www.um.pabianice.pl
Pabianice znajdują się w aglomeracji łódzkiej. Stanowią zarazem centrum 120-tysięcznego powiatu. Funkcjonują tutaj najważniejsze dla społeczności instytucje i urzędy. Miasto liczy 60 tys. mieszkańców i obejmuje obszar 33 km2.

Harcerze

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

Rok 1912: pabianicka młodzież dowiaduje się o skautingu. Niebawem powstaje pierwsza drużyna harcerska. Druhowie spotykają się w konspiracji przed rosyjskim zaborcą.

Stefan Trzaska, uczeń czwartej  klasy Szkoły Handlowej, przeczytał tłumaczenie książki założyciela skautingu Roberta Baden-Powella „Scauting for Boys”. Trzaska działał wtedy w ruchu młodzieżowym i Towarzystwie Gimnastycznym Sokół. Miał zdolności przywódcze, był dobrym organizatorem. W tym czasie ksiądz Teodor Zaleski organizował na plebanii tajne spotkania młodzieży. Dyskutowano o historii Polski, literaturze i odzyskaniu niepodległości. Coraz częściej rozmawiano też podobno o skautingu. To pierwsze wzmianki na temat historii harcerstwa, zgromadzone w materiałach Hufca ZHP Pabianice.

Zastępy wystąp!

Na przełomie 1912 i 1913 r. w Szkole Handlowej powołano pierwsze zastępy skautowe. Pierwszy zastęp tworzyli: Zygmunt Fuks – zastępowy oraz Kazimierz Guzenda, Antoni Krakowski, Michał Zając, Zygmunt  Petrykowski, Eugeniusz Maciejewski, Stanisław Chodakowski i Jan Skubiszewski. W skład drugiego zastępu weszli: Zygmunt Wróbel – zastępowy, Stefan Trzaska, Adam Przybylski, Adam Grzegorzewski, Adam Denus, Adam Śmiałkowski i Kazimierz Staszewski.

Zawiązywał się też pierwszy zastęp żeński w  składzie: Wocalewska, Zofia Chodakowska, O. Kalecińska, Knorówna, A. Wojsówna, Z. Pączkiewiczówna i J. Godlewska.

W 1913 r. Stefan Trzaska powołał zastęp pozaszkolny. Należeli do niego chłopcy z Sokoła: Edmund Maciejewski – syn robotnika (został zastępowym), Edward Kiełczewski – syn wójta z Górki Pabianickiej, Józef Konderak – pisarz gminny, Wincenty Kabza – syn fotografa oraz synowie robotników: Leopold Samuel, Bronisław Tuge, Walerian Pabisiak, Kazimierz Popa, Stefan Kopias i Jan Klimek.

Co robili pierwsi skauci?

Zastępy miały zbiórki konspiracyjne – w prywatnych mieszkaniach, sali ćwiczeń Towarzystwa Gimnastycznego Sokół lub na plebanii przy kaplicy – u księdza Teodora Zaleskiego. Dla zmylenia carskich szpicli ksiądz skrzyknął parafialny chór i orkiestrę. W ten sposób skauci wtapiali się w tłumek muzyków i chórzystów.

Harcerze z Pabianic naśladowali skautów z wolnych krajów. Czytali książki wydawane przez założycieli ruchu. Andrzeja Małkowskiego ”Skauting jako system wychowania młodzieży”. Uczyli się terenoznawstwa, urządzali gry polowe, ćwiczyli dyscyplinę i musztrę bojową. Dyskutowali o historii Polski, czytali polską literaturę, rozmawiali o przyszłości kraju. Trak rozwijał się duch niepodległości.

Latem urządzano ćwiczenia w terenie. Robiono to na wzór ćwiczeń opisywanych w książce Małkowskiego. Nasi harcerze ćwiczyli w majątku ziemskim Szwajcera koło Łasku i w majątku Chodkowskich w Wymysłowie koło Dobronia.

Skauting był przygodą. Miał też przygotować chłopców do walki o wolność ojczyzny. Dlatego obowiązywały zasady konspiracji. Latem podczas gier terenowych zastęp Zygmunta Wróbla wytropił gajowy. Skauci stracili mapy, laski i werbel. Chłopcom groziło aresztowanie i wydalenie ze szkoły. Jednak udało się przekupić gajowego i uniknąć przykrych konsekwencji. Gajowy wziął od skautów 5 rubli łapówki.

Szkolenia skautów

Najzdolniejsi skauci byli wysyłani na kursy organizowane przez Komendę Skautową we Lwowie, „Zarzewiacką” Komendę Drużyn Strzeleckich w Krakowie i Sokoła w Warszawie. W 1913 r. na kurs do Warszawy pojechał Stefan trzaska. W 1914 r. podczas ferii wielkanocnych na przeszkolenie wysłano do Krakowa trzech druhów z Pabianic: Jana Skubiszewskiego, Antoniego Krakowskiego i Zygmunta Wróbla. W lipcu dla chłopców z trzech zaborów zorganizowano kurs skautowy w Skolem koło Lwowa. Ćwiczyli tam: Stefan Trzaska i Jan Klimek. Kurs przerwał (po dwóch tygodniach) wybuch pierwszej wojny światowej.

Udział w kursach na terenie sąsiedniego zaboru był niebezpieczny. Wyjeżdżając za granicę, skauci mieli fałszywe paszporty. Szkolenia pozwalały zdobywać wiedzę niedostępną w legalnej szkole. Po powrocie do Pabianic skauci przekazywali kolegom wiadomości zdobyte w konspiracji.

Harcerstwo stawało się coraz bardziej atrakcyjne. Patriotyzm i marzenia o niepodległości ojczyzny przyciągały do skautingu pabianiczan młodych i ambitnych.

Pierwsza drużyna

Z połączenia zastępów powstała pierwsza drużyna skautowa (koniec 1913 roku). Utworzono ją w Szkole Handlowej. Patronem został Tadeusz Kościuszko. Pierwszym komendantem był Stefan Trzaska. Jego zastępcą Zygmunt Wróbel.

Gdy do Pabianic wkroczyły wojska niemieckie, drużyna Tadeusza Kościuszki stała się organizacją nielegalną. Dopiero w 1917 r. oficjalnie przyjęto ją do Związku Harcerstwa polskiego. Wtedy też „kościuszkowcy” podzielili się na trzy mniejsze gromady: II Drużynę im.  Waleriana Łukasińskiego i III Drużynę im. Henryka Sienkiewicza. W I drużynie była młodzież szkolna, w II i III – robotnicza i rzemieślnicza.

(Wspomnienia Stefana Trzaska „Z notatnika starego harcerza pabianickiego” ukazały się w Gazecie Pabianickiej z 5 października 1930 roku)

Gazeta Pabjanicka - Nr 40, 1930 rok

6 grudnia 1914 roku: Pabianice znalazły się pod okupacją niemiecką. Polscy harcerze są wspierani przez okolicznych ziemian. W rozległych posiadłościach mają obozy, szkolą się. Dostają jedzenie.

Młodzieńcze zapędy do walki o wolność ojczyzny były hamowane przez Naczelną Komendę Skautową w Warszawie. Komenda obawiała się rozlewu krwi. Choć okupant pozwalał na wiele, komenda zabraniała polskim harcerzom wstępowania do legionów. Harcerzom nie wolno było brać udziału w nabożeństwach i manifestacjach publicznych z okazji rocznic narodowych. Ale publiczny odczyt księdza Kazimierza Lutosławskiego z Naczelnej Komendy Skautowej w Warszawie, negujący znaczenie zbrojnych powstań narodowych w latach 1831 i 1863, spowodował rozłam w skautingu.

Ksiądz Lutosławski musiał ustąpić z NKS. Na jego miejsce powołano Konrada Chmielewskiego i ks. Jana Mauersbergera. Jednak młodzieży obce były przepychanki „na górze”, interesowała ją walka o niepodległość Polski. Latem 1915 roku do służby  w legionach ochotniczo wstąpili starsi pabianiccy harcerze: Zygmunt Wróbel, Jan Klimek, Jan Gertner, Józef Konderak, Władysław Godlewski, Henryk Świetlicki i Józef Szymański.

Jesienią 1916 r. w Warszawie powołano związek Harcerstwa Polskiego. W jego skład weszły: Naczelna Komenda Skautowa, Polska Organizacja Skautowa, Związek Skautek polskich oraz Junactwo. Odznakami ZHP ustanowiono Krzyż Harcerski i Lilijkę. Zaczęły obowiązywać nazwy: harcerstwo, harcerz i harcerka. Przewodniczącym Naczelnej Komendy ZHP został ks. Jan Muersberger.

Od 1917 r. w Pabianicach tworzyły się nowe drużyny harcerskie. 7 września powołano II Drużynę Harcerską im. Józefa Poniatowskiego. Jej drużynowym został Franciszek Janowski, uczeń Szkoły Handlowej. Powstała III Drużyna im. Henryka Sienkiewicza (w 1919 r. zmieniła patrona na Jana Kilińskiego). Jej drużynowym mianowano Eugeniusza Maciejewskiego. Pierwszym komendantem obwodu został Zygmunt Fuks.

Na początku 1917 r. do Pabianic dotarł nowy regulamin i wytyczne do pracy z drużynami. Duże znaczenie przykładano do zajęć wychowawczych z młodzieżą, zwłaszcza najmłodszą. Akcentowano potrzebę nauki zawodu, rozwoju fizycznego, organizowania biwaków i wycieczek. Regulamin określał warunki przyjmowania chłopców do harcerstwa. Obniżono wiek – do dwunastu lat – za zgodą rodziców.

Nie każdy mógł być harcerzem. Wymagano dobrych wyników w nauce i wzorowego zachowania. Kandydat miał dwutygodniowy okres próbny, po którym przyjmowano go do zastępu przygotowawczego. Harcerz składał wtedy przyrzeczenie: „Mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Bogu i Ojczyźnie, nieść chętną pomoc bliźniemu i być posłusznym Prawu Harcerskiemu”.

Niebawem powołano Związek Zuchów – organizację dla chłopców w wieku od 8 do 12 lat. Zuchy były przygotowywane do harcerstwa. Pierwszą drużynę zuchów przy Komendzie Obwodu w Pabianicach zawiązał w 1917 r. Edmund Maciejewski. Zbiórki mieli w prywatnych mieszkaniach rodziców, m. in. Bolesława, Radosława i Gryzeldy Hansów.

Latem 1918 r. w Pabianicach było już 230 harcerzy i zuchów. Zygmunta Fuksa na funkcji komendanta obwodu zastąpił Edmund Maciejewski. Drużynowym III Drużyny został Karol Pietrasiak. Drużynowymi I Drużyny im. T. Kościuszki – Franciszek Janowski, a II Drużynę im. J. Poniatowskiego przejął Stanisław Morawski.

Drużynę harcerską z Dłutowa zaliczano do Hufca Pabianice. W 1918 r. zlikwidowano  okręgi i obwody. Zaczęto używać nazw: chorągiew i hufiec.

W listopadzie 1918 r., gdy pojawiła się nadzieja na niepodległość Polski, Naczelny Inspektorat Harcerski wydał rozkaz tworzenia Pogotowia Młodzieży. Zadaniem było przygotowanie harcerzy do wojskowej służby pomocniczej. Komendant pabianickiego Hufca – Edmund Maciejewski, powołał do Pogotowia Harcerzy funkcyjnych i starszych.

Pabianicka młodzież szykowała się do walki. Plan akcji rozbrajania Niemców opracował Sztab Polskiej Organizacji Wojskowej. Liczył on na pomoc harcerzy i uczniów Szkoły Handlowej. Komendant Hufca zarządził zbiórkę alarmową Pogotowia Młodzieży. Przyszło kilkudziesięciu harcerzy. Mieli jeden pistolet, kilka żelaznych prętów i metalowe laski. Dołączyło do  nich 30 uczniów Szkoły Handlowej. Tak „uzbrojeni” wyszli na miasto. Udało im się rozbroić kilku żołnierzy niemieckich, zająć pocztę, dworzec kolejowy i Starostwo. Harcerze rozbrajali też „landszturmowców”, skoszarowanych w fabryce papieru i zakładach chemicznych. Z dobrze uzbrojonym oddziałem Huzarów Śmierci, stacjonującym w fabryce Kindlera, pertraktowali. Udanie, bo nie polała się krew. Oddział Huzarów Śmierci wyszedł z fabryki i pomaszerował za miasto.

Przez kilka kolejnych dni harcerze i uczniowie stali na posterunkach w opanowanych obiektach. Starsza młodzież została zaliczona do kompanii wojskowych ochotników. Powołał ją pierwszy komendant miasta – kapitan Antoni Jankowski.(Katarzyna Giedrojć „Jak się harcerstwo wykluwało” i ”Z prętem na Niemca”, Życie Pabianic nr 13 i nr 29/2012 r. we współpracy z Katarzyną Golińską i Aleksandrą Jarmakowską-Jasiczek)

*

Jednodniówka Legionowa z 1928 roku zamieściła wspomnienia jednego z pabianickich harcerzy, a jednocześnie przyszłego legionisty Władysława Godlewskiego.

Dnia 6 sierpnia 1914 r. nastąpiło oficjalne wypowiedzenie wojny. Radosnym echem odbiła w istniejącym wówczas w Pabianicach zastępie harcerskim wieść, że ”strzelcy idą”. Instynkt nam mówił, że Niemcy wojnę przegrają. Moskale też będą pobici! Dlaczego i jak to stać miało, nie wyobrażaliśmy sobie, choć stawialiśmy mgliste hipotezy w rodzaju: „Moskala pobiją Niemcy i Austriacy, a Niemców i Austriaków pobiją Francuzi i Anglicy”.  To rozumowanie niejednemu wydawało się bardzo śmieszne, dla nas było słuszne.

Zapał jednak, z jakim wybieraliśmy się do Legionów, osłabili nagle sami legioniści. Spodziewaliśmy się  ujrzeć bogobojnych żołnierzy, śpiewających ”Bogarodzicę” , przewracających w ekstazie oczyma i gadających tylko o ojczyźnie, a tu towarzystwo spod „ciemnej gwiazdy”. Klną, aż uszy puchną i śpiewają sprośne piosenki.

Ludzie dbający o zbawienie swojej duszy, jak my harcerze, nie mogli się znaleźć w tak zepsutym towarzystwie. Był tylko jeden między nami, który diabłu duszę zapisał i poszedł…

Wkrótce przybyli ułani. Prawdziwi polscy ułani! Stanęli na rynku przed kościołem. Od razu zyskali naszą sympatię. Naraz zachciało się nam wstąpić do ułanów, lecz nie mieliśmy koni, a bez konia nie ma i ułana. Przybyli polscy ułani. Nikt ich nie widział, nie mogli dostać nawet owsa dla koni …(mieszkańcy byli zdezorientowani, nie wiedzieli jeszcze za kim się opowiedzieć).

Już nic nie stoi nam na przeszkodzie do wstąpienia do Legionów, oprócz rodziców, opinii publicznej i Moskali, którzy ponownie zajęli Pabianice.

Gdy 6 grudnia 1914 r. oblężenie się skończyło i wkroczyli Niemcy, co gorętszy wymyka się z Pabianic. Z organizacji i spoza organizacji. Pojedynczo, ale idą w szeregi legionowe.

Mnie podrywa, a wciąż słyszę, że jestem na miejscu potrzebny. Nie wiem, czy to moja robota psu na budę się przyda, jednak czekam, bo jak mnie zapewniano, mamy pójść razem. Dla towarzystwa dał się Niemiec, ponoć, powiesić, więc i ja dałem się namówić.

Zorganizowana zostaje harcerska poczta polowa, która utrzymuje kontakt, dość ograniczony co prawda, poprzez kordony -  ze światem. Przyjmowane są oprócz krajowych i listy zagraniczne. Zajmujemy się kolporterką wydawnictw niepodległościowych. Współdziałamy ze związkami robotniczymi, zwłaszcza z Narodowym Związkiem Robotniczym, bierzemy udział w organizowaniu Narodowego Związku Chłopskiego. Nie brak nas i na zebraniach Związków Chrześcijańskich, gdzie p. K. zwykł był omawiać samorząd miejski z punktu widzenia odezwy Mikołaja- Mikołajewicza, ochrzczony przez któregoś z niepodległościowców „tworem czarnosecinnej dumy”.

Organizuje się Pogotowie Wojenne (później POW) w którym też bierzemy udział. Harcerstwo się rozwija, choć na ogół mamy boją się, by ich 10-letni synkowie nie poszli do Legionów i zabraniają im być harcerzami. Pomimo to 5 kwietnia 1915 r. istnieją już dwa plutony harcerzy. Od  tego dnia w Pabianicach formalnie istnieje drużyna (poświęcenie sztandaru odbyło się 21 sierpnia 1915 r.)

Na ogół praca związków i organizacji niepodległościowych, do których i harcerstwo należy, nie idzie na razie. Społeczeństwo się oswaja powoli z myślą o niepodległości Polski.

Pewnego pięknego poranka, spakowawszy plecak, wyruszyłem na plac zbiórki, gdzie miała się zebrać cała partia, około 20 ludzi. Na miejscu zastałem tylko Wiktora Kaczorowskiego. Uradziliśmy, nie oglądając się na nikogo, we dwójkę maszerować..

Po kilkutygodniowym przygotowaniu w kadrze dostaliśmy się do 6 pułku Legionów 11 kompanii, w której zastaliśmy Antoniego Łyszkowskiego z Pabianic, występującego pod pseudonimem Wajman.

Po jesiennej ofensywie 1915 roku front legionowy ustalił się nad Styrem i rozpoczęła się nudna walka pozycyjna. Placówki, patrole, podsłuchy – jedyna rozmaitość.

Aż nadszedł dzień 4 lipca 1916 r. – ofensywa generała Brusiłowa. Największa bitwa, jaka w ogóle była na wschodnim froncie. 4-dniowe krwawe zmagania bez wytchnienia. Zaczęło się przygotowaniem artyleryjskim, polegającym na zasypywaniu naszych pozycji tysiącami pocisków. Huk, trzask, krzyki. Tu okopy zawalone, tam ziemianki rozbite, drzewa się walą. Około południa rozpoczął się atak piechoty. (…)

Poprzez huk  dział i trzask karabinów ręcznych słychać ciągłe „Urra!”. Zaczyna to być już denerwujące, kiedyż skończą z tym krzykiem? Coraz nowe masy żołnierstwa pcha dowództwo rosyjskie na nasze pozycje. Tymczasem Moskale przerwali się na skrzydłach przez linie austriackie i niemieckie. Zagrożeni jesteśmy okrążeniem.

To denerwujące „urra!” słychać teraz na prawym skrzydle. Nie było nic innego do roboty, jak wziąć nogi za pas i wiać do drugiej linii, ze 2 km przez odkrytą polanę. Ledwośmy zdążyli dopaść krzaków, a karabin maszynowy już nas kulami gonił. (…)

Na drugi dzień około 4-ej po południu lasami i bagnami, w których już na kilka miesięcy naprzód wytyczyliśmy sobie drogi, zmykamy jak zające.

Koło wsi Konskoje schodzą się I brygada  z III. Jest komendant Józef Piłsudski; żołnierze gromkimi okrzykami witają swego Wodza. Po krótkim odpoczynku oddziały idą dalej. III baon 6 pułku zostaje jako straż tylna. We wsi Perekrestie trzymamy placówkę. Czujemy jak kozactwo się szwenda dokoła, jednak nie zaczepiają nas. Około 3 nad ranem opuszczamy stanowiska. Dochodzimy do wsi Maniewicze. Na wieży cerkiewnej migocze światełko. Nagle światełko gaśnie i jednocześnie rozlegają się ze wszystkich stron strzały i głośne „urra!”, Moskale wrzeszczą „urra” i my wrzeszczymy „urra”. Ostatecznie nie wiadomo, kto kogo atakuje, bo i ciemno jeszcze. Tumult, krzyk, strzelanina. (…)

*

Spośród pabianickich harcerzy wywodzi się wiele barwnych i nietuzinkowych postaci. Zygmunt Luboński (1919-2002) na przykład otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Pabianic (1996), a jego imię nosi skwerek przy ulicy Warszawskiej.  Krzysztof Budziński natomiast był zastępcą naczelnika Związku Harcerstwa Polskiego w latach 2007-2017.
Wikipedia.org - Krzysztof Budziński

Kazimierz Brzeziński w ”Moim indeksie personalnym” (1992 r.)  przedstawił „Skrzata” w harcerskim mundurze.

Jan Dąbrowski – czyli popularny w szeregach harcerskich „Druh Tata”. Małego wzrostu, wiecznie rumiany i uśmiechnięty jest dobrym duchem (a może „Skrzatem”) pabianickiego harcerstwa, do którego wciąż czynnie należy, choć dawno stuknęła mu – sześćdziesiątka. Był to dobry znajomy mojego ojca i pamiętam go z czasów, gdym jako pacholę szedł czasem z ojcem przez miasto, a oni się spotykali, przystawali i serdecznie o czymś – tam gawędzili. Z tamtych zamierzchłych czasów zapamiętałem też jego imię: Jan, a raczej ”Jasiu”, bo tak do niego i o nim zwracał się mój ojciec. Już wtedy wyczuwałem poczciwość bijącą z tego człowieka, którą zresztą mój ojciec zawsze skwapliwie podkreślał. Nie wiem gdzie pracował, ale z owych spotkań z ojcem mogę wnosić że chyba w jakichś miejskich strukturach.

Po wielu, wielu latach ujrzałem pana Dąbrowskiego w mundurze harcerskim i dowiedziałem się, że to zagorzały działacz harcerski.

Wspólnie z druhem Lubońskim działali w Szarych Szeregach, a potem w niezbyt oficjalnym ruchu zmierzającym do przywrócenia dobrego imienia tej organizacji. To imię zawsze było oczywiście dobre, tyle że poprzednie władze nie bardzo chciały uczynić z tego oficjalną prawdę. „Druh Tata” działa w komisji historycznej przy komendzie pabianickiego hufca. Zawsze przed Świętem Zmarłych odbywała się msza za pamięć o poległych harcerzach i na mieście pojawiały się stylizowane na nekrolog ogłoszenia. Jeśli tylko jako organizatorzy wymieniany tam był hufiec (wszystko jedno w jakim ujęciu), z miejsca były rozmowy na linii komitet miejski – komenda hufca). Większych awantur z tego tytułu nie było, bo (przynajmniej w latach osiemdziesiątych) partia miała do harcerzy ogromny sentyment i dużo im wybaczała, ale jednak…

Druh Dąbrowski jeździł na obozy, głosił tam słowo Boże o Szarych szeregach, chodził z harcerzami na msze, słowem – był konspiratorem. Czynnie uczestniczył też w pracach komitetu, którego celem było założenie symbolicznej mogiły poległych harcerzy Szarych szeregów, a potem wybudowanie okazałego pomnika, który za sprawą łódzkiego przedsiębiorstwa PSP (z dyrektorem Andrzejem Gramszem) powstał szybko, tanio i w pięknym kształcie artystycznym na pabianickim cmentarzu.

Jeśli harcerstwo kojarzy się z tężyzną ciała i ducha, to Dąbrowski jest tego uosobieniem. Regularnie uczestniczy w akcjach letnich, a z młodzią harcerską ma kontakt lepszy niż niejeden młodzieżowy instruktor. Szanują go też (ba, kochają) co starsi harcerze, którzy jak wiadomo są bardzo zgraną, rodzinną niemal ”paczką”. Stąd może i przylgnęło do Dąbrowskiego owo ”druh Tata”.

Przy okazji moich, nieczęstych, ale także bardzo serdecznych, kontaktów z harcerzami spotykam się także z tym, bardzo interesującym, człowiekiem. A że doskonale pamięta mojego ojca – tym bardziej serdecznie nam się rozmawia.

Autor: Sławomir Saładaj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij