www.um.pabianice.pl

Pabianice znajdują się w aglomeracji łódzkiej. Stanowią zarazem centrum 120-tysięcznego powiatu. Funkcjonują tutaj najważniejsze dla społeczności instytucje i urzędy. Miasto liczy 62 tys. mieszkańców i obejmuje obszar 33 km2.


Inżynier, kawalerzysta, żeglarz

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

W 2009 r. mieszkający w Kanadzie Harald Krusche obchodził 100-lecie swoich urodzin. Z tej okazji jubilat otrzymał pisma gratulacyjne i życzenia między innymi od wielu przedstawicieli miast polskich, z którymi był związany w  okresie  pobytu w Polsce, od Grudziądza po Łódź. Szczególne relacje łączą Haralda również z Pabianicami.

Harald Wiktor (Harold Victor) Krusche, syn Edwarda i Wandy (Hadrian) urodził się 21 marca w Łodzi, Polska. Wychował się jednak w Pabianicach, które przez pokolenia stanowiły centrum rodzinnego przemysłu tekstylnego, zaopatrującego rynki całego świata. Przed drugą wojną światową Pabianice były pełnym wigoru i tętniącym życiem, wielonarodowościowym i kosmopolitycznym miastem, którego mieszkańcy słynęli z ciętego dowcipu. Wujowie Krusche  potrafili  także robić żarty sytuacyjne na dużą skalę. Po wojnie zaludnienie zmalało prawie o połowę, fabryki uległy zniszczeniu lub sowietyzacji, duch miasta zniknął bezpowrotnie. O istnieniu specyficznego poczucia humoru  w tym rejonie zaświadcza książka Wilfrieda Spectatora (Reinhold Piel z Pabianic) „Ne Mütze voll Witze aus Lodz und Pabianice (Głowa- czapka- pełna wiców z Łodzi i Pabianiców), wydana w 1913 r. przez Augusta Grüninga w Pabianicach.

Rodzice Haralda wywodzili się z hugenockiej i polskiej szlachty, uosabiali polski patriotyzm, demokrację i egalitaryzm. Ojciec, wujowie, ciotki i kuzyni otrzymali wyższe wykształcenie, najczęściej techniczne. Byli właścicielami  i kierownikami własnych firm i fabryk. Ojciec był absolwentem znanej  szkoły technicznej Winterthur w Szwajcarii. Specjalizował się w chemii przemysłowej i posiadał własną fabrykę. Uwielbiał grać na fortepianie. Matka ukończyła znaną w Europie szkołę dla kobiet Lette Verain w Berlinie. Była świetną pianistką, która  grała nawet w duecie z  Paderewskim. Pomagała także zbierać pieniądze, żeby wysłać miejscowego chłopca, Arturka Rubensteina na naukę do Wiednia. Nic dziwnego, że Edward i Wanda przypadli sobie do serca. Kiedy Edward zmarł przedwcześnie w 1925 r., Wanda już nigdy nie pogodziła się z utratą męża. Harald miał wtedy tylko 16 lat, a jego siostra Nora jedynie 13. Podczas wojny była kurierem AK, polskie podziemie; zajmowała się także prowadzeniem nielegalnego gospodarstwa ogrodniczego, zaopatrującego w żywność Warszawę. Była pierwszym w Polsce profesorem ogrodnictwa – SGGW w Warszawie, została odznaczona Orderem Polonia Restituta.

W Pabianicach Harald uczęszczał do niezwykłej szkoły (Gimnazjum im. Jędrzeja Śniadeckiego) utworzonej przez lokalnych przemysłowców w celu zapewnienia najlepszego wykształcenia chłopcom z terenu miasta i okolic. Szkoła posiadała własne zbiory muzealne, salę wystawienniczą, bibliotekę oraz szereg znakomicie wyposażonych pracowni i laboratoriów. Uczniowie mieli do dyspozycji pompy próżniowe, aparaty rentgenowskie, generatory etc. Sprzęt nie zawsze dostępny nawet w ówczesnych szkołach wyższych. Po zajęciach szkolnych Harald spędzał wiele godzin z technikami fabrycznymi i innymi fachowcami, poszerzając swoją wiedzę. Rzecz jasna interesował się sportem. W Pabianicach rozwinął też swoją fascynację światem przyrody.

Po ukończeniu szkoły średniej w Pabianicach trafił do Szkoły Kawalerii w Grudziądzu, rozpoczynając okres służby wojskowej. Po odbytym szkoleniu wstępnym został przydzielony do 4.  Pułku Strzelców Konnych w Płocku. W trakcie ćwiczeń terenowych przemierzył na koniu znaczną część Polski. Następnie kontynuował służbę w 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich we Lwowie. Otrzymał nominację na podporucznika.

W 1930 r. rozpoczął studia na Politechnice Gdańskiej. Był członkiem wielu organizacji studenckich. Po dojściu Hitlera do władzy w 1933 r. atmosfera  studiów uległa pogorszeniu. Harald wraz wraz z dwoma kolegami przeniósł się na Politechnikę Lwowską. Podczas wakacji studenci odbywali praktyki w firmach naftowych w Rumunii. We Lwowie Harald ożenił się z Janiną Wierzyńską.

Został zmobilizowany 23 marca 1939 r. do  Kolumny Taborowej 27. Pułku Ułanów, wchodzącego w skład Nowogródzkiej Brygady Kawalerii generała Andersa. Historia bitew i odwrotu tej jednostki jest dobrze udokumentowana. Harald był właśnie na  odprawie u Andersa, kiedy wpadł zdyszany łącznik z wiadomością, że  bolszewicy przekroczyli granicę polską. Zapanowała posępna cisza, a potem nastąpiły dyskusje. Być może, myśleli niektórzy, Sowieci wkroczyli, aby nam pomóc. W dwie godziny później kolejny kurier podszedł do generała: żołnierze zostali ostrzelani przez Sowietów.

Po rozwiązaniu brygady 27 września, Harald pojechał do kuzyna w Kielcach. Dołączył do swojej siostry, ciotek i kuzynów, pełniących służbę w Czerwonym Krzyżu. On także założył opaskę czerwonokrzyską i jeździł w poszukiwaniu prowiantu dla szpitali. Pewnego dnia Niemcy  wydali rozporządzenie nakazujące polskim oficerom, pod karą śmierci, odbiór kart identyfikacyjnych. Harald spotkał starego przyjaciela Ludwika Wielowieyskiego. Przez dwa dni zastanawiali się wspólnie jaką powinni podjąć decyzję. Okazało się, że czeka ich droga bez powrotu. Rozpoczął się pięcioletni okres uwięzienia w Woldenbergu.

Harald może godzinami opowiadać o swoich perypetiach. Niektóre z jego opowieści są cudownymi przykładami jak poczucie humoru pomaga rozładować trudne sytuacje. Inne historie ukazują niezwykłą determinację. Jest też opowieść o ucieczce z oflagu. Po wielu mrożących krew w żyłach przygodach dotarł na wybrzeże duńskie, skąd łodzią wiosłową  przedostał się do Szwecji. Działał w szwedzkim i polskim Czerwonym Krzyżu. Tuż po zakończeniu wojny pomagał w ewakuacji więźniów obozu koncentracyjnego Bergen-Belsen. Kiedy Ambasadę RP w Sztokholmie przejęli komuniści, Harald został  skierowany do Dundee w Szkocji, aby służyć w wojskowym centrum szkolenia z możliwością studiowania inżynierii chemicznej w Imperial College w Londynie. W tym czasie dowiedział się, że jego żona zginęła w Powstaniu  Warszawskim. Wspomagany przez rodzinę Dorszów postanowił wyemigrować do Kanady.

Pierwsze wrażenia kanadyjskie to pachnący rybami port, mnóstwo bananów, nalegania przyjaciół, żeby zamieszkał w Montrealu, czas zbiorów na preriach Alberty – ziemi jego marzeń. Harald przybył tutaj nieprzypadkowo. W oflagu zrozumiał, że powrót do Polski będzie niemożliwy. Musiał wymyślić alternatywę. Wybrał wtedy Albertę, wiedząc o tamtejszym przemyśle naftowym i pięknej przyrodzie. Z tego też względu pracę dyplomową poświęcił przetwórstwu ropy naftowej i badaniom potencjału przemysłowego prerii kanadyjskich.

Będąc w Calgary, dzięki pomocy Mr. Oberholtzera, zastępcy ministra do spraw przemysłu, otrzymał zadanie uruchomienia fabryki propanu – Turner Valley Propane Plant. Była to pierwsza fabryka petrochemiczna w Kanadzie i pierwsza  fabryka propanu w Ameryce Północnej. Pokierował nią absolwent  Gimnazjum im. Jędrzeja Śniadeckiego w Pabianicach. Innowacje i patenty  inżyniera Kruschego zostały opisane w publikacjach Towarzystwa Historycznego Turner Valley. W 1951 r. ożenił się z Madeline Suską, geologiem, którą spotkał po raz pierwszy w Szwecji. Małżonkowie wychowali dwoje dzieci.

W 1952 r. amerykańska firma Celanese powierzyła mu kierowanie budową fabryki chemicznej nieopodal Edmonton. Uczestniczył w procesie  wznoszenia zabudowań oraz instalacji urządzeń i doboru kadry. Przez trzy lata był szefem produkcji w tej fabryce. W 1968 r. został inżynierem miasta Edmonton do spraw przeciwdziałania zanieczyszczeniom środowiska. Określenie inżynier środowiska jeszcze wtedy nie było znane. Praca wymagała działań edukacyjnych i popularyzacji wiedzy o środowisku naturalnym. Bywał więc częstym gościem  w programie telewizyjnym Tommy Banks Show, udzielił nawet wywiadów Peterowi Gzowskiemu i Barbarze Frum. Był inicjatorem uregulowań prawnych dotyczących zapobiegania wysokiemu natężeniu dźwięku w miastach.. Wchodził w skład  stowarzyszeń przygotowujących rozwiązania prawne dotyczące środowiska, np. Kanadyjski Instytut Chemiczny. Był członkiem Stowarzyszenia Dzika Przyroda Alberty. Należał do współzałożycieli organizacji ochrony środowiska (Environment Conservation Authority), która doprowadziła  do przyjęcia prawnych warunków zachowania natury w Albercie. Współpracował w tej mierze z Dickiem  Forbisem, archeologiem i P.K. Andersonem, jednym z pierwszych ekologów kanadyjskich.

Harald angażował się także w życie Polonii Kanadyjskiej. W 1962 r, zaprosił Arkadego Fiedlera  i Witolda Chromińśkiego do udziału w ekspedycji geologicznej organizowanej przez jego żonę. Krusche  przyjeżdżał do Grudziądza na spotkania kawalerzystów. W 2008 r. minister obrony narodowej uznał stopnie wojskowe nadane Haraldowi przez  Rząd RP na Uchodźstwie – rotmistrz i major.

W 1978 r. po przejściu na emeryturę Harald Krusche zbudował w stoczni Portland, Oregon jacht pełnomorski, który nazwał Bachmatem; obecnie jest zacumowany w San Diego. Wybudował również dom w Hilo, Hawaje. Tam właśnie napisał swoje wspomnienia. Ma przyjaciół w kafejkach połowy świata, od Turner Valley Inn (Kanada), przez Ken's House of Pancakes w Hilo, (Hawaje), po Jalisco Cafe na Imperial Beach (Kalifornia). W wolnym czasie Harald  zajmuje się trochę astrofizyką, pełen podziwu dla nieskończonego piękna. 

Harald Krusche wraca pamięcią do czasów gimnazjalnych. Na stronie internetowej  przypomniał podpisy swoich kolegów z klasy VI Gimnazjum im. Jędrzeja Śniadeckiego  w Pabianicach, którymi  wyrażali poparcie dla inicjatywy społecznej „Polska Deklaracja podziwu i przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej”, dostępnej obecnie na stronach Biblioteki Kongresowej w Waszyngtonie. Oto lista nazwisk uczniów słynnego gimnazjum: Tadeusz Bagdach, Wiesław Bentkowski, Jan Bigoszewski, Julian Dąbrowski, Wincenty Dymarski, Karol Dąbrowski, Bronisław Dzięcielski, Aleksy Fiedler, Zenon Gałdek, M. Góral, Walerian Grottel, Bronisław Hans, Jan Jakubowski, Alex Kaczmarek, M. Kasperkiewicz, Antoni Klemżyński, Lucjan Kneblewski, Harald Krusche, J. Kryszczyński, Eugeniusz Liess, Ludwisiak, J. Malinowski, Stanisław Miłek, Niedzielski, L. Nowakowski, M. Rychter, A. Siwiński, Kazimierz Śmiałkowski, Dionizy Sosnowski, Mieczysław Staniak, Hieronim Strzelecki, Artur Treichel, Stanisław Tymieniecki, J. Wdowiak.


Haralda Kruschego przybliża zabawny test, który przygotowała wnuczka Natalka:

  • Ulubiony samochód? - Bugatti
  • Ulubiona piosenka polska? - „Pani jest dziś bez koszulki”
  • Kolor? - Zielony
  • Film?  - „Przeminęło z wiatrem'
  • Książka? - „Cytadela”
  • Jedzenie? -  Zupa pomidorowa z ryżem
  • Deser? - Lody czekoladowe
  • Narzędzie? - Śrubokręt
  • Instrument? - Dudy
  • Zwierzę? - Szczur
  • Przedmiot szkolny? - Biologia
  • Kwiat? - Dzika róża Alberty
  • Miasto? - Turner Valley
  • Jak długie spóźnienie na party? - Żadnych spóźnień
  • Ulubiona rasa konia? - Polski arab z Janowa
  • Ulubiony taniec? - Walc
  • Ulubiony kolor sukni u kobiety? - Biały
  • Najlepszy zegar? - Atomowy
  • Ulubiona konstelacja? - Duża Niedźwiedzica
  • Planeta? - Ziemia
  • Gwiazda? - Alfa Centauri
  • Owoce? - Truskawki
  • Warzywa? - Brokuły
  • Święto? - Dzień Ojca
  • Święto katolickie? - Niepokalane Poczęcie
  • Drzewo? - Topola
  • Tancerz? - Nurajew
  • Aktor? - Rudolf Valentino
  • Aktorka? - Milina Lawyer
  • Przyjemny zapach? - Wanilia
  • Język?  - Polski
  • Pora roku? - Przedwiośnie
  • Superbohater? - Batman, oczywiście
  • Sport? - Hokej na lodzie
  • Program telewizyjny? - Oprah Show
  • Słowa trudne do wypowiedzenia? -  Przeleciały trzy pstre przepiurzyce przez trzy pstre kamienice
  • Ulubiona melodia na akordeon?  „Oh, Marie''
  • Najbardziej interesująca  Ciebie planeta? - Mars.

Harald Krusche zmarł 27 stycznia 2014 w Black Diamond. Bil Kaufman opublikował okolicznościowe wspomnienie o zmarłym w Calgary Sun.

Harald Krusche was a Polish patriot and foe of the Nazis and Soviets who became a crucial pioneer in Alberta’s petrochemical industry. That life was celebrated last Friday on what could have been Harald Krusche’s 105th birthday by nearly 200 people who gathered at Calgary’s Glencoe Club after his death in January.

His daughter Anna described how her cavalry officer father helped resist Hitler’s invasion of Poland that started the Second World War in Europe. „He was in charge of 120 horses … He took down an artillery piece,” said Anna. Harald, she said, was with Poland’s top general when word came the Soviets had also invaded his homeland, setting the stage for years of flight and exile from both the Nazis and Communists.

Unable to escape the German conquerors, he spent most of the war in a Third Reich prison camp, organizing attempted escapes that kept his captors busy, said son Jack Krusche.

„It was their job to keep the Germans occupied, to keep their soldiers from the front,”he said.

When his father escaped captivity as the Soviet Army approached, he eventually made his way to Denmark, where he and friends executed a daring escape by small boat to neutral Sweden, under Gestapo noses.

At one point, the men wore stolen German uniforms supplied by the Danish underground to mingle with unsuspecting Gestapo men, said Jack.

He came back to mainland Europe to assist the Red Cross in aiding survivors of the Bergen Belsen concentration camp. Unable to return to his native Poland under Communist control, Krusche made his way to Alberta, where he brought into production the first propane plant in Canada, at Turner Valley just south of Calgary.

He was even instrumental in making arena ice cleaners healthier to operate around indoor crowds, said his son. „He came to Canada in 1949 with nothing and made a very interesting life,” said Jack. „He always said this was the best place to be”.



Opowieści Nory Krusche, siostry Haralda Krusche znajdujemy w książce  Marii Elizy Steinhagen „ Kruschowie”, 2003.

O okręgu łódzko-pabianickim i historii mojej gałęzi rodziny postaram się opowiedzieć wszystko, co o tamtych czasach zapamiętałam.

Mój dziadek Teodor Krusche ożenił się z Amalią Kreske z Tomaszowa Mazowieckiego. Była ona córką Rozalii i Jana Hipolita Kreske, uczestnika powstania listopadowego. Dziadek Teodor jako jeden z pierwszych usamodzielnił się, wyszedł z firmy ojca Beniamina, gdyż uważał, że dalszy rozwój przemysłu tekstylnego nie nastąpi bez zmechanizowanego procesu przędzalniczego. Odkupił przędzalnię na Księżym Młynie, odbudował ją, zmodernizował i uruchomił dobrze zapowiadającą się fabrykę. Wyróżniał się inteligencją i pomysłowością, a jego koncepcja dalszego rozwoju przemysłu włókienniczego w okręgu łódzko-pabianickim była bardzo słuszna. Do powodzenia życiowego zabrakło mu szczęścia: dzieło jego życia – przędzalnia na Księżym Młynie – spłonęło w roku 1867, co moja babcia odnotowała w swojej Biblii. Zapis zaczynał się słowami: „wszystko skończone…”. Dziadek Teodor odbudował jednak przędzalnię, ale w roku 1870 spłonęła powtórnie. Po tej drugiej katastrofie dziadek już się nie podźwignął i sprzedał tereny Księżego Młyna Karolowi Scheiblerowi. Zmarł w wieku 56 lat  w roku 1880. Pozostawił po sobie ośmioro dzieci.

Najstarszy był Hugo Teodor ożeniony z Marią Pauliną Falzman, zwaną ciocią Miszą. Ich córka Kamila, która przyjaźniła się bardzo z twoją matka, znana była z niezwykłej piękności. Ukończyła pensję dla „Błagorażdiennych diewic” – Instytut Maryjny w St. Petersburgu, a potem wyszła za mąż za armatora holenderskiego Rickmana, wkrótce jednak rozwiodła się i wyszła za mąż po raz wtóry za inżyniera Kuntze z AEG. Po jego śmierci jej pierwszy mąż Rickman dbał o nią szalenie i utrzymywał ją do końca życia.

Potem byli mój ojciec Gustaw Edward i jego bliźniaczy brat Adolf. Ojciec mój swoja edukację rozpoczął szkołą średnią im. Pankiewicza w Warszawie. Potem wybrał sobie zawód chemika  i kończył znana ówcześnie w Europie Politechnikę w Winterthur w Szwajcarii. Praktyki odbywał w wielu firmach, ale największą role odegrał w jego życiu pobyt w głębi Rosji w Iwanowo Wozniesieńsku. Do końca życia używał różnych powiedzonek rosyjskich i lubił melodie, i tańce rosyjskie. Po powrocie z Rosji ojciec założył firmę chemiczną w Łodzi, produkującą środki chemiczne do farbowania i wykańczania tkanin, nawet pięć z nich opatentował. Ojciec mój ożenił się z Wandą Hadrian – córką Henryka i Emilii z domu Jankowskiej. W domu moich dziadków i moich rodziców językiem domowym był język polski, ale jak we wszystkich rodzinach pochodzenia niemieckiego byli oni dwujęzyczni, a nawet trójjęzyczni, ponieważ w szkołach obowiązywał język rosyjski. Była to specyficzna cecha „małych ojczyzn”, z którymi się identyfikowano, a taką mała ojczyzną była Łódź i Pabianice. Owi „Lodzermensche” czy „Pabianitzermensche” to byli już nie Niemcy, a jeszcze nie Polacy i mimo iż niektórzy z nich czuli się Polakami, to przez społeczność polską byli uważani za Niemców, bo przecież ewangelik to Niemiec. Rodziny te trzymały się razem i często były kilkakrotnie ze sobą skoligacone przez śluby. Mój wuj Teodor Hadrian, rodzony brat mojej matki, wieloletni dyrektor w firmie KRUSCHE i ENDER, ożenił się z Agnieszką Krusche. W ten sposób ja z bratem Haraldem  i dzieci z tego małżeństwa Teodor jr, zwany Tedziem, Erna, Ksenia i Wilma mieliśmy tych samych dziadków.

W rodzinie Kruschów i Hadrianów kto tylko mógł dążył do posiadania ogrodu. Wszyscy moi krewni, mieszkający w czasie mego dzieciństwa i młodości w Pabianicach, mieli ogrody. W części z nich były altany, w których jadało się podwieczorki,  w niektórych były tak zwane „Luftbady”.

Brat bliźniak mojego ojca, Adolf, z zawodu był włókiennikiem, studia odbył w Niemczech. Pracę zawodową rozpoczął u Scheiblera, podjął się bowiem zorganizowania mu hal fabrycznych na terenie Księżego Młyna, a przy ustawianiu maszyn posłużył się wyższą matematyką. Stryj Adolf świetnie znał realia życia Łodzi i Pabianic, tak przemysł włókienniczy, jak i ludzi w nim pracujących. Po przeczytaniu „Ziemi obiecanej” Władysława Reymonta    orzekł autorytatywnie: On nie zna Łodzi, to nic, że tam jakiś czas przebywał, ale Łodzi nie zna.

Najmłodszy z braci był Paweł, ożeniony z Bronisławą Falzman. Pobrali się z wielkiej miłości, co jak na owe czasy było ewenementem. Ich dzieci to Jadwiga – pseudonim powstańczy „Kruszyna”, Paweł, który utonął w czasie ćwiczeń wojskowych w podchorążówce w Modlinie i Hugon, genialny konstruktor lotniczy. Hugon swoją pracę rozpoczął w Centrum Budowy Lotnictwa w Warszawie. Gdy wybuchła wojna, wraz z całym centrum, przez Pireneje, Palestynę i południową Afrykę dostał się do Anglii. Po wojnie wyemigrował  do Ameryki, gdzie został głównym specjalistą od wytrzymałości materiałów przy budowie rakiet kosmicznych.

No i moja ciotka, Eleonora Meissnerowa – Lola, u której syna Edka mieszkałam potem w Kielcach, Agnieszka Hadrianowa i ciocie Joanna i Stefania, które prowadziły sklepik z resztkami na ulicy Zamkowej w Pabianicach.

Urodziłam się 11 listopada 1912 roku w Łodzi. Mieliśmy mieszkanie pięciopokojowe w kamienicy Seilera na ulicy Sienkiewicza. Gdy miałam cztery lata, przenieśliśmy się do Pabianic, do domu stryja Adolfa, bliźniaczego brata mojego ojca. Była to posesja o powierzchni 1.5 morgi, leżąca we wsi Karnyszewice, gmina Górka Pabianicka. Potem Karnyszewice włączono do Pabianic.

Do nas należał również ogród, który mnie się wydawał ogromny. Przed naszym domem było rosarium, a za nim sad, warzywnik i łąka z prawie okrągłym stawem rybnym. Na środku stawu była wyspa, do której szło się po drewnianym moście. W ogrodzie wydzielono mnie i mojemu bratu Haraldowi ogródki. To był mój pierwszy ogród, mający 2 metry kwadratowe powierzchni, początek mojego hobby, a także przyszłego zawodu. Miałam wtedy pięć lat. Z ogrodnictwem zapoznawał mnie nasz dozorca, ulubiony przeze mnie pan Walenty Kochan. Dzięki niemu miałam także króliki i gołębie. Zrobił mi nawet mały  drabiniasty wózek, w którym woziłam siano dla królików.

Z okresu I wojny światowej i wielkich trudności z aprowizacją pamiętam wyprawy „na kłoski”, na pola dworskie w Widzewie. Po pewnych oporach ojciec pozwolił mi uczestniczyć w wyprawach mojego podwórkowego towarzystwa po ten cenny w czasie wojny łup. Uszyto mi mały brązowy worek z materiału wykonanego z papierowej nici i poszłam. Co uzbierałam, zostało wykruszone, a ziarno przypieczono na patelni na kawę zbożową.  Materiał utkany z przędzy papierowej wymyślili mój ojciec i stryj. Wyrabiali go w czasie wojny, gdy nie było bawełny i wełny. Specjalny papier przygotowywała im firma ROBERT SAENGER w Pabianicach. Z papieru tego, pociętego w paski centymetrowej szerokości, otrzymywali przędzę, a potem na przerobionych w tym celu warsztatach wytwarzali tkaninę. Materiały te były poddawane apreturze i farbowane, tak że szyto z nich nawet ubrania, czapki i kapelusze, również pościel, koszule, fartuchy i inne rzeczy. W czasie wojny z bolszewikami dostałyśmy z moją przyjaciółką Jadźką Janowską worki z takiej tkaniny, zbierałyśmy do nich jabłka, a potem rozdawałyśmy je zmęczonym, maszerującym żołnierzom.

W roku 1920 poszłam razem z Jadźką Janowską, późniejszą czterokrotną mistrzynią Polski w lekkoatletyce, do pierwszej klasy szkoły powszechnej pani Eleonory Wróblewskiej, wielkiej patriotki i świetnego pedagoga. Na całe życie zapamiętałam opowieść pani Wróblewskiej o małym Chopinie, który opowiadał swojej mamusi, że jego kołnierzyk wszystkim się podobał na koncercie, gdyż bardzo mu się przyglądali. Potem nasza pani dyrektor zagrała nam mazurka Chopina, a ja „połknęłam haczyk” i zaczęłam pilnie uczyć się gry na fortepianie. Moi rodzice także bardzo chętnie grali Chopina, mama preferowała walce, a ojciec – mazurki.

Mój brat Harald jest ode mnie trzy i pół roku starszy. Zawsze był typowym zawadiaką i prowodyrem wśród rówieśników. Mimo że był dla mnie dobry i opiekuńczy, nie stał się towarzyszem moich zabaw. Pewnie byłam dla niego za słaba, za drobna, a ponadto dzieciuch.

Z ojcem miałam bardzo silną więź duchową. Razem łowiliśmy ryby w naszym stawie. Raz, łowiąc z tratwy zrobionej dla nas przez kochanego pana Walentego Kochana, złowiłam nawet „dubleta”, czyli dwie rybki na jeden haczyk. Ojciec nauczył mnie także pływać „pieskiem”. Zimą wybieraliśmy się na polowania na zające. Bronią była „sól, którą trzeba było nasypać im na ogon”. Naszym prowiantem była deserowa czekolada Wedla, którą przy niewtajemniczonych nazywaliśmy „zapałki”. To było cudowne. Mając dziewięć lat, pojechałam z ojcem na moje pierwsze wakacje nad morze do Jelitkowa, a zimą do Zakopanego, gdzie pobierałam naukę jazdy na małych „lipkach” (nartach). Gdy skończyłam dwanaście lat, ojciec przeniósł mnie ze szkoły pani Eleonory Wróblewskiej do Gimnazjum im. Królowej Jadwigi w Pabianicach.

Po paru miesiącach nastąpiła katastrofa w moim życiu. Mój ukochany ojciec zmarł. Byłam bardzo uczuciowa, a w tak młodym wieku nie miałam jeszcze dość rozumu, aby utworzyć sobie jakiś system obronny, który pomógłby pogodzić mi się z tą stratą.

Jedyną moją pociechą był bardzo dla mnie drogi stryj Adolf – bliźniaczy brat ojca, w którym widziałam jakąś cząstkę osoby, którą najbardziej w życiu kochałam. Stryjek był kawalerem i przez większość mojego dzieciństwa i młodości mieszkaliśmy w jednym domu. Był to dom stryjka, ale my z bratem uważaliśmy, że jest to nasz dom, bo stryjek mówił o nas „nasze dzieci”.

Gimnazjum Królowej Jadwigi wspominam bardzo ciepło. Po śmierci ojca, tak nauczyciele, jak i moje koleżanki, okazali mi wiele serdeczności. W naszej szkole wszystkie dziewczynki były równe. Biedne były przez panią dyrektor Józefę Jędrychowską zwalniane z czesnego, ale było to załatwiane dyskretnie, tak że nikt o ty nie wiedział. Do szkoły chodziły katoliczki, ewangeliczki i żydówki, miały oddzielnie lekcje religii, ale żyły z sobą w wielkiej przyjaźni. Chodziłyśmy do szkoły w granatowych mundurkach i czarnych albo brązowych pończochach. Nikt nie mógł się wyróżniać. Z nauczycieli najbardziej lubiłam i ceniłam profesora Rubacha. Uczył nas, a właściwie wykładał, systemem niemalże uniwersyteckim, chemię, geologię, fizykę i propedeutykę astronomii. Lubił odwoływać się do praw natury i uczył nas ścisłego myślenia, a swoje wskazówki wyrażał w formie łacińskich sentencji w rodzaju – „ex nihilo nihil”, co znaczy „nic nie powstaje z niczego”. Zwracał się do nas zawsze per panna. Rozwijano w nas także „duszę artystyczną”. Brałyśmy udział w przedstawieniach, a nawet dziecinnych operach, takich jak „Taniec kwiatów” i „Żabi król”, które wystawiał nasz profesor od muzyki – Henryk Miłek. Nasze gimnazjum początkowo mieściło się w zwyklej kamienicy. Później, dzięki usilnym staraniom pani dyrektor Józefy Jędrychowskiej, pomocy państwa i wielu wybitnych pabianiczan, został wybudowany okazały gmach z ogrodem botanicznym, placem sportowym i salą gimnastyczną. W tej wspaniałej szkole dotrwałam do matury, a potem już były studia na Wydziale Ogrodniczym SGGW w Warszawie. Tak więc moje ogrodnicze hobby stało się moim zawodem.

Harald, po ukończeniu polskiego gimnazjum w Pabianicach, poszedł do Podchorążówki Kawalerii w Grudziądzu. Od 1936 roku był przydzielony do 4. Pułku Strzelców Konnych w Płocku, potem służył w 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich we Lwowie. Ta zmiana łączyła się z przeniesieniem z Politechniki Gdańskiej do Politechniki Lwowskiej. We Lwowie ożenił się z Janiną Wierzyńską, której ojciec był sprawozdawcą sejmowym i właścicielem dwóch dzienników -  „Gońca Warszawskiego” i „Wieczoru Warszawskiego”. Stryj Janki, Kazimierz Wierzyński, był poetą.

Wiosną 1939 roku Harald został zmobilizowany i skierowany do służby jako dowódca kolumny taborowej Nowogródzkiej Brygady Kawalerii, dowodzonej przez generała Andersa. A potem przez całą wojnę oflag II C w Woldenbergu i po wyzwoleniu emigracja via Dania, Szwecja, Szkocja, Anglia do Kanady. Jego żona Janina zginęła w Powstaniu warszawskim. W Kanadzie ożenił się powtórnie z Marią Magdaleną Suską. (…)


Autor: Sławomir Saładaj


W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij