www.um.pabianice.pl

Pabianice znajdują się w aglomeracji łódzkiej. Stanowią zarazem centrum 120-tysięcznego powiatu. Funkcjonują tutaj najważniejsze dla społeczności instytucje i urzędy. Miasto liczy 63 tys. mieszkańców i obejmuje obszar 33 km2.


Łukowski

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

W Gazecie Pabjanickiej nr 18 i 19 z 1927 roku ukazał się artykuł o szkolnictwie w Pabianicach pióra nestora pabianickich nauczycieli Stefana Łukowskiego. Unikalne wspomnienia pochodzą z czasów gdy miasto wchodziło w skład państwa carów, a młodzi pabianiczanie podlegali rusyfikacji.

Na posadę starszego nauczyciela szkoły nr 1 w Pabianicach przybyłem w dniu 1 września 1884 roku. Szkoła ta egzystowała w Pabianicach już kilka wieków, więc była jakby kolebką oświaty w naszym mieście, gdyż w 1398 roku przy pierwszej erekcji kościoła parafialnego wspomina się o szkole w Pabianicach, a M. Baruch w monografii Pabianic pisze, iż szkoła w Pabianicach istniała w 1630 roku, a dyrektorem jej był Jakób z Lutomierska, doktor filozofii, zaś w 1676 roku Andrzej Maśliwski i że częste stosunki z Krakowem pozwalały mieszczanom miasta Pabianic wysyłać swych synów na wyższe studia do Krakowa, tak, że 33 z nich ukończyło nauki na Wszechnicy Krakowskiej. Po 3 –im rozbiorze Polski Prusacy zastali w Pabianicach szkołę z jednym nauczycielem.

Szkoła ta w początkach XIX wieku mieściła się w murowanym domu, który stał obok plebanii, lecz pożar, wynikły w Pabianicach z 16 na 17 sierpnia 1823 roku strawił znaczną cześć miasta i dom szkolny; od tego czasu szkoła mieściła się w domach wynajętych. Dopiero w 1856 roku miasto nabyło dla szkoły murowany parterowy dom, znajdujący się na rogu placu Dąbrowskiego (obecnie Stary Rynek) i ulicy Szkolnej.

Za czasów pobytu w tej szkole nauczyciela Jasińskiego, który uczył od 1844 do 1854 roku, była to szkoła polska, gdyż jak mi opowiadali byli uczniowie z tych lat, wykłady odbywały się w polskim języku, a rosyjskiego uczono tylko raz w tygodniu. Dopiero za czasów nauczycieli Gruszczyńskiego, który pracował tu od 1861 do 1870 roku i Józefa Pietruszynusa, który uczył od 1870 do 1883 roku, szkoła została zruszczona, a Pietruszynusa uczniowie tej szkoły nazwali „ruskim nauczycielem”. A że następcy jego Aleksander Mej i Michał Kurczyński byli rzeczywiście Rosjanami, więc nazwa ta utrwaliła się.

Początkowo więc i mnie nią obdarzono i dopiero z czasem pozbyłem się przydomku ruskiego nauczyciela.

Po zwolnieniu Meja z posady nauczyciela władze szkolne nie zrezygnowały ze swych zamiarów zruszczenia Pabianic przez szkołę i obdarzyły szkolę nr 1 nowym kierownikiem, Rosjaninem – Kurczyńskim, który jednak nie cały rok przebył w Pabianicach i przeniósł się do Warszawy, a ja objąłem po nim stanowisko.

W 1884 roku istniały w Pabianicach tylko dwie szkoły nr 1 i nr 2. W każdej z nich było po 2 nauczycieli. W szkole nr 1 pracowała od 20 stycznia 1883 roku Antonina Łaniewska.

Przy szkole nr 1 w 1836 roku otworzona została szkoła rzemieślniczo-niedzielna, do której uczęszczali raz w tygodniu w niedzielę uczniowie rzemieślnicy. Szkoła ta przetrwała do 1914 roku, lecz wykład w niej był prawdziwą męką dla nauczyciela, bo cóż można nauczyć 60-80 chłopców w dwie godziny, w niedzielę, jeżeli część z nich dopiero uczyła się czytać, część słabo czytała, a niektórzy dosyć znośnie czytali i to trzeba było uczyć dwóch języków. Kiedy utworzona została przy szkole nr 1 posada drugiego nauczyciela nie wiadomo, lecz przypuszczać można, że przed 1856 rokiem.

W szkole nr 2, gdzie obowiązywał też i język niemiecki kierownikiem zastałem Henryka Sarnowskiego, a młodszym nauczycielem Wilhelma Benkla. Pierwszego w końcu 1884 roku zamienił Ludwik Wolf, a drugiego 1885 roku Bertold Szulc. Szkoła nr 2 została założona w 1835 roku dla dzieci ewangelickich. Ponieważ opiekunem tej szkoły był przez długie lata pastor Zimmer, któremu władze szkolne nie nasyłały nauczycieli prawosławnych, więc nauka w tej szkole stała wyżej, niż w szkole nr 1. Z tego powodu za moich poprzedników znaczny procent uczniów ze starszych oddziałów przechodził ze szkoły nr 1 do szkoły nr 2. Postanowiłem pracą i starannością ten anormalny stan przerwać. I rzeczywiście po 2-3 latach usilnej pracy ta wędrówka uczniów ze szkoły nr 1 do szkoły nr 2 ustała. Bo chociaż i później były pojedyncze wypadki, że uczeń ze szkoły nr 1 przechodził do szkoły nr 2, by tam nauczyć się języka niemieckiego; to były i odwrotne wypadki, może nawet liczniejsze, że uczniowie po skończeniu szkoły nr 2 przechodzili do szkoły nr 1, by uczyć się języka polskiego.

Władze rosyjskie często wysyłały na stanowiska nauczycieli szkół polskich różne męty społeczne, do których trzeba zaliczyć lubianego i mile widzianego przez Dyrekcję Naukową Łódzką pana Meja, Rosjanina.

Przybywszy do Pabianic, Mej początkowo zamieszkał ze swym kolegą Pietruszynusem – Litwinem. Pewnego razu w czasie przyjęcia, zorganizowanego przez Pietruszynusa, zginął portfel z pieniędzmi.

Okazało się, że pieniądze te, mówiąc skromnie „zabrał” p. Mej i starannie je ukrył.

Gdy wykryto kradzież i ujawniono jej sprawcę, Mej, chcąc uniknąć odpowiedzialności, udał się do władz szkolnych: tam przedstawił całą rzecz, jako intrygę polską, która miała zaszkodzić dobremu imieniu rosyjskiego nauczyciela. Władze uwierzyły mu i zezwoliły na dalsze pełnienie obowiązków nauczyciela.

Dopiero Sąd Okręgowy w Piotrkowie skazał go na kilkanaście miesięcy więzienia, lecz amnestia z powodu koronacji Aleksandra III karę mu zniosła.

Za swoje przestępstwo… Mej otrzymał doskonałą posadę nauczycielską w Warszawie.

Takich to wychowawców miała dziatwa pabianicka w końcu 19 wieku.

W pierwszych latach mego pobytu w Pabianicach otrzymywałem liczne okólniki kuratora Apuchtina, które miały na celu zruszczenie dzieci. Często też zwiedzały szkoły nie tylko władze szkolne, lecz i urzędnicy administracyjni, a nawet żandarmi. W czasie tym otrzymałem okólnik z rozkazem bywania na lekcji religii, którą wykładał bezinteresownie bardzo gorliwie i akuratnie ówczesny proboszcz ksiądz prałat - Edward Szulc. Naturalnie takiej szpiegowskiej funkcji nie spełniłem, ani za prefektury księdza prałata, ani za jego następców, których było do wojny czterech : ksiądz maderski, ks. Jan Ościk, ks. Leon Ościk i ks. Goe.

Za mego poprzednika Kurczyńskiego w początkach 1884 roku, odwiedził szkołę nr 1 warszawski generał gubernator – Hurko, ten dygnitarz jednak był na tyle taktowny, iż nie egzaminował dzieci, a zadowolił się obejrzeniem szkoły. Odchodząc pozostawił dzieciom 25 rubli na cukierki.

Iosif Władimirowicz Hurko (Иосиф Владимирович Гурко) – 1826-1901, wychowanek Korpusu Paziów, służył m. in. w Lejb-Gwardyjskim Pułku Huzarów Jego Wysokości, odznaczył się w wojnie rosyjsko tureckiej (1877-1878), był generał-gubernatorem – Petersburg (1879-1880), generał-gubernatorem odeskim (1882-1883), generał-gubernatorem warszawskim (1883-1894) i dowódcą warszawskiego okręgu wojskowego, od 1886 członek rosyjskiej Rady Państwa.

Wkrótce po moim przybyciu do Pabianic odwiedził szkołę nr 1 piotrkowski gubernator – Zinowiew. Ten egzaminując dzieci z czytania i dyktanda, był niezadowolony. Gdy zwrócił moją uwagę na niedostateczne postępy w języku rosyjskim, odpowiedziałem mu, że to wina mojego poprzednika, gdyż ja w tej szkole uczę dopiero 10 dni. Lecz przyjąłem pod uwagę ten egzamin gubernatora i ostatnie dwie bardzo złe recenzje, zapisane w książce wizyt: pierwsza w 1884 roku, za czasów Pietruszynusa, a druga w początkach 1884 roku za nauczyciela Kurczyńskiego. Chcąc zatrzymać posadę w polskich rękach, zacząłem męczyć dziatwę moskiewskim językiem, lecz i o polskim języku nie zapomniałem, bo ten język po dwóch nauczycielach Rosjanach jeszcze w gorszym stanie się znajdował. Bo cóż z polskiego mógł nauczyć Moskal Kurczyński, który skończył seminarium rosyjskie w Chełmie, gdzie ani słowa po polsku nie uczono.

W końcu 1884 roku sławny kurator Apuchtin, dziś człowiek historyczny, bo przeszedł do historii Polski, jako zażarty wróg polskości, chcąc sprawdzić działalność swych polakożerczych rozporządzeń, zaczął objeżdżać Prywiślinskij Kraj, tak bowiem kazał nazwać Królestwo Polskie, i rewidował szkoły średnie i niższe. Dnia 14 grudnia 1884 roku był w Łodzi, która w czasie tym posiadała tylko jedną szkolę średnią. Wyższą Szkolę Rzemieślnicza, lecz i ta należała do innego ministerium, więc nie podlegała władzy Apuchtina. Zwiedził więc on w Łodzi tylko szkoły początkowe i 4-ro klasową szkołę miejską. Przeglądając w tej szkole zeszyty z rosyjskim dyktandem, zauważył niepoprawiony błąd; skorzystał więc z okazji i zwymyślał po wojskowemu nauczyciela, inspektora tej szkoły i naczelnika Dyrekcji, bo Apuchtin był to były pułkownik gwardii, więc wymyślać umiał. Następnie powróciwszy do Warszawy, nauczyciela tej 4 –klasówki przeniósł na gorszą posadę do Tomaszowa, a inspektora zdegradował na nauczyciela do Płocka. Jedynie ocalał naczelnik Dyrekcji, który podczas wymyślania stracił przytomność i dopiero zimna woda go orzeźwiła. Tak surowo karał ten rusyfikator za jeden błąd (oszybkę).

Dnia 15 grudnia 1884 roku, o godzinie 9 rano odebrałem depeszę od naczelnika Dyrekcji Naczelnej Łódzkiej, bym o godzinie 11 zebrał dzieci, gdyż przyjeżdża z kuratorem Apuchtinem na rewizję szkoły. W niedzielę przed oznaczoną godzina dzieci się zebrały. W dniu tym nawet przyszedł uczeń, który choć był zapisany do szkoły, lecz stale lekcje opuszczał. Ucznia tego odesłano do domu. Wtedy ojciec jego, przypuszczając, że pewno kurator podobnie jak ongiś Hurko, też obdarzy dzieci cukierkami, przyszedł z pretensją, lecz gdy mu wyjaśniłem, że chwalić się nauką jego syna nie mogę, gdyż go nie uczyłem, zadowolony odszedł. O godzinie 11 Apuchtin w towarzystwie naczelnika dyrekcji, naczelnika powiatu, burmistrza Pabianic i ławników przybył do szkoły. Najpierw wszedł do mej klasy, w której znajdowali się uczniowie II i III oddziałów i zaraz rozpoczął egzamin z języka rosyjskiego, polski dla nich nie istniał. Cala klasa po kolei czytała i odpowiadała na zadane pytania z gramatyki i znaczenia słów.

Następnie egzaminował z rachunków, geografii, historii Rosji i oglądał zeszyty z rosyjskim dyktandem. Przeglądając ostatnie dyktando, zauważył niepoprawiony błąd. Prawdopodobnie miał zamiar wyładować swą energię na mnie, bo podniesionym głosem, pokazując błąd, zapytał mnie co to jest? Spokojnie mu odpowiedziałem, że samych błędów nie poprawiam, lecz naprzeciw tego wiersza, w którym jest błąd, stawiam czerwonym atramentem kreskę, a uczeń musi szukać błędu, poprawić go i kreskę przekreślić, lecz ponieważ to dyktando uczniowie pisali w piątek, ja im oddałem zeszyty w sobotę, więc uczeń jeszcze nie zdążył poprawić; pokazałem mu w poprzednich dyktandach poprawione błędy. Tego sposobu poprawiania błędów prawdopodobnie ten pedagog jeszcze nigdy nie widział, bo powiedział, że mu się takie poprawianie bardzo podoba i zaraz do mnie innym głosem zaczął przemawiać.

Wkrótce też w mej klasie zakończył egzamin, a wychodząc, raczył podać mi rękę, którą rzadko podawał nauczycielom i inspektorom gimnazjum. Następnie udał się do klasy, w której uczyła koleżanka Łaniewska oddział wstępny i I-szy; te oddziały już mniej szczegółowo egzaminował, a dowiedziawszy się, że Łaniewska skończyła instytut w Białymstoku, obiecał jej posadę w gimnazjum. Ucieszona Łaniewska zaraz na drugi dzień wysłała podanie w tej sprawie do niego; lecz po kilku dniach otrzymała odpowiedź podpisaną jego własną ręką, że ponieważ jest katoliczka, więc posady w gimnazjum otrzymać nie może. Okazało się, że polakożercze instynkty odgrywały u tego dygnitarza większą rolę, niż spełnienie danej przez siebie obietnicy. A przecież był samowładnym panem w Królestwie Polskim na terenie szkolnictwa. Był nawet wypadek, że kucharzowi Moskalowi przez protekcję dał posadę naczelnika dyrekcji; a było to stanowisko wysokie i otrzymywali je dyrektorzy gimnazjów.

W 1885 roku została otwarta w Pabianicach szkoła żydowska, pierwszym nauczycielem której był Szapocznik, ojciec obecnego emeryta.

Aleksander Apuchtin (Александр Львович Апухтин) – 1822-1903, rosyjski kurator warszawskiego okręgu szkolnego w latach 1879-1897, od 1896 tajny radca dworu, od 1897 senator, zasłynął powiedzeniem, że matka Polska zawodzić będzie nad kołyską dziecka rosyjską piosenkę. Z jego osobą łączą się takie określenia, jak noc apuchtinowska i schodka (demonstracja) apuchtinowska.

Ponieważ pomieszczenie szkoły nr 1 okazało się szczupłym na znaczną liczbę dzieci, która w czasie tym zaczęła garnąć się do oświaty, przeto w 1885 roku wybudowano nowy dom (obecnie szkoła nr 3). Plan tej szkoły wykonał budowniczy Tadeusz Markiewicz, człowiek próżny i ograniczony. Gdy mu przed rozpoczęciem budowy zwróciłem uwagę, że szkoła powinna mieć kancelarię, a mieszkanie nauczyciela przedpokój, odpowiedział mi, że to są luksusy, bez których szkoła początkowa może się obyć i że kazano mu się wzorować na budynku szkoły nr 2.

Ponieważ w nowym domu sale były bardzo obszerne, a liczba dzieci w klasie była nieograniczona, więc magistrat żądał, by przyjmowano po 120 dzieci do klasy i rzeczywiście, początkowo w klasie wstępnej było przeszło 100, a w I-ej około 90, w mojej zaś, w której uczyły się oddziały II i III od 80 do 90. Dopiero przed wojną została liczba dzieci w klasie urzędownie ograniczono do 60. Wtedy podniosłem projekt, by z 1 sali zrobić 2, lecz projekt ten został uskuteczniony dopiero po wojnie. Zgodnie z umową za nowo wybudowany dla szkoły dom, firmy R. Kindler i Krusche-Ender otrzymały stary szkolny dom przy placu Dąbrowskiego i 3000 rubli.

Gdy budynek szkolny został wykończony i od miesiąca maja 1886 r. postanowiono do niego przenieść szkołę, zacząłem się naradzać z urzędnikami magistratu, jak poświęcić nowy gmach. Po długich debatach przyszliśmy do przekonania, że poświęcenie nie może być publiczne, gdyż w takim razie naczelnik dyrekcji zaprosi popa i ten będzie święcił szkołę dla polskich dzieci.

Postanowiliśmy więc poświęcić nowa szkołę sekretnie. Wieczorem o oznaczonej godzinie zebraliśmy się: ja, kolega Szymanowicz, burmistrz Wincenty Łuszkiewicz, kasjer magistratu Teofil Jankowski, Franciszek Lorentowicz, sekretarz magistratu Aleksander Kosiński i ksiądz wikariusz Mieczysław Sadowski; jeden z nas przyniósł wodę święconą, drugi kropidło, trzeci świece a komżę ksiądz Sadowski, w którą ubrawszy się, dokonał poświęcenia; uroczystość ta następnie zakończyła się skromną zakąską w restauracji. Po tym poświęceniu szkoła została przeniesiona do nowego domu.

Przed koronacją cara Mikołaja II miałem bardzo przykre zajście z władzami administracyjnymi. Otóż ówczesny burmistrz miasta Pabianic – Szołowski, który należał do powiatowego komitetu, a ten wydawał wskazówki, jak uroczystość koronacji ma być obchodzona, zaprosił mnie do magistratu i oznajmił, że przewodniczący komitetu, naczelnik powiatu książę Czagadajew, postanowił, by w kościele katolickim w dzień koronacji, podczas nabożeństwa był odśpiewany hymn rosyjski Boże carja chrani, że takowy mają wykonać dzieci szkoły nr 1. Oświadczenie to bardzo mnie wzburzyło.

Odpowiedziałem więc burmistrzowi, że naczelnik powiatu nie jest moim zwierzchnikiem, by mi rozkazywał, a przy tym dzieci śpiewają źle, więc nie mogą popisywać się w kościele. Burmistrz mi odpowiedział, że on urzędownie mnie zawiadomił, a moją jest rzeczą spełnić lub nie to rozporządzenie. Ponieważ w czasie tej rozmowy w magistracie znajdował się żandarm, więc przypuszczałem, że moja opozycja nie ujdzie mi bezkarnie. Opuściwszy magistrat, udałem się do proboszcza, księdza prałata Szulca, by mu powiedzie o żądaniach Moskali. Ksiądz prałat, wysłuchawszy mnie, zaczął się śmiać; podszedł do biurka i pokazał mi rozporządzenie JE biskupa Bereśniewicza, że bez jego pozwolenia żadnych nowych śpiewów do kościoła wprowadzać nie wolno. Tym dyplomatycznym rozkazem, ten dzielny dostojnik kościoła zabezpieczył kościół katolicki w Pabianicach od śpiewu moskiewskiego hymnu, a mnie wybawił z ciężkiego położenia.

Ponieważ od 1890 roku Pabianice zaczęły się w szybkim tempie rozwijać, przeto w 1898 roku kosztem fabrykantów i zamożniejszych obywateli miasta powstała w Pabianicach 7-mio klasowa szkoła handlowa. Cokolwiek później otwarto takąż szkołę żeńską. Ponieważ w tych szkołach wykłady odbywały się w języku rosyjskim, więc, gdy nastąpiły czasy wolniejsze, 1905 i 1906 rok, obie te szkoły na wiecu rodziców postanowiono zamienić na jedną 7-mio klasową szkołę koedukacyjną z wykładem polskim, więc była to pierwsza średnia szkoła polska w Pabianicach, dyrektorem której został obecny poseł p. Lipski.

W czasie tym Polska Macierz Szkolna założyła w Pabianicach dwie szkoły początkowe, lecz egzystowały one bardzo krótko, gdyż rząd moskiewski zląkł się twórczej pracy Polskiej Macierzy Szkolnej i rozkazał szkoły zamknąć.

W 1895 roku towarzystwo akcyjne „Krusche-Ender” założyło dla dzieci swych robotników szkołę fabryczną. Takąż szkołę w 1907 roku założyła firma „R. Kindler” Następnie i miasto zaczęło od 1898 roku powiększać liczbę szkół początkowych, tak że w 1914 roku było szkół początkowych miejskich dla chrześcijan 8, z których 6 jednoklasowych, a 2 dwuklasowe, dla Żydów 1, dwuklasowa prywatna żeńska, założona przez panią Bronisławę Wróblewską w 1877 roku i 2 fabryczne, razem więc 12 szkół początkowych z liczbą około 46 nauczycieli.

Oprócz tego w początkach roku szkolnego 1913/1914 powstała na koszt rządowy 4 –ro klasowa wyższa szkoła początkowa, tzw. aleksandrówka (rosyjska szkoła państwowa o profilu niższego gimnazjum).

Ponieważ w czasie tym burmistrzem miasta Pabianic był pamiętny ze swej działalności Szrajer, a inspektorem otwartej szkoły Rosjanin, więc poświęcenie nowej uczelni odbyło się urzędownie z wielką pompą. Na tę „uroczystość” zaproszeni zostali: kurator szkół, naczelnik dyrekcji naukowej, inspektor szkół, naczelnik powiatu, ks. proboszcz parafii św. Mateusza, znaczniejsi obywatele m. Pabianic i kierownicy szkół początkowych. Gdy zebrali się zaproszeni goście i nowo przyjęci uczniowie w jednej ze szkolnych sal, wtedy do klasy wszedł niewidzialny dotąd pop w cerkiewnych szatach, zaczął odprawiać modły i święcić szkołę. Ta uroczystość na Polakach zrobiła przygnębiające wrażenie, a ksiądz proboszcz cichaczem opuścił zebranie, bo nie chciał być świadkiem brutalnej siły, która przemocą spełniała czynność jemu należną.

Ja zaś przypomniałem sobie poświęcenie domu szkoły nr 1 w 1886 roku, które jakkolwiek odbyło się w ciemną noc i bez pompy, lecz nie skaziło duszy polskiego dziecka brutalnym narzucaniem piętna rosyjskiego.

O wizycie rosyjskich dygnitarzy w Pabianicach pisała także Gazeta Toruńska z 10 listopada 1883 roku.
Z Warszawy piszą do Gazety pomiędzy innymi co następuje: Z objazdu po prowincji, dopełnionego teraz przez generała gubernatora Hurkę, dowiadujemy się z pewnego źródła, iż przybywszy z nieodstępnym swoim towarzyszem Apuchtinem do Pabianic o godzinie piątej rano, natychmiast zwołać kazał uczniów progimnazjum i o godzinie szóstej rano odbył z nimi egzamin, który naturalnie wypadł jak najfatalniej.


Autor: Sławomir Saładaj


W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij