www.um.pabianice.pl

Pabianice znajdują się w aglomeracji łódzkiej. Stanowią zarazem centrum 120-tysięcznego powiatu. Funkcjonują tutaj najważniejsze dla społeczności instytucje i urzędy. Miasto liczy 63 tys. mieszkańców i obejmuje obszar 33 km2.


Pabianicom brakuje Leninowskiej pięści

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

W latach 1905-1907 Pabianice przypominały Dziki Zachód. Szalał terror indywidualny. Wszelkie konflikty polityczne, ekonomiczne, religijne, porachunki osobiste i rodzinne załatwiano przy pomocy pistoletu. Trzask browningów rozlegał się raz po raz na ulicach, w fabrykach i sklepach. Pabianiczanie wpadli w niezwykły, bezprecedensowy, amok. Mnożyły się lincze i pogromy. Tylko w ciągu ośmiu dni lipca 1906 r. doszło do 9 krwawych starć podczas których zginęło 5 osób, a 9 zostało rannych. W okresie największego nasilenia zamieszek w 1906 i w pierwszym półroczu 1907 r. dziesiątki osób zostało zastrzelonych na ulicach miasta. Na przykład 29 maja 1906 r. w fabryce Krusche-Endera pracownicy rozpoczęli między sobą strzelaninę, w wyniku której mnóstwo robotników odniosło poważne rany. Prasa łódzka informowała, że ludność miejska tak się roznamiętniła, iż nie umie zapanować nad sobą.

Rewolucją w Królestwie Polskim kierował Feliks Dzierżyński. Był współzałożycielem Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy. Wielokrotnie zatrzymywany, więziony i zsyłany na Syberię. Siedział m.in. w Cytadeli Warszawskiej, więzieniu centralnym w Orle i więzieniu butyrskim w Moskwie. W 1901 r. podczas transportu na miejsce zesłania uciekł i przedostał się do Berlina, gdzie wszedł w skład Komitetu Zagranicznego SDKPiL.

W lipcu 1905 r. zjawił się w okręgu łódzkim, aby zobaczyć jak sobie radzą członkowie partii. Był także zainteresowany Pabianicami. W naszym mieście do SDKPiL należało dwustu robotników. Dzierżyński, jako zwolennik terroru systemowego. był zniesmaczony pojedynkami rewolwerowymi wśród robotników. Robotnicy zamiast walczyć z kapitalistami i aparatem carskiej władzy tracili czas i siły na wewnętrzne spory. Sytuację w mieście podsumował krótko: brakuje Leninowskiej pięści.

Swoje spostrzeżenia zawarł w liście do Komitetu Zagranicznego SDKPiL ( В заграничный комитет СДКПиЛ) Łódź, 20 lipca 1905 r.: Jutro wracam do Warszawy, niepokoi mnie sprawa Leona, o której, niestety, już wiecie. A teraz składam sprawozdanie. Konflikt o pieniądze zażegnałem. Młodzieńców tutaj sporo, więcej niż w Warszawie. Występuje jednak absolutny niedostatek odważnych i politycznie wyrobionych robotników. Koła rejonowe są trzy. Mają się zbierać dwa razy w tygodniu. Oprócz tego P. poprowadzi szkołę agitatorów. Nie ma tutaj podobnie jak w Warszawie, energicznej, kierowniczej ręki – organizatora. Praca wśród Niemców rozwija się szybko, jest już 100 członków. Absolutny brak literatury propagandowej, a potrzeby są ogromne, wypada spełnić te oczekiwania. Mamy tutaj i w okolicy 60 tys. robotników niemieckich. Bez nich nie będzie można prowadzić skutecznej walki. Skarżą się, że robotnicy polscy systematycznie otrzymują wydawnictwa, oni natomiast dostają o wiele mniej, chociaż nie ustępują im liczebnością. Chcą, żeby każda proklamacja była wydawana także w języku niemieckim. Być może uda się nam wyszukać czcionki gotyckie, w przeciwnym razie będziemy musieli je sprowadzić. Ponadto oczekują, żeby w każdym numerze Czerwonego Sztandaru ukazywał się niemiecki dodatek Flugblatt. Obiecali, że będą wam wysyłali listy do redakcji i artykuliki. Będą jeszcze pisać bezpośrednio do was w tej sprawie. Proszą także o 200 – 500 egzemplarzy takich broszur jak „Warum sind wir arm”, „Grunsatze”, „Was die SD sind”oraz teksty pieśni niemieckich. Proszą też o 3 tys. egzemplarzy Flugblatta.

Proponuję, żeby zwrócić się o pomoc do partii niemieckiej. Wydaje się, że powinni nam dać bezpłatnie broszury, a nasi Niemcy zaczną pisać do Flugblatta. Sprawa edycji niemieckich dla Łodzi jest bardzo istotna. Komitet łódzki ustanowił dla Niemców agitatora – bardzo odważny młody człowiek, poznałem go trochę. Mówią, że w partii jest od 600 do 700 robotników. Prawdopodobnie przesadzają. Skład łódzkiego komitetu partii jest niezadowalający. Zasiadają w nim ludzie mało aktywni, których nie powinno tam być. Kiedy przyjedzie Anatol i przyślemy kogoś spośród robotników warszawskich wszystko się odmieni. Komitet będzie obradował nie raz w tygodniu, ale codziennie, tak jak codziennie pracują w fabrykach. Kwestia finansów wśród robotników i inteligencji poniżej krytyki. Nie ma żadnej organizacji, chociaż dałoby się zdziałać sporo. Nie ma koła propagandystów.

Również trzy rejonowe oddziały naszej partii funkcjonują źle. Młodzi robotnicy-agitatorzy są podszyci strachem, dlatego trudno jest zwoływać zebrania. Niestety, lepsza jest organizacja niemiecka. Okazuje się, że w Pabianicach praca idzie żwawiej ponieważ kieruje nią odważny robotnik (poznałem go osobiście). W ogóle materiał ludzki i warunki są sprzyjające, brakuje tylko tam ręki kierującej, Leninowskiej pięści (Ленинского кулака), organizatora.

W 1908 r. Feliks Dzierżyński znalazł się w Cytadeli Warszawskiej. Nie przestał jednak myśleć o Pabianicach. W swoich zapiskach Из дневника заключенного wspomina robotnika Stanisławskiego oraz policmajstra Jonina. Aleksander Jonin zastrzelił Narcyza Gryzla, działacza PPS w Pabianicach. Policmajster otrzymał anonim sugerujący, że Gryzel zamierza pozbawić życia szefa lokalnej policji. Do anonimu było dołączone zdjęcie potencjalnego terrorysty. Narczyz Gryzel został aresztowany. Po trzech dniach przesłuchań Jonin wraz z dwoma żandarmami wyprowadził go w pole, obecnie rejon ulic Roweckiego i Narcyza Gryzla i tam uśmiercił. Sprawa stała się przedmiotem interpelacji w dumie (parlament rosyjski). Aleksander Jonin został skazany na 12 lat więzienia. Wyrok odbywał w Cytadeli Warszawskiej. Podjął współpracę z władzami więziennymi, dzięki czemu szybko wyszedł na wolność. Współtowarzysze Gryzla tragiczne wydarzenie upamiętnili na tablicy nagrobkowej: Policmajster moskiewski Jonin wbijał mu szpilki za paznokcie, wieszał i katował, a 27.11.1907 zastrzelił na polach miasta Pabjanic.

7 sierpnia

Na naszym korytarzu od kilku dni siedzi niejaki Kac. Aresztowano go w Berlinie 25 czerwca, nazajutrz po zebraniu, na którym był; trzymano go tam 2 tygodnie i tak pilnowano, że nikomu nie mógł dać znać o swym areszcie. Potem wywieziono go do Wierzbołowa w kurierskim pociągu i tam wydano rosyjskim władzom. Z Berlina aż do Kowna miał kajdany na rękach i nogach. Podobno minister spraw zagranicznych depeszował policji berlińskiej, by go odesłano do Warszawskiej Cytadeli, do X Pawilonu. W Kownie był dzień i stamtąd przywieziono go tu. Oskarżają o należenie do anarchistów.

Oprócz niego przywieźli jeszcze dwóch: bandytę Malewskiego i Stanisławskiego, robotnika z Pabianic, obwinionego o przynależność do PPS – Frakcja Rewolucyjna.

16 sierpnia

Robotnika z Pabianic podobno uniewinniono. Przed paru tygodniami był też sąd warszawskiej bojówki fraków ( rozłamowców) – wszyscy zdziwieni są łagodnym wyrokiem. Wielu (5) uniewinniono, jeden, Montwiłł – 15 lat katorgi, kilku po 8 lat katorgi. Jednemu 2 lata 8 miesięcy katorgi zamieniono na 6 miesięcy więzienia, drugiemu osiedlenie podobno zamieniono na jeden miesiąc więzienia, jak również i jednej niewieście. Wszyscy zdumieni, niektórzy już wyobrażają sobie, że okres represji minął.

21 sierpnia

Na 3. korytarzu odbywają karę twierdzy byli oficerowie Awetisjanc – 3 lata do 24 sierpnia 1908 i jego współtowarzysz za WRO ( Wojskowo-Rewolucyjna Organizacja, która skupiała rewolucyjne elementy w wojsku. Ideologicznie i organizacyjnie związana była z Socjaldemokratyczna Partią Rosji, SDPRR, na terenie Kongresówki współpracowała z SDKPiL), b. wojskowy inżynier, za obrazę cara – 1 rok do 1 lipca 1909, i gimnazjalista, któremu na prośbę matki zamieniono 4 lata na 1 rok twierdzy. Mają codziennie gazety, odbierają im jednak zaraz po przeczytaniu, by nie mogli nam przysyłać. Niedawno (11 lipca) ich tu przeniesiono z odwachu wskutek denuncjacji siedzącego tam policmajstra Pabianic Jonina, który rozstrzelał wraz z dwoma strażnikami aresztowanego Gryzla – znany powszechnie łotr, jeden z bohaterów wypraw karnych na Łotwie. Denuncjacje tego łotra były tego rodzaju: odwach – centrum WRO, tu się drukują odezwy, stąd jest rozpowszechniana literatura i prowadzona agitacja wśród wojska itd. Wreszcie dopiął swego i przeniesiono ich tu. Odwach ten tuż obok X Pawilonu – 2 piętrowy gmach. Na dole cele dla żołnierzy podczas śledztwa w sprawach kryminalnych i przewinieniach czysto wojskowych. Na 1. piętrze siedzą oficerowie dyscyplinarnie ukarani i „dworianie” (więźniowie pochodzenia szlacheckiego) , skazani na kilka dni aresztu. Cele ich nie są zamykane i okna bez krat. Na 2. siedzą skazani na twierdzę i oficerowie pod sądem, cele są zamykane, okna zakratowane. Jednak czasami przez całe tygodnie cele są otwarte, gdy porządni oficerowie dowodzą wartą. Mieli tam wszystkie gazety i bardzo łatwą komunikację ze światem.

W latach 1917-1926 Dzierżyński stał na czele Nadzwyczajnej Komisji ds. Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem (Czerezwyczajka, Czeka), a następnie Zjednoczonego Państwowego Zarządu Politycznego (GPU i OGPU) w Kraju Rad. Jest nadal patronem wielu tajnych policji politycznych i służb specjalnych w różnych krajach świata. Richard Pipes, historyk amerykański charakteryzował Dzierżyńskiego: Chudy i ascetyczny, z religijnym oddaniem wykonywał instrukcje Lenina. Burżujów i kontrrewolucjonistów posyłał przed plutony egzekucyjne z równie posępnym wewnętrznym przymusem, z jakim kilka wieków wcześniej mógłby posyłać heretyków na stos.


Sprawa Jonina, która mocno zbulwersowała Feliksa Dzierżyńskiego, wzbudziła również naturalne zaciekawienie ówczesnej prasy. Łódzki Rozwój (29.11.1907) zamieścił relację z Pabianic: Wielkie wrażenie w naszem mieście wywołała wiadomość o usunięciu od obowiązków i aresztowaniu policmajstra, porucznika Aleksandra Jonina. Nastąpiło to w poniedziałek, w skutek rozporządzenia gubernialnych władz administracyjnych i sadowych, i policmajster znajduje się już obecnie w areszcie domowym pod strażą dwóch żandarmów, przybyłych specjalnie w tym celu z Piotrkowa.

Powodem usunięcia policmajstra m. Pabianic był fakt rozstrzelania bez sądu w dniu 20 bm. robotnika fabryki Kindlera Narcyza Gryzla.

Mniej więcej przed dwoma tygodniami policmajster Jonin otrzymał list anonimowy, którego autora zawiadamia go, że robotnik Gryzel kilkakrotnie odgrażał się mu śmiercią; do listu była dołączona fotografia Gryzla.

Po otrzymaniu anonimu policmajster nakazał aresztowanie Gryzla i więził go przez trzy dni w areszcie policyjnym, a potem, w nocy z dnia 19-go na 20-ty bm., polecił go wyprowadzić w pole poza szpital miejski i tam własnoręcznie z karabinu mauzerowskiego strzelił do niego dwukrotnie. Gryzel, raniony śmiertelnie, padł na ziemię, a wtedy towarzyszący policmajstrowi dwaj strażnicy dobili go strzałami z rewolwerów. Po wykonaniu egzekucji, zwłoki zabitego złożono w skleconej naprędce trumnie i pochowano na cmentarzu katolickim przy murze.

Wypadek ten stał się szybko tajemnicą publiczną i o śmierci Gryzla utworzyła się cała legenda. Dopiero gdy rodzice zabitego udali się ze skargą do gubernatora piotrkowskiego i władz sądowych, nakazano przeprowadzenie śledztwa w tej sprawie i ekshumację zwłok zabitego.

Dokonał jej w poniedziałek, o godz. 10-ej rano, lekarz miejski w Pabianicach, dr E. Jarniński, w obecności sędziego śledczego, p. Czansowa, komendanta miasta, kapitana Z. Kwiecińskiego, świadka Józefa Klimkowskiego, dozorcy cmentarnego, Józefa Piotrowicza i ojca zabitego Antoniego Gryzla.. Sekcja wykazała, że zabity Gryzel otrzymał sześć ran postrzałowych. Dwa postrzały w głowę poza uchem z prawej strony były bezwarunkowo śmiertelne, ponieważ mózg został uszkodzony i dano je z boku w odległości najwyżej trzech kroków. Strażnicy strzelali już do leżącego: jeden stojąc w glowach rannego, a drugi w nogach. Dwie kule przeszył mu plecy na wylot, a dwie inne biodra.

Pogłoski o znęcaniu się przed śmiercią nad Gryzlem, o czem doniosło kilka pism, nie znalazły potwierdzenia w ekspertyzie lekarskiej. Wyniki jej przesłano do sądu okręgowego i z Piotrkowa zjechał prokurator oraz sędzia śledczy do spraw szczególnej wagi.

Oprócz policmajstra zostali aresztowani obaj strażnicy, jako współwinni zabójstwa: Kutz oraz drugi, zwany w Pabianicach „Kościuszką”, sprowadzony przez policmajstra z Rygi. Na pierwotnem śledztwie strażnicy twierdzili, że strzelali do Gryzla ponieważ ten usiłował zbiec. Później strażnicy zmienili swoje zeznania i wyjaśnili, że strzelali na wyraźny rozkaz policmajstra, który polecił im dobić postrzelonego przez siebie Gryzla. Strażników odwieziono do więzienia łaskiego.

Dla uzupełnienia charakterystyki policmajstra Jonina musimy dodać, że był on przez dłuższy czas pomocnikiem naczelnika więzienia w Rydze. Nadużycia, popełnione przez niego na tem stanowisku, stały się powodem interpelacji w I-ej Dumie. W Pabianicach policmajster Jonin bawił zaledwie trzy miesiące.

Jeszcze w sprawie policmajstra pabianickiego

Warszawski Dniewnik podawał szczegóły: Dnia 19 listopada, na skutek polecenia naczelnika pow. łaskiego, przybył do Pabianic naczelnik straży ziemskiej pow. łaskiego sztabs-kapitan Miagkow w celu dokonania rewizji. Rewizji tych Miagkow dokonywał w towarzystwie policmajstra pabianickiego Jonina na ulicach Tuszyńskiej i Fabrycznej; następnie o godz. 12 w nocy obaj skierowali się na ul. Rakowiec, do której droga prowadzi obok kancelarii policmajstra.

Jonin, nie dochodząc do kancelarii, wyraził życzenie wzięcia ze sobą na rewizję więzionego przy kancelarii w ręcznych kajdankach niejakiego Narcyza Gryzla, podejrzanego o bandytyzm, który, jak Jonin poprzednio wspominał Miagkowi, zabić chce policmajstra. Gdy Gryzla wyprowadzono z kancelarii, Jonin kazał go rozkuć, a następnie iść przed sobą.

Naczelnik straży ziemskiej odłączył się wkrótce od Jonina, ażeby dokonać rewizji na ul. Bugaj. Nagle doszedł go odgłos strzałów z tego miejsca, w którem rozstał się z Joninem. Powróciwszy tam, ujrzał Gryzla leżącego na ziemi, nieżywego już. Jonin oraz strażnicy ziemscy Kościuszko i Kutz, objaśnili, że Gryzel zabity został, gdy usiłował zbiec. Obecny jednak przy tem jeden z ochraniających policmajstra żołnierzy 40 –go koływańskiego pułku piechoty stwierdził, że więzień nie myślał wcale o ucieczce i że policmajster dał do niego kilka wystrzałów, kiedy zaś Gryzel upadł, strażnicy podbiegli do niego i dali doń jeszcze po jednym wystrzale.

O wypadku tym doniesiono gubernatorowi piotrkowskiemu, który zarządził niezwłoczne śledztwo. Wynikiem jego było uwięzienie policmajstra i obu strażników. Śledztwo prowadzi sędzia śledczy do spraw szczególnej wagi.

Policmajstra Jonina w sobotę odwieziono pod silną eskortą do cytadeli warszawskiej.


Policmajster Jonin - okrutnik, łapó wkarz i służalec - stał się celem kpin popularnego pisma satyrycznego Mucha (1908 nr 36)

Ostatnie słowo Jonina

Na ławie oskarżonych, znękany bez granic

Siadł były policmajster, pan Jonin z Pabianic

Ściągnęła go przed sądy sprawa drobna taka,

Prawie głupstwo: zabójstwo jednego Polaka.

Właśnie już procedura dobiegała do końca,

Mówił już prokurator, pytlował obrońca.

Czekają więc, co Jonin na obronę powie.

Ten wstał i rzekł ze łzami:

„Panowie sędziowie!

Nie sposób ani w słowach, ani na bibule.

Opisać me cierpienia okropne i bóle.

Com przeniósł! Com wycierpiał! Gdy mnie uwięziono.

Wnet rzuciło się na mnie gazet polskich grono,

I roztrząsając z życia mojego wypadki,

Zaczęły mi zarzucać kradzieże i „wziątki”,

Nadużycia, przestępstwa, nikczemne pobudki.

To fałsz! Bo przez swój pobyt w Pabianicach krótki,

Choć chciałem do kieszeni zgarnąć sobie cości,

Nie miałem był do tego jeszcze sposobności,

A to straszne więzienie! Zamknięto mnie w celi,

Gdzie sami buntownicy i zdrajcy siedzieli!

Musiałem, milcząc, słuchać ich plugawych bajań,

Narzekania na władzę, wymysłów i łajań,

Trząsłem się z oburzenia, złością wrzałem srogą,

Lecz bezbronny już, zabić nie mogłem nikogo.

Czyż to nie było męką i torturą czystą?

Policmajster w więzieniu razem z socjalistą!

Prosiłem: ze złodziejami niechaj mnie posadzą.

Wśród nich czułbym się lepiej – wszak byłem ich władzą.

Ale nie! Nikt nie słuchał próśb w pokornej mowie.

I jakaż moja wina, panowie sędziowie?

Zabiłem Gryzla – lecz w tem przestępstwa nie widzę.

Myśmy przecież to stale uprawiali w Rydze.

Zabitych tam przeze mnie lista jest dość długa.

Myślałem, że to będzie przed władzą zasługa,

Że mnie jeszcze nagrodzą, rozważywszy zdrowo

W Pabianicach działalność moją urzędową.

Gdzie na pracy spędzając i noce i dzionki,

Wprowadziłem meldunki i przy bramach dzwonki.

I niedawno mi władza dziękowała za to.

Teraz za mą gorliwość więzienie zapłatą,

A jam myślał, że awans albo order będzie!

O panowie sędziowie, jeżeli w rozpędzie

Uśmierciłem Polaka, tak pal jego czarci!

Naprawdę, to Polacy wszyscy tego warci.

Więc odłóżcie na stronę groźny kodeks karny,

Weźcie lepiej mój „spisek” (raport) czytać „formularny”

I wierzcie moim słowom… cóżbym kłamał, cóżby

Że jeżeli zabiłem – to dla dobra służby.


Następny tekst (Mucha nr 40, 1907 r.) przedstawia Jonina jako przekupnego urzędnika carskiego.

Z książki kasowej policmajstra Jonina w Pabianicach

1/X Za wybicie 2 Żydom 4 zębów rubli 100

2/X - polecenie urządzenia kanalizacji rubli 1100

3/X - wyrwanie brody właścicielowi 4 kamienic rubli 300

       - martwe ciele, które się urodziło sklepikarzowi rubli 25

4/X - światło księżyca przy nowiu,od bogatych obywateli po rb. 3 rubli 1 800

5/X - to, że deszcz padał, od chłopów z targu rubli 75

6/X - prawo noszenia butów na ulicy, od mieszczan po kopiejek 50 rubli 2 400

          Razem zainkasowałem w ciągu tygodnia rubli 5 800


Nie jest to dużo, ale w przyszłym tygodniu ma być zaćmienie słońca i dwa jarmarki, to się na tych czynnościach urzędowych lepiej zarobi.


Mucha (nr 42, 1909 r.) powróciła raz jeszcze do Jonina w krótkim żarcie pt. „A co zrobił w Rydze?”

- Jednak, co to znaczy nasza kultura! O ile na przykład wyżej stoją takie małe Pabianice, od wielkiej Rygi.

- Co ty pleciesz?

- Nic głupiego. W Pabianicach, słynnej pamięci policmajster Jonin, zastrzelił z punktu więźnia, a co zrobił w Rydze? Złamał pewnej uwięzionej kobiecie zaledwie kręgosłup.

Narcyza Gryzla natomiast przypomniało Echo (19.08.1937): Dnia 20 listopada rb. przypada 30-lecie męczeńskiej śmierci Narcyza Gryzla, zamordowanego przez ówczesnego policmajstra rosyjskiego Jonina. Narcyz Gryzel, któremu bojowa organizacja poleciła zorganizowanie zamachu na życie policmajstra m. Pabianic Jonina, został zdradzony przez nieznanego osobnika i aresztowany 17 listopada 1907 roku. Jonin- tyran i kat poddał Gryzla strasznym torturom fizycznym i moralnym w celu zmuszenia go do przyznania się do winy i wydania wszystkich współtowarzyszy, którzy razem z nim mieli dokonać zamachu na jego życie. Bohaterski rewolucjonista zniósł wszystkie zadawane mu tortury. Jonin widząc, że bojownik o wolną i niepodległą Polskę nie zdradzi nikogo, w nocy z dnia 20 na 21 listopada 1907 roku wyprowadził słaniającego się na nogach od zadanych mu mąk więźnia na ulicę Osinkową i tam kilkoma strzałami z rewolweru oddanymi własnoręcznie w tył głowy położył go trupem na miejscu.

Rada Miejska m. Pabianic uchwaliła w miesiącu grudniu r. ub. dla uczczenia bohatera-robotnika przemianować ulicę Osinkową na ulicę imienia Narcyza Gryzla. Stowarzyszenie b. Więźniów Politycznych Oddział w Pabianicach z powodu przypadającej 30-letniej rocznicy męczeńskiej śmierci Narcyza Gryzla postanowiło ufundować tablicę pamiątkową, która wmurowana zostanie w jeden z domów przy ul. Gryzla. W związku z tym stowarzyszenie zwraca się do całego społeczeństwa miasta z prośbą o składanie ofiar pieniężnych na ten cel. Ofiary zbierać będą upoważnieni inkasenci – członkowie stowarzyszenia do dnia 22 sierpnia rb. Ofiary te składać również można w lokalu stowarzyszenia przy ul. Mariańskiej 2 (w podwórzu), w każdą sobotę od godz. 17 do 20.


Informacje z procesu zabójców Narcyza Gryzla publikował nawet Kurjer Lubelski (1.09.1908).

Dnia 9 listopada 1907 roku policmajster Jonin złożył urzędowy raport w sprawie zabicia niejakiego Narcyza Gryzla, podejrzanego o napad na sklep monopolowy. Gryzel jakoby usiłował uciec i wtedy przez Jonina i strażników mu towarzyszących został zastrzelony.

W dwa dni po tym jednak do sędziego śledczego zgłosił się ojciec zabitego Gryzla, Antoni Gryzel, objaśniając, że syn jego zabity został nie podczas ucieczki, że policmajster jeszcze na kilka dni przed zabójstwem mówił do Antoniego Gryzla: „Twój syn chciał mnie zabić, lecz teraz ja go pierwej sprzątnę”.

Wobec tego zwłoki zabitego Gryzla wyjęto z ziemi i dokonano sekcji. Ekshumacja zwłok wykazała, że nad Gryzlem wykonano wprost samosąd, co też stwierdzili świadkowie, którzy zeznawali, że strzelano do Gryzla bez żadnego powodu, nawet do leżącego.

Podsądni do winy się nie przyznawali. Jonin mówił niewiele. Gryzel próbował uciekać. Spełnił więc swój obowiązek służbowy, przy czym powoływał się na wyraźny rozkaz generała Kaznakowa, wojennego generał – gubernatora guberni piotrkowskiej, który nakazał zabijać ludzi podejrzewanych, w razie usiłowania ucieczki.

Strażnik Kostiuszko oświadczył, że strzelał z rozkazu policmajstra wtedy, gdy Gryzel począł uciekać. Służył on w guberniach nadbałtyckich z Joninem, który tam należał do słynnych wypraw karnych.

Świadek Mieczkow, naczelnik straży ziemskiej, uczestnik nocnej wyprawy po mieście w celach rewizyjnych, stwierdza, że wyprawa rozdzieliła się na kilka grup i on rewidował wraz z Joninem. Po zrewidowaniu trzech domów, Jonin zaproponował sprowadzenie Gryzla, jako mogącego udzielić pewnych informacji; powrócono więc po niego do kancelarii, rozkuto i wyprowadzono na miasto, po drodze Jonin mówił do Gryzla po polsku – „No, uciekaj, czemu nie uciekasz?”

Gdyśmy przybyli na kraniec miasta i minęli ostatni dom – mówił świadek – powróciłem do domu Skrzyńskiego. Po kilku chwilach rozległy się strzały, przybiegłem, a Jonin do mnie: „Łajdak, chciał uciekać, więc go zastrzeliłem”.

W kancelarii sędziego śledczego Czausowa Jonin prosił go na osobności: „Nie gub mnie pan, nikt wiedzieć nie będzie, strażnicy to oddani mnie ludzie i gotowi za mną w ogień skoczyć”. Najważniejszy świadek w sprawie, żołnierz Sirotkin, stwierdził, że po wypadku obawiał się chodzić sam, gdyż mówiono, że strażnicy go zabiją. Na pytanie przewodniczącego Sirotkin stwierdził kategorycznie, że Jonin wpierw wystrzelił, a potem krzyknął „stój”.

Po wysłuchaniu prokuratora, obrońców oskarżonego, adwokata przysięgłego Pawła Bułacela z Petersburga, jednego z najgorliwszych działaczy miejscowego związku narodu rosyjskiego. Izba Sądowa o godzinie 5-ej nad ranem ogłosiła znany już naszym czytelnikom wyrok, mocą którego policmajster Jonin skazany został na 12 lat katorgi, strażnik Kostiuszko na lat 8, trzeci uwolniony.

http://ebuw.uw.edu.pl/dlibra/docmetadata?id=84681&from=publication



Świat – tygodnik społeczny i kulturalny wydawany w Warszawie opublikował artykuł „Policmajster pabianicki przed sądem”.

Nazwisko  jego Jonin. Służył w wojsku, jako oficer, potem zapragnął poprawy bytu i wstąpił do policji. Brał udział w ekspedycjach karnych nad Bałtykiem, przeciw Łotyszom, gdzie rewolucja najszerzej zdołała rozwinąć sztandar czerwony. Mianowany policmajstrem miasta Pabianic, wziął się do robienia „porządków”, zupełnie już zatraciwszy pojęcia prawne i poczucie granic swojej władzy. Sam się chwalił, że dokonał tam „poważnych reform”, mianowicie: zaprowadził dzwonki elektryczne u bram domów i książki meldunkowe. Te dzwonki elektryczne właściciele musieli stalować u elektrotechnika, poleconego przez Jonina: inaczej nie  było dobrze. Arogant, łapownik, dokuczliwiec, stał się tyranem miasta, spokojnym ludziom przede wszystkim dając się we znaki. Miał przy sobie pomocników, których sprowadził z guberni nadbałtyckich, strażników: Kostiuszkę i Kuca; byli oni sprawnymi narzędziami w ręku fanatycznego i zwyrodniałego zwierzchnika.

Dotychczas Jonin wygląda, jak typ, dość dobrze znany; w literaturze rosyjskiej tacy przedstawiciele porządku publicznego odtworzeni zostali nie raz jeden, a niezawodnie z natury kopiowani.

Ale w Joninie te wady charakteru i wychowania administracyjnego trafiły na jakiś grunt straszny i popchnęły go do morderstwa, przed którym, wzdryga się myśl. Oto dostał on w swoje ręce niejakiego Gryzla, młodego człowieka, podobno bojowca, który Joninowi się odgrażał, jak donieśli szpiegowie.

Jonin trzymał go okutego przez dni cztery w kancelarii swojej – zamiast w areszcie, znieważał go, naigrywał się. Do ojca Gryzla powiedział z całym straszliwym cynizmem:

- On miał mnie zabić, ale teraz ja go zabiję.

A kiedy staruszek uderzył w prośby i płacze, Jonin kazał mu się wynosić, bo inaczej:

- Zbiję ci mordę! …

Wreszcie obmyślił Jonin na chłodno plan morderstwa Gryzla i wykonał go – na oczach trzech ludzi: dwóch swoich strażników i żołnierza. Wybrał się wieczorem na rewizję.. Gryzla rozkuto i zabrano z patrolem.

- Może się przydać!...

Na drodze Jonin kazał Gryzlowi iść przodem.

W jednym miejscu Jonin zwolnił kroku, podniósł mauzer i strzelił  do Gryzla. Potem zaraz zawołał:

- Stój!

Gryzel, już raniony. Odwrócił się – i dostał jeszcze jedną kulę: w piersi. Kiedy padł, Kostiuszko go „dostrzelił” – bo:

- Tak zawsze robiliśmy pod Rygą!...

Ale miara rzeczy i podłości przebrała się. Naczelnik straży ziemskiej p. Mieczkow, nie pozwolił zaraz zagrzebać trupa w ziemi, choć: „tak zawsze robiono pod Rygą”.

Postawił przy nim nawet straż.

Tymczasem Pabianice ogarnęło straszliwe rozdrażnienie, które uspokoić zdołano jednak w sposób właściwy, oddając Jonina władzom śledczym.

U sędziego śledczego Jonin uderzył przed Mieczkowem w prośby i błagania:

- Nie gub mnie pan! Nikt wiedzieć nie będzie! Strażnicy powiedzą, co im każe! To oddani mi całkowicie ludzie! Gotowi za mną skoczyć w ogień!...

Jonin usiłował zwalić całą odpowiedzialność na okólniki i rozporządzenia ustne jen. Kaznakowa. Pani Joninowa, zona podsądnego, opowiedziała przed sądem ciekawą rozmowę, jaką miała z naczelnikiem wojennym okręgu łódzkiego:

- Wasza ekscelencja sam wydał rozkazy, aby strzelać do osób podejrzanych, gdy się wydaje, ze więzień chce uciec. Mój mąż spełnił ten rozkaz, a teraz ekscelencja oddaje go pod sąd.

Jen. Kaznakow zaprzeczył temu:

- Takich rozkazów nigdy nie wydawałem!

Na sądzie wyszło na jaw kilka opinii, jakie osoby urzędujące posiadały o Joninie. Jen. Kaznakow wyraził swoją do pani Joninowej:

- Męża pani trzeba oddać do robót ciężkich albo do domu wariatów.

A naczelnik powiatu Ebiełow miał się odezwać o Joninie:

- To człowiek podły!

Sedno śledztwa sądowego polegało na tym, czy Jonin pierwej strzelał, a potem wołał: ”stój”, czy też odwrotnie. Otóż zeznania żołnierza, który był tej sceny świadkiem, ustaliły ten fakt w sposób niewątpliwy: Jonin naprzód strzelił z tyłu do Gryzla. Zresztą ekspertyza lekarska wynalazła i strzały, z przodu zabitemu zadane.

Jonin sprowadził sobie z Moskwy obrońcę, słynnego Bułacela, towarzysza Dubrowinów i Puryszkiewiczów. Nie na wiele mu się wojowniczość tego męża przydała. Bułacel potrącał w mowie swojej kogo się dało; wyśledził, oczywiście, że Jonin, wzorowy urzędnik, padł ofiarą „polskiej intrygi”; narzekał na złe spełnianie swoich obowiązków przez p. Stołypina; zwalał całą winę na okólniki władzy wojskowej.

Sądu taka obrona przekonać  nie mogła. Jonina skazano dość surowo: na 12 lat ciężkich robót, pozbawienie praw i zapłacenie rodzicom Gryzla 1500 rubli odszkodowania; wyrok do łaski Monarszej nie zostanie przedstawiony. Kostiuszkę skazano za „dobicie Gryzla” na 8 lat ciężkich robót. Kuc, świadek bierny tej zbrodni, został uniewinniony. (Świat nr 36 /1908 r., str.16)


http://mbc.cyfrowemazowsze.pl/






Autor: Sławomir Saładaj


W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij