Pienia
A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkęPod koniec XIX wieku w Pabianicach uwidoczniła się potrzeba odnowy muzyki sakralnej. Do tej pory utwory wykonywane podczas nabożeństw pozbawione były ducha liturgicznego. W 1897 roku pisał o tym ks. Jan Kasperkiewicz, posługujący w kościele św. Mateusza. Śpiew (pienia) religijny wykonywany przez dwa chóry parafialne – polski i niemiecki wywoływał zrozumiałe zainteresowanie wśród ówczesnych Pabianiczan. Nowe oczekiwania wymagały jednak sporego wysiłku od rzemieślników i pracowników fabrycznych, tworzących chóry.
Od dość dawna istnieją przy kościele w Pabianicach chóry, ale chóry te wykonywały pienia niereligijne, co tak tu, jak i indziej miało miejsce do chwili stanowczej, w której zabrano się w imię Boże do reformy muzyki kościelnej w kraju naszym, dzięki Sekcji Kościelnej w Warszawie (Sekcja w ramach Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego powstała w styczniu 1895 roku i dbała o podnoszenie poziomu muzyku sakralnej).
Idąc za jej wskazówkami postaraliśmy się tu wśród siebie o zaprowadzenie śpiewu czysto kościelnego, a skompletowawszy chóry, zabraliśmy się do pracy nad tym, aby Najświętsza Ofiara w świątyni naszej dla nas i za nas odprawiała się najuroczyściej wśród wiernych, a przez śpiew czysto kościelny, aby się coraz więcej chwała Boża zwiększała.
Jeden chór pabianicki składający się z 45 osób i stanowiący chór mieszany po raz pierwszy wystąpił ze śpiewem liturgicznym w czasie tegorocznych uroczystości wielkanocnych w świątyni naszej. Pierwsze te próby powiodły się nadspodziewanie. Dziś zaś chóry nasze, zrozumiawszy całe piękno czystego śpiewu kościelnego i oddane pod dyrekcję p. Juliana Prosnaka, nader pracowitego i miłującego śpiew kościelny, wywiązują się z zadania tego bardzo dobrze, a ukochawszy prawdziwie te wskazówki Sekcji Muzycznej, ani na chwilę od nich oderwać się nie chcą, ani przekroczyć w niczym, czując jak piękny i jak wzniosły jest czysty śpiew kościelny, odpowiadający akcji liturgicznej i zgodny z duchem tekstu liturgicznego.
Z wielką radością zaznaczyć nam trzeba wzorowe wykonanie Mszy świętej in honorem s. Ceciliae, An. Foerster’a, w czasie sumy niedzielnej po Wielkanocy. Zdawało się bowiem, słuchając wówczas pieni, że chóry wszystko, co w sercu mają i duszy, już Bogu na ołtarz dają, tak bowiem uroczyście śpiewano.
Szczególnie na wyróżnienie zasługuje wspaniale odśpiewane „Gloria” i majestatycznie, religijnie wykonane „Credo”, w którym z całą umiejętnością wyćwiczonego śpiewaka zachowano wszelkie „forte” i „piano”. Ku czemu też niemało przyczynia się umiejętna gra na organach miejscowego organisty, p. Włodzimierza Rojka, byłego ucznia Konserwatorium Warszawskiego.
Początki tej pracy nad śpiewem liturgicznym były nader trudne, ale dopóki nie obudziło się w umysłach śpiewaków zrozumienie i poczucie prawdziwego śpiewu kościelnego i tegoż czystości i piękna, szła ta praca żółwim krokiem, dziś za to śpieszymy stanąć jak najrychlej w rzędzie chórów na czele śpiewu kościelnego stojących.
Nie mniej też na pochwałę zasługuje chór drugi męski, zostający również pod dyrekcją p. Juliana Prosnaka. Chór ten nieco później rozpoczął pracę nad śpiewem liturgicznym i dziś jest już przyczyną do rywalizacji z chórem wymienionym, jak śpiewa na sumach (suma-główna msza w niedziele i święta) , tamten bowiem śpiewa na wotywach (wotywa- poranna msza śpiewana) odbywanych o dziewiątej. Składa się z katolików Niemców i do tego też trudność w wymawianiu wyrazów łacińskich trudnym niekiedy czyni i sam śpiew. Jednak praca i wytrwałość jednych i drugich świadczą o tym, co można zrobić przy najsłabszych nawet siłach muzycznych i wokalnych, a gorliwość o czystą chwałę Bożą przełamuje łatwo wszelkie trudności.
Istnieje tu jeszcze jeden chór mieszany katolików Niemców pod dyrekcją kogoś innego, ale o tym dziś jeszcze nic powiedzieć nie możemy, gdyż dotąd ze śpiewem liturgicznym w kościele nie stanął, ale pono pracują, aby nie pozostać w tyle.
Dziatwa szkolna o siódmej rano również tu na dwa głosy śpiewa Panu chwałę, ale jeszcze dziś nie może, niestety, stanowić chóru stosującego się do wymagań odrodzonego śpiewu kościelnego; o czym jednak myślimy i gorąco pragniemy ze starszymi głosić: „Cantate Domino, Cantico Novum”.
Słów tych kilka pozwalam sobie skreślić na pochwałę chórów kościelnych w Pabianicach, co daje znać, że nie potrzeba koniecznie sił potężnych, ucha artystycznego, lub przynajmniej dobrze muzykalnego, aby się zastosować do wymagań i przepisów śpiewu kościelnego, którego dziś czystości pragnie i tę zaleca Sekcja Muzyczna, idąca za głosem Stolicy Apostolskiej.
Wystarczy tu trochę słuchu, a praca i wytrwałość, i pragnienie czystej chwały Bożej, umiejętne przy tym prowadzenie choru, całość piękną, harmonijną złożą i śpiew ludzki w pienie anielskie zamienić mogą.
Tym więcej tej pochwały są godne chóry wymienione za swą pracę nad śpiewem kościelnym, gdyż je stanowią ludzie pracy, rzemieślnicy lub też fabryczni pracownicy, którzy wolne wieczorne chwile wypoczynku, po całodziennej pracy, na naukę śpiewu przeznaczają.
Dużo tu nam jeszcze brakuje, byśmy tak wykonali nasze pienia, jak to słyszymy w naszej katedrze włocławskiej (Pabianice wchodziły w skład diecezji kalisko-włocławskiej), gdzie przy energii i znajomości wyższej śpiewu kościelnego ks. Moczyńskiego, dyrektora chórów, trudno o najmniejszą dysharmonię. Jednak tych przodowników praca i skutki jej są i będą dla nas zachętą na przyszłość, a wyrazy uznania niemałą zachętą dla chórów pabianickich. Ks. Jan Kasperkiewicz (Muzyka Kościelna – wydawnictwo poświęcone przewielebnemu duchowieństwu, pp. organistom, nauczycielom i miłośnikom muzyki liturgicznej – 1897 r.)
Autor: Sławomir Saładaj