www.um.pabianice.pl
Pabianice znajdują się w aglomeracji łódzkiej. Stanowią zarazem centrum 120-tysięcznego powiatu. Funkcjonują tutaj najważniejsze dla społeczności instytucje i urzędy. Miasto liczy 60 tys. mieszkańców i obejmuje obszar 33 km2.

Lohmann Werke

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

W latach 1940-1944 przy ulicy Piotra Skargi działała firma zbrojeniowa Lohmann Werke (do wybuchu wojny Szkoła Rzemiosł). O warunkach pracy w fabryce i próbach sabotażu ze strony polskiego podziemia pisała Alicja Dopart w Gazecie Pabianickiej nr 9-12/1991 r.

1 września 1939 roku bez wypowiedzenia wojny Niemcy wkraczają na obszar państwa polskiego. W listopadzie 1939 r. w ławkach Szkoły Rzemiosł usiedli uczniowie w tych samych składach uczniowskich co przed wojną. Obok nich zajęli miejsca uczniowie  pochodzenia niemieckiego tzw. Volksdeutsche. Wśród części pedagogów polskich znaleźli się nowi między innymi wychowanek szkoły i późniejszy rektor Politechniki Łódzkiej, inż. Mieczysław Klimek.

22 grudnia 1939 r. zajęcia szkolne wznowiono dla 5 szkół niemieckich w tym trzech średnich. Dzieciom polskim otwarto jedną klasę … „dla tych co rodzice solidnie pracują”. Mimo zarządzenia o zamknięciu pozostałych szkół w Pabianicach nauka trwa jeszcze do 18 stycznia 1940 r., kiedy to wszyscy nauczyciele otrzymują wymówienia z pracy.

Pod koniec lutego 1940 roku unieruchomiona zostaje też Szkoła Rzemiosł wraz z jej produkcją. Zostaje wyznaczony komisarz szkolny – Niemiec, Adamczewski. Na terenie szkoły nadal spotykają się niektórzy pracownicy zastanawiając się nad jej losem. Opiekę nad majątkiem szkolnym – do czasu zajęcia jej przez Niemców – pełnią inż. J. Berkowski i inż. Teobald Olejnik, Bolesław Kałużny i Franciszek Wulkiewicz oraz niektórzy absolwenci.

We wrześniu 1940 roku staraniem pedagogów: J. Berkowskiego, T. Olejnika i M. Klimka uczniowie ostatniej, trzeciej klasy otrzymują świadectwa ukończenia szkoły – Deutsche Mechanische Fachschule Pabianice des Kreises Lask. Absolwenci zostają zatrudnieni z odpowiednio niższą stawką płacową 36-46 pf/godz. i płacą podatki, którymi nie są obciążeni robotnicy niemieccy.

Budynki szkolne decyzją landratu łaskiego (z siedzibą w Pabianicach) zostają przejęte na przełomie maja i czerwca 1940 r. przez firmę Lohmann Werke. W ten sposób 4-letnie Gimnazjum Mechaniczne staje się filią Zakładu Głównego Lohmann Werke A. G. Bielefeld.

W lipcu 1940 roku na terenie szkoły rozpoczyna się produkcja zbrojeniowa na istniejącym parku maszynowym i urządzeniach produkcyjnych szkoły. Sprowadzono również część obrabiarek z podbitych krajów m. in. z Francji. Kierownictwo zakładu obejmują sprowadzeni Niemcy z dyrektorem filii Haraldem Sudeck na czele. To w myśl zlecenia Hitlera „wszyscy fachowcy polskiego pochodzenia mają być wykorzystani w naszym przemyśle wojennym, a potem Polacy znikną ze świata”. Dotychczasowi pracownicy i absolwenci szkoły, a w szczególności inżynierowie zostają przymuszeni do pracy. Ogólnie liczba Polaków zatrudnionych w pełnym rozruchu filii Lohmann Werke wynosi 480 osób.

Zakłady Lohmann Werke były założone w 1882 roku w Londynie. Od 1896 roku stają się filią firmy w Bielefeld jako zakład specjalistyczny, który w 1916  roku przekształca się w spółkę akcyjną. W księgach z 1938 r. zanotowano: „Celem produkcji jest wyposażenie rowerowe, torby i walizki podróżne”.

W latach 1940-44 filia rozpoczyna produkcję artykułów precyzyjnych i armatury. W księgach spółki pod datą 1941 r. właściciele odnotowują cel produkcji: elementy łańcuchów i dział pancernych, urządzenia obrotowe dla wieżyczek czołgowych i dział pancernych, mechanizmy do czołgów – urządzenia celownicze w modelach „Tygrys”, aparaty podsłuchowe w samolotach,  łodziach podwodnych, amunicja ćwiczebna i skrzynki na amunicję. W 1941 roku dopisano: artykuły precyzyjne i armatura. Tę samą produkcję i na tych samych szkolnych maszynach wytwarzano w  latach 1944/45 w Herford – Sundern (z wyjątkiem aparatów podsłuchowych). Należy zauważyć, że już po roku 1930 obok braku surowca w firmie  Lohmann Werke występuje także brak siły roboczej. Zysk firmy w latach 1936-37 wynosi 184 miliony marek, a w latach 1940-41 wzrasta do 314 milionów marek, zaś w dalszych latach wojennych podwaja się.

Dzieje się tak dlatego, że istnieje tania siła robocza robotników przymusowych, groszowe wynagrodzenie za 12-godzinną pracę również w niedziele i święta, jak również możliwość szybkiego przewozu broni do Rzeszy – przy całodobowej produkcji. Wszystko to jest dużym atutem potrzebnym do rozpoczęcia walki Niemców ze Związkiem Radzieckim. A mimo tego dużego znaczenia dla rzeszy zakładu zbrojeniowego w Polsce znane są akty przemocy, bicia i torturowania pracowników przez kadrę niemiecką zakładu. Obiady fabryczne to zupy z brukwi lub kapusty, a przy tygodniowej porcji: 2 kg chleba, 12 dag margaryny i 25 dag wołowiny na kartki, to dla młodych chłopców – robotników - racja głodowa.

W końcu 1941 r. ”dla karania leniwych w pracy” dyrektor firmy Lohmann Werke wprowadza areszt fabryczny. Do tego celu wyznacza w budynku szkoły małe ciemne pomieszczenie o powierzchni 1 m kw. X 1 m kw. i z podłogą betonową. Zamykani są w nim pracownicy najczęściej na stojąco a rano musza stawić się do pracy. Pośród ukaranych znajdujemy nazwiska pracowników: Idasiak, Podsiadłowicz, Tyśko. Zamknięci z soboty na niedzielę, bez wyżywienia stawiają się w niedzielę rano do pracy w godz. 5.00-17.00. Za niestawienie się w pracy w niedzielę ukarani aresztem zostają: Stanisław Przedmojski i Władysław Mroczkowski. Po przerwie trwającej do 19.02.1943 r. podczas apelu dyrektor firmy Sudeck zapowiada robotnikom wznowienie aresztu.

W zeznaniach świadków powtarzają się nazwiska i tych, którzy bici metalowymi prętami w szkole i podczas przesłuchiwania zginęli: Czesław Morzyszek, Henryk Morawski, Zenon Bartoszek, Karol Frankiewicz, który wraz z całą rodziną ginie w obozie koncentracyjnym.

Z największym okrucieństwem działają: dyr. Adm. Walter Thalenhorst, mistrz – Dunkier i majster – Hans Kornik. Fala terroru w zakładzie wzmaga się po 1942 r. Pracownicy firmy Lohmann Werke nigdy nie wiedzą czy wrócą do domów. Pilnowani bez przerwy od momentu wejścia do zakładu – szpicel na portierni, poprzez cały czas pracy – majster niemiecki aż do chwili wyjścia z pracy – a najczęściej trwa i dalsza „opieka”.

Zygmunt Kraj, pracownik – relacjonuje zdarzenia z czasów swojej choroby. Mimo zwolnienia lekarskiego 3 chorych: Zygmunt Kraj, Marian Szwagrzak i Antoni Gajda zostają pod eskortą przewiezieni do zakładu, gdzie zostają „postawieni” przed załogą. Dyrektor Thalenhorst wyjaśnia, że żadnych zwolnień nie honoruje, ”tu nie wolno chorować, a tacy robotnicy będą aresztowani i wieszani na dźwigu”.

Szef policji zakładowej na usługach gestapo, majster  Kornik bił ich i kopał. Mimo tak „dobrej” opieki ze strony dyrekcji firmy, na terenie szkoły pojawiają się młodzi ludzie czujący potrzebę służenia Ojczyźnie. Państwo polskie funkcjonuje nieprzerwanie od początku wojny aż do jej zakończenia dzięki również działaniom podziemnym, m. in. „Sokoła”, Związku Strzeleckiego, Orląt Pabianickich, POW, ZWZ, „Orła Białego” przy NOW, Szarym Szeregom, Armii Krajowej.

Orzeł Biały i Szare Szeregi

Teren szkoły staje się w momencie powstania zakładu firmy Lohmann Werke miejscem prowadzenia przez różne organizacje akcji przeciw Niemcom. Mimo wielkiej koleżeńskości ludzie stojący obok siebie przy maszynach- nie informują się o swoich kontaktach z podziemiem.

W listopadzie 1939 r. na terenie miasta powstaje „Staromiejska Kompania – Orzeł Biały” przy konspiracyjnym ugrupowaniu NOW – Narodowej Organizacji Wojskowej, która z czasem rozrośnie się do ok. 90 członków, a w skład jej wejdą również późniejsi pracownicy firmy Lohmann Werke. Jest ich osiemnastu: Jerzy Falecki – dowódca sekcyjny, Janusz Janicz, Jan Janowski „Janek”-  dowódca drużyny, Hieronim Jurek, Mieczysław Knorowski, Józef Kowalski „Grot”, Ryszard Krukiewicz, Jerzy Łacwik – dowódca 2 plutonu, ginie w więzieniu w Łodzi w czerwcu 1944 roku, Julian Molenda „Siwy”, Roman Molenda, Jan Nowacki, Tadeusz Orłowski, Jerzy Paschalis Owczarek „Grandys” – szef kompanii od jesieni 1941 r. do stycznia 1944 r., Beniamin Rendecki, Karol Sadzisz, Tadeusz Sroka, Henryk Stefański – dowódca drużyny, Tadeusz Szafrański „Cezary” – dowódca sekcji.

Prowadzą mały sabotaż na terenie zakładu pracy i przerzut ludzi do Generalnej Guberni. Znana akcja to tzw. Wirtschaftsamt  przy Zamkowej, gdzie  zdobyto większą ilość kartek żywnościowych i maszyn do pisania. W wydziale Zbigniewa Polińskiego pracuje szef „Staromiejskiej Kompanii Orła Białego” – Kazimierz Woldański „Edek”.

Z pracowników firmy Lohmann Werke należących do SK „Orzeł Biały” giną: Roman Molenda – I dowódca (w 1942 r. w Oświęcimiu), Jerzy Łacwik – dowódca plutonu, absolwent gimnazjum, w więzieniu w Łodzi, Józef Kowalski – w boju partyzanckim pod Diablą Górą 15.08.1944 r. Uciekają przed aresztowaniem: Jerzy Owczarek – szef kompanii, Tadeusz Kowalski, Wiesław Nowakowski, Jan Jankowski.

Do akcji sabotażowych od początku wojny włączają się członkowie Szarych Szeregów a później Armii Krajowej. Szare Szeregi na terenie zakładu Lohmann Werke prowadzą wywiad przemysłowy polegający na „wypożyczaniu” dokumentacji technicznej i rysunków produkcyjnych części w celu ich sfotografowania i przekazania  zdjęć wywiadowi działającemu na terenie miasta. Inne formy małego sabotażu to: niszczenie noży tokarskich, wierteł, uszkadzanie instalacji elektrycznej, powstawanie niedokładności montażowych i różne działania powodujące zmniejszanie wydajności i jakości produkowanego sprzętu.

Znane są wypadki aresztowań robotników firmy podczas akcji sabotażowych. Dotyczy to również członków tajnych organizacji. A oto dalsze losy polskich robotników – działaczy podziemia.

13 maja 1942 roku zostają aresztowani: Hieronim Trzydel (ginie w obozie) i Alina Bartoszek „Falka”, maszynistka biurowa należąca do tajnej akcji nauczania przy Szarych Szeregach. A. Bartoszek wykonuje wojskowe matryce do powielacza dla celów konspiracyjnych. Po aresztowaniu i prawie rocznym śledztwie w łódzkim więzieniu na Gdańskiej przechodzi przez obozy koncentracyjne: Auschwitz, Ravensbrὓck, Buchenwald i Lipsk. Po wojnie wraca do Pabianic.

Razem z A. Bartoszek 13 maja 1942 r. aresztowany jest Jan Frąckiewicz z biura firmy. Jemu udaje się przez nieuwagę Niemców zbiec. Uciekającego ukrywa Walentyna Madejska, zamieszkała przy ul. Południowej 1. Mimo narażenia życia swojego i najbliższych (podczas dwukrotnej rewizji) pomaga mu po paru dniach pobytu w domu przedostać się do punktu kontaktowego w Ozorkowie, skąd ukryty przez kolejarzy w cysternie na mleko, dojeżdża szczęśliwie do protektoratu. Madejska wraca do Pabianic – dopiero po otrzymaniu wiadomości, że Jan, którego przewiozła w przebraniu jest już bezpieczny u celu podróży. Po wojnie, na dworcu pabianickim W. Madejska jako pracownik Polskiego Czerwonego Krzyża spotyka J. Frąckiewicza.

26 maja 1942 r. zostaje aresztowany brat Aliny – Zenon Bartoszek „Piła”, działający w grupie wywiadu przemysłowego. 14 stycznia 1943 r. po śledztwie trwającym wiele miesięcy umiera w łódzkim więzieniu przy ul. Sterlinga. Ginie, nie wydając swoich współtowarzyszy z organizacji.

W wywiadzie przemysłowym fabryki pracuje jako elektryk Marian Wadowski „Kszyk”, harcerz. On to dokumenty dostarczane do wywiadu przez A. Bartoszek w ciągu nocy fotografuje. Od marca do kwietnia 1942 r. pracuje w wynajętym mieszkaniu przy ul. Kościelnej, u członka AK – S. Gidzyńskiego „Grobla”. Po aresztowaniach w Lohmann Werke przedostaje się do Moszczenicy k. Piotrkowa i tu do końca wojny jako łącznik przyjmuje osoby uciekające przez granicę. Zaopatruje je w dokumenty, zaświadczenia pracy, zapewnia kwatery. W wywiadzie przemysłowym pracuje także harcerka z Gimnazjum im. Królowej Jadwigi – Jolanta Sulej ”Lot”.

Mały sabotaż fabryczny

Osobna grupa pracowników to ludzie należący do tzw. małego sabotażu fabrycznego. Należą tu między innymi: Zygmunt Kraj „Krótki”  - harcerz i członek Szarych Szeregów, wprowadzony do pracy konspiracyjnej przez Kazimierza Jakubowskiego, z którym razem działali w drużynie harcerskiej im. J. Kilińskiego w tzw. Czarnej Trójce przy Szkole Podstawowej nr 3.; Kazimierz Jakubowski „Trzeciak” – członek ścisłego kierownictwa Szarych Szeregów w Pabianicach do czasu wywozu firmy w lipcu 1944 r. do Herfordu Sundern. Tadeusz Kowalski, Jan Gramsz, Klemens Pawlak i Marian Krac postanawiają wspólnie, na własną rękę prowadzić mały sabotaż. To oni uszkadzają tryby maszyn, powodując dwutygodniowy postój. Józef Mik, Wacław Rudnicki i Marian Klockowski dopomagają do szybszego zużycia narzędzi.

Ryszard Kudliński harcerz „Czarnej Trójki” i członek Szarych Szeregów od czerwca 1943 r. pracownik Lohmann Werke włącza się do akcji sabotażowych, wprowadzony przez Stanisława Żubra. Niszczą noże tokarskie. Z Kudlińskim współpracuje również członek ZWM Tadeusz Krajewski. Oni również niedbale przygotowują ewakuację fabryki, uszkadzają maszyny.

Ryszard Krukiewicz z Cezarym Łuczywkiem opóźniają uruchomienie zespołu detali. Stanisław Żuber za przetoczenie otworu w obrabianych częściach zostaje okrutnie pobity przez kierownika zakładu. Tadeusz Szafrański – członek „Staromiejskiej Kompanii Orzeł Biały” wraz z kolegami wydłuża czas pracy na wykonanie poszczególnych części, powoduje jałowe obroty maszyn, bierze udział w puszczaniu braków w produkcji. Współdziała z Alojzym Kardasem, Tadeuszem Orłowskim, Wacławem Rudnickim i innymi. Podobne formy małego sabotażu były prowadzone we wszystkich wydziałach produkcji.

Kontrolerzy jakości Kampiński i Teodor Wyrwa tłumaczą pracowników firmy brakiem doświadczenia, mimo tego majster Dunkier i kierownik Schreiber grożą surowymi konsekwencjami za niedokładności w produkcji.

Starzy pracownicy, Ryszard Krukiewicz i Mieczysław Skibiński wspólnie z Józefem Szadkowskim przenoszą wiadomości frontowe zdobywane z gabinetu dyrektora Sudecka (wchodzą oknem). Leon Łącki mimo grożącej kary śmierci nie zdaje radia Niemcom i informuje  kolegów o sytuacji na świecie.

Mimo usilnych starań niemieckiej dyrekcji, majstra Dunkiera, mimo szykan dyrektora Stenberga, którzy starają się podzielić Polaków przez zróżnicowanie godzin pracy w niedzielę, przez niesprawiedliwe płace i specjalne premie dla „szybkich” robotników – zarówno starzy jak i młodzi pracownicy nie dają się sprowokować, każdy z nich na swój sposób prowadzi walkę z najeźdźcą.

Członkowie Szarych Szeregów pracujący w firmie Lohmann Werke w Pabianicach w latach 1940-1944: Alina Bartoszek „Falka”, Zenon Bartoszek „Piła”, Kazimierz Jakubowski „Trzeciak”, Kazimierz Kobacki „Trzmiel”, Zygmunt Kraj „Krótki”, Ryszard Kudliński „Szron”, Jerzy Łacwik, Tadeusz Pawlikowski „Apollo”, Jolanta Sulej „Lot”, Marian Wadowski „Kszyk”, Stanisław Żuber „Sokół”.

Trzecią grupą działającą w konspiracji na terenie szkoły są członkowie Armii Krajowej prowadzący różne akcje dywersyjne i sabotażowe. Wśród nich działa inż. Teobald Olejnik, inż. Jan Berlikowski z biura konstrukcyjnego, Jan Frąckiewicz – referat ds. rozliczeń, który celowo podraża i wydłuża czas pracy, Marian Przybylski i inż. E. Linke – volksdeutsche, ale gorący patriota polski. To on do AK wprowadza J. Berlikowskiego. Jesienią 1943 r. po aresztowaniu Berlikowskiego – Linke ucieka do Warszawy. Aresztowany i wywieziony do Łodzi na Sterlinga został powieszony na szubienicy usytuowanej obok śmietnika (relacja Z. Kraja). Wraz z aresztowaniem inż. Berlikowskiego zostają przerwane tzw. dwójki kolegów uczęszczających na tajne nauczanie (3 razy w tygodniu), na którym przerabiał z młodzieżą program Liceum Mechanicznego. Inż. Berlikowski został wywieziony kolejno do Gross-Rosen, Flossenburg  i Buchenwaldu.

Wywiad AK na terenie  fabryki sporządził kopie rysunków produkowanego sprzętu wojskowego, stabilizatorów części mechanicznych itp. Dla bezpieczeństwa celowo ukryto 40 proc. kart pracy; przygotowano odpisy adresów fabryk zbrojeniowych w Rzeszy, do których wysyłano podzespoły do dalszego montażu. Adresy są wynoszone w tubkach aluminiowych po lekarstwach, m.in. przez Bolesława Jaksę i Józefa Perka.

1 VI 1943 r. na 215 części do czołgów wybrakowano 12 sztuk, co stanowi ok. 5 proc. całości. Na 185 aparatów podsłuchowych wybrakowano 4 sztuki. Raporty AK podają, że mimo stałej kontroli niemieckiej praca w zakładzie jest niedokładna i zbyt wolna, chociaż wyznaczono specjalne premie dla „szybkich” robotników:  20 proc. na części czołgowe, 10 proc. na aparaty podsłuchowe.

 W drugiej połowie 1943 r. na terenie firmy Lohmann Werke pojawia się ogłoszenie wzywające Polaków do oddawania krwi dla Niemców, którzy utracili ją w bojach. Ta zgoda Niemców na mieszanie ras przyjęta jest przez pracowników jako oznaka pogarszającej się pozycji na froncie niemieckim.

W celu względnie bezpiecznego spotkania się w sprawach konspiracyjnych, a także odprężenia po ciężkiej pracy R. Krukiewicz i St. Grabski udają się w 1942 r. do dyrektora ds. osobowych Waltera Thalenhorsta o zezwolenie na zorganizowanie zakładowej drużyny piłkarskiej w Lohmann Werke.

Po otrzymaniu zgody i przygotowaniu boiska, rozegrany zostaje pierwszy mecz z drużyną zakładów Vudekin, który kończy się wynikiem 2:2. Obecni są dyrektorzy obu zakładów i wielu kibiców. Mecze odbywają  się w każdą niedzielę od rana do zmroku, dla zmian wolnych od pracy.

Taki stan trwa do wiosny 1944 r., kiedy podczas meczu na teren boiska wkraczają żandarmi, aresztując zawodników. W wyniku interwencji dyrektora Lohmann Werke po 4 godzinach jego pracownicy zostali zwolnieni.

Po dużych aresztowaniach w Pabianicach i w firmie zbrojeniowej w 1942 r. i 1944 r. pabianiczanie liczą na trochę spokoju, ale zbliżający się front powoduje rozpoczęcie przygotowań  do ewakuacji zakładu. Demontowane są maszyny, które ładowano do wagonów. Po odprawie w maju 1944 r. grupa około 20 osób wyjeżdża do Herfordu i Bielefeldu  celem przygotowania terenu pod zamontowanie obrabiarek. Od VI do IX 1944 r. pracownicy zakładu wraz z parkiem maszynowym zostali ewakuowani do Rzeszy.

Pojednanie

Przypominanie spraw bolesnych, do których niechętnie wraca nasza pamięć, stanowi ostrzeżenie i manifestację świadomych postaw. Podobna myśl przyświeca autorom wystawy ”Zwangsarbeit  in Raum Herford 1939-45”, otwartej 1 IX  1989 r. w Herfordzie podczas obchodów 1200-lecia istnienia miejscowości i  56. rocznicy napaści Niemiec na Polskę. W wydanej równocześnie jednodniówce „Zwangsarbeit 1939-45” autorzy swoją historyczną pracą i moralną postawą chcą dotrzeć do sumień Niemców poprzez fakty i dokumenty, bo „…rany zasklepiły się, ale sumienia krwawią pamięcią ofiar, wszystkich ofiar – nie tylko w Herfordzie”.

W otwarciu wystawy bierze udział  11-osobowa grupa pabianiczan, byłych pracowników firmy Lohmann Werke. Również miejscowa prasa niemiecka poświęca pabianiczanom kilka dużych artykułów. Helga Kohne – dziennikarka i członek Stowarzyszenia „Arbeit und Leben” w trakcie zbierania materiałów w archiwum  natrafiła na dokumenty pod kryptonimem ”Sundern 50” z  nazwami przedsiębiorstw, nazwiskami pracowników i adresami z okresu zatrudnienia w Herford.

Dokumenty te to akta firmy Maschinenfabrik Lohmann w Sundern. Helga Kohne podejmuje trud zebrania i opracowania tych dokumentów. Ustala adresy firm w budynkach których Lohmann Werke prowadziło produkcję zbrojeniową. Odnajduje listę z 406 nazwiskami Polaków z Pabianic. Komisja Badań Zbrodni Hitlerowskich w Polsce do której zwraca się H. Kohne o adresy i nazwiska świadków – przekazuje ok. 50 nazwisk żyjących pracowników firmy, z których 11 stawi się jako świadkowie.

W wyniku śledztwa w latach 1947 -49 zapadają wyroki sądowe dla 9 Niemców, w tym 2 kary śmierci. Zebrane materiały pozwalają prześledzić i uzupełnić historię szkoły w latach 1940-44, tj. do chwili wywozu urządzeń  i pracowników do Rzeszy.

https://www.zyciepabianic.pl/informacje/historia/pod-szwabskim-butem-co-esesmani-wyprawiali-w-pabianicach-i-jak-skonczyli.html

https://de.wikipedia.org/wiki/Lohmann-Werke


O losach pabianiczan w Bielefeld i Sundern – Herford pisał Ryszard Kudliński w Gazecie Pabianickiej nr 13-19/1991 r.

Porażki wojsk niemieckich na wszystkich frontach wojennych a na froncie wschodnim dojście Armii Czerwonej do Bugu w czerwcu 1944 roku, zagroziły produkcji wojennej na terenach na zachód od Wisły. Rozkaz Wehrmachtu nakazał ewakuację wszystkich fabryk zbrojeniowych w głąb starej Rzeszy. Pośpiech był nakazany ze względu na zagrożenie.

W Lohmann Werke w Pabianicach rozpoczęto gorączkowe przygotowania do ewakuacji. Wszystkie maszyny i urządzenia były stopniowo demontowane, ładowane na wagony i przetransportowane do Bielefeld, gdzie znajdował się zakład macierzysty Lohmanna i do Sundern-Herford, gdzie zaplanowano nową lokalizację dla zakładu z Pabianic, w pomieszczeniach istniejącej fabryki mebli „Beka Mὅbel Werk”. Jako pierwszy wraz z obsługą wywieziono oddział frezarek obwiedniowych do Bielefeld, który już przy końcu lipca 1944 r. rozpoczął produkcję na nowym miejscu. W lipcu również wyjeżdża grupa robotników, których skierowano do pracy w Kassel.

W okresie lipiec-sierpień wywiezione zostały wszystkie maszyny i urządzenia fabryki, zabrane zostały również maszyny, które do 1939 roku były własnością Szkoły Rzemiosł w Pabianicach. Do wykonania skrzyń, w których wywożono sprzęt i drobne urządzenia, rozebrano wszystkie budynki drewniane, a nawet płoty.

Zdewastowano cały obiekt dawnej szkoły, zostawiając tylko gołe mury. Co nie można było zabrać pocięto palnikami, powyrywano przewody elektryczne ze ścian, zniszczono podstację elektryczną i windę towarową. W pomieszczeniu odlewni pozostała wielka kupa gruzu.

Razem z wywożonymi maszynami, wyjeżdżały równocześnie grupy robotników do ich obsługi. Wydawano im dokumenty potwierdzone przez Arbeitsamt (Urząd Pracy) w Pabianicach, że chodzi tu tylko o kilkutygodniowy pobyt służbowy w Sundern-Herford. Zaświadczenia te w późniejszym okresie odpowiednio przerobione posłużyły kilkunastu robotnikom do wykupienia biletu kolejowego i nielegalnego powrotu do Pabianic.

Lżejsze maszyny, tokarki, frezarki, uniwersalne małe wiertarki i in. przewożone  do Sundern-Herford, ustawiano na piętrze dużej hali, a ciężkie obrabiarki (wytaczarki, dłutownice, strugarki, wiertarki promieniowe, ciężkie tokarnie) zainstalowano na parterze w dawnych garażach, pomieszczeniach magazynu i suterenach.

Całkowity wywóz maszyn i robotników z Pabianic zakończono w końcu sierpnia 1944 r. Lista deportowanych robotników obejmuje około 350 nazwisk. Dokumenty tych osób wskazują na przymusowy charakter i pracy w Sundern-Herford.

Całą załogę Lohmann Werke w Sundern do czasu wybudowania nowych baraków, tymczasowo zakwaterowano w poprzedniej malarni, gdzie nie było żadnych urządzeń sanitarnych ani nawet wody, a ze względu na ciasnotę pomieszczenia łóżka były piętrowe. W tym okresie nie było jeszcze zorganizowanej kuchni i obiady (zupa z brukwi) dowożono w termosach z miasta. Kuchnię fabryczną szykowano w adaptowanych na ten cel pomieszczeniach poprodukcyjnej fabryki mebli. Obsługę kuchni stanowiły pabianiczanki z Lohmann Werke, prowadzące stołówkę w Pabianicach.

Od pierwszych dni pobytu w Sundern, część ludzi ustawiała maszyny na nowych stanowiskach, pozostali na placu przyległym do fabryki budowali dwa baraki dla robotników z gotowych elementów o wymiarach 42 m (długość) i 12 m (szerokość). W baraku zamieszkało 175 osób, po 16 w jednej izbie, co dawało około 2 m kw. na jednego robotnika. Z tego widać w jakiej ciasnocie musieli egzystować po 12-godzinnej pracy. Kilku polskich robotników przyjechało do Sundern z żonami, i ci musieli dzielić  miejsce z pozostałymi we wspólnej izbie, odgrodzeni prowizoryczną zasłoną z koca. Dla polskiego personelu technicznego wybudowano na końcu miejscowości cztery małe domki dwurodzinne. Do czasu otwarcia kuchni wszyscy robotnicy dostawali kartki żywnościowe i zaopatrywali się indywidualnie. Pabianiczanie traktowani jako „dobrowolni robotnicy” nie musieli nosić znaczka „P”, nie byli ogrodzeni ani pilnowani, po przeniesieniu do baraków mogli opuszczać kwatery bez kontroli i eskorty. To ułatwiało wyjście do Herfordu i swobodną wymianę korespondencji z domem.

Podczas wyjścia do miasta, zaopatrywano się w pamiątkowe widokówki i żywność na kartki oraz korzystano z dostępnej piwiarni, która mieściła się w Sundern przy dużym browarze. We wrześniu kilku robotnikom udało się na „karty służbowego przeniesienia” wykupić bilety kolejowe na powrót do Pabianic. Kilku szczęśliwie udał się powrót do domu, ale w Pabianicach musieli ukrywać się do końca wojny. Innych zatrzymano w czasie kontroli pociągu i osadzono w karnych obozach pracy w różnych miejscowościach. Duża wpadka była w ostatnich  dniach września na dworcu w Herford, gdy grupa kilku młodocianych robotników Lohmann Werke (13 osób), już po wykupieniu biletów została zatrzymana przez niemiecką policję. Wszyscy skazani zostali na 3 miesiące karnego obozu pracy. Była to ostatnia próba nielegalnego powrotu.

Bliski koniec wojny

W ostatnim dniu września 1944 r. w czasie jednego z licznych nalotów na Bielefeld zbombardowana została fabryka Lohmann Werke, gdzie pracowała grupa Polaków z Pabianic. Zginęli wtedy: Agnieszka Chojnacka, Stanisław Kaczmarek, Zygmunt Dychto i Antoni Gajda. Szczęśliwie nie ucierpiał nikt z obsługi frezarek obwiedniach. Frezarki po wydobyciu ze zniszczonej hali w ciągu kilku dni przeniesiono do miejscowości Luppenhausen k. Sundern, gdzie pracowały do końca wojny. Obsługę frezarek zakwaterowano w barakach.

Wytwarzany w Sundern profil produkcji (bez części do aparatów podsłuchowych) był taki sam jak poprzednio w Pabianicach. Kierownictwo fabryki w Sundern  objęli ci sami Niemcy co poprzednio. Mimo wzmożonego nacisku na ciągłość  produkcji i szykan wobec polskich robotników, nie udało się w Sundern osiągnąć produkcji uzyskiwanej w Pabianicach. Na przeszkodzie stały ciągłe alarmy lotnicze i przeloty lecących na bombardowanie samolotów alianckich. Polaków zapędzano wówczas przymusowo do schronu, który mieścił się w podziemnej  bocznicy kolejowej pobliskiego browaru. Tutaj dużym okrucieństwem odznaczał się Niemiec Hans Kornik, bijąc każdego kto ociągał się z wyjściem z baraku.

Poza złym traktowaniem, robotnicy polscy byli źle wynagradzani. Pracowali po 12 godzin, także w niedziele i święta. Większa część zarobków odliczana była na wyżywienie i zakwaterowanie w barakach. Nadmienić należy, że zmuszeni do pracy w Lohmann Werke przedwojenni nauczyciele Szkoły Rzemiosł  Olejnik i Biskupski po przyjeździe do Sundern często występowali w obronie krzywdzonych robotników, byli dla nich podporą moralną, służyli radą i pomocą.

Mimo tych wszystkich dokuczliwości, pabianiczanie starali się jakimś sposobem uprzyjemniać sobie życie. Kilku robotników przywiozło ze sobą różne instrumenty muzyczne, często więc wieczorami w barakach słychać było „koncertowanie” i śpiew. W soboty i niedziele wolni od pracy wymykali się na potańcówki do okolicznych lagrów, gdzie mieszkali przymusowi robotnicy z całej Europy. Chodzono również do zaprzyjaźnionych z Polakami ”Italiańców” na mecze bokserskie. Tutaj świetną formę prezentowali: Karol Sadzisz, Heniek Sobczyk, Rysiek Krukiewicz, Władek Wroński. Kilku młodych robotników z poznanymi tutaj dziewczynami, po zakończeniu wojny, wzięło ślub.

Zbliżał się koniec roku 1944. Nikt już nie wątpił w bliski koniec wojny i klęskę Niemiec. W barakach w Sundern pojawiało się coraz więcej Polaków ewakuowanych z zachodnich terenów Niemiec, zajmowanych przez armie sprzymierzonych. W barakach życie stawało się coraz trudniejsze i głodniejsze. Herford do tej pory nie bombardowane i nie zniszczone, stało się obiektem nocnych nalotów pojedynczych samolotów. Zrzucały one po kilka bomb, które były bardzo celne i wyrządzały duże zniszczenia. Z powodu uszkodzenia sieci elektrycznej coraz częściej przerywano pracę w Sundern, a robotników Lohmann Werke kierowano do odgruzowywania miasta, innych fabryk lub do wojskowej sortowni bielizny, mundurów i drobnego sprzętu. Korzystali z tego ludzie z Lohmanna, zaopatrując się nielegalnie w buty, bieliznę, swetry, które ubierali na siebie przy wyjściu z tamtej fabryki. Rzeczy te wymieniano potem na żywność z polskimi robotnikami rolnymi pracującymi w okolicach Sundern.

Na święta Bożego Narodzenia 1944 roku trzech robotników Lohmanna dostało kilkudniowe urlopy do Pabianic. Zabrali listy do rodzin w kraju, przy powrocie niektórym przywieźli maleńkie paczuszki z domu. Były to ostatnie kontakty z rodzinami. W dniu 19 stycznia  1945 r. do Pabianic weszła  Armia Czerwona.

W Sundern w ostatnich dniach grudnia, uszkodzony i dymiący samolot wracając do bazy w Anglii, pozbył się nad miejscowością ładunku bomb, które zniszczyły kilka domów mieszkalnych i spowodowały niegroźny pożar składu desek w fabryce Mὅbel Werk-Beka, gdzie mieściły się Lohmann Werke. Pożar ugaszony przez robotników z Pabianic nie spowodował poważniejszych strat. W kilku zniszczonych domach Sundern zginęło kilku miejscowych mieszkańców. Do odgruzowywania i wydobycia zabitych zmuszono robotników Polaków.

Po trzymiesięcznej ”odsiadce” z karnego obozu pracy powróciła do baraków grupa, wynędzniała i wygłodzona, młodocianych robotników, którzy próbowali uciec do Pabianic we wrześniu.

Od początku 1945 r. warunki pobytu w barakach dotąd i tak złe, pogorszyły się. Żywności było mało, w ogóle nie było opału (do ogrzewania izb kradziono deski), brak ciepłej wody, mroźna zima oraz wyniszczająca, 12-godzinna praca powodowała coraz większe wycieńczenie robotników. Dokuczliwe było rozszerzenie się plagi insektów. Zaostrzono rygor, zakazano opuszczania baraków wieczorem, a teren choć nieogrodzony,  pilnowany był przez uzbrojonych Werkschuców od wieczora do rana. W przygnębieniu, głodzie i chłodzie mijały zimowe tygodnie stycznia, lutego i marca. Produkcja zmniejszała się z każdym dniem. Były dni, kiedy w ogóle nie było co robić. Ciągłe bombardowania i uszkodzenia  linii kolejowych powodowało zakłócenia w dostawie części co rozłożyło całkowicie produkcję. Niepowodzenia na frontach i sytuacja gospodarcza Niemiec, prowokowała zagorzałych hitlerowców z kierownictwa Lohmann Werke do znęcania się nad robotnikami z Pabianic. Coraz częstsze były przypadki bicia i maltretowania za niewielkie nawet przewinienie w baraku i w fabryce. Pamiętny był fakt skatowania robotnika Stanisława Żubera  za to, że przetoczył otwór na tokarni. Po powrocie do baraku z 12-godzinnej zmiany nocnej, rano obudzono go i okrutnie pobito grubym kablem elektrycznym. Pobity nie miał prawa udać się do lekarza, lecz musiał wieczorem stanąć przy maszynie. Wypadków takich było więcej i zdarzały się coraz częściej.

Wyzwolenie

Dzień wyzwolenia zbliżał się nieodwracalnie, 31 marca 1945 r. nie rozpoczęto pracy w fabryce. Niemcy cały dzień i noc niszczyli plany, rysunki, dokumentację techniczną, narzędzia pomiarowe i precyzyjne.

Rano 1 kwietnia uzbrojeni werkschutze i Niemcy z kierownictwa weszli do baraków i zarządzili ewakuację całej załogi. Każdy mógł zabrać ze sobą co zdoła udźwignąć z rzeczy osobistych. O godzinie 8 wyprowadzono całą kolumnę z baraków i po przejściu przez Herford, skierowano ją bocznymi drogami na wschód w kierunku miasta Vlotho. Po przemarszu kilkunastu kilometrów w godzinach popołudniowych całą kolumnę zatrzymał patrol niemieckiej żandarmerii oznajmiając, że dalsza droga jest zamknięta przez okrążające oddziały wojsk amerykańskich. Powstał chaos i konsternacja Niemcy zdecydowali, że każdy może iść dalej na swoją rękę albo wracać do Herfordu. W zamieszaniu Niemcy zniknęli nagle zostawiając całą grupę na drodze. Po krótkiej naradzie wszyscy robotnicy z Pabianic  postanowili wracać do baraków. Wracano w rozsypce i różnymi drogami, ale koło północy wszyscy byli w Sundern.

Przez cały dzień 2 kwietnia nie pojawił się nikt z niemieckiego kierownictwa. To niepokoiło Polaków, choć radość była ogromna. W nocy z 2 na 3 kwietnia postanowiono czuwać i wystawiono warty samoobrony. Bali się wszyscy jakiegoś aktu zemsty ze strony Niemców. Po spokojnej nocy wczesnym rankiem z okien baraków zauważono na nasypie szosy biegnącej z Bielefeld do Herford (około 500 metrów od baraków) czołowe amerykańskie pojazdy pancerne, zbliżające się do miasta. Wtedy z budynku szkoły w Sundern, usytuowanej na wzniesieniu za barakami, padły strzały w kierunku wkraczających wojsk. Później okazało się, że to Niemiec Kornik powrócił w nocy za Polakami z ewakuacji i teraz z kilkuosobową grupą tzw. Volksturmu chciał za wszelką cenę bronić „Tysiącletniej Rzeszy”. Nigdzie w Sundern nie wywieszono białych flag (było takie zarządzenie) i Niemcy liczyli na to , że ich strzały spowodują ostrzelanie baraków, gdzie znajdowali się polscy robotnicy. To im się, niestety, udało, gdyż Amerykanie otworzyli ogień na szkołę i baraki. Dopiero wywieszenie białej flagi z baraków wstrzymało amerykański ogień, jednak skutki były tragiczne. Jeden barak spłonął w krótkim czasie, a w nim dwóch młodocianych robotników Lohmann Werke z Pabianic, Zdzisław Książczyk lat 16 i Waldemar Śpionek lat 18. Trzecią ofiarą była Janina Bochenek, lat 19 z Warszawy, która zginęła od kuli. Wielu robotników doznało ciężkich obrażeń: Tadeusz Dziuba stracił lewą rękę, Zdzisław Kwaśniewski stopę, kilku – rany postrzałowe. Tego samego dnia wydobyto zwęglone zwłoki zabitych, wykonano prymitywne trumny, a następnego dnia, 4 kwietnia odbył się pogrzeb ofiar na cmentarzu gminnym w Sundern.

Powstał problem co robić z mieszkańcami spalonego baraku? Wreszcie decyzją tymczasowego komendanta wojennego, postanowiono Polaków przenieść do pobliskiego browaru, gdzie poprzednio były kwatery niemieckich żołnierzy pilnujących wielkich magazynów żywnościowych, które były pod browarem. Mimo wkroczenia czołówki wojsk amerykańskich, która w pościgu za Niemcami szybko pojechała naprzód, obawiano się wojska niemieckiego, którego dużo zostało w Herford i okolicy. Nie miał ich kto rozbroić.  Polacy postanowili w nocy czuwać i wystawić służby dyżurujące.

Noc minęła spokojnie, rano wkroczyli Anglicy, zniknęło wojsko niemieckie i dopiero teraz Polacy mogli cieszyć się prawdziwą wolnością. Władze okupacyjne otworzyły wszystkie poniemieckie magazyny i wyniszczeni Polacy mogli brać wszystko co potrzebowali. W piwnicach browaru znajdowały się ogromne magazyny żywności : konserwy, masło, sery itp. Toteż każdy nabrał zapasów na dłuższy czas. Brakowało jedynie chleba, bo piekarnie były jeszcze nieczynne.

Nieśmiało ujawniło się kilku Niemców z kierownictwa Lohmann Werke. Polscy robotnicy z Pabianic chcieli dokonać na nich samosądu za krzywdy jakich od nich doznali. Jednak dzięki trzem inżynierom, którzy zawsze służyli radą i pomocą, a teraz jednomyślnie wybrani zostali na przedstawicieli byłych robotników Lohmann Werke -  nie doszło do samosądu. Przedstawicielstwo zaproponowało, aby każdy robotnik wystawił świadectwo, w którym zawarłby swoje zarzuty w stosunku do poszczególnych Niemców. Świadectwa te były później w latach 1947-48 wykorzystane w procesie przeciwko kierownictwu Lohmann Werke, który odbył się przed Sądem Wojewódzkim w Łodzi.

Pobyt w browarze dla pabianiczan trwał tylko kilka dni, potem przeniesiono ich do szkoły na Diebrὅckstrasse, gdzie warunki były o wiele lepsze od poprzednich. Trwała jeszcze wojna, lecz dzień jej zakończenia był już bliski. W czasie kwaterowania w szkole, dzięki inicjatywie strugacza z Lohmann Werke ostatniego przed wojną drużynowego harcerzy im. Jana Kilińskiego przy szkole nr 3 w Pabianicach -  Kazimierza Jakubowskiego, powstała drużyna harcerska, skupiająca młodzież z Pabianic, byłych robotników Lohmann Werke.

Lohmannowcy

Radosny był dzień zakończenia wojny, 9 maja 1945 r. Następnego dnia wszystkich przymusowych robotników z Herford i całej okolicy (ok. 10 tysięcy Polaków, Rosjan, Czechów, Jugosłowian) przeniesiono do koszar wojskowych, gdzie warunki bytowe były wprost idealne. Herford znalazł się w brytyjskiej strefie okupacyjnej. Dzięki opiece UNRA zaczął się okres intensywnego odżywiania wszystkich wywiezionych na przymusowe roboty. Cotygodniowe paczki żywnościowe zorganizowała kuchnia w koszarach, gdzie „rządziła” kuchmistrzyni z Lohmann Werke, pani Owczarkowa, serwując często tłusty gęsty ryż, pozwoliło po kilku tygodniach postawić na nogi wszystkich deportowanych. Lohmannowcy trzymali się razem, zajmując 2 budynki koszarowe. Młodzież z Pabianic garnęła się do sportu, sprzętu do jego uprawiania było na miejscu dużo, był basen pływacki, boiska, często więc organizowano mecze piłki nożnej, zawody pływackie i lekkoatletyczne.

Zorganizowana drużyna harcerska pełniła służbę porządkową na terenie koszar, starsi wiekiem harcerze, służbę wartowniczą pełnili przy bramie wejściowej razem z żołnierzami angielskimi. Na placu apelowym co niedzielę były msze święte polowe, odprawiane przez polskich kapelanów wojskowych. Kilku pabianiczan ożeniło się w koszarach, biorąc za żony wcześniej poznane dziewczyny. Nieliczni próbowali na własną rękę wracać do zostawionych rodzin w kraju, co zaraz po wojnie nie było rzeczą łatwą ani bezpieczną. Kilka rodzin z Pabianic pozostało na starych kwaterach w Sundern.

Dalsze losy niektórych pabianiczan, byłych robotników Lohmann Werke potoczyły się różnie. Kilku mających krewnych na Zachodzie , wyjechało do nich szukając lepszego szczęścia, inni zaciągnęli się do kompanii wartowniczych i innych jednostek pomocniczych przy Armiach Sprzymierzonych, gdzie chętnie byli przyjmowani ze względu na trwającą jeszcze wojnę z Japonią. Do koszar w Herfordzie ściągnęła  też grupa innych pabianiczan, którzy przymusowo wywiezieni do Niemiec, pracowali w różnych zawodach w okolicach Herford.

Pod koniec maja 1945 roku Anglicy zarządzili opuszczenie koszar przez wszystkich byłych robotników, koszary potrzebne były dla własnych wojsk okupujących Niemcy. Robotnicy krajów zachodnich ewakuowani zostali przez swoje władze w ciągu dwóch dni. Polacy ze względu na skomplikowaną sytuację polityczną, na razie nie kwapili się do powrotu do kraju w jego obecnych granicach, nie popierali Rządu Tymczasowego.

Anglicy postanowili stworzyć obóz tylko dla Polaków w okolicach na wschód od Herford obok miasta Minden nad rzeką Wezerą. W tym celu zarządzeniem władz angielskich wysiedlono niemieckich mieszkańców siedmiu wsi, osiedlając tam Polaków. Były to miejscowości: Wietersheim, Lahde, Raderhorst, Frille, Bὓrde, Pӓpinghausen i Hammer. Tutaj Polacy pozostawali w dalszym ciągu pod opieką władz angielskich i korzystali z pomocą UNRA. Zorganizowano polskie władze samorządowe, nad całością obozu stał wyższy oficer łącznikowy, Polak.

W lipcu dzięki staraniom trzech pabianickich inżynierów za pobory niewypłacane robotnikom Lohmann Werke na cmentarzu w Sundern ustawiono i poświęcono tablicę pamiątkową poległym w czasie działań wojennych 1944-1945, robotnikom z Pabianic. W czasie uroczystości żałobnych odprawiono mszę świętą polową. Uczestniczyli wszyscy dawni koledzy poległych, pozostający w tym czasie na obczyźnie. Później w dniach 25-27.10.1960 r. groby Polaków z Sundern, przeniesione zostały na wielki międzynarodowy cmentarz chwały w Stukenbrock, gdzie obok Polaków spoczywają prochy przymusowych robotników z całej Europy i 65.000 samych jeńców radzieckich zamordowanych w pobliskim obozie Stalag nr 236-VI-K Eselsheide-Stukenbrock.

W tym okresie w Pӓpinghausen powstał zespół teatralny, w którym w większości występowali pabianiczanie. Dla dzieci polskich zorganizowano szkołę, w kaplicy w Cammer odbywały się coniedzielne nabożeństwa. Bardzo aktywnie włączyli się do życia kulturalnego harcerze, organizując częste ogniska dla ogółu mieszkańców. Dzięki pomocy angielskich władz wojskowych urządzono całomiesięczny obóz harcerski w Raderhorst.

Latem 1945 r. nie było jeszcze zorganizowanych transportów repatriacyjnych do Polski. Małe grupki pabianiczan, próbowały na własną rękę przedostać się do kraju. Po wielu perypetiach, różnymi środkami komunikacji, odcinkami nawet pieszo, po wielu dniach podróży wracali szczęśliwie do Pabianic. Niektórzy jednak po kilku tygodniach pobytu w rodzinnym miescie, po zapoznaniu się z sytuacją w kraju, nielegalnie powrócili do Niemiec i znaleźli się znowu w Pӓpinghausen.

Pierwszy oficjalnie zorganizowany transport repatriacyjny odjechał w pierwszych dniach listopada 1945 roku. Zdecydowała się na powrót prawie połowa wszystkich robotników Lohmann Werke. Od tamtej pory co miesiąc odchodziły transporty do Polski drogą lądową samochodami wojskowymi  angielskimi do granicy na Odrze i Nysie, lub drogą morską z Lubeki do Szczecina lub Gdańska.

Małe Pabianice

Drużyna harcerska im. Władysława Sikorskiego powstała na terenie Niemiec w mieście Hefrord w Westfalii, jeszcze w czasie trwania działań wojennych, dnia 10 kwietnia 1945 r. z inicjatywy druha phm. Kazimierza Jakubowskiego, ostatniego przed wybuchem wojny drużynowego harcerskiej drużyny im. Jana Kilińskiego, zwanej „Czarną Trójką” – jednego z pierwszych organizatorów konspiracyjnych zastępów Szarych Szeregów w Pabianicach na przełomie lat 1939-40.

Zwoływał on byłych harcerzy członków Szarych Szeregów oraz młodzież z Pabianic zatrudnionych w fabryce Lohmann Werke w Pabianicach wywiezionych przymusowo do Herford w sierpniu 1944 r. – wyzwolonych 3 kwietnia 1945 r.

Na pierwszym założycielskim zebraniu chęć przystąpienia do drużyny wyraziło 20 chłopców. Pierwszym drużynowym zostaje dh. Kazik Jakubowski, przybocznym Zygmunt Kraj. Początkowo drużyna składa się z dwóch zastępów. Z upływem dni wzrasta liczba druhów i zastępów nie tylko pabianiczan, ale również innych polskich chłopców wywiezionych na roboty przymusowe do Niemiec.

Pod koniec kwietnia 1945 r. wszystkich Polaków z miasta Herford i okolic przekwaterowano do byłych koszar poniemieckich, i tam oprócz normalnych zajęć harcerskich, starsi wiekiem harcerze pełnili służbę pomocniczą wraz z żołnierzami wojsk okupacyjnych.

Po zakończeniu wojny pod koniec maja 1945 r. utworzono Polski Ośrodek dla Deportowanych nr 321 (DPC) w Ladhe k. Winden nad rzeką Wezerą w Westfalii. W skład ośrodka wchodziło kilka miejscowości – razem około 12 tysięcy Polaków. W miejscowościach tych powstawały nowe drużyny harcerskie. W Pӓpinghausen, gdzie mieszkała najliczniejsza grupa Polaków z Pabianic, i gdzie istniała najwcześniej założona drużyna powołano komendę Hufca z dh. Kazikiem Jakubowskim, jako hufcowym. Po nawiązaniu kontaktu z istniejącą przy Sztabie I Dywizji Pancernej Gen. Stanisława Maczka w Celle, Komendą Chorągwi Harcerskiej na obszar okupowanych Niemiec, której komendantem był kapitan WP – hm. Jerzy Henryk Szcześniewski – Hufiec w Pӓpinghausen przyjął regionalną nazwę „Mazury” – Chorągiew „Żurawie”. Do swojej dyspozycji drużyna miała świetlicę, a komenda Hufca na swoją siedzibę mały barak.

W ramach pomocy z UNRA harcerze otrzymywali buty, mundury typu wojskowego oraz krótkie spodnie i koszule, które służyły jako letnie mundury. Emblematem drużyny była biało-czerwona tarcza z lilijką ZHP noszonymi na lewym rękawie, wyżej na czerwonym tle, biały półokrągły napis: Boy Scout, na prawym ramieniu napis Poland. Chusty były granatowe, które nawiązywały do tradycji przedwojennej „Czarnej Trójki” z Pabianic. Starsi harcerze otrzymali także reprezentacyjne bluzy z metalowymi guzikami.

Przy drużynie harcerzy powstaje także drużyna żeńska, której drużynową zostaje Lidka Górna, przyboczną Marysia Tomaszewska, obie pabianiczanki. Zorganizowano też liczną gromadę  zuchów, której wodzem był dh. Majchrowski, a po jego wyjeździe do kraju, dh. R. Kudliński. Drużynowymi w Pӓpinghausen byli kolejno: Jurek Hilczer, Wojtek Kawecki, Tadek Dembowski. Przybocznymi: Kostek Biernacki i Rysiek Kudliński. Komenda Hufca: hufcowy Kazik Jakubowski, zastępca Zygmunt Kraj. Członkami byli: II zastępca Zdzisiek Sieradzan, kronikarz S. Żuber, Tadek Dembowski, Rysiek Kudliński, Jurek Hilczer. Skład drużyny i hufca były płynne ze względu na repatriacje do kraju.

Drużyna harcerska im. Gen. Władysława Sikorskiego w Pӓpinghausen liczyła 6 zastępów chłopców i 3 zastępy dziewcząt , w różnych okresach 60-70 harcerzy i harcerek.

I zastęp „Puchaczy” zastępowy Bogdan Tomczyk

II zastęp „Jeleni” zastępowy Wiesiek Tomczyk

III zastęp ”Tygrysów” zastępowy Stasiek Żuber

IV zastęp ”Niedźwiedzi” zastępowy Wojtek Kawecki

V zastęp „Wilków” zastępowy  Tadek Druch

VI zastęp „Lisów” zastępowy Jurek Hanczka

Wszystkie zastępy posiadały własne proporczyki wykonane własnoręcznie. Pierwszy obóz na poziomie drużynowych – zastępowych zorganizowany był przy dużej pomocy angielskich władz okupacyjnych. Anglicy dostarczyli namioty, sprzęt obozowy, zaprowiantowanie wojskowe.

To wszystko dzięki majorowi Morelowi, który był skautem i okazywał wiele życzliwości polskim harcerzom. Obóz odbył się w sierpniu 1945 r. w miejscowości Raderhorst, wśród pięknych lasów. Komendantem obozu był dh. Kazik Jakubowski – oboźnym dh. Zygmunt Kraj. W czasie trwania obóz kilkakrotnie wizytowali przedstawiciele władz angielskich i UNRA. Na obozie przeprowadzono egzaminy na stopnie harcerskie i uzyskano sprawności.

Po zakończeniu obozu dzięki specjalnej przepustce na bezpłatny przejazd pociągiem, zorganizowano wycieczkę do miast: Hanower, Celle, Falingbosten, Unterlὓss i obozu koncentracyjnego Belsen-Bergen. W Celle, gdzie była siedziba Komendy Chorągwi, zorganizowano specjalne ognisko z miejscowymi harcerzami, jeńcami wojennymi z powstania warszawskiego.

Przez cały czas istnienia drużyny w Pӓpinghausen brała ona aktywny udział w życiu społecznym i kulturalnym ośrodka, organizowała częste ogniska i wieczornice, uczestniczyła w uroczystościach o charakterze narodowym, świętach religijnych, stworzyła własny zespół teatralny, obecna była na uroczystości odsłonięcia tablicy pamiątkowej na grobie pabianiczan, robotników firmy Lohmann Werke poległych w czasie działań wojennych 1944-45 r. w Bielefeld i Sundern.

Na gwiazdkę w 1945 r. harcerze z drużyny otrzymują legitymacje Związku Harcerstwa Polskiego w Niemczech i należne im Krzyże Harcerskie. W styczniu 1946 r. hufiec „Mazury” i drużyna w Pӓpinghausen są organizatorami kursu dla drużynowych z terenu całej Chorągwi „Żurawie”. W marcu w odprawie instruktorów, hufcowych i drużynowych Chorągwi „Żurawie” w Gὅttingen, biorą udział przedstawiciele  Hufca „Mazury” z Papinghausen, druhowie Stach Żuber i Rysiek Kudliński. Kwiecień 1946 r. był miesiącem pierwszej rocznicy powstania  drużyny harcerskiej im. gen. Władysława Sikorskiego. Z tej okazji wydano okolicznościową „Jednodniówkę”, odbyła się galowa zbiórka i apel.

Maj 1946 r. Z okazji święta Konstytucji 3 Maja, odbyła się doniosła uroczystość wręczenia i poświęcenia sztandaru dla Hufca Harcerskiego. Po uroczystej mszy św. odbyła się uroczysta akademia z udziałem  zespołu harcerskiego. Aktu poświęcenia sztandaru i wbicia tradycyjnego gwoździa  dokonał biskup polowy WP Józef Gawlina, który w tym czasie wizytował Polski Ośrodek 321 w Lahde, wręczając harcerzom obrazki z własnoręczną dedykacją. Sztandar wyszyła utalentowana hafciarka z drużyny żeńskiej druhna Janka Boruta.

W czasie Zielonych Świąt 1946 r. drużyna asystowała w uroczystej mszy św.  i prowadziła dzieci polskie, które przystępowały do pierwszej Komunii św. W święto Bożego Ciała harcerski poczet sztandarowy szedł na przedzie uroczystej procesji.

W październiku 1946 r. większość harcerzy z Pabianic, decyduje się na powrót do Polski. Cały majątek Hufca i drużyny: Sztandar, Kroniki, pamiątki pozostały w Komendzie Hufca w Pӓpinghausen w dyspozycji  nowo wybranej Komendy Hufca i Rady Drużyny, pozostających  na emigracji w Niemczech. (Opracowali: druh Ryszard Kudliński i druh Stanisław Żuber)

O pabianickiej filii Lohmann Werke pisała Helga Kohne w książce „Deckname Genofa. Zwangsarbeit in Raum Herford 1939 bis 1945” Bielefeld 1992,  (s. 102-113).



https://www.westfalen-blatt.de/OWL/Kreis-Herford/Hiddenhausen/3202769-Ausstellung-zeigt-Schicksal-verschleppter-Polen-350-Zwangsarbeiter-in-Sundern

https://www.zellentrakt.de/downloads/materialien/Publikation_Deckname_Genofa.pdf


***

W 1992 roku Gazeta Pabianicka informowała: W roku 1940 Szkoła Rzemiosł imienia Jana Kilińskiego przy ulicy ks. Piotra Skargi stała się filią niemieckiej firmy Lohmann-Werke. Wielu jej pracowników – pabianiczan wywieziono za działalność w Szarych Szeregach do obozów koncentracyjnych, w końcu całą filie przeniesiono do centrali tej fabryki w niemieckim mieście Bielefeld. Do roku 1945 zginęło 19 pracowników tej firmy: Antoni Adamczyk, Zenon Bartoszek, Agnieszka Chojnacka, Zygmunt Dychto, Tadeusz Frankiewicz, Antoni Gajda, Stanisław Kaczmarek, Józef Kowalski, Zdzisław Książczyk, Jerzy Łacwik, Roman Misiewicz, Roman Molenda, Henryk Mirowski, Czesław Możyszek, Karol Pietraszek, Waldemar Śpionek, Hieronim Tszydel, Ryszard Wulkiewicz, Bogumił Zawodziński.

Dla uczczenia pamięci tych robotników na ścianie budynku Zespołu Szkół Mechanicznych im. Jana Kilińskiego umieszczono tablicę pamiątkową. Nastąpiło to z inicjatywy Sekcji Historycznej działającej w tej szkole od jesieni 1989 roku pod przewodnictwem mgr. inż. Mieczysława Zięby. Zbiórką pieniędzy na wykonanie tablicy zajęli się członkowie Komitetu Fundacji Tablicy Stanisław Żuber i Ryszard Kudliński. Odlaniem tablicy w mosiądzu (o wymiarze 98x60 cm) zajął się inż. Zbigniew Kluczak. Uroczystość odsłonięcia tablicy rozpoczęła się od mszy świętej w kościele św. Mateusza. Poświęcenia tablicy dokonał dziekan kanonik ks. Jan Szuba. Po przemówieniach przybyłych na uroczystość burmistrza gminy Hiddenhausen (teren firmy Lohmann-Werke) Harry’go Rieso i redaktor Helgi Kohne z Herford odsłonięcia tablicy dokonał dyrektor szkoły – Jan Ramisz. W uroczystości uczestniczył sekretarz miasta Mieczysław Mik. Delegacja niemiecka spotkała się też z byłymi robotnikami firmy Lohmann-Werke w siedzibie Towarzystwa Przyjaciół Pabianic, zwiedziła miasto, podejmowana była w Urzędzie Miasta. W dniu następnym uczestniczyła w śniadaniu z udziałem prezydenta miasta Marka Firkowskiego i sekretarza UM – M. Mika. W drodze powrotnej goście niemieccy zwiedzili teren byłego obozu koncentracyjnego w Radogoszczy.

W komitecie Fundacji Tablicy Pamiątkowej pracowali: Mieczysław Zięba - przewodniczący, Stanisław Żuber – wiceprzewodniczący, Jerzy Popa –sekretarz, Ryszard Kudliński – skarbnik, Jan Ramisz – dyrektor Zespołu Szkół Mechanicznych, Alicja Dopart – prezes Towarzystwa Przyjaciół Pabianic, Zygmunt Luboński – przewodniczący Światowego Związku Żołnierzy AK w Pabianicach oraz Tadeusz Szafrański i Jerzy Możyszek. (W. Nowak „Tablica pamiątkowa lohmanowców”, Gazeta Pabianicka, 16 IX 1992 r.)

3 kwietnia 1992 r. w Sundern koło Herford w Niemczech, odbyła się na miejscowym cmentarzu uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej przywiezionej z Pabianic przez delegację byłych robotników Lohmann-Werke.

Tablica, odlana z brązu o masie 35 kg, poświęcona została pamięci: Janiny Bochenek lat 19 ur. w Warszawie, Zdzisława Książczaka lat 16 ur. w Pabianicach i Waldemara Śpionka lat 18 ur. w Pabianicach. Zginęli oni 3 kwietnia 1945 roku w płonącym baraku podczas wkraczania amerykańskich oddziałów do Sundern.

W miejscowości tej – jak wielu pabianiczan jeszcze pamięta – znajdowała się, ewakuowana w sierpniu 1944 r. z Pabianic, filia zbrojeniowej fabryki Lohmann AG Bielefeld wraz z 350- osobową polską załogą.

W uroczystości udział wzięli przedstawiciele władz gminy Hiddenhausen, w której znajduje się Sundern, z burmistrzem Harry Rieso, przedstawiciele Stowarzyszenia „Arbeit und Leben” okręgu Herford , z burmistrzem okręgu Herford z przewodniczącą Helgą Kohne, pastorem miejscowego kościoła, delegacja z Pabianic w składzie: Ryszard Kudliński, Tadeusz Szafrański i Stanisław Żuber oraz przedstawiciele prasy i inni. Przyjechał też Pabianiczanin, Kazimierz Woldański, zamieszkały na stałe w Münster.

W okolicznościowym przemówieniu burmistrz Harry Rieso przypomniał ciężkie warunki życia i pracy polskich robotników przymusowych Lohmann-Werke w Sundern, mówił również o tym, że w 1960 roku groby pabianickich robotników na cmentarzu w Sundern zostały zlikwidowane, a ciała ekshumowane na wielki cmentarz ofiar hitleryzmu w Studebrock. Tablica nagrobna, ufundowana w sierpniu 1945 r. przez pabianiczan z Lohmann-Werke, zaginęła w nieznanych okolicznościach. Na tablicy tej znajdowały się także nazwiska pracowników Lohmann-Werke z Pabianic, którzy zginęli podczas bombardowania Bielefeld we wrześniu 1944 roku. Byli to: Agnieszka Chojnacka, Zygmunt Dychto, Antoni Gajda i Stanisław Kaczmarek. Dlatego też, w wyniku pobytu 11-osobowej grupy byłych robotników Lohmann-Werke we wrześniu 1989 w Herford na zaproszenie „Arbeit Und Leben” i przeprowadzonych wtedy rozmów na ten temat z dyrektorem gminy, Klausem Korfmeyerem, podjęto decyzję symbolicznego powrotu na cmentarz do Sundern tych polskich przymusowych robotników, którzy dokładnie przed 47 laty zginęli w Sundern.

W imieniu byłych robotników Lohmann-Werke z Pabianic z krótkim przemówieniem wystąpił Tadeusz Szafrański. Uroczystość zakończono minutą milczenia.

Po uroczystości odbył się wspólny obiad, podczas którego wręczono skromne upominki gospodarzom i przedstawicielom stowarzyszenia „Arbeit und Leben” od prezydenta m. Pabianic, prezesa Towarzystwa Przyjaciół Pabianic Alicji Dopart i delegatów z Pabianic.

Następnego dnia, 4 kwietnia 1992 r. w obydwóch miejscowych gazetach: Neue Westfalische Zeitung i Westfalen Blatt ukazały się informacje z przebiegu uroczystości wraz z fotografiami. Tytuły w gazetach nawiązywały do fragmentów przemówienia Tadeusza Szafrańskiego – „Geheimnig des Versöhnung heisst Erinnerung – Tajemnicą pojednania jest pamięć”. W duchu tej wypowiedzi przebiegała cała wizyta delegacji z Pabianic. Podczas swojego pobytu od 2 do 5 kwietnia delegaci odwiedzili dawne miejsca pracy również w Bielefeld, koszary w Herford i inne miejsca, gdzie przebywali w latach 1945-1946.

Na cmentarzu w Sundern dokładnie ustalili miejsca dawnych grobów pabianiczan. Byli również gośćmi niemieckich rodzin w Sundern i Herfordzie. Przewodnicząca Arbeit un Leben OGB/VHS w Herfordzie Helga Kohne przekazała pabianickiej delegacji 13 egzemplarzy świeżo wydanej książki pt. „Kryptonim Genofa”, opisującej historię robotników przymusowych w okręgu herfordzkim w latach 1939-1945. Wiele miejsca w tej książce poświęcono historii robotników przymusowych Lohmann-Werke ewakuowanych z Pabianic do Sundern (na podstawie opisów oryginalnych fotografii i fotokopii dokumentów zebranych i przekazanych przez byłych pracowników Lohmann-Werke, zorganizowanych w Komisji Historycznej działającej przy Zespole Szkół Mechanicznych pod kierunkiem Mieczysława Zięby).

Dobrze by było, aby to przyjazne spotkanie przerodziło się w dalszą kontynuację wspólnej działalności, na przykład w zakresie wymiany doświadczeń pomiędzy szkołami. (Tadeusz Szafrański „Symboliczny powrót”, Gazeta Pabianicka, 22 IV 1992 r.)



Autor: Sławomir Saładaj


W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij