www.um.pabianice.pl
Pabianice znajdują się w aglomeracji łódzkiej. Stanowią zarazem centrum 120-tysięcznego powiatu. Funkcjonują tutaj najważniejsze dla społeczności instytucje i urzędy. Miasto liczy 58 tys. mieszkańców i obejmuje obszar 33 km2.

Włość

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

W roku 1904 w czasopiśmie „Prawda” ukazała się rekomendacja monografii Maksymiliana Barucha „Pabianice, Rzgów i wsie okoliczne”. Autor – Michał Sokolnicki (historyk, polityk i dyplomata) streszcza dzieje włości pabianickiej i formułuje swoje uwagi odnośnie do – kultowej obecnie – publikacji Barucha.

Włość pabianicka, tj. dzisiejsze znaczne miasto fabryczne, a jego okolica nad rzekami Nerem i Dobrzynką, sięgającą aż do dzisiejszego terytorium Łodzi, należy do tych miejscowości naszego kraju, których przeszłość najlepiej śledzić możemy w perspektywie i pomroce dziejów. Nazwy poszczególnych miejsc (Bugaj, kędy składano ofiary bożyszczom; Babichy, kędy stały bożki, baby; Modlica, gdzie składano obiaty ), jako też wykopaliska (urny i łzawnice) świadczą, że istniała na tym miejscu osada w czasach pogańskich. Związek pomiędzy nią, a osadą późniejszą jest niewiadomy.

W początkach czasów historycznych tę miejscowość, że była w całości pokryta trzęsawiskami, moczarami śród nieprzebytych borów, nazwano bagnami, „chropami” (dziś chrapy). Chrapy przecież między Sieradzem a Łęczycą położone zwróciły na siebie uwagę książąt polskich i w połowie XI wieku zasiedlone zostały przypisanymi tu chłopami. Osada stanowiła samorządny i solidarnie odpowiedzialny przed księciem – właścicielem związek, organizację polową, tzw. opole, podlegające zamkowi w Sieradzu, składające dziesięciny proboszczowi w Łęczycy.

W roku 1086 Judyta, córka Władysława księcia czeskiego, pierwsza żona Władysława Hermana złożyła Chropy jako ofiarę na własność kapitule krakowskiej. Od końca więc XI w. aż do r. 1793 miejscowość ta prawie bez przerwy należała do możnej władzy kościelnej. Tylko jakiś czas bliżej nieokreślony, wskutek prawdopodobnie nieporozumienia księcia z kapitułą, włość „castellania” wróciła w posiadanie Korony, aż w r. 1189 Kazimierz Sprawiedliwy z wyrazami pokory kapitule ją oddał, a rozporządzenia księcia łęczycko-kujawskiego (1251) i Leszka Czarnego (1286) zwolniły ją od wszelkiej zależności: stała się feudalną dziedziną księży.

Pierwotny rozmiar kasztelanii wynosił mniej niż 5 mil kw. W XIII wieku nazwą jej jest Piątkowisko (pięciowieś, związek pięciu wsi, opole). Włość rozrastała się szybko. Przybyli tu i osiedlili, sądząc za Wojciechowskim, z przymiotnikowych nazw wsi, władyki – rycerze (np. Czyżemin). Dawną organizację Opola zamieniono w części na wójtowską organizację wedle prawa niemieckiego.

W r. 1297 otrzymała kapituła przywilej na założenie miasta i wówczas to stały się miastem Pabianice – nazwane czy od „pobawiania” na łowach, czy od „pobijania” na łowach jak chcą tradycje miejscowe, albo też, jak twierdzi autor, od imienia Pabiana, bardzo zresztą rzadkiego i jako imię polskie wątpliwego.

Do XV wieku włącznie kasztelania wzrastała, kolonizowała zatem pobliską puszczę, aż dosięgła wielkości 10 mil kw. Powstały nowe miasta: Rzgów w 1467 i w XVI w. na krótko zresztą – Brus. Nastąpiła epoka wewnętrznej, systematycznej organizacji i gospodarki intensywnej. Na czele włości stał tenutariusz, tj. dzierżawca, zazwyczaj kanonik i jego pomocnik i zastępca, podstarości. Czynsz dzierżawny , wynoszący w XV wieku około 7.000 złp wynosił w połowie XVII wieku 38.000 złp.

Znaczniejsza część dóbr należała do „wspólnej masy”, reszta do pojedynczych kanoników. W r. 1461 ustanowiono periodyczne, przeważnie co lat trzy odbywane lustracje włości przez kanoników kapituły krakowskiej. Lustratorzy mieli bardzo rozległą władzę kontroli i stanowienia o ważnych, wewnętrznych sprawach włości. Zaś jak poważne osoby wybierała kapituła dla spełniania tych czynności, dowodem powołanie w 1466 r. na lustratora Jana Długosza, któremu historia zawdzięcza najwcześniejsze ze swoich danych.

Wsią na prawie niemieckim lokowaną zarządzał wójt z ławnikami; w mieście oprócz wójtów, na czele urzędu stali burmistrz z radą, z 4 radnych złożoną, burmistrza i wójta mianował tenutariusz z listy czterech przez ludność wskazanych. Wszystkie te władze miały jednolity charakter, połączone w nich były niepodzielnie atrybucje administracyjne, organizacyjno-ekonomiczne, sądowe, w czym naturalnie najwyższą instancję stanowił dwór, tj. tenutariusz, ewentualnie lustrator rozstrzygający skargi i podania.

W miarę czasu rosła władza dworu, w szczególności, gdy ten od XV w. z wielką energią począł wykupywać grunta wójtowskie, niszczono bowiem tym sposobem najstarszą samorządną instytucję, owych „zasadźców”, przybywających jako pionierzy nowych osad i otrzymujących za to tak łany ziemi, jak władzą rozporządzania pozyskanymi dla osady ludźmi. Dawny wójt bądź utonął wśród ludu poddanego, przedzierzgnąwszy się w rolnika pańszczyźnianego lub też oddał dziedzictwo szlachcicowi, co siedząc na łanach wójtowskich, zerwał jednak nić łączącą jego poprzedników z całym ludem kmiecym. Od XVII w. kilka wójtostw w obrębie dóbr przeszło w ręce rodzin szlacheckich i za konsensem kapituły pozostawały w posiadaniu szlachty. Urzędy podstarościego i leśniczego sprawowali zawsze szlachcice.

Rozwój Pabianic jako włości przede wszystkim rolniczej uwydatnia się najlepiej przy badaniu położenia włościan. Poznanie stosunków w danym wypadku ma dla nas wielką wagę, bowiem spotykamy się tutaj niezaprzeczalnie z materiałem autentycznym, skargami, suplikami, sprawozdaniami kontrolnymi, po drugie zaś stan włościan był tu na pewno lepszy, niźli gdzieindziej, powszechnie bowiem od XVII w. panująca, najgorsza samowola szlachecka i pańska tutaj ograniczona była, przyznać należy, kontrolą stałą, rzeczywiście i, o ile możliwe, sprawiedliwą.

Osłonione niepewnością tak chronologiczną, jak i prawną przytwierdzenie włościanina do roli, przypada tu, jak i gdzieindziej na wiek XVI; już w r. 1460 istnieje umowa wzajemnego ubezpieczenia przy opuszczaniu osady przez poddanych. W r. 1593 orzeczono w zasadzie, ”iż nie jest w mocy poddanych, aby mieli sobie role przedawać albo zastawiać”.

Rola pierwotnie była własnością księcia. Daniny z niej spłacane były, to naturalne warunki kolonizacji lub opłaty, podobnie do naszych podatków przeznaczonych na utrzymanie państwa: „stan” – obowiązek wyżywienia przejeżdżającego księcia i dworu; „przewód” – przewożenie transportów książęcych, „nastawa”, stróża”, a z drugiej strony stałe daniny w naturze, od tych w r. 1251, od tamtych w 1286 zwolnieni mieszkańcy przeszli do wyłącznych powinności dworskich.

Pierwotny obowiązek, tzw. jatrzyna, polegała na uprawianiu przyległego do wsi pola. Z każdej chałupy wysyłano co dzień jednego robotnika. Osiedli na drobnych kawałkach gruntu zagrodnicy odrabiają jeden dzień w tygodniu. Robocizny od XV w. poczęto skupywać. W XVI w. większość wsi odrabia 2 dni w tygodniu, reszta – przeważnie 12 dni w roku i okup.

Z biegiem czasu, gdy rosła ludność, chłopi siedzący na łanie, przeszli na półłanki. Kapituła rozstrzygnęła (1531), ze powinności robocizny pozostają w tym wypadku niezmienne. Od XVII w. kmiecie z półłanka pracują 4 dni w lecie, 3 dni w innych porach; do żniw, wożenia siana, do robót wozowych po dwoje; do włóczby dwiema bronami. Zagrodnicy robią dwa dni na rok, chałupnicy i komornicy 2 dni w lecie, 1 dzień w zimie na tydzień; gdy nie mają ogrodów, 1 dzień na tydzień przez cały rok. Powinności podwodowe wliczano przeważnie w czas roboty pańszczyźnianej.

Inne posługi: zwózka drzewa lub czynsz drzewny; przędzenie płótna (oprawa); grodzenie pastwisk, naprawa grobli, szarawarki; sep owsa lub pszenicy lub czynsz pszenny; owies „stacyjny” (przyjmowanie lustratorów); obiedne (dla tychże) również na czynsz zamienione; owies żołędny; moczydło (danina konopi); dwa kapłony i pół kopy jaj; danina od drzewa zwiezionego – albo czynsz leśny; danina miodu od barci, później czynsz bartnego; powinność łowiecka.

Wreszcie specjalne daniny poszczególnych wsi. Czynsze pieniężne, prócz wykupu od robocizny były ogólne (przeważnie po 30 groszy z łanu) i poszczególne – od rzemiosła, z łąk, za drzewo z lasów, pisarskie. Daniny te, jak widzimy, rosły z czasem. Owo obiedne, owo żołędne, ograniczone do tych co pasali trzodę, bartne od tych, co trzymali pszczoły, później zamienione na monetę brzęczącą, rozciągało się na wszystkich.

Ciężkie powinności poboczne, o których autor bez dowodu twierdzi, że odrabiano je zwykle za dzień, cięższe jeszcze daniny w naturze, czy pieniądzach widocznie pogarszały stan rolników, i tak 2 do 3 dni tylko tygodniowo na swoją robotę mających.

Gdy uszczuplono obok tego wolność miast, gdy zamiast dawać pomoc rzemiosłom czy przemysłowi, obciążano je albo konkurencją dworską o ograniczeniami (np. gorzelnictwo) albo daninami rolniczymi (np. młynarstwo), gdy w tym stanie uszczuplenia intensywności pracy wewnętrznej, na zewnątrz nastał czas niepokoju i trwogi, przechodziły owe huragany dziejowe, które wstrząsnęły w posadach całe państwo, gdy w trop za nimi przyszły choroby i głody, wówczas nie oparła się silna organizacja włości tym klęskom, jak nie oparła się wprzódy i oprzeć nie mogła ogólnej polityce ziemiańskiej.

Kapituła musiała dopłacać do swych dóbr i utrzymywała je z trudem. Miasta upadały. Pabianice liczące w 1606 r. 163 domy, liczyły ich w 1677 r. -87, w 1737r.-54. Rzgów liczący w XVI w. 175 domów, liczył ich w 1677 r. -123, 1737 r.-51. Przejścia wojsk pruskich i rosyjskich dopełniły dzieła.

Nastała jeszcze krótka chwila pomyślna, jakby świtanie nowego dnia. Zreorganizowała się administracja rozluźniona, odżyła praca kolonizacyjna. Dochody wzrosły do niebywałej przedtem sumy 190.000 złp. Nastąpił rok 1793. Sejm grodzieński błagał króla o zachowanie majętności kapitule. Stanisław August przyrzekł poparcie starań o „naprawę straty”. Sejm postanowił, aby biskupstwo krakowskie wypłacało kapitule równoważnik dochodu z dóbr. Oznaczenie sumy powierzono komisji skarbu. W dwa lata później biskupstwo krakowskie przeszło pod panowanie i na własność austriacką.

Reskryptem 28 lipca 1796 o inkameracji dóbr duchowych kapituła zawiadomiona została o ostatecznej swej stracie. Dalszy ciąg smutnej historii stanowią naturalnie bezskuteczne kołatania do kas dwóch sprzymierzonych w dziele państw i do zbyt na wspólne dochody czułych gabinetów dyplomatycznych. W 1798 roku hr. Hoym, minister zarządzający Prusami południowymi, przyznał kapitule 30.000 zł tytułem odszkodowania za pozostawiony ruchomy majątek pabianicki.

Z czasów pruskich autor przytacza interesującą wiadomość o wynikach polityki kolonizacyjnej w Prusach południowych; mianowicie konsystorz protestancki kaliski 19 IV 1803 r. liczy w 27 miejscowościach okolicy pabianickiej około 1.000 dusz protestanckich; „parafianie składają się wyłącznie z niemieckich gospodarzy z metropolii , osiadłych od lat 10 w tym amcie, bądź koloniami w lasach, bądź na pustych gospodarstwach chłopskich”.

Za czasów Księstwa Warszawskiego imigracja ta była w dalszym ciągu skutecznie popierana; za Królestwa Kongresowego przyczyniła się do rozwoju tkactwa i do nadzwyczajnego wzrostu Pabianic w latach trzeciego dziesiątka XIX wieku. Publiczna część dóbr stanowiła odtąd własność rządu panującego.

W możliwie rzeczowym i krótkim streszczeniu staraliśmy się podnieść pozytywne dane niniejszej książki. Na zakończenie należy stwierdzić jej braki – przede wszystkim natury metodycznej. Uderza nas niemile dorywcze opracowanie niektórych rozdziałów, przede wszystkim wzmianki geologicznej i geograficznej (bez mapy!), dalej ustępów tyczących się mieszczaństwa i w ogóle dziejów włości od drugiego rozbioru kraju.

Tutaj dochodzimy do dwóch zarzutów zasadniczych: autor powinien był – zgodnie zresztą z tytułem – ograniczyć się do przedstawienia dziejów „dóbr kapituły”. Rok 1793 oddziela dwie epoki, które na pewno, każda w sobie, w odrębnym kształcie i rozmiarach, zasługuje na opracowanie. Ale należało poprzestać na jednej części – w danym wypadku na pierwszej, aby w rozmiarach zwyczajnego tomu powiedzieć dość.

Mówimy o poprzestaniu na pierwszej epoce, bo drugiej autor zaledwie się tknął w rozmaitych miejscach, zaciemniając tym zresztą główny swój przedmiot.

Drugi nasz zarzut tyczy się metody autora w opracowaniu i układzie dzieła. Przez wskazaną powyżej zbytnią wielostronność autor uszczuplił część pierwszą najważniejszą, widzimy to, zestawiając poszczególne rozdziały z zamieszczonymi na końcu regestrami. Widzimy w skończonym, jak sam autor przyznaje (str. 71) rozdziale o lustracjach. Faktem jest, że nie został wyczerpany materiał rękopiśmienny, czego od monografii mamy prawo wymagać. Gorzej jest z układem raz zgromadzonego materiału: autor dał nam przede wszystkim ogólnikowe i bardzo pobieżne dzieje włości (rozdział I-y); następnie omówił sprawy zarządu, które najzupełniej w ogólne dzieje włości wejść mogły, oddzielając przy tym i stawiając osobno niekompletny zresztą rozdział o sadownictwie (mowa tu np. o karaniu na gardle bez wymieniania faktów).

Samo dowodzenie autora na każdym kroku nas przekonuje, że władza administracyjna była niepodzielnie złączona z sądowniczą, że pojęcia o nich są nierozdzielne, a zatem po co je segregować i sztucznie rozłączać. W rozdziale III-im autor mówi o ludności, ziemi, stosunkach kościelnych, w IV-ym o stosunkach ekonomicznych. Więc stosunki społeczno-prawne bada przed ekonomicznymi; stosunki publiczne i polityczne – przede wszystkim. Sądzimy, że układ ten jest odwrotny do układu, jaki jest niezbędny dla jasności i gruntowności w przedstawianiu rzeczy historycznej.

Część druga, o układzie encyklopedycznym – nas wszelką miarę rozwinięta, w połowie winna się mieścić w układzie ogólnym. Stąd niezliczone powtarzania, np. o prawie niemieckim, o założeniu włości, o wizytach królewskich, o daninach miejskich, o wysokości czynszu dzierżawnego, o przemyśle, handlu itp. Stąd niejasność w tekście – wiele ciemnych początkowo dla nas uogólnień wyjaśnia się o wiele dalej; tak się ma np. z wykupem wójtostw, zaznaczonym jako ważny fakt dziejowy w rozdziale I-ym ; tak z różnicą dóbr kapitulnych – prestymonialnych, prebendialnych i wspólną masą (wyjaśnione dopiero na str. 113); tak z trzy razy po trzykroć odmiennie przedstawiana kwestia miasta, czyli wsi Brus.

Okolicznością łagodzącą jest, że metoda opracowywania monografii u nas właściwie dotychczas nie istnieje. Pierwsze próby usystematyzowania prac monograficznych znajdujemy u obcych i przyznać należy, dotychczas wcale z nich u nas nie skorzystano. Że autor, jak to w obronie przeciw ewentualnym krytykom zaznacza, nie uwzględnia tła ogólnego, nie czynimy mu z tego zarzutu.

Mniemamy równie, jak i on, że znajdujemy się dopiero w fazie poszczególnych opracowań, z których kiedyś złoży się pożądana całość. Z uwag, które poczyniliśmy powyżej, czytelnik sam wyprowadzi wniosek o trudności tego najpierwszego zadania, o wielkości nakładu pracy potrzebnej, aby materiał wyczerpać, dzieje choćby małego zakątka kraju w pełni wyobrazić.

Książkę o Pabianicach witamy, jako dobry początek, bez którego nie ma nigdy, lepszego, dalszego ciągu. (Prawda nr 13-14/1904 r.)

Autor: Sławomir Saładaj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij