www.um.pabianice.pl

Pabianice znajdują się w aglomeracji łódzkiej. Stanowią zarazem centrum 120-tysięcznego powiatu. Funkcjonują tutaj najważniejsze dla społeczności instytucje i urzędy. Miasto liczy 62 tys. mieszkańców i obejmuje obszar 33 km2.


Peowiacy

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

POW (Polska Organizacja Wojskowa) to tajna organizacja utworzona przez Józefa Piłsudskiego w 1914 roku, której członkowie zajmowali się dywersją i wywiadem oraz szkolili kadry dla Legionów i Wojska Polskiego. W Pabianicach POW powstała w styczniu 1915 roku. Odegrała kluczową rolę w rozbrajaniu Niemców i tworzeniu oddziałów wojskowych. Po zakończeniu pierwszej wojny światowej dla upamiętnienia organizacji jedną z ulic miasta (obecnie 3 Maja) nazwano imieniem POW. W Pabianicach działało również Powiatowe Koło Związku Peowiaków liczące 182 byłych żołnierzy, którzy walczyli na frontach: bolszewickim, ukraińskim i czeskim. 22 maja 1938 roku pabianiczanie ufundowali peowiakom sztandar. Z tej to okazji nakładem Powiatowego Koła Związku Peowiaków ukazała się '”Jednodniówka P.O.W. powiatu łaskiego: szkice historyczne i wspomnienia”.

Publikacja ukazuje dążenia pabianiczan do wolności i niepodległości. Oto jej fragmenty:

P.O.W. w Pabianicach

Wybuch wojny europejskiej w 1914 r. powoduje porozumienie się wszystkich organizacji i utworzenie Komitetu Pogotowia Wojennego.

Idea legionowa natrafiła na przygotowany grunt. Zarzewiacy i młodzi robotnicy przedzierając się z trudem przez kordon, śpieszą do Legionów. Poszło ich z Pabianic około 40 osób, a pozostało na polach walki w latach 1914-20 – 12 osób.

W Pabianicach zatrzymał się oddział legionistów pod dowództwem ś. p. Boernera, gdzie odegrali pierwszy raz hymn narodowy „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Zawiązuje się Liga Kobiet Pogotowia Wojennego w skład której wchodzą: C. Missalówna, ob. zamężna Jankowska, J. Missalówna, ob. zam. kpt. Kalczyńska, Z. Chodkowska, W. Chodkowska, M. Wasilewska, J. Prassówna, ob. zam. Fuksowa, A. Wojsówna, K. Freiselerowa, J. Wiśniewska, ob. zam. Staszewska, ś. p. Gryzelówna i in., których zadaniem było między innymi nieść pomoc legionistom.

Stronnictwa polityczne rozpoczęły energiczną prace nad szerzeniem idei legionowej i uświadomienia obywatelskiego.

W dniu 22 stycznia 1915 r. odbywa się w mieszkaniu K. Freiselerowej pierwsze zebranie niepodległościowców. Zebrała się tu: młodzież szkolna, harcerstwo, robotnicy, inteligencja. Wygłoszono szereg przemówień, deklamacji i odśpiewano pieśń „Z dymem pożarów”.

W końcu stycznia 1915 roku w mieszkaniu Missalów odbywa się pierwsze zebranie P. O. W. Na zebraniu tym byli obecni: W. Missala, B. Hans, K. Freisler, R. Schmidt, T. Wittich, M. Tomczak, J. Koziara, J. Wasilewski i ś. p. S. Klimkiewicz. Potrzebę organizacji P.O.W zreferował M. Pęczkowski (Mieczysław Pęczkowski „Grzymała”, przyszły płk. dypl., oficer 2 Dywizji Piechoty Legionów, redaktor naczelny Przeglądu Piechoty), który zamieszkał u Missalów, a następnie prowadził pracę peowiacką w I obwodzie, IV okręgu przez cały czas. Na tym zebraniu założono pierwszą sekcję na gruncie pabianickim. Ustalono również, aby przeprowadzić wywiady w okolicy, w których miejscowościach można by było założyć organizacje peowiackie.

W sierpniu 1915 r. wyrusza z Pabianic na 2-tygodniowy kurs podoficerski P.O.W. w Aniołowie H. Klimek ps. Promyk.

Ćwiczenia peowiackie odbywały się na posesji Missalów, w sali Domu Ludowego oraz w sali Straży Ogniowej, a ćwiczenia polowe w Lasku Miejskim i na polach pod wsią Karolewem.

W dniu 2 lutego 1916 r. w sali Domu Ludowego odbywa się się wielki wiec chłopski, na który przybywają działacze chłopscy: I. Klimek i Fr. Plocek z Retkini, L. Salski z Wiskitna i Bł. Stolarski ze Sługocic oraz Ostoja Neugebauer. Prócz tych mówców przemawiał również pabianiczanin M. Tomczak. Zebranych uświadamia się o potrzebie organizowanie P. O.W i przygotowania się do walki o Polskę. Prócz wspomnianych działaczy chłopskich na teren powiatu łaskiego przyjeżdżali: J. Mieszek z Woli Biskupiej i J. Makowski z Remiszewic. Z P. O. W. współpracował dr Ostaniewicz.

Uroczyste święto odbyło się w dniu 3 Maja 1916 r. przy czym był olbrzymi pochód, co odbiło się głośnym echem w społeczeństwie.

Pabianicka organizacja P. O. W. bierze udział między innymi w wielkich ćwiczeniach na terenie powiatu łaskiego w dniach 27 i 28 maja 1917 r. w polach wsi Mauryca-Ostrów. Odnośny rozkaz opiewa „Obwód IV zbierze się o godzinie 9.30 dnia 26 maja 1917 r. na placu strażackim w Pabianicach w celu wspólnego wymarszu z Okręgiem IV a i Obwodem II. Ze zbiórki w Pabianicach wyłącza się punkty organizacyjne Chechło i Dobroń, które zbiorą się jako pluton w Dobroniu przy szosie o godz. 11 i pod komendą podoficera Skrzetuskiego, będą one oczekiwały nadejścia kolumny.

W Pabianicach mamy dwa plutony peowiaków: Komendantem I plutonu jest Szlej (Kazimierz Freisler), komendantem II plutonu Olszewski (J. Waligórski), który jest jednocześnie komendantem IV Obwodu w Pabianicach, zaś Freisler komendantem placu.

W dniu 10 czerwca 1917 r. odbyły się ćwiczenia obwodów w Górach Dobrońskich.

Ob. Grzymała w dniu 15 kwietnia 1917 r. w raporcie podaje: „Zostają zmienione godziny dyżurów w Komendzie Placu. Dyżury będą się odbywały od godz. 4-7. Komendantem Placu został wyznaczony podoficer Szlej.

Miejsca meldunkowe są następujące: I Dobroń – Kabza (sklep) ps. Papieros, dom przy szosie. II Karniszewice – J. Grzanka ps. Zerwikaptur, dom własny. III Szynkielew – S. Kolasa ps. Ignac, dom Klimka. IV Chechło – nauczyciel Pluskowski, szkoła. V Bychlew – S. Okrojek, dom NR 58 M. Okrojka.

Pabianicka organizacja P.O.W. Bierze również udział w większych ćwiczeniach I Obwodu jak np. w lasach tuszyńskich. Bierze również udział w manifestacji przeciwko oderwaniu Chełmszczyzny.

Nadchodzi rok 1918, praca peowiacka utrwala się, a w okolicznych wsiach – rozrasta. Komenda Główna P. O. W. w rocznicę aresztowania Józefa Piłsudskiego wydaje poniższy rozkaz, w którym przepowiada rychłe powstanie Państwa Polskiego.



Miejsce pobytu, dn. 22.VII.1918 r.


P.O.W.
Komenda IV OKR
nr 468


ROZKAZ


Obywatele, dnia 22 lipca 1917 r. rząd niemiecki w porozumieniu z austriackim aliantem uwięził i uwiózł na obczyznę KOMENDANTA JÓ ZEFA PIŁSUDSKIEGO i jego szefa sztabu KAZIMIERZA SOSNKOWSKIEGO.

Usunięto Wodza Narodu, nieugiętego Bojownika Polski, jedynego Polaka, który miał odwagę w sposób twórczy, na wielką miarę przeciwstawić się systematycznemu rabunkowi moralnego i materialnego narodowego dobytku, uprawianego pod pozorem planów wyzwoleńczych.

Na wstyd całego Narodu bezkarnie uwięziono największego Jego Obywatela, który przestrzegał, że ręka rzekomo krusząca pęta niewolnicze Polski zakłada na nią nowe równocześnie nie mniej twarde i hańbiące. Wróg nie pozwolił na zrealizowanie całkowitego planu utworzenia z legionów Polskich niezawisłej siły, która by dała głos i możność decydowania o własnym losie w dziejowym momencie likwidowania wielkiej wojny.

Ale, obywatele, wojna jeszcze nie skończona. Nadchodzi jej najważniejszy okres, zbliżają się wielkie dni, co mogą gwałtownie zmienić dzisiejszy wygląd nie tylko POLSKI. Nie wolno nam czekać biernie na przyjście tych dni, musimy wpłynąć swą siłą na bieg wypadków, by one nas wprowadziły do Wolnej, Zjednoczonej Polski.

W naszej mocy jest zadać kłam oczekiwaniom wroga, który sądzi, że uwięziwszy twórcę wielkiej idei, zbrojnej walki o wolność, zniszczył także i samą ideę.

Niechaj Rocznica uwięzienia KOMENDANTA przypomni nam o obowiązku wytrwania na wskazanym przezeń posterunku do ostatniego tchu, a gdy nadejdzie wielki dzień triumfu będzie on równocześnie dniem zemsty.


KOMENDANT GŁÓWNY


Odczytać na zbiorkach wszystkich sekcji organizacji.


Za zgodność z oryginałem
KOMENDANT II OBW.
(-) WYSOCKI

 

Zbliża się listopad 1918 r., praca peowiacka pogłębia się i ściśle konspiruje, gdyż czujne oko żandarmerii i oddziałów niemieckich pilnie uważa na wszelkie przejawy pracy społecznej.

W dniu 1 listopada 1918 r. M. Tomczak przemawia na cmentarzu katolickim, nawołując ludność do czuwania i przygotowywania się do dziejowego momentu – powstania Państwa Polskiego. Tego samego dnia Tomczak musiał się oddalić i ukrywać się, gdyż Niemcy wszczęli poszukiwania za nim.

W niedzielę, dn. 10.11.1918 r. wieczorem około godziny 11 przed wojskowymi koszarami w domach familijnych Krusche i Ender żołnierze niemieccy gwałtownie pakowali swoje rzeczy na wozy. Obok stał tłum ludzi, wśród których byli peowiacy, harcerze, uczniowie wyższych klas, sokoli oraz robotnicy P.P.S . i N.Z.R. Przebywający czasowo w Pabianicach u ś.p. K. Skowrońskiego Dowborczyk – Feliks Rutkowski wysuwa się s tłumu, ściąga żołnierzowi niemieckiemu karabin i na czele z zgromadzonymi ze wspomnianych organizacji ludźmi wpada do koszar, rozbraja cały oddział niemiecki. Zostają wystawione polskie posterunki, a wszyscy biorący udział w rozbrojeniu zdążają do zabudowań fabrycznych „papierni”, gdzie mieściła się żandarmeria niemiecka. Żandarmi zostają rozbrojeni i wystawione zostają posterunki z bronią. Peowiacy, harcerze, sokoli, robotnicy ze związków P. P. S i N. Z.R. Wspólnie i solidarnie rozbrajają luźne oddziały żołnierzy, śpieszące od strony Łodzi w stronę Kalisza. Rozbrajają również załogę w Kasynie wojskowym, zaś Rutkowski i ś.p. K. Skowroński i inni zajmują Kasę powiatową oraz Pocztę.

Wszędzie wystawiane są posterunki, a w lokalu Szkoły Handlowej ustalono tymczasowy punkt komendy i koszary. Uczennice .starszych klas gotują ciepłą strawę dla pełniących służbę wartowników.

Dworzec kolejowy zajmują peowiacy, harcerze, sokoli i robotnicy pod komendą J. Waligórskiego.

W nocy, w czasie rozbrajania przybywa na pomoc oddział peowiaków w sile około 80 ludzi z okolic Dobronia i drugi oddział peowiaków w sile około 80 ludzi z Jutrzkowic, Bychlewa, Rydzyn i Gminy Dłut& oacute;w, przyłączają się oni do miejscowych organizacji, zaprowadzając w całym mieście ład i porządek.

Harcerze biorący udział w rozbrojeniu byli w Harcerskim Pogotowiu Wojennym, w liczbie 40 osób. Nim przystąpili do rozbrajania, zgromadzili się w gmachu Progimnazjum przy ulicy Kościelnej, w siedzibie drużyny im. J. Kilińskiego, gdzie odbył się przegląd oddziału i wspólna modlitwa, a następnie rozpoczynali pracę rozbrojeniową.

W poniedziałek odbył się olbrzymi pochód przez miasto, na czele szła kompania peowiaków w sile około 250 ludzi, uzbrojona w karabiny, ubrana po cywilnemu lecz w maciejówkach z opaskami biało-czerwonymi na rękach, za nimi szli harcerze, sokoli, robotnicy ze związku N.Z.R., również z biało-czerwonymi opaskami na rekach, wreszcie robotnicy z P.P.S. Z czerwonymi opaskami i olbrzymie tłumy publiczności. Do licznie zgromadzonych przed Magistratem przemawiał A. Szczerkowski, wskazując na moment dziejowy - odzyskania Niepodległości Państwa Polskiego.

Peowiacy zostali skoszarowani, wydano im płaszcze, a komendę obejmuje ś. p. A. Jankowski, porucznik z armii Dowbora, który zostaje mianowany Komendantem Garnizonu Pabianice. Odbiera on przysięgę od peowiaków i zgłaszających się ochotników.

Odebrano od Niemców dużą ilość ubrań, płaszczy, broni, a na dworcu amunicji. Praca peowiacka, harcerzy, uczniów oraz robotników zorganizowanych w N.Z.R i P.P.S. w mieście oraz peowiaków i P.S.L. na wsi była prowadzona bardzo sumiennie i dobrze, gdyż natychmiast z Pabianic i okolicy zgłosiło się do wojska polskiego w garnizonie Pabianice trzy pełne kompanie ludzi, z których dwie kompanie, w tym jedna peowiacka zostaje zaraz wcielona do 28 p. S. K. (Strzelcy Kaniowscy) w Łodzi i wysłane na front, natomiast trzecia później pod dowództwem Jankowskiego wyrusza na front ukraiński. W dniu 19 czerwca 1919 r. porucznik A. Jankowski poległ na polu chwały pod Potutorami.

Jak zaznaczyliśmy szkolenie żołnierza polskiego przez P.O.W. na terenie Pabianic i okolic było bardzo dobre, gdyż żołnierze pośpieszyli gremialnie ochotniczo w szeregi, by z bronią w ręku ustalać i utrwalać granice i zręby odrodzonej Ojczyzny. W zbiorowym wysiłku wykazali wielką ofiarność. Z broszury „Pabianiczanie, którzy oddali życie za Ojczyznę 1914-1920” wynika, iż poległo na polu bitew 48 osób, zmarło z ran 9 i zginęło bez wieści 8. poległych było o wiele więcej, których nazwiska nie można było ustalić, lecz jeszcze do tych, których wskazano, należy zaliczyć poległych w 1920 r. Pabianiczan: ppor. J. Kołaczkowskiego, K. L. Kitzmana, Wł. Fronczaka, Ign. Klimka (30 p.p.) oraz zmarłych z powodu odniesionych ran: Zdz. D'Amana i A. Grzegorzewskiego.

Pabianice starożytny gród Piastów swój obowiązek w stosunku do Ojczyzny spełniły.


Szkoła Handlowa w Pabianicach jako jedno z ognisk ruchu wolnościowego miejscowej młodzieży

W dniu poświęcenia sztandaru miejscowego Koła Polskiej Organizacji Wojskowej Państwowe Gimnazjum im. J. Śniadeckiego łączy się z całym miejscowym społeczeństwem w uznaniu zasług bojowych tej organizacji. Państwowe Gimnazjum im. J. Śniadeckiego jako spadkobiercę dawnej Szkoły Handlowej, łączą z P.O.W. serdeczne więzy, ponieważ dużo uczniów tej uczelni było członkami P.O.W. w pierwszych latach istnienia, a niektórzy z nich zajmowali nawet kierownicze stanowiska.

Liczny udział młodzieży szkolnej w szeregach P.O.W. To rezultat i zarazem dalszy ciąg pracy niepodległościowej w murach szkolnych. P.O.W. była realizacją najśmielszych marzeń Kółek Samokształceniowych, „Bratniej Pomocy”, „Zarzewia” założonego w szkole w r. 1913, Skautingu, aby z bronią w ręku walczyć o niepodległość Ojczyzny. Uczniowie tylko czekali sposobności czynnego wystąpienia w walkach o wolność.

Młodzież szkolna dobrze zrozumiała swoją rolę dziejową. I choć uczniowie się zmieniali, jedni występowali ze szkoły, inni wstępowali, to „Bratniak” i Kółka Samokształceniowe trwały bez przerwy przekazując swą tradycję od jednych roczników do drugich. Opowiadano sobie o strajku szkolnym 1905 r., który zorganizowali ś. p. Bronisław Płoszyński, ucz. kl. VII oraz Jan Majewski i Aleksander Laczysław, o demonstracjach ulicznych, o tych starych kolegach – bohaterach, którzy walczyli z caratem w szeregach organizacji bojowej P.P.S.

Ile zapału i entuzjazmu musiał dodać uczniom – niepodległościowcom powrót z Krakowa wiosną 1914 r. z kursu przeszkoleniowego ich kolegów Skubiszewskiego Jana, Krakowskiego Antoniego, Wróbla Zygmunta, i opowiadania o drużynach strzeleckich i komendancie J. Piłsudskim?

W takiej to atmosferze wyrastała młodzież szkolna na przyszłych żołnierzy polskich.

Jak pełną zapału była jej praca przygotowawcza, tak pięknym okazał się czyn żołnierza polskiego w latach 1914-1920.

Młodzież Szkoły Handlowej w Pabianicach nigdy nie była osamotniona w pracy nad wyrobieniem i pogłębieniem ideologii niepodległościowej. W ciągu 20 lat istnienia szkoły do czasu odzyskania niepodległości pracowali w niej nauczyciele, którzy za swój obowiązek uważali nie tylko przekazywanie wiedzy młodzieży, lecz przez ciągłe obcowanie i zżycie się z nią kierowali jej pracą samokształceniową i wpływali na wyrobienie światopoglądu. Ci nauczyciele, których nazwiska z czcią i wdzięcznością są wspominane przez byłych wychowanków Szkoły Handlowej, przyczynili się w znacznym stopniu do wytworzenia atmosfery niepodległościowej wśród młodzieży. Byli to z czasów szkoły rosyjskiej: Władysław Michalski i Edward Minkiewicz, a z okresu szkoły polskiej: ks. prefekt Teodor Zaleski i Zofia Sawicka. Teraz z perspektywy czasu ich postaci wyrastają ponad grono kolegów i widocznym jest jak wielkie znaczenie dla przyszłości miała ich działalność pozaszkolna wśród młodzieży.

Państwowe Gimnazjum im. J. Śniadeckiego przejęło gmach i młodzież po Szkole Handlowej, przejęło również jej tradycję. W roku 1920 młodzież klas starszych licząca ponad 17 lat na zew Naczelnego Wodza wstąpiła do wojska polskiego, by bronić zagrożonych granic państwa.

Oto czcigodny poczet uczniów gimnazjum, którzy zginęli w obronie Ojczyzny: Adam Przybylski, zginął w r. 1915, Feliks Pachniewicz – w r. 1916, Zygmunt Wróbel – w r. 1917, Zdzisław D'Aman – 26.7.1918, Stanisław Krajewski – w r. 1919, Karol Leon Kitzman – w r. 1920, Leon Rąbalski – 7.8.1920 r., Władysław Fronczak – w r. 1920, Adam Grzegorzewski – zmarł z trudów wojennych w r. 1921, Bolesław Jankowski – w r. 1921.

Dzisiejsza młodzież Państwowego Gimnazjum im. J. Śniadeckiego podobnie jak dawniej młodzież Szkoły Handlowej przygotowuje się do przyszłej pracy dla dobra Państwa i gotowa jest w każdej chwili bronić czynnie interesów naszej Ojczyzny. Dowodem tego nastawienia jest dzisiejsza uroczystość, podczas której młodzież gimnazjalna przekazuje wojsku ufundowany z jej składek karabin maszynowy.

Pabianiczanie – peowiacy mogą stwierdzić, że ich dzieci idą śladami ojców, a to przeświadczenie będzie dla nich na pewno o wiele cenniejsze niż najpiękniej wypowiedziane życzenia. Dawna tradycja Szkoły Handlowej trwa.


Akcja dywersyjna

Już od 1917 r. w pracy P.O.W. przewijała się idea dywersji i przygotowania się do niej. Każde przygotowanie wymaga znajomości obiektów, a to może być z kolei ustalone ścisłym wywiadem. Wywiad odnośnie niszczenia obiektów mających dla okupantów istotne znaczenie został w IV Okręgu ściśle przeprowadzony. Komenda Naczelna Nr 1 rozkazem z dnia 16 października 1917 r. zgodziła się na przeprowadzenie akcji dywersyjnej w IV Okręgu. Obiektami mającymi ulec zniszczeniu miały być urządzenia kolejowe i sieć telefoniczna. Niszczenie urządzeń kolejowych polegało na tym, ze peowiacy mieli rozkręcić szyny kolejowe, zniszczyć progi i usunąć szyny kolejowe oraz przecinać druty, idące wzdłuż torów kolejowych. Miało być również zniszczone urządzenie telefoniczne, biegnące wzdłuż dróg bitych, a to przez ścięcie słupów i zerwanie drutów. W Okręgu IV rozkaz ten był wykonany w sposób następujący: odcinki kolejowe Płyćwa-Rogów, Rogów-Koluszki miał zniszczyć III Obwód, którego komendantem był Nitrowicz (ś.p. Józef Turczyński), wykonał zaś rozkaz Marian Kozielski. Odcinek Łódź-Chojny miał być zniszczony przez komendanta Org. Lok. III, t.j. Słowika. Organizacji III nie udało się uszkodzić samego toru, gdyż był pilnie strzeżony, bowiem dotykają do niego różne magazyny wojskowe, natomiast organizacja ta poprzecinała w kilku miejscach druty telefoniczne na tym odcinku oraz na odcinku kolejowym Łódź-Pabianice. Odcinek kolejowy Łask- Pabianice został powierzony II Obw. W Łasku, Zgrzytowi (Stefanowi Kiełczewskiemu). Rozkaz ten przez obwód został wykonany sumiennie i solidnie, zwłaszcza w pobliżu Łasku. Zniszczenie toru było tak wielkie, że 2 kompanie saperów naprawiały zniszczenie przez 2 dni, a Niemcy nałożyli na gminę Łask kontrybucję w wysokości 2000 marek, którą Łask musiał zapłacić.

Niemcy prowadzili rabunkową gospodarkę w lasach państwowych. Masowo wycinali drzewa, które wywozili do Niemiec względnie sprzedawali na miejscu, tak było i na terenie powiatu łaskiego. Okręg IV P.O.W. postanowił w tym momencie, kiedy będzie gotówka w kasie zarządu leśnego, zrobić zbrojne najście i pieniądze zabrać na cele P.O.W. W tym celu Kiełczewski przeprowadził dokładny i ścisły wywiad, lecz na dokonanie takiej akcji trzeba było mieć zezwolenie Komendy naczelnej Nr 1, które jednak nie nadeszło i zamierzonej pracy nie wykonano.


Z peowiackich wspomnień ( o niebezpieczeństwach rozklejania plakatów)

Czy mam pisać o Pabianicach, porosłych historią wieków? O Łasku, prastarym gnieździe, otulonym wspominkami świetności biskupich czasów? O Sędziejowicach, szkarłatniejących od krwi powstańców i żołnierzy moskiewskiej przemocy? O Widawach, Zelowach, Dobroniach, Karniszewicach, Mogilnach i tylu innych wioskach, ośrodkach pracy peowiackiej? O Grzymałach – Pęczkowskich, Waligórskich, Krakowskich, Kabzach, Łubiszach i tylu innych, którzy miasta i wsie ziemi łaskiej ze snu zbudzili i jakby skamieniała nawierzchnię serc kruszyli i siali wiarę w Niepodległość Polski i Zwycięstwo?...

Czy mam wspomnienie rzucić o ks. S. Wróblewskim z Dobronia, który peowiakom był całą duszą oddany? Czy o infułacie Ks. Augustyniku, który „Orłami Białymi cały kościół w Łasku jak gwiazdami obsiał”? (jak mówili rusofile, czekający powrotu „taty”); czy o tym pisarzu gminnym, co to był z lekka rusofilem – nie z miłości do Moskali, ale z nienawiści do Niemców – i po swojemu peowiaków sercem darzył? Czy o tym posiadaczu kawała szlacheckiej ziemi dobrońskiej, zakochanym w peowiackiej rycerskości, chociaż był związany z innymi kategoriami narodowymi niż peowiacy? Czy o tej śpiewaczce chechłowskiej, cichej gospodyni, która z dłutowskich gniazd przyniosła gorące marzenie o wolnej Ojczyźnie i na pierwszym sztandarze narodowym (1915 r.) w parafii i gminie misternie i artystycznie Orła Białego „wyrzeźbiła”; a ten Znak wiecznie żywej Polski w tysiącach egzemplarzy słała do chałup chłopskich, do ludu rolnego? Czy o wójcie W. Kabzie, krzewicielu pieśni i muzyki ludowej w dobrońskich i okolicznych gminach, który w sercu i duszy razem z pieśnią nosił fanatyczną miłość dla Józefa Piłsudskiego, P.O.W. i Niepodległości?... Czy....?

Nie będę snuł tych wspomnień bez końca, lecz rzucę tu jeden fragment, jeden strzęp z dziej& oacute;w peowiackiej walki. Było to dawno i tak przecież niedawno, że zdaje mi się, że te czasy minione dziś na strunach duszy grają melodie ongiś zakazane, a peowiackim sercom tak miłe.

Dobroń – Chechło - Pabianice. Sąsiedzkie osiedla ludzkie, peowiackie drogi, ogniwa niewielkiej spójni niepodległościowej … byłem komendantem P.O.W. w Chechle. Po pierwsze dlatego, ze tworzyłem tam P.O.W.; po drugie, ze byłem tam nauczycielem; po trzecie, że tak rozkazał mój bezpośredni komendant Obwodu ob. Józef Waligórski; po czwarte, że mnie tu lubiano, a z chłopami – tak samo jak z młodymi – szybkośmy się dogadali na tle mej nauki i przekonań (…)

Pewnego późnego wieczoru przyniósł do mego mieszkania wioskowego człowiek dużą paczkę, którą oddał mi po uprzednim sprawdzeniu, że nie omylił się w adresie. O pokwitowanie się nie upominał, powiedział, że jest z Piotrkowa, z terenu okupacji austriackiej. Były w tej paczce plakaty z odezwą biskupa Bandurskiego ozdobione obrazkiem matki Boskiej Częstochowskiej i inne z dużą podobizna Strzelca oraz napisem „Hej, kto Polak, na bagnety”. Wiele plakatów, odezw i broszur miałem później, ale te wydaja mi się najpiękniejsze memu sercu. Drogo też zapłacił za nie B. Brzoza-Konicki.

Kim był Brzoza? Szewcem wioskowym był ten inteligentny i o złotym, patriotycznym sercu chłopak; był on też duszą wiejskiej gromady peowiackiej i nieodłącznym towarzyszem mej roboty niepodległościowej.

Jeszcze na ziemiach naszych nie uciszyły się westchnienia rusofilskie za „tatą” (carem), a już kładli swą twardą łapę Niemcy na wszystkich przejawach życia społecznego i umysłowego. Przewąchał i tez oni, ze – obok nienawiści do moskiewszczyzny – robota peowiacka ma wstręt do germanofilów. Poznaliśmy, że Niemcy, to przyjaciele w słowach i deklaracjach, a nieprzyjaciele w życiu, gdy o wolność chodziło. Sprawdziło się to z nami, o czym dalej.

Wezwałem więc Brzozę i pokazałem mu plakaty. Poczciwy, serdeczny uśmiech rozjaśnił jego oblicze na widok tych cudowności wymarzonych.

- Wspaniałe! Cudowne! Miłe! Kochane! Obywatelu Komendancie, trzeba to rozlepić, trzeba wywiesić, żeby wszyscy czytali! Bo to i Matka Boska Częstochowska i słowa biskupa, i Strzelec wspaniały, i słowa za serce chwytające! Wywiesić! Choćby dziś!

- Rozlepić .musimy, ale jak? - mówię do Brzozy. Trzeba się spieszyć, aby zdążyć na niedzielę, więc całą noc chyba na tym nam zejdzie. A tu przy tej robocie możemy oberwać od Niemców albo i od swoich. A jak zrobić to dobrze, ażeby ani Niemcy ani rusofile nieprędko się z nimi uporali. Wywieszenie tych plakatów to nasz obowiązek!

- Więc jak? Przecież plakaty te musimy rozlepić, a do tego jest potrzebny klej, ja w sobotę przygotuję szewski, pożyczę pędzel i jazda do roboty. Ale może wziąć więcej ludzi do pomocy?

Na to się nie zgodziłem, bo niewiele pomogą, a zwrócimy na siebie większą uwagę. Zrobimy to we dwu w tajemnicy. No i złożyliśmy przysięgę na krzyż.

Rozlepialiśmy po Chechłach, Dobroniach, Mogilnach; na organistówce, na zajazdach, chałupach przydrożnych, nawet na tablicach z niemieckimi napisami.. Wracaliśmy spracowani, ale radośni z dokonanej pracy, gwarząc szeptem. Brzoza uparł się, że odprowadzi mnie do domu. Przemierzaliśmy już szosę. Właśnie na tym odcinku szosy stała stara wierzba, nieduża, zmurszała, pochylona, jak stara spracowana kobieta z rozwianymi włosami, prosząca przechodniów o kawałek chleba. Ujrzał ją Brzoza. A mieliśmy jeszcze kilka plakatów. „Nalepimy na tej wierzbie jeden” - nalegał. Odradzałem mu ale ostatecznie uległem. Trudno było umieścić ten plakat na starej, popękanej korze, ale jakoś udało się przylepić. Nam też nalepili, owszem mocno nalepili … Nie mogę powiedzieć, bym je czuł jeszcze, ale pamiętam doskonale.

Właśnie, gdy uszliśmy kilka kroków, usłyszeliśmy głośne „Halt!”. „Halt& rdquo; to „halt” - wiadomo Niemcy, patrol nie ma co gadać. Dobrze nas przyłapali, na gorącym uczynku. Ucieczka mogłaby się smutnie skończyć, a my ani na chwilę nie przypuszczaliśmy, takiego zakończenia, jakie miało miejsce. (Przecież Niemcy uchodzili za przyjaciół naszych wolnościowych pragnień! Plakaty były właściwie tej treści). Czekamy więc. Patrol oświecił nas najpierw latarką, a po tyn indagacja: kto ja, kto Brzoza, co tu robimy w godzinach zakazanych, dlaczego nie stosujemy się do przepisów, dla „ordnugu” pójdziemy na Haupwache. Ale w międzyczasie drugi żołnierz niemiecki znalazł plakat na starej wierzbie, od razu też zrozumieli, co znaczą wiadro i pędzel u Brzozy. Myślałem, że zdołam landwerzystów przekonać o niewinnej propagandzie wolności polskiej, myślałem, że mój autorytet nauczyciela wzbudzi w nich wiarę w moje słowa. Na nic się to zdało, a może przyśpieszyło reakcję patrolu, bo rozpoczęła się kotłowanina, w której otrzymaliśmy sporo uderzeń kolbą; w ogóle solidnie po niemiecku nam „wlepili”. Brzoza za wiadro i pędzel więcej ode mnie otrzymał, moja obrona nie pomogła jemu, owszem przyczyniła się do udzielenia mi mocnych argumentów pięścią.

Na „Hauptwache” nas dostarczyli z „dokumentami” i „dokumentnie” obitych. Tam przecież sprawę wyjaśniłem. Przeprosili nas za omyłkę. Ale pouczeń moc; nie wolno chodzić w godzinach zakazanych, plakatów bez zezwolenia „Kreisamt'u” nalepiać nie wolno, kary nam nie będą wymierzane za przekroczenie, bo – wobec mojej skargi na obicie -uważają sprawę za zlikwidowaną. A po tym jeszcze słowa, słowa, których – niestety – nie zdążyłem zrozumieć

Wróciliśmy. Pokwękaliśmy trochę. Brzoza nawet dłużej, a kto wie, czy właśnie nie to było przyczyną jego choroby, z której się nie wyleczył i zmarł w kilka lat później, już w Niepodległej Polsce, pochowany na cmentarzu katolickim w Pabianicach. Śpiewa mu tam wiatr pieśni te same, które wtedy śpiewał w peowiackich szeregach; poważne i frywolne, jednako owiane sentymentem życia legionowo-peowackiego, które szło ku Wielkiemu Jutru (…) Józef Pluskowski

Warto przybliżyć biogramy niektórych uczestników wydarzeń roku 1918 w Pabianicach.

Antoni Jankowski – komendant garnizonu Pabianice, urodził się w Pabianicach 11 maja 1893 roku. Był synem Stanisława Jankowskiego i Leokadii z Wlazłowiczów. Maturę uzyskał w Piotrkowie Trybunalskim. W Moskwie studiował prawo. Ukończył tam także szkołę oficerską. Podczas organizowania oddziałów polskich w Rosji został adiutantem w drugim pułku piechoty w korpusie generała Józefa Dowbora- Muśnickiego. W październiki 1918 r. przyjechał do Pabianic. Zorganizował trzy kompanie wojska (około 400 żołnierzy). Zginął pod Patutorami na froncie ukraińskim 19 czerwca 1919 r., dowodząc kompanią pabianiczan, która weszła w skład 28. Pułku Piechoty Strzelców Kaniowskich. Kapitan Jankowski spoczywa na pabianickim cmentarzu.

Według ustaleń Romana Peski, „Nasze Orlęta”, Pabianice 2000 : Kompania porucznika A. Jankowskiego rozlokowała się w pobliżu wsi Potatury i została ostrzelana nieprzyjacielskim ogniem artyleryjskim. Nieokopany żołnierz znalazł się w trudnej sytuacji. Celne strzały znacznie osłabiły siłę kompanii. Otoczona ze wszystkich stron przez wroga, znalazła się w potrzasku. Jedynym miejscem, przez które można było wyrwać się z kotła była rzeka płynąca w dole. W tej sytuacji por. Jankowski zdecydował zaatakować i przedrzeć się. W momencie gdy podrywał się z okrzykiem „Do ataku!” na czele swych żołnierzy, trafiony został wrażą kulą w okolice serca. Ciężko ranny, uniesiony przez żołnierzy znalazł się w strefie wolnej od ostrzału. Niestety każda pomoc była już spóźnioną. Strzał był śmiertelny. Zmarł w stanie pełnej świadomości. Zgromadzeni wokół niego żołnierze, uklękli i modlili się razem z umierającym dowódcą. Zwłoki poniesiono do pobliskiej wsi i tu żołnierze wykonali drewnianą trumną, a właściwie skrzynię. Razem ze zwłokami włożono do niej rzeczy, które zgodnie z jego wola miały być przekazane zonie. Niełatwe zadanie dostarczenia zwłok do Pabianic, wykonał starszy szeregowy Stanisław Jankowski z trzema innymi żołnierzami. .

Pogrzeb odbył się w dniu 23 czerwca 1919 roku. Wzięły w nim udział liczne rzesze mieszkańców, prawie całe duchowieństwo, władze miejskie, młodzież gimnazjalna i harcerska oraz kompania honorowa Wojska Polskiego. Mogiłę bohatera pokrył stos kwiatów i wieńców. Każdy chciał położyć swój kwiatek. Miejsce wiecznego spoczynku komendanta miasta i twórcy pabianickiego wojska, otoczone było czcią, opieka i pamięcią. Tu z okazji różnych świąt patriotycznych składano kwiaty, a w dziesiątą rocznicę śmierci, odbyła się na cmentarzu podniosła uroczystość złożenia hołdu, wdzięczności i pamięci wszystkim żołnierzom Ziemi Pabianickiej poległym w obronie Ojczyzny.

Józef Waligórski „Olszewski” - komendant IV Obwodu POW oraz od stycznia 1918 do 12 listopada 1918 r. komendant Pabianic, urodził się 2 lutego 1894 r. Od czerwca 1919 do marca 1920 był słuchaczem Wielkopolskiej Szkoły Oficerskiej w Poznaniu. Walczył w wojnie polsko-bolszewickiej na froncie ukraińskim i wołyńskim. Pełnił obowiązki adiutanta dowódcy II batalionu 101. pułku piechoty. W latach 1921-1932 pełnił funkcje sztabowe w DOK IX Brześć, 84. pułku piechoty i w Korpusie Ochrony Pogranicza. W 1932 r. został referentem w Biurze Personalnym Ministerstwa Spraw Wojskowych. Otrzymał stopień kapitana. Rozpoczął służbę w II Oddziale Sztabu Generalnego. W 1939 przedostał się do Rumunii. Z armią gen Andersa przeszedł cały szlak bojowy. . Zmarł w Londynie w październiku 1947 r. Majora upamiętnia symboliczna tablica umieszczona na grobie rodzinnym w Pabianicach.

W dniu 21 stycznia 1919 roku Antoni Jankowski raportował dowódcy VIII Okręgu Wojskowego w Łodzi, słowa, które wypowiedział Waligórski na spotkaniu w magistracie:

Jestem komendantem P.O.W. na obwód Pabianice, a że jako organizacja wojskowa powinna podlegać wojsku, więc poddaję się z całym oddziałem pod pańskie rozkazy bez żadnych zastrzeżeń o władzę.

W następnym raporcie do dowództwa VIII OW w Łodzi porucznik Jankowski podaje informacje dotyczące dotychczasowej służby podchorążego Waligórskiego, z prośbą o zatwierdzenie kwalifikacji wojskowych: W styczniu 1915 r. wstępuje do P.O.W. i po skończeniu kursu wyższego żołnierskiego został mianowany komendantem plutonu w Pabianicach. W lipcu 1915 roku komendant kompanii – 80 ludzi – do kwietnia 1917 roku. W czerwcu 1916 roku kończy wyższy kurs podoficerski. W kwietniu m1917 roku komendant IV Obwodu – cześć powiatu Łask i Łódź oraz Pabianice, Rzgów, Jutrzkowice, Bychlew, Huta Dlutowska, Karniszewice, Szynkielew, Chechło, Dobroń i Wiskitno. Wykładowca szkół żołnierskich jak i podoficerskich w Obwodzie. Na początku 1918 roku został komendantem Pabianic i okolicznych organizacji lokalnych az do rozbrojenia Niemców.

Antoni Szczerkowski stanął na czele wielotysięcznej manifestacji niepodległościowej 11 listopada przed dworem kapituły krakowskiej w Pabianicach. Urodził się 16 maja 1881 we wsi Sonewo. Od piętnastego roku życia terminował u tkacza w Pabianicach. Wyzwolony na czeladnika rozpoczął pracę w fabryce Barucha w Pabianicach. Od 1904 r. należał do Narodowego Związku Robotniczego. Następnie wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej -Lewicy. Był jednym z organizatorów Związku Zawodowego Robotników Przemysłu Włóknistego w Pabianicach. W 1912 aresztowany (łącznie sześciokrotnie). Dążył do pojednania PPS i PPS-Lewicy, co doprowadziło w czerwcu 1918 r. do powstania grupy niepodległościowej PPS-Lewicy, wydającej Informator opozycji robotniczej PPS-Lewicy. W latach 1916-1939 przewodniczył Związkowi Zawodowemu Robotników i Robotnic Przemysły Włókienniczego . Był także wiceprzewodniczącym Komisji Centralnej Związków Zawodowych i członkiem Rady Generalnej Międzynarodówki Włókienniczej. W 1926 r. został przewodniczącym Rady Miejskiej w Pabianicach. W okresie 1919-1935 był posłem na Sejm RP i członkiem Rady Naczelnej, i Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS. Po wojnie działał w PZPR. Zmarł 18 października 1960 roku w Pabianicach.

Mieczysław Tomczak w dniu 1 listopada 1918 r. miał nielegalne wystąpienie na cmentarzu pabianickim, przygotowujące mieszkańców do nadchodzących zmian politycznych. Urodził się 2 października 1886 r. w Łagiewnikach, powiat kolski. Od 1905 r. działacz Narodowego Związku Robotniczego. W 1907 r. zastępca naczelnika Organizacji Bojowej NZR Od 1907 r. współpracował z PPS- Frakcja Rewolucyjna. W latach 1915-1918 członek Polskiej Organizacji Wojskowej (POW). W 1919 r. został posłem na Sejm Ustawodawczy z listy NZR.W latach 1925-1929 prezes Związku Strzeleckiego w Pabianicach. Od 1928 do 1933 wiceprezydent Pabianic. Działacz Narodowego Stronnictwa Pracy. Po 1946 r. członek Rady Naczelnej Stronnictwa Pracy. Zmarł w 1949 roku w Łodzi.


W Gazecie Pabjanickiej nr 19, 20, 21/ 1936 r. ukazał się artykuł „Udział Pabjanic w ruchu wolnościowym. Z dziejów pierwszych kadr wojska polskiego”.

Stary gród Pabjanice, mający swoją bogatą przeszłość ponad 6 wieków istnienia, w czasach dzisiejszych przytłoczony i zasłonięty od świata wyrosłym nagle tuż pod jego bokiem kolosem miejskim – Łodzią, spadł do roli małego jakby przedmieścia Łodzi, o którym niewiele się mówi i pisze.

Tymczasem miasto samoistne Pabjanice udziałem swym w ogólnopolskim ruchu wolnościowym rzetelnie sobie zasłużyło na drobną choćby wzmiankę w historii walk o Niepodległość. Mija rok za rokiem i przeszłość zasnuwa coraz grubsza mgła zapomnienia.

Korzystając z ustnych wspomnień byłych legionistów i pierwszych żołnierzy wojska polskiego, dla upamiętnienia tych chwil, pragnę choć pobieżnie skreślić dzieje powstania pierwszych kadr wojska polskiego w Pabjanicach. Są to dzieje pierwszych dwóch kompanii „Dzieci Pabjanic” – że je tak nazwę, bowiem zorganizowane zostały w Pabjanicach, przez miasto wyekwipowane i składające się z kwiatu młodzieży pabianickiej, która na pierwszy zew ruszyła do szeregu, by własnymi rękoma wyrąbywać rubieże powstającej z grobu ojczyzny.

Wojna wszechświatowa wstrząsnęła umysłami Polaków. Przedtem bowiem poza nieliczną garstką „szaleńców”, co to o jakiejś tam Polsce marzyli, kryjąc się w podziemiach przed okiem żandarma rosyjskiego – całe niemal społeczeństwo polskie przyjęło narzucone sobie jarzmo trzech zaborców.

Jeśli chodzi o Pabjanice (spójrzmy śmiało prawdzie w oczy), to mieszkańcy w lwiej części za swoich uważali Moskali i im podczas wojny życzyli zwycięstwa, tak samo, jak mniejszości niemieckie życzyły zwycięstwa Niemcom, i szczodrze ich w domach swych gościły. Nastroje takie panowały tak długo, dopóki podczas ciągłych przemarszów wojsk w murach miasta nie pojawiły się pierwsze oddziały legionowe Piłsudskiego, o których istnieniu Pabjanice wiedziały niewiele. Te pierwsze szeregi wojska polskiego, a jak fama głosi był to oddział kawalerii legionowej – „Beliniacy” – w rogatywkach na głowach i z amarantowymi wyłogami na mundurach – wstrząsnęły uczuciami mieszkańców miasta. Ocknęło się dotąd uśpione sumienie narodowe Polaków i zaczął się nowy okres w dziejach miasta.

Już podczas okupacji niemieckiej, bo od początku 1915 roku, na terenie Pabjanic i powiatu łaskiego poczęły tworzyć się oddziały konspiracyjne o charakterze wojskowym POW i półwojskowym – skautów. Zebrania tak jednych, jak drugich odbywały się w mieszkaniach prywatnych, na lonie natury – w lasach bliższych i dalszych okolic, gdzie kształtowała się dusza przyszłego żołnierza polskiego, który Polskę z niewoli miał podnosić. Organizowało się wszystko jakby samo – mocą idei porwane do czynu, a jako bardzo czynnych wyznawców tej idei można byłoby wymienić wielu ofiarnych pabianiczan.

Na znak Komendanta młodzież pabjanicka zorganizowana i ta niezorganizowana a działająca samorzutnie, ruszyła do Legionów. Małymi grupkami przeprawiano ochotników pabianickich przez granicę niemiecko-austriacką do Wadlewa, gdzie znajdowała się placówka oficerów legionowych. Stamtąd podwodami odstawiano ich do Piotrkowa. Po przeszkoleniu wcielano żołnierzy do szeregów i wysyłano na front. Wkrótce przyszły czasy obozów koncentracyjnych w Szczypiornie i Łomży, w których znalazło się sporo pabianiczan za to, że wzorem swego Wodza odmówili złożenia przysięgi na wierność Niemcom. Część przed osadzeniem w obozach zdołała uciec i ukrywając się przed Niemcami, wrócić do Pabjanic. Uciekinierzy użyci zostali do dalszej pracy organizacyjnej w POW na terenie miasta i powiatu, a nawet pod fałszywymi nazwiskami wysyłani bywali do odleglejszych okolic. Fałszywych paszportów niemieckich dostarczała organizacja.. Śledziły ich władze niemieckie, a mszcząc się za niezłożenie przysięgi, wyłapywały i sadzały do więzienia.

Na zegarze dziejów zaczęła bić wielka godzina wyzwolenia Polski. Jako preludium była ostateczna klęska Niemców we Francji oraz rozbrajanie ich i ucieczka z granic kraju. Około 18 listopada 1918 roku Niemcy pośpiesznie opuścili Pabianice i władze w mieście przeszły w ręce polskie.

Z chwilą odzyskania niepodległości w łonie społeczeństwa powstała myśl, aby w Pabjanicach zorganizować własny oddział wojska polskiego i w ten sposób przyjść z pomocą krajowi, który tej pomocy w tym czasie bardzo potrzebował. Do organizacji pierwszych szeregów wojska przystąpiło kilku działaczy z Józefem Waligórskim, Komendantem miejscowego POW, Antonim Jankowskim, byłym podporucznikiem wojsk rosyjskich, Teodorem Wittychem i innymi na czele. Członkowie organizacji POW z terenu miasta, pobliskich wsi Jutrzkowic, Bychlewa, Huty Dłutowskiej, oraz z terenu całego powiatu łaskiego – gdzie tylko sięgały rozgałęzienia placówek POW, zostali zmobilizowani. Utworzono z nich pełną kompanię wojskowa w liczbie 120 ludzi, komendantem której był początkowo J. Waligórski a następnie Antoni Jankowski, sprawujący zarazem funkcję komendanta miasta. Kapelanem tego pierwszego oddziału wojska polskiego w Pabjanicach został światły pedagog i przyjaciel młodzieży ks. Stefan Rylski.

Wspomnieć trzeba o istniejącej wówczas Lidze Kobiet w Pabjanicach, do której należały gorące patriotki pabianiczanki. Liga Kobiet z poświęcenia pełnym zapałem pracą swą przyczyniła się w dużym stopniu do zaopatrzenia żołnierzy w bieliznę, dostarczała podarunki świąteczne, dbała o godziwe dla nich rozrywki.

Komenda miasta znalazła swą siedzibę w budynku firmy Krusche i Ender przy ul. Zamkowej 3, koszary zaś w dawnej szkole firmy R. Kindlera przy ul. Zamkowej 34.

Na wieść o formowaniu się oddziału pabianickiego zgłaszać się poczęli doń ochotnicy pabianiczanie i byli legioniści, dotychczas rozsiani po różnych terenach kraju, zajęci tamże praca niepodległościową. Poczęli oni organizować kompanię, kierując się doświadczeniem wyniesionym z Legionów. Niemal cały sprzęt wojskowy i ekwipunek pozostał po Niemcach, a więc broń i amunicja, mundury, płaszcze, buty, a nawet prowiantu starczyło na jakieś 3 miesiące. Na gwałt poczęto przerabiać mundury i płaszcze, zaś czapki szyto ze starych, nie nadających się już do użytku mundurów niemieckich. Przeróbki i reperacje butów uskuteczniano we własnym zakresie, jako – że nie brakło w pierwszych szeregach wojska polskiego przedstawicieli kunsztu szewskiego.

Ćwiczenia kompanii oparte były na zasadach ćwiczeń wojskowych Wehrmachtu, a jako teren do ćwiczeń polowych służyły okolice Pabjanic, Dobronia, Łasku i Tuszyna. Całe społeczeństwo miasta, jak również mieszkańcy okolic z otwartymi rękoma witali wszędzie kompanię, gdzie tylko się zjawiła. Kompania pabianicka nie posiadała własnej kuchni polowej, jednak żołnierz podczas dalszych wymarszów nigdy nie zaznał głodu. Mieszkańcy Dobronia zawsze obficie podejmowali jedzeniem całą kompanię 120 chłopa na schwał, warząc strawę w kotłach… od prania bielizny. Nie psuło to nikomu przysłowiowego apetytu żołnierskiego, ani humoru tryskającego werwą, wyładowującą się w piosenkach żołnierskich starszej i najnowszej daty. Nie mniej gościnnie przyjmowali oddział w majątku Widzew oraz u p. Ajzerta w Łasku, zaś ksiądz proboszcz w Buczku pod Łaskiem z ambony nawoływał ludność tamtejszą do składania ofiar w żywności. Lud wiejski na wołania te nie pozostał głuchy i śpieszył przyszłym wojskom z ofiarną pomocą.

Nikt z żołnierzy od dowódcy do szeregowca nie pobierał żołdu. Polskę nie było jeszcze stać na wypłacanie żołdu, zresztą poszli na pierwszy zew ojczyzny, by o nią walczyć bez względu na warunki, w jakich to się miało odbywać. Byli to prawdziwi idealiści z sercem przepełnionym miłością kraju.

W grudniu 1918 r. przyjechał na wizytację pułkownik Jasiński, dowódca okręgu wojskowego w Łodzi w otoczeniu swego sztabu. Ustawiły się szeregi na dziedzińcu koszarowym przy ul. Zamkowej 34, gdzie odbył się przegląd oddziału. Przegląd wypadł dobrze. Dzielna postawa i dobry wygląd żołnierza pabianickiego świadczył o sprężystości jego dowódców i dobrej opiece miasta. Wówczas płk Jasiński nadał specjalnym rozkazem pierwsze oficjalne szarże oddziału według zasług położonych nad zorganizowaniem pierwszej kadry wojska polskiego w Pabjanicach. Mianowani zostali: Jankowski Antoni – podporucznikiem oraz komendantem oddziału i miasta, Józef Miłecki – szefem kompanii, Świetlicki Henryk – sierżantem liniowym, Wittych Teodor – sierżantem prowiantowym, Zasadziński Kazimierz – założyciel izby chorych w kompanii – sierżantem sanitarnym, Kabza Wincenty – plutonowym, Okrojek Stanisław, Zaborowski Franciszek, Lorenc Benon, Fogt Władysław – sekcyjnymi liniowymi, Dubis Franciszek, Pełek Jan, Freitek Jan i Klimek Wincenty – starszymi żołnierzami.

Jeden z organizatorów kompanii podchorąży Józef Waligórski wezwany przez ówczesnego dowódcę frontu północnego pułk. Jasińskiego do Poznania po kilku dniach tam pobytu zostaje przydzielony do Wielkopolskiej Szkoły Oficerskiej. O innych, którzy samodzielnie zgłosili się przedtem do szeregów wojska w innych miejscowościach brak danych. Wspomnieć jednak należy o pabianiczaninie p. Kudaju, który jako dowódca batalionu 28 Pułku Strzelców Kaniowskich chlubnie się wyróżnił w walkach, między innymi i pod Radzyminem, dokazując cudów waleczności i niepospolitej odwagi. Obecnie w stopniu podpułkownika osiadł na emeryturze. On i wielu, wielu innych tutaj niewymienionych będą chlubą Pabjanic po wieczne czasy.

W styczniu 1919 r. kompania pabianicka otrzymała nazwę 12 kompanii 28 Pułku Strzelców Kaniowskich. I rozkaz wymarszu na początku marca z całym batalionem pułku na front cieszyński. Trzeba było rozstać się z rodzinnym miastem i jego serdeczną opieka. Żegnało swoje dzieci całe społeczeństwo miasta. W niejednym oku zaszkliła się łza i niejedno serce przeszył ostry cierń bólu i smutnych przeczuć. Kompania, jak głosiły wieści, rychło otrzymała swój chrzest bojowy i przerzucona z frontu na front stale biła się z wrogiem. Pierwsi ranni to Władysław Fogt i Stanisław Raczyński.

Por. Jankowski pozostał w Pabjanicach i stosownie do otrzymanego rozkazu począł formować na terenie miasta drugą kadrę wojska polskiego. Kompania ta zorganizowana została w szybkim tempie z ochotników pabianiczan oraz likwidujących się małych oddziałów ochotniczych ze Zgierza i Głowna. Poszczególna obsada szarż prawie pozostała bez zmian. Jako nowi doszli: sierżant liniowy Świętosławski Roman, kapral Placek Władysław, podoficer żywnościowy plutonowy Sobala Józef i starszy szeregowy Paradowski Bronisław.

Już w maju tego roku kompania kompletnie wyekwipowana jako 1-a kompania 28 Pułku Strzelców Kaniowskich wyruszyła do Łodzi. Powtórzyła się smutna chwila rozstania .. Kompania odeszła ze śpiewem na ustach, nie oglądając się za siebie, choć niejednemu z żołnierzy sadzonym było już więcej nie ujrzeć swego rodzinnego miasta. Po skompletowaniu 1 batalionu 28 PSK w Łodzi i kilkutygodniowym pobycie w Sieradzu 1 kompania pabianicka wraz z resztą batalionu wyjechała na front ukraiński.

Od pierwszych chwil podróży por. Jankowski jakby przeczuwał śmierć i podczas postoju we Lwowie przed wymarszem na front zrobił testament na skrawku papieru, a wręczywszy go sierżantowi Małeckiemu, prosił o doręczenie zonie zamieszkałej w Pabjanicach – w wypadku swojej śmierci. Smutny nastrój, wywołany złymi przeczuciami lubianego przez całą kompanię dowódcy, rychło rozpłynął się w atmosferze walki.

W pierwszych dniach pobytu na froncie ochotnicza kompania pabianicka niezahartowana w ogniu i niemająca za sobą żadnej zaprawy bojowej, otrzymała rozkaz wykonania samodzielnego zadania. Dnia 19 czerwca 1919 r. kompania wolnym marszem poczęła posuwać się na odcinku frontu za miastem Brzeżany, województwo tarnopolskie, pod stacją kolejową Potutory. Wokół posuwającego się oddziału wrzał śmiertelny bój. Kanonady artylerii, detonacje wybuchów szrapneli i terkot karabinów maszynowych na tle gorejących osiedli – zlały się w jeden obraz piekła i zniszczenia. Przeważające siły Ukraińców oraz ich armaty i gniazda karabinów maszynowych wymacały kompanię i lunęły w nią strugą ognia i żelaza. Idący w pierwszym szeregu por. Jankowski trafiony kula prosto w serce zwalił się ciężko na ziemię. Pociski karabinowe jak chmura os otoczyły kompanię i raz po raz ktoś z jękiem osuwał się na grunt zorany granatami. Z kilkunastu rannymi oddział wycofał się bezładnie, pozostawiając ciało dowódcy tam, gdzie był padł – nie sposób bowiem było unieść je pod straszliwym ogniem kulomiotów. O odcinek ten dnia tego walczono zapamiętale i przechodził on z rąk do rąk. Gdy wreszcie wyparto wroga, pod zwałami trupów Polaków i Ukraińców znaleziono ciało poległego por. Jankowskiego ograbione doszczętnie przez żołnierzy ukraińskich, ledwo tylko mundurem oficerskim przyodziane. Zwłoki te przywieziono do Pabjanic i pochowano na miejscowym cmentarzu katolickim.

Dalsze losy dwóch kompanii pabianickich „dzieci Pabjanic” objęte zostały historią całego 28 Pułku Strzelców Kaniowskich.

Nazwiska wszystkich bohaterów pabianiczan, którzy polegli w walce o wolność Polski, wyryte zostały ku wiecznej pamięci przyszłych pokoleń na cokole pomnika Niepodległości, wzniesionego przez ogół społeczeństwa miasta obok kościoła Św. Mateusza na Starym Mieście.

Pabjanice spełniły swój święty obowiązek względem ojczyzny i będą miały obowiązek ten spełnić po raz wtóry, gdy tego zajdzie potrzeba. (B. Popa)


W okresie międzywojennym przede wszystkim Legioniści cieszyli się dużą atencją lokalnej społeczności. Wspominano niezapomniany przemarsz przez miasto pododdziału słynnej Pierwszej Brygady Legionów, będącej pierwszą polską formacją wojskową w XX wieku. Drugi batalion brygady wracał do Krakowa po bitwach pod Laskami i Anielinem (22-26.10.1914). Pabianiczanie działali aktywnie w miejscowym Oddziale Związku Legionistów. Gazeta Pabjanicka publikowała ich klepsydry.

Dnia 28 września 1935 r. zginął śmiercią tragiczną b. legionista 1 Brygady Legionów polskich śp. Szkalej Teodor. Zmarły w 40 roku życia, jako młody chłopiec w pamiętnym roku wojny 1914 zaciągnął się do Legionów Polskich w czasie przemarszu przez Pabjanice II Baonu I Brygady po bitwach pod Laskami. Śp. Szkalej Teodor przebywa kampanię legionową od 1914 r. przez Krzywopłoty, Łowczówek, Karpaty, walki na Wołyniu w VI Batalionie I Brygady Legionów w kompanii śp. pułkownika Lisa Kuli. W r. 1917 dzieli losy legionisty polskiego w obozie jeńców w Szczypiornie. W latach wojny bolszewickiej bierze czynny udział w walkach pod Warszawą, potem na Wołyniu. Po wyjściu z wojska polskiego w 1922 r. pracuje jako tkacz, ostatnio zatrudniony był w Rzeźni Miejskiej. Był cichym i pracowitym człowiekiem, bardzo uczynnym i zacnym członkiem Związku Legionistów.

Dnia 10-go sierpnia 1935 r. zmarł w mieście naszem w wieku 60 lat śp. Wojciech Kurpiński – b. legionista 4 Pułku Piechoty Legionów – śp. Kurpiński przedstawiał sobą typ robotnika obywatela. Od najwcześniejszej młodości brał czynny udział w pracach niepodległościowych, pracując w Narodowych Związkach Robotniczych. W 1916 r. wstępuje do Legionów Polskich odbywając służbę wojskową w 4 Pułku Piechoty Legionów (chrzest bojowy pod Jastkowem, walczył na Lubelszczyźnie, Wołyniu, pod Kostiuchnówką) aż do czasu uwięzienia w Szczypiornie. Po wyjściu z obozu – wraz z innymi – przezywa gehennę robotnika polskiego na robotach w Niemczech. Po powrocie do Wolnej Ojczyzny wstępuje w r. 1920 do 32 Pułku Piechoty Strzelców Kaniowskich – przechodząc z pułkiem kampanię 1920 r. Po wyjściu z wojska pracuje dłuższy czas jako robotnik w „Dobrzynce” poświęcając się pracy w miejscowym Związku Legionistów Polskich, którego był współzałożycielem.

Przepojony od młodości idea służby dla Ojczyzny oddaje do służby wojskowej 3-ech swoich synów. W zmarłym Związek legionistów utracił zacnego kolegę, dobrego obywatela – patriotę. Pozostawił po sobie ogólny żal towarzyszy broni. O godz. 15-ej wyruszył kondukt pogrzebowy. Trumnę ze zwłokami kolegi nieśli legioniści, przystrojoną pięknym wieńcem. Za krzyżem i chorągwią kościelną kroczyli z pocztami sztandarowymi legioniści i inwalidzi w mundurach organizacyjnych. Na cmentarzu b. legionista p. J. Koziara wygłosił bardzo piękne przemówienie, podkreślając, że zmarły wypełnił swój obywatelski obowiązek i odchodzi dziś od nas.


W 1916 roku oficerem werbunkowym Wojsk Polskich w Pabianicach był Tadeusz Reger (1872-1938) – socjalista, działacz robotniczy, narodowy, oświatowy, długoletni poseł do sejmu austriackiego i polskiego, redaktor i publicysta związany szczególnie z Galicją i Śląskiem Cieszyńskim.

W „Jednodniówce jubileuszowej: wspomnienia lat czterdziestu” (1932) poświęconej T. Regerowi czytamy: W roku 1907/8 założone zostało Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe „Siła”. Odegrało ono wybitną rolę w dziejach ludności polskiej na Śląsku. Myśl założenia „Siły” poddał tow. Reger. On wypracował statut i on też był jej pierwszym organizatorem. W latach 1910 do 1914 powstał na Śląsku, obok „Siły” Związek Strzelecki. W zorganizowaniu jego brał tow. Reger czynny udział. W chwili wybuchu wojny światowej cały Związek Strzelecki i znaczna część młodzieży ze „Siły” pospieszyli do Legionów Polskich. Zgłosił się również do służby w Legionach Polskich tow. Reger, lecz na wyraźny rozkaz Komitetu Partyjnego powrócił do Cieszyna, aby objąć obowiązki Komisarza Wojskowego Legionów Polskich. Obowiązki te pełnił do listopada 1915 roku. Gdy prace z tym stanowiskiem związane wyczerpały się, zgłosił się Reger do czynnej służby w Legionach Polskich i pełnił służbę kolejno w Opatowie, Pabianicach i Łodzi. Skutkiem znanych zajść w początkach roku 1917 powrócił Reger do pracy parlamentarnej we Wiedniu.

Tadeusz Reger urodził się w Nowym Jorku (USA). Ukończył cztery klasy Gimnazjum św. Anny w Krakowie. Został asystentem aptekarskim. W 1892 zapisał się na studium farmaceutyczne Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po zdaniu kilku egzaminów z odznaczeniem został relegowany za udział w stowarzyszeniach i zgromadzeniach robotniczych. W 1893 r. objął redakcję krakowskiego organu partyjnego Naprzód. Kilkakrotnie aresztowany m. in. pod zarzutem organizowania zamachu na cesarza. W więzieniach przesiedział trzy lata. Przywódca Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej Galicji i Śląska Cieszyńskiego. W 1907 i 1911 został wybrany posłem do Izby Poselskiej austriackiej Rady Państwa. Sześć razy został wybrany do Sejmu II RP. Był jednym z trzech prezesów Rady Narodowej Księstwa Cieszyńskiego. Brał udział w obronie Śląska przed wojskami czeskimi.

Emil Haecker, kolega Regera z UJ wspominał na łamach Naprzodu nr145/1932 jak doszło do przerwania studiów na farmacji: W r. 1892 znaleźliśmy się obaj na pierwszym roku uniwersytetu. Był to rok niefortunny. Po przełomowych latach poprzedzających przyszła wtedy na uniwersytet fala reakcyjnej młodzieży. Doświadczyliśmy tego niebawem. Rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego został wtedy wybrany śp. Madeyski. Rozpoczął swe urzędowanie od wywieszenia w westybulu Collegium Novum obwieszczenia, zakazującego młodzieży akademickiej uczestnictwa w stowarzyszeniach robotniczych. Nas ten zakaz nie odstraszył. Komisarz policji Banach zastał nas obu podczas rewizji w redakcji Naprzodu i na pierwszym zgromadzeniu poufnym w Płaszowie. Napisał o tym doniesienie do senatu uniwersytetu i senat w dniu 3 czerwca 1893 relegował nas obu z uniwersytetu na trzy półrocza. Wtedy trzeba było zrobić dobrą minę, aby na zewnątrz okazać, że mimo relegacji pozostaliśmy nieugięci i niezachwiani. Więc daliśmy się obaj razem fotografować, kupiliśmy sobie obaj garibaldowskie kapelusze o olbrzymich rondach i czerwone krawatki i tak wystrojeni poszliśmy razem po odbiór wyroku do uniwersytetu, gdzie nam uchwałę senatu doręczono i relegację piękną łaciną do indeksów wpisano.

T. Reger od lutego 1916 r. był oficerem werbunkowym w Opatowie, Pabianicach i Łodzi w stopniu podporucznika.

Początkowo działalność werbunkową, za którą odpowiedzialny był Departament Wojskowy NKN, prowadzona była na terenie Galicji. W listopadzie 1914 r. postanowiono rozszerzyć pracę Departamentu na obszar Królestwa Polskiego. Akcję werbunkową w terenie prowadzić mieli specjalni emisariusze. Siedzibę Departamentu umieszczono w Sławkowie, a następnie przeniesiono do Piotrkowa. Przy Departamencie działało Centralne Biuro Werbunkowe. W lipcu 1915 r. na terenie okupacji austriackiej nastąpiły zmiany w systemie werbunku. Dotychczasowi emisariusze zostali zastąpieni przez oficerów werbunkowych (komisarzy werbunkowych). Każdemu z nich przydzielono 4 legionistów i jednego podoficera. Oficerowie werbunkowi prowadzili różne formy agitacji, kolportaż prasy, broszur, plakatów, odezw o tematyce niepodległościowej. Na terenie okupacji niemieckiej oficerowie werbunkowi napotykali spore trudności ze strony władz wojskowych.


https://polona.pl/item/344044/1/

https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/188171/edition/177148



O pabianickim uczniu - legioniście wspomina Irena Zarzycka w książce „Panna Irka” (Warszawa 1931). Pisarka podczas pierwszej wojny światowej była uczennicą 8-klasowego Koedukacyjnego Gimnazjum Ogólnokształcącego w Pabianicach, przemianowanego później na Koedukacyjne Gimnazjum Matematyczno –Przyrodnicze im. J. Śniadeckiego (dawna Szkoła Handlowa). Autorka w typowym dla niej melodramatycznym stylu przedstawia patriotyczne podniecenie w miasteczku:

Tymczasem wśród starszyzny szkolnej wrzało i coraz … coraz … któryś zwijał manatki, rzucał szkole wesołe: servus i … wiał do Legionów … aż któregoś dnia Irka przyszła zapłakana i pokazała nam kartkę od Jurka; „Droga Irko … nie gniewaj się, ja zawsze będę Twym rycerzem, ale na razie muszę iść walczyć tak jak rycerze z Trylogii … nie dokazuj zanadto, żeby ci nie nakładli poprawek … ja zawsze będę o Tobie myślał … gdy znajdę chwilę czasu napiszę długi list już z wojska, pozdrów wszystkie koleżanki i kolegów … może uda mi się kiedy zrobić coś nadzwyczajnego i dostanę od ciebie wstążkę. Jurek”.

- żeby go tylko nie zabili – szlochała Irka i poszła utulić żal w ramionach Zosi. Dziewczyny były okropnie przejęte bohaterskim gestem Jurka i patrzyły na nas lekceważąco … Cały dzień szeptały ze sobą tajemniczo, a nazajutrz o 7 rano byliśmy już wszyscy na mszy, którą zakupiły na intencję szczęśliwego powrotu Jurka .. Takie były nasze dziewczynki ….Toteż naprawdę my, gimnazjaliści, chlubiliśmy się swymi koleżankami i z pogardą traktowaliśmy pensjonarki… nasze dziewczyny nie włóczyły się po ciemnych ulicach z chłopcami i oczu nie wywracały …

W tym też czasie pojawiły się różne śliczne piosenki np. „Zakwitały pąki białych róż”, „Hej panienki posłuchajcie” itd. Podczas rekreacji siadało się na ławkach i urządzało chóry … ach … to było naprawdę śliczne.

A tymczasem nasz Jurek maszerował dniami i nocami … dziecinną jego duszyczkę hartował świst kul i mężniała coraz bardziej … u ramion rosły mu orle skrzydła zapału … zapewne nieraz przed szarymi oczyma zamajaczyła orzechowa główka Irki … nieraz w ciemną dżdżystą noc doleciał uszu zdrowy, dziarski, młody śmiech … i we mgle wzruszenia tańczyły śliczne wróżki i rusałki z naszego teatru … ale Jurek miał silną wolę… silniejszą niż organizm i któregoś słodkiego majowego wieczoru, kiedy siedzieliśmy całą paczką w ogrodzie złotowłosej Wilmy wpadł blady i zdyszany Stefan.

- Słuchajcie … Jurka przywieźli … ciężko chory …

Wilma zasadniczo gniewała się ze Stefanem, dlatego nie pozwalała mu do siebie przychodzić … ale wtedy schwyciła go za rękę…

- Stefan, dziękuję ci żeś nas zawiadomił … czy można go odwiedzić? …

- Można … Jego matka strasznie płacze … może pójdziemy wszyscy jutro … przecież niedziela … tylko uprzedzam żebyście nie robili grobowych min.

I od samego rana zaczęła się procesja. Stan Jurka był okropny. Postrzelili go gdzieś w okolice piersi. Żeby chłopak miał płuca zdrowe, to by się wylizał … a tak … jakimś cudem wujek czy ktoś z rodziny przeszwarcował go do domu i tu leżał chudy, żółty, z oczyma zapadniętymi, ale uśmiechnięty…

Irka siedziała na łóżku, trzymała go za rękę i całą siłą woli „robiła humor”, niefrasobliwym głosikiem opowiadała mu przeżycia szkoły:

- I wiesz Juruś? Stefan powiedział na Wilmę ciele, a ona się okropnie obraziła … no chyba miała rację, prawda? To przecież obelga dla jej mamy i też coś powiedziała … ona, a nie jej mama … a on wtedy podarł ten wiersz co to wiesz? …. o kasku i o blasku rzucił jej pod nogi … a pani od niemieckiego powiedziała, że jestem nieinteligentna, a ja niechcący powiedziałam: każdy sądzi podług siebie … wiesz, jej się puszczają wąsy, ciekawam czy je będzie sama goliła, czy też u fryzjera?

Przez otwarte okno słychać było brzęczenie chrabąszczy i szum ulicy … Pokój umajony świerkiem, bzami i jaśminem gorzał w łunach zachodu … tak ślicznie … tak smutno pachniał….

- … i Stachu widzisz? Zachodzi słoneczko, a teraz z lasu wychodzą krasnoludki, gonią rusałki … wiesz? One się teraz idą kąpać, a sukienki mają z gwiezdnych blasków i wieczornej mgły … na głowie wianeczki z rosy i świetlików

Klub siedział przed łóżkiem po turecku na ziemi. Matka Jurka zaparzała w kuchni herbatę…

Nagle ktoś na parterze mieszkający zaczął grać na fortepianie „Zakwitały paki białych róż” … Irka pobladła, a z jej uśmiechniętych oczu potoczyły się łzy … szybko … szybko … jak krople deszczu … jedna goniła drugą …

Spojrzeliśmy po sobie i wszystkich nas ścisnął za gardło nieopisany żal … Biedny Jurek! W tej chwili wiedzieliśmy, że do naszej klasy nie wróci … nie przeczuwał tylko żaden, że właśnie w tym momencie już śmierć szła na palcach po bladego rycerzyka, by go zabrać nim zajdzie słońce.

I wśród ciszy słabo zadrżał Jurkowy głos;. – Widzisz Iruśka (myśmy nigdy Irki tak nie nazywali) nie zdążyłem zrobić nic nadzwyczajnego i już nie zdążę … ale to nic.. jestem i tak … twoim wiernym rycerzem … prawda?

Bladł coraz bardziej i zamknął oczy.

A Irka pochyliła nad nim mokrą od łez twarzyczkę i rzekła dobitnie;

- Pasuję cię Jureczku na wodza mej drużyny, nikt nie wymyśli nigdy nic lepszego od ciebie i za to cię kocham – i pocałowała go w same usta.

Kiedy podniosła głowę i odsłoniła nam Jurka twarz, zobaczyliśmy, że oczy miał zamknięte i jakiś przedziwnie radosny, ale poważny uśmiech na ustach, nikt nie śmiał głośniej odetchnąć.. w progu stała matka i widząc nasz spokój i swego chłopca bez ruchu skoczyła ze szlochaniem do łóżka … Jurek podniósł na moment powieki:

- Nie krzycz, nie krzycz mamusiu … jestem taki … strasznie szczęśliwy … - i umarł.


Pabianiczanie walczyli także w szeregach armii generała Józefa Hallera. W 1925 roku powstała w naszym mieście placówka Związku Hallerczyków, o czym informował „Hallerczyk” nr 6/ 1925 r.

Placówka pabianicka, która dopiero co powstała, bo datuje swe istnienie od 1 stycznia 1925 r. rozwija się pomyślnie. Staraniem placówki odbyło się w niedzielę dnia 1 lutego br. w Pabianicach uroczyste nabożeństwo za poległych Hallerczyków. Rozklejone w mieście klepsydry oraz zaproszenia pokrewnych organizacji i rodzin po poległych Hallerczykach odniosły swój zupełny skutek, wobec czego uroczystość wypadła imponująco.

Udział w uroczystości wzięły następujące organizacje ze sztandarami: Chorągiew Łódzka, Weterani 1863 r., Sokoli, Harcerze, Straż Ogniowa, Towarzystwo Śpiewacze „Lutnia”, Związek Ludowo - Narodowy, Chrześcijańska Demokracja, Związek Tkaczy, Stolarzy, Murarzy, Rzeźników. Ogółem było reprezentowanych 15 sztandarów.

Pochód wyruszył z lokalu placówki przy dźwiękach orkiestry Straży Ogniowej, do kościoła NMP. Nabożeństwo odprawił ks. Warchoł. Do mszy św. usługiwali Hallerczycy kol. Stankiewicz i Gilewicz. Okolicznościowe kazanie wygłosił ks. Musiał charakteryzując wszystkie przejścia i boje Hallerczyków podając jednocześnie cel i zadania Związku Hallerczyków, prosił dalej by ten sztandar na którym wypisane są bitwy, w których udział brali Hallerczycy i za który krew przelewali nie został skalany. W końcu zwrócił się do wszystkich obecnych organizacji, nawołując do zgody i jedności, by podali sobie ręce i opasali Polskę dookoła nie pozwalając wrogowi zewnętrznemu wkroczyć do niej, jak również czuwali nad wrogiem wewnętrznym.

Po nabożeństwie orkiestra odegrała „Boże coś Polskę”. Pochód ruszył w tym samym porządku do lokalu placówki, gdzie na dziedzińcu ustawiły się wszystkie organizacje wraz z orkiestrą.

Nastąpiły przemówienia. Pierwszy przemawiał kol. Grzegorzak w imieniu Chorągwi Łódzkiej. Mówca w swym wzniosłym przemówieniu po oddaniu czci poległym Hallerczykom, szczegółowo i kolejno przechodził wszystkie bitwy Hallerowskie od Rarańczy aż pod Warszawę 1920. Mowa ta znalazła wielkie uznanie u obecnych i została wynagrodzona hucznymi oklaskami. Przemówienie swe mówca zakończył okrzykiem „Niech żyje Rzeczpospolita Polska, Gen. J. Haller i Związek Hallerczyków”. Orkiestra odegrała „Jeszcze Polska nie zginęła”. Następnie przemawiali w imieniu Placówki Pabianickiej kol. Romanowski i prezes placówki J. Nowakowski, dziękując organizacjom za wzięcie udziału w uroczystości i zapraszając na wspólne śniadanie wydane przez członków placówki. Na zakończenie odśpiewano „Rotę”. Na wspólnym śniadaniu obecne były wszystkie organizacje, których przedstawicie przemawiając kolejno wznosili toasty oraz wypowiadali życzenia dla Placówki i całego związku Hallerczyków. Uroczystość ta, która znalazła uznanie i poparcie tamtejszego społeczeństwa niezawodnie przyczyni się do rozkwitu Placówki Pabianickiej. (Hallerczyk. Organ Związku Hallerczyków, 20 marca 1925 r.)


W czyn niepodległościowy zaangażowani byli mocno harcerze. W Gazecie Pabianickiej z dnia 5 października 1930 r. ukazały się wspomnienia twórcy skautingu w mieście Stefana Trzaska (1894 Pabianice – 1942 Dachau) pt. „Z notatnika starego harcerza pabianickiego”.

W roku 1911 przeniknęły do Pabianic pierwsze wieści o Harcerstwie. Byłem wtedy w IV klasie Szkoły Handlowej, gdy z Łodzi otrzymaliśmy podręcznik Baden Powella w polskim tłumaczeniu. Za nim przyszły wkrótce i numery „Harcerza” wydawanego we Lwowie, oraz podręczniki „Zasady walki”, „Terenoznawstwo” i „Musztra”.

Wszystko to dochodziło do nas i przechowywane było w największej tajemnicy przed żandarmem moskiewskim, czujnie na szkołę naszą nastawionym.

Na kołkach samokształceniowych, na zebraniach u ks. Zaleskiego omawialiśmy ideologię Harcerstwa, a na gimnastyce i wycieczkach szkolnych przerabialiśmy ćwiczenia harcerskie. Wkrótce zorganizowaliśmy aż cztery zastępy harcerskie i ciasno nam już było w granicach szkoły. Nadto, by nie narażać tejże szkoły – ulokowaliśmy się w Sokole (Towarzystwo Gimnastyczne). Tam na boisku i w sali mieliśmy wymarzone warunki dla pracy harcerskiej, ukrytej pod płaszczykiem ćwiczeń dorostu (narybek) sokolego. Nigdy nie zapomnę tych zbiórek o godzinie 5 rano na boisku Sokoła, tych wywiadów po mieście, gdy ono albo jeszcze spało, albo już od dawna było pogrążone w wieczornej ciszy. Jak cienie tajemnicze przesuwaliśmy się przed wystawami okien, tropiliśmy policjantów, lustrowali przechodniów i pojazdy, by z tego wszystkiego robić użytek w ćwiczeniach. Przemiłe to były chwile, prymitywnej, a tak ochoczej pracy, tak nam przecież wzbranianej, bo narażającej wielce.

W 1913 roku na kursie sokolim w Warszawie, ks. Kazimierz Lutosławski prowadził Harcerstwo. To dało mi wiele materiału do pracy ze swoimi chłopcami w Pabianicach.

W 1914 roku byłem na kursie harcerskim w Skolem (miejscowość w Galicji). Kurs ten zorganizowano z ogromnym nakładem i pieniędzy, i sił fachowych. Z górą stu harcerzy z całej Polski, różnego wieku, wykształcenia, pochodzenia jednoczyło Harcerstwo na kursie na całe życie, a gdy po dwu już tygodniach z powodu wybuchu wojny kazano nam zwijać obóz i uciekać co rychlej do domu żegnaliśmy się tak, jak tylko w rodzinie żegnać się potrafią. Kurs poza wyszkoleniem, dał nam daleko ważniejszą rzecz, bo rozkochanie się w Harcerstwie i w harcach.

Z kursu wracałem z druhami Antonim Lindnerem z Łodzi i Alojzym Pawełkiem (jeden z pierwszych harcmistrzów ZHP i autor pierwszych podręczników skautowych) z Warszawy. Za obcymi paszportami udało się nam przekroczyć „zielona granicę”, dochodząc aż do Częstochowy, gdzie już, jak i całym zaborze, wrzało od mobilizacji. Zaaresztowano nam po drodze druha Pawełka i od tej chwili nie miałem o nim wieści aż do roku 1919, kiedy to dowiedziałem się, że znów jest w Warszawie i redaguje „Harcerza”.

Dzięki tylko zawierusze wojennej, gdy Moskale byli nią zajęci, udało się nam niepostrzeżenie wrócić do domu i tu prowadzić to, czego nas nauczono na kursie. Z nastaniem u nas okupacji niemieckiej, praca poszła żwawo, bo wojna otworzyła Harcerstwu nowe pole pracy: pocztę polową legionową i peowiacką, służbę sanitarną w szpitalach, służbę w Strażach Obywatelskich (milicje lokalne) , kolportaż literatury nielegalnej, no i ćwiczenia w terenie, które wtedy odbywały się już legalnie, budząc nadzieje Legionów po stronie walczących. Mieliśmy już wtedy dobrze zorganizowaną drużynę szkolną i drugą robotniczą, ta ostatnia pod kierownictwem druha Maciejewskiego. Prócz żeńskiej drużyny szkolnej, mieliśmy stałe oparcie w Sokole, gdzie druh Andrzej Starzyński, jako naczelnik okazywał nam wielką pomoc, pracowaliśmy z całym zapałem.

Na wieść o tworzeniu się Legionów, kilkunastu chłopców zaciągnęło się w ich szeregi, których żegnając, odprowadzaliśmy aż do Piotrkowa, przez Dłutów, Wadlew, poprzez okupacyjne straże austriackie. Wkrótce doszła do nas wieść o bohaterskiej śmierci druha Jerzego Szletyńskiego – łodzianina, który nas często lustrował i jako hufcowy – prowadził. Umarł też niedługo i druh Wróbel, mój plutonowy, ogromnie dzielny i szlachetny chłopiec. W sierpniu 1915 roku byliśmy już tak mocni, liczni i głośni, że urządziliśmy w Domu Ludowym publiczne i uroczyste poświęcenie pierwszego sztandaru harcerskiego. Połączyliśmy to ze składaniem egzaminów i ślubowaniem, a nadto z popisami specjalności harcerskich. Pierwsza ta uroczystość, przy wypełnionej po brzegi dużej sali, dała nam sukces zupełny i radości bez końca. Mieliśmy już i rodziców, i społeczeństwo za sobą, praca nasza była oparta na pewnym fundamencie. W tydzień po tej niezapomnianej nigdy uroczystości pożegnałem drużynę i pracę harcerską – miałem pójść w szeregi innych bojowników o prawdę i wolność. Wstąpiłem do Seminarium Duchownego.

W mieszkaniu państwa Chodkowskich, tak dla Harcerstwa naszego zasłużonych, jak i Sokół – żegnałem druhny i druhów, oddając drużynę druhowi Fuksowi. Przeciągłe milczenie i zaduma, a potem bratnie uściski były naszym pożegnaniem, lecz tylko do czasu. A praca w drużynie szła. X. Stefan Trzask



Tadeusz i Małgorzata  Nowakowie zamieścili w Nowym Życiu Pabianic nr nr 2,44,45/1993 biogramy pabianickich żołnierzy.

Jankowski Antoni (1893-1919)

Antoni Stanisław Jankowski urodził się 11 V 1893 r. w  Pabianicach. Pochodził z rodziny już od kilku pokoleń osiadłej w naszym mieście. Rodzicami jego byli Stanisław Jankowski (1873-1921) i Leokadia (1873-1955), córka Jakuba Wlazłowicza. Naukę, na szczeblu szkoły średniej, ukończył w Piotrkowie Trybunalskim. W czasie I wojny światowej, w następstwie wycofywania się wojsk rosyjskich z ziem polskich w 1914 r, ewakuowany został w głąb Rosji. Na uniwersytecie w Moskwie studiował prawo, skąd skierowano go do miejscowej szkoły oficerskiej. Po jej ukończeniu otrzymał przydział do 55. pułku piechoty. Po utworzeniu w 1917 r. na Białorusi I Korpusu Polskiego pod dowództwem gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego rozpoczął służbę w 2. pułku piechoty w charakterze adiutanta. Po rozwiązaniu przez Niemców w V 1918 r. I Korpusu, żołnierze jego uzyskali prawo swobodnego powrotu do kraju.

Po przybyciu do kraju (w X 1918 r.) Jankowski włączył się w działalność niepodległościową, uczestnicząc w listopadzie w akcji rozbrajania Niemców. 12 XI 1918 r. mianowany został komendantem garnizonu Pabianice,  gdzie był organizatorem szkolenia żołnierzy. Już w I 1919 r. dwie kompanie ćwiczone przez niego wyruszyły na front ukraiński i czeski. Kolejna kompania, wchodząca w skład I batalionu 28.  Pułku Piechoty „Dzieci Łódzkich” (następnie Strzelców Kaniowskich) szkolona przez Antoniego, stacjonowała w Pabianicach do czerwca 1919 r. 15 VI 1919 r. I batalion wyruszył do Małopolski wschodniej na front, gdzie ruszyła kontrofensywa wojsk ukraińskich po wycofaniu „Błękitnej Armii”  gen. J. Hallera. Pod Brzeżanami batalion stoczył nieszczęśliwą dla siebie walkę. Kompania dowodzona przez Jankowskiego starła się z nieprzyjacielem 19 VI pod wsią Potutory. Antoni zginął śmiercią bohaterską o godzinie 8 wieczorem (według innych przekazów pod Olechowem).

Ciało jego przewieziono do Pabianic i pochowano na miejscowym cmentarzu. Tablica nagrobna znajduje się w alei prowadzącej do kaplicy cmentarnej. Pośmiertnie został mianowany do stopnia kapitana. Z małżeństwa z Marią z Czapników pozostawił córkę Janinę.

Jankowski Bolesław (1903-1922)

Bolesław przyszedł na świat w IV 1903 r. w Pabianicach jako ósme i ostatnie dziecko Karola Jankowskiego (1865-1952) oraz Józefy z Klimaszewskich. Był dalekim kirewnym kapitana Antoniego Jankowskiego.

W 1914 r. w następstwie działań wojennych znalazł się wraz z rodzicami w Rosji. W Moskwie uczęszczał do polskiego gimnazjum i tam wstąpił do harcerstwa. W 1918 r. powrócił do Pabianic i kontynuował naukę w Szkole Handlowej, a po jej upaństwowieniu – w gimnazjum męskim im. J. Śniadeckiego. W tym czasie związany był z drużynami harcerskimi im. J. Kilińskiego oraz im. J. Poniatowskiego.

W początku  VII 1920 r.  Rada Obrony Państwa na czele z J. Piłsudskim rzuca hasło: „Ojczyzna w potrzebie”. W jego następstwie prowadzono zaciąg do Armii Ochotniczej. Władze Związku Harcerstwa Polskiego zgłaszają do dyspozycji Rady Ochrony Państwa całą młodzież. Chłopcy powyżej 17 roku życia wstępują do służby frontowej.

15 VII Bolesław i inni harcerze pabianiccy po zbiórce, odbytej na placu ówczesnej  Szkoły Podstawowej nr 3, odjechali tramwajem do Łodzi, skąd następnego dnia wyruszyli do Warszawy. Pabianiczanie zostali wcieleni do 201. pułku piechoty. Jankowski w stopniu szeregowca znalazł się w 8. kompanii tego pułku, składającego się z elity ochotniczej złożonej z grup studenckich,  uczniowskich,  harcerskich, strażackich i sportowych. Pułk formowano w Jabłonnie pod Warszawą. Po zaledwie kilkunastodniowych ćwiczeniach i umundurowaniu wyruszył on 25 VII z Warszawy pod Łapy i Suraż, gdzie zasilił 1. Armię, czyli Grupę gen. L. Żeligowskiego.

W trakcie walk opóźniających odwrót, 12 VIII 1920 r. pod wsią Małą Paprocią został ciężko ranny, otrzymując 4 cięcia szablą kozacką w głowę. Utracił przytomność i dostał się do niewoli rosyjskiej. Umieszczony w szpitalu w  Białymstoku niebawem (22 VIII) doczekał wyzwolenia miasta przez wojska polskie. Po dłuższym pobycie i kuracji w szpitalu Mokotowskim w Warszawie, powrócił do Pabianic na początku 1921 r.  Ponownie uczęszczał do gimnazjum i jako zastępowy drużyny im. J. Poniatowskiego oddawał się pracy harcerskiej. Odnowienie się starych ran spowodowało kolejny jego pobyt w szpitalu Ujazdowskim w Warszawie. W następstwie ciężkiej operacji, zmarł 16 IX 1922 r. Pochowany został w grobach rodzinnych na cmentarzu w Pabianicach. Tablica nagrobna z jego nazwiskiem znajduje się w alei prowadzącej do kaplicy cmentarnej.

Biskupski Teodozjusz (1896-1918)

Teodozjusz Walerian Biskupski urodził się 29 V 1896 r. w Pabianicach. Był synem Stanisława i Marianny, córki Franciszka Marcinkowskiego. Posiadał znacznie starsze od siebie rodzeństwo: siostrę Łucję i brata Wincentego. Ta gałąź Biskupskich wywodzi się z trzeciej, najmłodszej, linii tego pabianickiego rodu. Zaliczamy do nich potomków Błażeja (zm. 1913 r.), najmłodszego z synów żyjącego w II poł. XVIII w. protoplasty rodziny, Krzysztofa. Ojciec Teodozjusza, tkacz z zawodu, osierocił go już w 1898 r., zaś matka zmarła w październiku 1908 r.

Wiosną 1915 r. Biskupski udał się do Piotrkowa i wstąpił jako ochotnik do Legionów Polskich, rozpoczynając służbę w 4. pułku piechoty. W końcu lipca 1915 r. znalazł się wraz z pułkiem na Lubelszczyźnie i tam przeszedł chrzest bojowy. W bitwie pod Jastkowem 2 VIII został ranny. Porzucił piechotę na rzecz kawalerii i na linii frontu pod  Koszyszczami w X 1915 r. zaciągnął się do 1. pułku (3 szwadronu) ułanów, którego dowódcą był Władysław Belina-Prażmowski. Teodozjusz bierze udział w działaniach pułku, stale towarzyszącemu 1. Brygadzie Józefa Piłsudskiego na Wołyniu i Litwie, w tym w krwawej bitwie pod Kostiuchnówką rozpoczętej 4 VII 1916 r. oraz  w odwrocie nad rzeką Stochód. Jesienią 1916 r. jednostki legionowe przetransportowano do rejonu Baranowicz, po czym nastąpiło ich wycofanie z frontu.

W następstwie „kryzysu przysięgowego” w VII 1917 r. wraz z innymi „królewiakami” zostaje internowany w Szczypiornie. W XII 1917 r. przewieziony został do obozu w Łomży, po likwidacji którego w VII 1918 r. powrócił do Pabianic.

Jesienią 1918 r. Biskupski udał się do Lublina i wstąpił do formującego się (już w niepodległej Polsce) 1. pułku szwoleżerów, gdzie wkrótce uzyskał stopień wachmistrza. W początkach grudnia 1918 r. pułk wyruszył do walki z Ukraińcami pod Lwów. Teodozjusz poległ już w pierwszych starciach 6 XII pod wsią Potylicz. Pochowano go z odpowiednimi honorami wojskowymi w Rawie Ruskiej. Własnej rodziny nie założył.


Autor: Sławomir Saładaj


W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij