynu, suszarni, budynku do tektury, budynku do gotowania farb”.

W wytwórni wykorzystywana była maszyna parowa o sile 18 koni mechanicznych. W chwili przejęcia papierni przez Roberta Saengera było w niej zatrudnionych 16 osób (10 mężczyzn i 6 kobiet). Za produkcję odpowiedzialny był „nadmajster” z wynagrodzeniem 350 rubli rocznie, o 100 rubli więcej w skali roku zarabiał buchalter nadzorujący finanse wytwórni. Wartość zakładu w nieruchomościach wynosiła 5000 rubli, a urządzenia ruchome wyceniono na 7500 rubli. Zdolność kredytową papierni oceniono na maksymalnie 3000 rubli.

Robert Saenger przejmował pabianicką papiernię, kiedy w przemyśle włókienniczym dokonywały się ważne zmiany. Był to okres schyłku systemu nakładczego oraz małych, manufakturowych przedsiębiorstw podobnych do zakładu, jaki prowadzili jego babcia i ojciec. Wraz z powstaniem wielkich fabryk włókienniczych, produkujących na rynek zagraniczny, pojawiło się zapotrzebowanie na atrakcyjne opakowania, wykonane z ładnego w kolorystyce i dobrego gatunkowo papieru. Wzrost eksportu tkanin gwarantował też zwiększenie produkcji papieru i tektury. Dodać należy, że w okręgu łódzkim nie było innej wytwórni papieru poza pabianicką. Ponadto rozwijający się w szybkim tempie przemysł włókienniczy zapewniał odpowiednią ilość surowca wykorzystywanego do produkcji papieru – szmat lnianych i bawełnianych, pozyskiwanych z fabryk w postaci odpadków produkcyjnych lub skupowanych od okolicznej ludności.

Prymitywna wytwórnia tektury i papieru w Pabianicach nie była w stanie sprostać rosnącym potrzebom przemysłu włókienniczego. Nowy dzierżawca zainwestował więc 6700 rubli w jej rozbudowę, a następnie wykorzystując kapitał posagowy żony, wykupił fabrykę na własność podczas licytacji przeprowadzonej 1 lipca 1874 r. w Kaliszu. Saenger nabył fabrykę za 8301 rubli, z czego jej poprzedni właściciel Leonard Fessler nie otrzymał ani jednej kopiejki ponieważ z kwoty tej odliczone zostały wcześniejsze wydatki Saengera, koszty licytacji, jak i zobowiązania wobec innego wierzyciela.

Przejęcie papierni w Pabianicach przez Roberta Saengera należy uznać za moment zwrotny w historii zakładu. Nowy właściciel lepiej i prężniej zorganizował pracę w fabryce, a dysponując odpowiednim kapitałem rozpoczął proces modernizacji produkcji papieru, by dostosować się do nowych technologii, jakie w drugiej połowie XIX wieku pojawiły się w papiernictwie europejskim. Działań tych nie przerwano także po niespodziewanej śmierci Roberta w 1879 roku. Zmarł on nagle w warszawie w wieku zaledwie 37 lat. Pozostawił zonę Marię i dwójkę nieletnich dzieci – sześcioletniego Oskara, urodzonego 4 sierpnia 1873 roku, oraz czteroletnią córkę Wandę, urodzoną 10 września 1875 r. Dotychczas nie udało się ustalić, co było przyczyną śmierci Roberta Saengera. Młoda licząca 33 lat wdowa, mieszkająca w Warszawie i opiekująca się dwojgiem małych dzieci nie mogła przejąć obowiązków zarządcy fabryki w Pabianicach.

Z pomocą pospieszyli krewni, a zwłaszcza jej brat Herman Fryderyk Knothe, żonaty z Marią Steinhagen, której brat Artur od kilku już lat pracował w pabianickiej papierni. To właśnie Arturowi Steinhagenowi powierzono administrowanie fabryką Az do osiągnięcia pełnoletniości przez Oskara Saengera. (…)

Nie znamy dokładnej daty, ale możemy przypuszczać, że to pod zarządem Roberta Saengera lub Artura Steinhagena wprowadzono w pabianickiej wytwórni maszynową produkcję papieru ze szmat lnianych oraz nowego surowca, jakim był ścier (miazga drzewna), otrzymywany dzięki mechanicznemu przetwarzaniu drewna. Ścier po raz pierwszy zastosował do produkcji papieru Niemiec – Friedrich Gottlob Keller – w 1844 roku. Miazgi drzewnej nie produkowano w Pabianicach, lecz była sprowadzana z zakopanego, z niedużego zakładu należącego do Zamoyskich, lub ze ścieralni słowackich. Nadal największy udział w produkcji papieru miało przetwarzanie szmat lnianych, pozyskiwanych w postaci ścinków i braków z pobliskich fabryk włókienniczych.

Dla zakładów tych wytwarzany był przede wszystkim papier kolorowy, tzw. manufakturowy, Na potrzeby jego produkcji wydatkowano dość spora kwotę ponad 20 tysięcy rubli. W taki papier owijane były tzw. sztuczki i półsztuczki, czyli nieduże partie tkanin o wysokiej białości z cienkiej przędzy, przeznaczone na wywóz za granicę. (…)

Zamontowano tam wówczas 6 maszyn parowych o łącznej mocy 124 KM, 4 kotły parowe, 2 pompy wodne, 13 holendrów, 2 maszyny papiernicze o szerokości sita 160 i 180 cm, 3 kotły do gotowania szmat, 3 gniotowniki do mielenia ścieru i makulatury – ogółem 33 maszyny. Na podstawie dostępnych źródeł nie udało się ustalić bardziej szczegółowych danych dotyczących samych maszyn papierniczych pracujących w Pabianicach. Przede wszystkim nie jest znana ich marka. Prawdopodobnie jako pierwsze sprowadzone zostały i zamontowane urządzenia używane w innych papierniach. Jest to proceder nader często praktykowany i w późniejszym czasie. Koszt zakupu takich maszyn z pewnością był o wiele niższy od ceny nowych papiernic.

Do 1894 r. w Pabianicach produkowany był jedynie papier pakowy zwykły i wspomniany papier manufakturowy. Najwięcej wyprodukowano papieru do owijania tkanin. Był on też prawie o połowę droższy od zwykłego papieru pakowego. Świadczy to o dużym zapotrzebowaniu na tego rodzaju produkt w przemyśle włókienniczym okręgu łódzkiego, rozwijającym się dynamicznie w ostatnich trzech dekadach XIX wieku.

W fabryce zatrudnionych było 146 pracowników, 2 mechaników oraz 2 obermajstrów zmianowych. Jeden z nich, pracujący w dzień był cudzoziemcem, prawdopodobnie Niemcem, drugi zaś, pełniący zmianę w nocy, był Polakiem. Normalny dzień roboczy trwał 12 godzin.

Przeciętne dzienne wynagrodzenie kobiet wynosiło od 35 do 50 kopiejek, mężczyzn – od 50 do 110 kopiejek. Suma roczna wynagrodzeń wynosiła 37012, 48 rb., co stanowiło nieco więcej niż 10 procent wartości rocznej produkcji, opiewającej a kwotę 342 600 rubli srebrem. W 1890 dzienne zarobki robotnika w Warszawie wynosiły 55 kopiejek, stolarza – 160 kopiejek, cieśli – od 100 do 140 kopiejek, tak więc płace w pabianickiej papierni kształtowały się na poziomie średnich wynagrodzeń robotniczych w Królestwie Kongresowym. W tym samym 1890 roku funt (ok. 0,5 kg) chleba pytlowego kosztował 4 kopiejki, funt mięsa wieprzowego 10-16 kopiejek, funt masła 35-4kopiejek, za 100 jajek trzeba było zapłacić 140 do 240 kopiejek, funt soli kosztował ok. 6 kopiejek.

W 1890 r. zabudowania papierni w Pabianicach w większości były murowane, kryte papą, ubezpieczone od ognia na sumę 46356 rubli. Podobnie postąpiono z maszynami – ubezpieczono je na kwotę 48813 rubli, a surowce i gotowe wyroby na sumę 50000 rb. Z przytoczonych liczb wynika, że papiernia w tym okresie dawała swym właścicielom prawie 100 tysięcy rubli dochodu, a jej wartość według ubezpieczenia wynosiła ok. 300 tysięcy rubli.

Artur Steinhagen, sprawując funkcję administratora papierni, zapewne dostrzegł rosnące zapotrzebowanie na papier pakowy w przemyśle włókienniczym. Na tym rynku wewnętrznym zwiększał się również popyt na papier drukowy i do pisania; wpływ na to miała szybka urbanizacja okręgu łódzkiego i wzrost liczby mieszkańców okolicznych miast. Papiery produkowane w Pabianicach były sprzedawane również na chłonnym rynku rosyjskim. Zniesienie barier celnych, ściślejsze zespolenie Kongresówki z Rosją po powstaniu styczniowym otwierały przed papiernia zupełnie nowe możliwości.

W 1888 r. Steinhagen wybudował na terenie fabryki tzw. kantor, w którym urządzono pomieszczenia biurowe, rozbudowie poddano także magazyny. Ich powierzchnię ponownie zwiększono w 1892 r. wraz z postawieniem murowanej kotłowni. To właśnie w niej dwa lata później została uruchomiona nowa maszyna parowa o mocy 250 KM. Działania te umożliwiły rozpoczęcie produkcji papieru do pisania.

Jesienią 1894 Artur Steinhagen zakończył administrowanie papiernią i zgodnie wcześniejszą umową przekazał zakład Oskarowi Saengerowi. Dzieci Roberta Saengera osiągnęły bowiem wiek dojrzały. Oskar ukończył szkołę średnią w Rydze i akademię handlową w Wiedniu. Jego siostra Wanda w 1895 r., w wieku 20 lat poślubiła barona Karola Mateusza Ike-Duninowskiego z Duninowa.

Założycielem tego rodu był wywodzący się z dolnego Śląska Karol Albrecht Wilhelm von Ike, właściciel Wojanowa koło Jeleniej Góry. W 1829 poślubił on Luizę Marchond, dziedziczkę majątku w Duninowie, położonego na ziemi kujawskiej niedaleko Włocławka. Odtąd dobra te aż do wybuchu drugiej wojny światowej należały do Duninowskich. Po śmierci Karola Albrechta Wilhelma w 1864 r. majątek przejął jego syn Jerzy Gotthilf Fryderyk, a następnie – w 1910 roku- Karol Mateusz mąż Wandy Saenger.

Początki zarządzania papiernią w Pabianicach przez Oskara Saengera nie były łatwe, ponieważ 24 grudnia 1894 r. w fabryce wybuchł pożar, który strawił prawie wszystkie budynki. Ocalała tylko kotłownia, oddana do użytku kilka miesięcy wcześniej. Straty poniesione przez właściciela pokryły jednak towarzystwa ubezpieczeniowe.

Oskar Saenger wykorzystał te środki oraz własny kapitał do odbudowy zakładu i szybkiego uruchomienia produkcji papieru, co nastąpiło jesienią 1895 r. Produkcję wznowiono na dwóch nowych maszynach. Jedna z nich o długości sita wynoszącej 220 cm, przyjechała do Pabianic z podjeleniogórskich Cieplic. Wykonały ją zakłady Fὕllnera, a Saenger udał się tam osobiście razem ze swym głównym mechanikiem – inżynierem Łowickim.

Drugą papiernicę, o długości sita wynoszącej 270 cm, sprowadzono z Niemiec z zakładów Henbrandta. W tym czasie fabryka nadal produkowała papiery szmaciane, dlatego Oskar Saenger odbudowując zakład po pożarze, zainstalował w nim nowoczesne urządzenia służące do sortowania szmat, 2 warniki do wyrobu półmasy szmacianej, 2 holendry pralne, 1 holender bielący, kalandry do satynowania, przekrawacze i nawijarki.

W 1894 r. w Pabianicach wytwarzany był papier pakowy zwykły, papier manufakturowy i papier piśmienny, tzw. konceptowy. Nowy właściciel rozpoczął też produkcję papieru „cukrowego” służącego do owijania „głów” cukru.

Obejmując papiernię w Pabianicach jesienią 1894, Oskar Saenger musiał pamiętać, że nie jest jedynym właścicielem fabryki. Należała ona również do jego matki – Marii - oraz siostry – baronowej Ike-Duninowskiej, reprezentowanej przez swojego męża. Każda z tych osób była samodzielna majątkowo. Troska o dochody rodziny, jak również chęć pozyskania odpowiednich funduszy niezbędnych do dalszej rozbudowy i modernizacji papierni, skłoniły Oskara do utworzenia spółki akcyjnej. Decyzja ta nie była niczym nowym pod koniec XIX wieku. Jest ona przykładem ogólnych tendencji, panujących w tamtym czasie w rozwoju gospodarczym, nie tylko okręgu łódzkiego. Działanie takie miało ułatwić swobodę narastania kapitału zakładowego i inwestowanie w rozwój przedsiębiorstwa. Wszystkie formalności mające na celu rejestrację nowej spółki zostały zakończone 10 maja 1898 r.

Wówczas w Dzienniku Urzędowym w Petersburgu ukazał się akt erekcyjny powołujący do życia Towarzystwo Akcyjne Pabianickiej Fabryki Papieru – Robert Saenger. Do zarządu nowo powołanej spółki weszli: Maria Saenger, Oskar Saenger oraz Wanda Ike-Duninowska. Z racji tego, że wszyscy właściciele na stałe mieszkali w Warszawie, ich prokurentami w Pabianicach zostali: brat matki Karol Knothe i Ludwig Hennig.

Kapitał zakładowy Towarzystwa wynosił 750 tys. rubli i został podzielony na 1500 akcji po 500 rubli za akcję. Z innych ważnych informacji w akcie erekcyjnym podano, iż fabryka zatrudniała 160 robotników na jedną zmianę i przynależały do niej grunty o powierzchni 5585 kwadratowych sążni (1 sążeń to ok. 4, 5522 m kw.)

Inwestycje przeprowadzone w pabianickiej papierni po 1894 zwiększyły konkurencyjność zakładu. Dysponował on nowoczesnym parkiem maszynowym, miał stosunkowo niskie koszty produkcji, co musiało się przełożyć na wysokie zyski. Modernizacja fabryki zbiegła się w czasie ze zwiększonym popytem na artykuły papiernicze, co gwarantowało dalszy rozwój wytwórni. W 1903 roku zatrudnionych było tutaj 350 robotników, a ich liczba w latach 1905-1907 wzrosła do ok. 400.

Papierni w Pabianicach nie ominęły wydarzenia rewolucyjne z 1905, które w okręgu łódzkim miały gwałtowny przebieg. Jako pierwsze akcję strajkową w fabryce zainicjowały pracujące tu kobiety. Ich żądania dotyczyły podwyżek plac i skrócenia czasu pracy. Aktywność pracownic papierni doprowadziła dwukrotnie do wybuchu krótkotrwałych strajków, najpierw w dniu 18 kwietnia, a następnie 1 maja 1905. Jednak strajki te nie przyniosły żadnych rezultatów. Jesienią, 26 października wybuchł kolejny strajk, który objął wszystkie zakłady w mieście i na kilka tygodni sparaliżował Pabianice. Przez ulice przetaczały się manifestacje rozpędzane przez służby porządkowe. Strajk ten najdłużej trwał w papierni Saengerów, gdzie robotnicy dopiero po miesięcznej przerwie powrócili do pracy.

Powołanie spółki i emisja akcji umożliwiły pozyskanie funduszy na dalsze inwestycje w papierni. Zakład poddano elektryfikacji i w 1907 r. zainstalowano ogromy wówczas sześcioprasowy ścierak firmy A. Geisecke z Braunschweigu. Wybudowano nowy komin fabryczny i kotłownię o łącznej powierzchni kotłów 270 m kw. Zupełną nowością było urządzenie służące do automatycznego podawania węgla, wyposażone w aparaturę pomiarową umożliwiającą racjonalną gospodarkę cieplną. Ostatnią inwestycją tego czasu było ustawienie maszyny parowej włoskiej firmy Franco Tossi z Lugano.

W początkach XX w. podobnie jak w ubiegłych latach, papiernia w Pabianicach wyrabiała papier pakowy, piśmienny i manufakturowy. Montaż nowego ścieraka, produkującego bardzo dobry jakościowo ścier umożliwił wyrób dużej ilości wysokogatunkowego papieru ustnikowego do papierosów. Papier ten zaspakajał zapotrzebowanie krajowych fabryk gilz oraz był eksportowany na rynek rosyjski. Po zamontowaniu ścieraka produkcja ścieru wynosiła od 15 do 20 ton na dobę.

Także z początkiem XX wieku w Pabianicach zaczęto w coraz większej ilości wykorzystywać do produkcji papieru celulozę, surowiec otrzymywany z chemicznego przetwarzania drewna. Technikę jej pozyskiwania opracowano w połowie XIX wieku. Jak podają statystyki z 1908 r., papiernia zużywała rocznie 68 tysięcy pudów papierówki służącej do produkcji ścieru. Jeden pud (14 kg) tego surowca kosztował ok. 1,57 rubla. Celulozy zużyto więcej, bo aż 118 tys. pudów. Dodać należy, iż surowiec ten był droższy od ścieru – 1 pud celulozy kosztował od 1,5 do 2,5 rb.

W statystykach fabrycznych z 1908 r. wartość papierni wyceniono na 870 tysięcy rubli. Wspomniane inwestycje przeprowadzono w oparciu o zwiększenie do 1,5 miliona rubli kapitału zakładowego, znajdującego się nadal w rękach rodziny Saengerów. Profesor Kazimierz Badziak, analizując działalność Towarzystwa Akcyjnego R. Saengera do 1914 r., zwraca uwagę na jego prawidłową strukturę kapitałową. W 1912 r. kapitały własne wynosiły 1 348 350 rubli. Kapitały własne stanowiły 75,7 procent, a obce – 24,3 procent wszystkich pasywów. Ta korzystna struktura zapewniała wysokie zyski. W analizowanym 1912 roku zysk brutto wyniósł 211 414 rubli, z czego na dywidendę przeznaczono 150 000 rubli. Papiernia zatrudniała ok. 400 robotników – kobiet i mężczyzn.

Ich dzienny zarobek kształtował się na poziomie 2 rubli. W danych statystycznych z tego okresu ponownie nie podano liczby młodocianych pracowników. Nie oznacza to, że ich nie było. Zatrudniano ich do lżejszych prac, gdyż według obowiązujących wówczas przepisów w papierniach wolno było zatrudniać małoletnich, ale nie mogli oni wykonywać „pracy przy darciu i sortowaniu szmat, krajaniu szmat, gotowaniu, mieleniu w holendrach i bieleniu takowych”.

W latach poprzedzających wybuch pierwszej wojny światowej papiernia w Pabianicach produkowała ok. 500 ton papieru dziennie. Dzięki rozbudowie i modernizacji zakładu na początku XX wieku rozszerzono asortyment wytwarzanych tu papierów o wysokogatunkowy papier afiszowy i albumowy. Produkty te dorównywały jakością podobnym papierom produkowanym w Jeziornie kolo Warszawy. Badacze dziejów papierni w Pabianicach są zgodni co do tego, że fabryka ta jeszcze przed pierwszą wojną światową osiągnęła maksimum możliwości rozwojowych.

Zakład zaczął odczuwać skutki swej niekorzystnej lokalizacji. Jego dalsza rozbudowa nie była już możliwa, gdyż sąsiednie nieruchomości zostały wykupione przez Towarzystwo Akcyjne Pabianickich Zakładów Chemicznych. Najbardziej odczuwalny był brak własnej bocznicy kolejowej. Wobec tego rodzina Saengerów rozpoczęła aktywną działalność w innych ośrodkach papierniczych, takich jak Włocławek.

Jeszcze w 1905 r. Towarzystwo Akcyjne Roberta Saengera zakupiło tam za sumę 101 tys. rubli częściowo spaloną fabrykę papieru Altmana, znajdującą się przy ulicy Toruńskiej. Produkcję papieru rozpoczęto tam w 1910 roku.

Podczas pierwszej wojny światowej, toczącej się w latach 1914-1918, papiernia nie ucierpiała. Okupacja niemiecka nie doprowadziła do demontażu urządzeń. Po zakończeniu wojny, w okresie II RP, Oskar Saenger – przy udziale kapitału francuskiego należącego do Banque de Paris et de Pays Bas i Librairie Hachette – wykupił w 1921 nowoczesną celulozownię należącą do braci Cassirer we Włocławku. Zakład ten w przeciwieństwie do papierni w Pabianicach dysponował własnym transportem wodnym na Wiśle oraz bocznicą kolejową przeprowadzoną poza granicami miasta.

Oskar Saenger pełnił funkcję prezesa zarządu Towarzystwa Akcyjnego. Zasiadali w nim również przedstawiciele kapitału francuskiego w osobach Henryka Bohomolca, Kazimierza Skarżyńskiego oraz dyrektora technicznego Henryka Karpińskiego. Towarzystwo swoją siedzibę miało w warszawie przy ulicy Smolnej 17.

W latach 1922-1927 można zaobserwować wzrost koniunktury na papier. Jego produkcja zwiększała się z roku na rok. Kierownictwo zakładu w Pabianicach powierzono w tym czasie inżynierowi Franciszkowi Drzewieckiemu, który przeprowadził w papierni kilka inwestycji, takich jak budowa nowej hali z przeznaczeniem na sortownię, zakup holendra i przekrawacza. Przebudowano również magazyny, zmodernizowano napęd drugiej maszyny, dzięki czemu osiągnęła ona szybkość 100 m wstęgi na minutę i rozpoczęto produkcję papieru drukowego Victoria, bezdrzewnego, niezawierającego ścieru. Jego odbiorcą było wydawnictwo Wagner, które drukowało na nim znaną przedwojenną serię dzieł laureatów nagrody Nobla.

W 1923 Oskar Saenger, mając już 50 lat ożenił się z Marią Zuzanną Pfeiffer z domu Herse, córką właścicieli słynnego domu mody w Warszawie. Małżeństwo to nie doczekało się potomstwa.

W 1924 r., w wieku 77 lat, zmarła matka Oskara – Maria Saenger. Pochowano ją na warszawskim cmentarzu ewangelickim obok jej męża Roberta Saengera. W 1926 zmarł baron Karol Mateusz Ike-Duninowski, mąż Wandy Saenger.

Śmierć matki i szwagra, wizja bezpotomnej śmierci i wybuch kryzysu gospodarczego w 1929 r. – to okoliczności, które prawdopodobnie skłoniły Oskara Saengera do realizacji pomysłu połączenia własnej firmy z papiernią w Myszkowie, należącą do krewnych z rodziny Steinhagenów. Fuzji tej nie przerwała śmierć Oskara Saengera, która miała miejsce 4 lutego 1930 roku. Kilka miesięcy później, 30 maja. Ministerstwo Przemysłu i Handlu zatwierdziło powstanie nowej firmy, która przyjęła nazwę: Steinhagen i Saenger – Fabryka Papieru I celulozy – Spółka Akcyjna.

W nowej spółce dawnych właścicieli fabryki w Pabianicach – rodzinę Saengerów – reprezentowali bracia Andrzej i Stefan Ike-Duninowscy, siostrzeńcy Oskara. Dynamiczny rozwój towarzystwa akcyjnego przerwał wybuch drugiej wojny światowej. Stefan Ike-Duninowski mający 39 lat oficer WP, został rozstrzelany przez NKWD w 1940 r. Jego nazwisko znajduje się na tzw. ukraińskiej liście katyńskiej. Natomiast Andrzej zamieszkał po wojnie razem z matką w Bazylei, gdzie zmarł w 1969 mroku. (Jan Bałchan „Fabryka papieru w Pabianicach pod zarządem rodziny Saengerów 1870-1930”, Rocznik Papierniczy, t. XI, 2017r.)

Hodowca

Oskar Saenger zajmował się także hodowlą psów rasowych, o czym opowiedział reporterowi czasopisma „Świat” w 1909 roku.

Myślistwo i pies – to rzeczy  nieodłącznie ze sobą zrośnięte. Pisać o myślistwie, a zapomnieć o najwierniejszym towarzyszu, przyjacielu myśliwego byłoby rzeczą niemożliwą.

Jednym ze znawców jest w kraju naszym p. Oskar Saenger. Posłuchajmy zatem, co on mówi o psie myśliwskim w ogóle, a potem o jego hodowli u nas.

- Zanim powiemy o tym, co jest, mówił p. Saenger – poświęćmy kilka słów temu co było. Mam tu przede wszystkim na myśli wyżła polskiego. Przez długi czas badałem – najpierw, czy istotnie są jeszcze dotąd wyżły polskie, a straciwszy nadzieję odkrycia ich, chciałem przynajmniej skonstatować, jak ten wyżeł naprawdę wyglądał.

- I do jakich pan doszedł rezultatów?

- Właściwie do żadnych. Nie umiem określić jasno jego kształtów. Nawet w przybliżeniu nie wiem, jak wyglądał, lub do jakich ras był najbardziej zbliżony. Panuje w tym względzie zupełna sprzeczność, niepewność wyprodukowania i kierunku tej rasy. Jedni twierdzą: był to pies silny, szerokiego krzyża, rozrośniętej piersi. A więc byłby zbliżony do niemieckiego wyżła. Inni, że:  był delikatnej budowy, z długimi uszami, „dobry do wszystkiego” na suche pole i na błoto. Gładki, krótkowłosy. A więc przypominałby trochę pontra. Inni, że był włochaty, zwykle ciemny lub kasztanowaty, z białymi odmianami pod piersią, z takim „kwiatkiem” na końcu ogona. Więc znów coś, z daleka cetra przypominającego. Słowem, nie umiem go określić. A byłbym bardzo zadowolony, gdyby z obecnej okazji i za pośrednictwem „Świata” coś pewniejszego w tym kierunku się odkryło. Ale wątpię.

- Do przeszłości również – mówił dalej p. Saenger – przynajmniej częściowo, przechodzić zaczynają psy gończe czyli ogary, tak bardzo dawniej, jeszcze przed kilkudziesięciu laty, rozpowszechnione. Zmieniły się warunki i kierunek myślistwa, uległy zmianie prawa myśliwskie, szczupleje obszar lasu, jako głównego pola popisu dla ogarów i wreszcie zmieniły się i zmieniają coraz bardziej konfiguracje większej własności. Ale są jeszcze dobre ogary. Najsłynniejsze ich sfory są: ordynata hrabiego Zamojskiego i Konstantego księcia Radziwiłła w Towianach (gubernia kowieńska).

- A charty?

- Jest ich coraz mniej, z tych samych mniej więcej powodów, co ogarów. Jednakże większe sfory chartów posiadają dotąd pp.: Sergiusz Niemojowski, Wylazłowski (Piotrkowskie), Winnicki (Jędrzejowskie) i inni.

- Więc zapytałem, w jakim kierunku rozwija się i rozwijać powinna hodowla psów w naszym kraju?

- Oczywiście w kierunku ustalenia i zaaklimatyzowania najlepszych gatunków wyżłów. Najbardziej rozpowszechniony jest u nas ponter (pointer),  jak wiadomo, specjalista na kuropatwy. Ale ponter czystej rasy jest u nas rzadki. (…) A więc zdaniem moim, racjonalna hodowla musi iść tylko w kierunku wyprodukowania rasy czystej.

Wśród hodowców ponterów wymienia p. Saenger następujące psiarnie i wymienia Władysława hr. Potockiego w Parzymiechach, p. Nowickiego na Ukrainie i baronowej Dewitzow – zamilczawszy skromnie o tym, że i on sam do rozpowszechnienia czystej rasy się przyczynił.

Jednakże p. Saenger skłonny jest mniemać, że dla naszego kraju i jego warunków, kto wie, czy nie jest właściwszym ceter (setter), zwłaszcza angielski, ponieważ: co do wiatru nie ustępuje ponterowi, chętniej od niego pracuje w wodzie, ma długi włos, chroniący go od zimna i od ran w chaszczach i krzakach. Niesłuszny jest też zarzut, że jest on złym aporterem; zależy to od pierwotnego układania go w pierwszym zaraz polu. Dodać też należy, że w ostatnich 15 latach jest ceter rozpowszechniony głównie z miotów po psach konkursowych (field-trials) czyli specjalistów na kury w angielskim znaczeniu tego słowa. Cetry angielskie hoduje u nas głównie p. Saenger.

Co do irlandzkich cetrów, to mniema p. Saenger, że nie są one zbyt różne od angielskich; w ostatnich jednak czasach na konkursach w Anglii bywały zwykle na drugim dopiero miejscu, poza angielskimi. Hodowcami u nas tego gatunku są pp. J.W. Starzyński i v. Eck.

Co gordon-cetrów, to są one mało dotąd w kraju rozpowszechnione. Główną ich hodowlę ma p. Saenger.

- A niemieckie wyżły? – wtrąciłem.

- Mają także swoje cnoty. Tak racjonalni myśliwi, jak pp. Stanisław Lilpop, Szwede i Knothe hodują je w różnych odmianach – wyżeł niemiecki bywa bowiem rozmaity: krótkowłosy, ostrowłosy, długowłosy; ale co do mnie, mam jedno mu do zarzucenia, to mianowicie, że jest on zwykle zbyt wielostronny, skutkiem czego w żadnym specjalnym kierunku do doskonałości nie dochodzi i ze specjalistami równać się nie może.

Pozostają jeszcze dwa gatunki psów: foxteryery i jamniki. Ich cnoty i przeznaczenie, zwłaszcza jamników, są znane. Powiem tylko – dodał p. Saenger, że głównymi hodowcami foxteryerów  u nas są: księżna Sewerynowa Czetwertyńska z Milanowa, książę Lubomirski z Kruszyny i mówiący te słowa w Opalewie pod Warszawą.

Dobre gatunki jamników mają: pp.: Zandberg w Warszawie, Majewski w Skierniewicach i inżynier Sławecki w Pabianicach.

Na tym skończyłem interesujący i pouczający wywiad u p. Saengera. (Świat nr 43/1909 r.)

Autor: Sławomir Saładaj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij