www.um.pabianice.pl

Pabianice znajdują się w aglomeracji łódzkiej. Stanowią zarazem centrum 120-tysięcznego powiatu. Funkcjonują tutaj najważniejsze dla społeczności instytucje i urzędy. Miasto liczy 63 tys. mieszkańców i obejmuje obszar 33 km2.


Vortheil

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

Julius Vortheil utworzył pierwsze kino w Pabianicach na początku XX wieku. Tajemniczą postać entuzjasty kultury popularnej próbowało przedstawia

wielu autorów. W 2002 r. Zbigniew Gajzler i Andrzej Perz nakręcili film dokumentalny „Eduard Julius Vortheil. Sny i marzenia pioniera kinematografii”. Ostatnio w 2. numerze Naszej Historii (Dziennik Łódzki) Kazimierz Brzeziński opublikował artykuł o Vortheilu „Porzucił cara i szacha” i … zamieszkał w Pabianicach. Jednak pierwszym – w naszym mieście - autorem piszącym o pionierze kinematografii był Marek Regel . W 1969 roku w Życiu Pabianic (nr 44) ukazał się jego reportaż „Edwarda Juliusza Vortheila droga do Polski”.

Kilka zaledwie kroków za główną bramą cmentarza ewangelickiego w Pabianicach, w pobliżu monumentalnego mauzoleum fabrykanckiej rodziny Enderów, w cieniu przygarbionych ze starości drzew znajduje się skromny, przykryty ukośnie ułożoną płytą, grobowiec. Mech, który od dawna na nim się zadomowił, pokrył szczelnie brunatno-zieloną zasłoną również napis wyryty na płycie. Po kilku jednak minutach szorowania drucianą szczotką z trudem go odcyfrowałem: Edward Julius Vortheil 19/9 1851 r. – 25/2 1927 r.

W ten sposób udało mi się ostatecznie ustalić, gdzie spoczywa człowiek, który położył nieocenione zasługi dla rozwoju kinematografii w Polsce. Ale nie uprzedzajmy faktów…

Ani w pabianickim Urzędzie Stanu Cywilnego, ani też w archiwum powiatowym nie znalazłem w starych księgach jakichkolwiek śladów, które wskazywałyby dokładnie miejsce urodzenia naszego bohatera i przyczyny jego ucieczki z ojczystej Holandii. Miałem jednak sporo szczęścia i dopisał mi reporterski węch. Otóż w naszym mieście mieszka do dziś Józef Masicki, który będąc jeszcze dzieckiem słyszał niejednokrotnie z ust samego Vortheila wiele szczegółów z jego obfitującego w przygody życia.

Według mojego rozmówcy Edward Julius Vortheil uciekł z domu i opuścił Holandie mając lat około piętnastu. Powodem tego desperackiego kroku były ciągłe wymówki rodziców, którzy obwiniali go o przyczynienie się do śmierci drugiego ich syna. Pewnego dnia bowiem obaj bracia baraszkowali na pokładzie kutra rybackiego należącego do ich ojca. W trakcie mocowania się brat Edwarda potknął się i wpadł do wody. Kiedy po długich i bezskutecznych poszukiwaniach wyciągnięto z mułu kotwicę na jednym z jej ostro zakończonych haków zauważono nabitego plecami chłopca….

Przez kilka pierwszych lat po ucieczce z domu Edward Julius Vortheil przebywał w Paryżu. Tam też ukończył szkołę średnią. Następnie zaś wywędrował do cesarstwa rosyjskiego, gdzie w łotewskim mieście Dorpat studiował chemię, utrzymując się głównie z korepetycji. I właśnie w Dorpacie, oprócz chemii, owładnęła nim inna pasja – variete. Wraca więc po skończeniu studiów do Paryża, aby zmontować z aktorów różnych narodowości wędrowna trupę. Z dużym powodzeniem objeżdża on z nią niemal całą Europę.

Dopiero jednak wynalazek Ludwika i Augusta Lumiere – dwóch synów bogatego fabrykanta z Lyonu – przyniósł Vortheilowi znaczny majątek i uznanie u samego nawet cara.

Pierwszy publiczny filmowy seans bracia Lumiere zorganizowali przy pomocy swojego kinematografu 28 grudnia 1895 roku w paryskiej Grand Cafe przy Bulevard des Italienes. U Vortheila zawsze interesującego się chemią, mechaniką i fotografią ten nowy wynalazek wywołał od razu ogromne zainteresowanie. W niedługim więc czasie po seansie w Grand Cafe zakupuje on u braci Lumiere aparat do nakręcania i i projekcji filmów, a według własnego pomysłu urządza sobie laboratorium do ich obróbki. Zaraz też zabiega u władz carskich o koncesję na prowadzenie kinoteatru. Otrzymuje ją jako pierwszy w cesarstwie rosyjskim. Jej odpis znajduje się do dzisiaj w archiwum państwowym w Leningradzie.

Niepodobna obecnie wymienić nazw choćby kilku nakręconych przez niego filmów. Pewne jednak jest, że był on twórcą wspomnianej przez J. Toeplitza w „Historii sztuki filmowej”, „Koronacji Mikołaja II”.

Podczas premiery tego filmu – odbyła się ona w pałacu carskim w Petersburgu – był obecny szach perski, którego Vortheil uwiecznił na taśmie idącego w orszaku koronacyjnym tuż za carem. I to było najprawdopodobniej przyczyną tego, że natychmiast po zakończeniu projekcji nasz bohater został zaproszony do Persji.

Spędził on tam w sumie 3 miesiące przez cały czas zamieszkując w apartamentach pałacu szacha. Tam też najpierw wyświetlił kilkakrotnie „Koronację Mikołaja II” dla dygnitarzy perskich i dyplomatów. W momencie, gdy na ekranie widoczny był szach, padali oni z lękiem na posadzkę i dyskretnie obserwowali, czy sylwetka władcy zniknęła już białego płótna i wolno im wstać. Podobne sceny powtarzały się nieodmiennie również w dużej drewnianej hali, która została zbudowana według pomysłu Vortheila. Wyświetlano tam „Koronację” bezpłatnie dla pielgrzymów ciągnących na nią z najdalszych krańców państwa Pahlevich.

Kiedy Vortheil postanowił wracać już do Rosji, wezwał go do siebie jeden z ministrów szacha i oprócz dwóch pełnych woreczków złotych pieniędzy wręczył mu dyplom potwierdzający przyznanie twórcy „Koronacji Mikołaja II” honorowego obywatelstwa Persji oraz wysokie tamtejsze odznaczenie. Tak dyplom, umieszczony w okrągłym, obciągniętym skórą pudle, jak i złocono- emailowany order wraz ze wstęgą, dwiema miniaturkami i etui z safianu był do roku 1939 w posiadaniu rodziny Masickich. Zaginął dopiero gdzieś w zawierusze wojennej.

Dokładnie nie wiadomo jest kiedy Edward Julius Vortheil przybył do guberni piotrkowskiej. Prawdopodobnie gdzieś około roku 1906. W każdym bądź razie najpierw zamieszkał on w Łodzi, a dopiero później przeniósł się do Pabianic. Niezbicie wynika to z aktu notarialnego sporządzonego w języku rosyjskim przez notariusza łaskiego, którego kopia (odpis pierwszy) znajduje się aktualnie w Państwowym Biurze Notarialnym w Pabianicach. Oto jego fragment: „10 września 1912 roku zgłosił się do Bronisława Jarosławowicza Rakowieckiego, Wielce Szanownego Notariusza w Łasku, guberni piotrkowskiej, zdolny do działań prawnych Edward Vortheil mieszkający i przedstawiający dowód zamieszkania w Łodzi przy ul. Cegielnianej pod numerem 34 i przywiózł do mnie znanych mi mieszkańców Łasku: Józefa Tomaszewa Gulińskiego i Alfonsa Leona Sypniewskiego i oznajmił, że on Edward Vortheil pragnie udzielić kredytu w wysokości 4 tys. rubli, wypłaconego w gotówce, Adolfowi Krzysztofowi Stenelowi ze wsi Szynkielew, gmina Górka Pabianicka, łaskiego powiatu…”

W Łodzi przy zbiegu ulic Piotrkowskiej i Cegielnianej (obecnie Jaracza) Vortheil zbudował jeden z pierwszych kinoteatrów w tzw. Kraju Nadwiślańskim i nazwał go – „Urania”. Autorzy wydanej przed dwoma laty przez Filmową Agencję Wydawniczą „Historię filmu polskiego”, W. Banaszkiewicz i W. Witczak, podają na stronie 51, że prowadził on „Uranię” do spółki z niejakim Juno, ojcem późniejszego głośnego piosenkarza i aktora Eugeniusza Bodo (sam Vortheil trzymał Bodo do chrztu). Mój rozmówca, Józef Masicki, jest innego zdania, przy tym powołuje się na wypowiedzi Vortheila. Twierdzi on, ze jedynym właścicielem „Uranii” był Holender, a Juno ze swoja żoną, tancerką, tylko u niego pracował.

Pewnego dnia roku 1911 Vortheil wybrał się na konną wycieczkę za Łódź. Kiedy zawędrował już do Pabianic, ujrzał nagle stojące wśród bogato ukwieconych łąk, dwa domki w stylu holenderskim. Ich widok przywrócił mu w pamięci szczęśliwe lata spędzone w domu rodzinnym, gdyż jeden z nich niedługo potem zakupił, postanawiając w nim zamieszkać. Na pobliskiej zaś łące wybudował kino, które obecnie nazywa się „Mazur”.

Z początku – podobnie jak w Łodzi – interes prosperował doskonale. Dopiero podczas dewaluacji w latach dwudziestych szczęście odwróciło się do Vortheila plecami. Stracił on niemal cały majątek. Kiedy więc umarł, ten skromny grobowiec – o którym wspomniałem na początku – wystawił mu drugi z kolei właściciel „Mazura” (wówczas noszącego nazwę „Luna”), ojciec Józefa Masickiego.

Taka oto jest krótka historia życia Edwarda Juliusa Vortheila, Holendra, honorowego obywatela Persji, jednego z pionierów filmu i kina we wschodniej i środkowej Europie.

Zważywszy na te jego zasługi dla naszego filmu warto chyba byłoby grób Vortheila przynajmniej uporządkować i oczyścić z mchu. Może uczyniliby to pabianiccy harcerze w ramach prac społecznych? Dzień Zmarłych przecież już blisko…

Łukasz Biskupski w pracy „Narodziny kina z ducha variete: kultura atrakcji przełomu XIX i XX wieku” z pewną rezerwą traktuje opowieści o Vortheilu pisząc: W Łodzi z sukcesem prosperowały liczne instytucje popularnej rozrywki, a miasto było ważnym punktem na trasie wędrownych artystów - performerów. Jednym z najprężniej rozwijających się i najbardziej widocznych publicznie przedsiębiorstw tego typu był teatr variete Urania prowadzony przez dwóch przybyszy z zachodu Europy Eugene’a Juliusa Vortheila i Theodore Junoda. Junod (Jounod, Jounaut), inżynier pochodzący ze Szwajcarii, był jak wspominał Ludwik Sempoliński, „specjalistą od prowadzenia kabaretów i szantanów na prowincji”. Był też ojcem urodzonego w 1899 roku Eugeniusza Bodo. Ten wspominał z kolei: „Już jako niemowlę zacząłem życie bardzo ruchliwe, dużo podróżowałem. Zjeździwszy całe imperium rosyjskie oraz pogranicze Chin i Persji, gdzie śp. ojciec mój wyświetlał filmy, zawitaliśmy do Polski i osiedliliśmy się tu na stałe. Ojciec otworzył w Łodzi teatr Urania a mnie kształcono, chcąc zrobić jakiegoś użytecznego członka społeczeństwa”.

Vortheil, Duńczyk, przypisywał sobie za to rolę pioniera kinematografii. To niezwykle tajemnicza postać. Według współczesnej relacji żyjących członków rodziny Masickich, którzy kontaktowali się z nim w dzieciństwie, urodzony w 1851 roku Vortheil studiował chemię w Dorpacie, ale studiów nie ukończył – przeniósł się do Paryża, gdzie założył teatr variete i z trupą aktorów jeździł po Europie. Zafascynowany kinematografem braci Lumiere kupił jeden z ich aparatów i wykorzystując swoją wiedzą chemiczną, sam wywoływał swoje filmy.

Następnie wyjechał do Petersburga (według relacji jako pierwszy w cesarstwie rosyjskim otrzymał koncesję na prowadzenie kinoteatru). Tam też miał być jednym z operatorów filmujących koronację cara Mikołaja II. Jedną z osób w orszaku był szach Persji, który, jak podają Masiccy, zaprosił go do siebie w celu filmowania dworu (wedle ich zapewnień same filmy, dyplom i odznaczenie było w posiadaniu rodziny Masickich do 1939 roku). Opowieść ta jest niemal niemożliwa do potwierdzenia i mało wiarygodna, a dokonania te przypisuje się również innym postaciom, między innymi Bolesławowi Matuszewskiemu. Niemniej to dzięki Vortheilowi pokazy filmowe – również filmów kręconych w Łodzi – stanowiły ważny element programu Uranii.

Vortheil z całą pewnością utworzył kino w Pabianicach. Zezwolenie na budowę kinoteatru Luna wydał wydział administracyjny Guberni Piotrkowskiej w dniu 2 maja 1912 roku. Pierwsze filmy pabianiczanie mogli zobaczyć na przełomie 1912/1913 roku w charakterystycznym budynku przy ul. św. Jana 11. Początek działalności Vortheila wywołał krytyczne opinie miejscowego tygodnika: Serie obrazów nie zawsze są jednakiej wartości. Dyrekcja winna wziąć pod uwagę, że jeśli chce mieć powodzenie, to program musi być odpowiednim dla rozmaitych sfer i rozmaitego wieku. Stanowczo należy unikać sensacyjnych obrazów, których treść przeważnie bywa niemoralna, a często wprost nieprzyzwoita, zwrócić natomiast większą baczność na stronę dydaktyczną, dającą np. obrazy z natury, z dziedziny przemysłu, z historii, co w połączeniu ze zręcznie dobranymi scenami komicznymi i fantastycznymi złoży się na całość, jaką ogół na pewno zadowoli. Już na początku XX wieku uwidoczniły się odmienne oczekiwania wobec kina na prowincji. Jedni chcieli, żeby filmy edukowały, inni pragnęli przede wszystkim rozrywki.

Vortheil po kilku latach sprzedał Lunę Rudolfowi Masickiemu W 2008 r. dzięki pieniądzom zebranym przez Stowarzyszenie Zjednoczenie Pabianickie udało się odrestaurować nagrobek pioniera kinematografii.

http://en.intotheshadows.pl/abandoned-places/pozostale/pabianice-kino-opuszczone-mazur

Wojciech Walczak w Biuletynie Informacyjnym Konserwatorów Dzieł Sztuki, vol. 6 No 2 (21) 1995 r. opublikował artykuł „Eduard Julius Vortheil”. Autor podkreśla, że dzięki Vortheilowi pabianiczanie mogli zobaczyć m. in. występ słynnego kabaretu artystyczno-literackiego Qui pro Quo, który tworzyli A. Dymsza, E. Bodo, K. Krukowski, H. Ordonówna, Z. Pogorzelska, F. Jarosy.

Na cmentarzu ewangelickim w Pabianicach znajduje się skromny nagrobek w formie płyty położonej pod niewielkim kątem z inskrypcją: „Eduard Julius Vortheil 19.9.1851 – 25.2.1927 Pionier Kinematografii.”

Żadna encyklopedia ani publikowane historie kina nie wymieniają nazwiska Vortheil. Kim był i jakie drogi doprowadziły go do zakończenia życia w Pabianicach.

Hanna Krajewska w swojej książce „Życie filmowe Łodzi w latach 1896-1939” wymienia E. J. Vortheila jako wspólnika Teodora Jounoda, właściciela kina „Urania”, wzniesionego w 1907 r. w Łodzi przy ul. Cegielnianej (ob. Jaracza). T. Jounod, Szwajcar z pochodzenia – ojciec znakomitego aktora Eugeniusza Bodo – swoje pierwsze kino otworzył w Łodzi już w 1903 r. Od kiedy Vortheil współpracował z Jounodem trudno ustalić. H. Krajewska podaje, że w marcu 1913 r. Vortheil odchodzi od swego wspólnika. Kwerendy w archiwum łódzkim pozwoliły na odszukanie dokumentów, że Vortheil w 1912 r. buduje kino w Pabianicach. Natomiast w pabianickim Biurze Notarialnym znajduje się akt notarialny z 1918 r. sprzedaży przez Vortheila kina Rudolfowi Masickiemu. W Pabianicach do dziś mieszkają dzieci R. Masickiego, córka Stefania Śmiałkowska i syn Józef Masicki. W zbiorach Masickich zachowało się kilka pamiątek po Vortheilu – jego paszport z 1918 r., portret rysunkowy wykonany we Francji, księgi rachunkowe dotyczące kina. Vortheil ostatnie lata życia spędził w ich domu rodzinnym opowiadając im o swoich losach. Dzięki tym opowieściom jesteśmy w stanie, w dużym skrócie poznać jego życie.

E.J. Vortheil urodził się 19 września 1951 r. w niewielkiej holenderskiej miejscowości Tilsit. Mając 15 lat ucieka z rodzinnego domu nie mogąc znieść czynionych mu wymówek, obciążających go o śmierć starszego brata. Był to nieszczęśliwy wypadek. Na nabrzeżu kanału, przy którym zacumowany był kuter rybacki ojca, dochodzi do bójki między braćmi. Kończy się ona tragicznie dla starszego brata, który wpada do wody i nabija się na ostrze kotwicy. Atmosfera w domu staje się dla Eduarda nie do wytrzymania, ucieka z Holandii do Francji, do Paryża. Tam kończy szkołę średnia. Później opuszcza Francję i wyjeżdża do Cesarstwa Rosyjskiego, gdzie w łotewskim mieście Dorpat studiuje chemię, utrzymując się z korepetycji. Studiów jednak nie kończy. Wraca do Paryża, zakłada teatrzyk variete i z trupą aktorów jeździ po Europie.

1895 rok, wynalazek Kinematografu braci Lumiere, staje się przełomowym w życiu Vortheila. Jest on nim tak zafascynowany, ze w niedługim czasie po pokazie w paryskiej Grand Cafe, zakupuje u braci Lumiere aparat do nakręcania i projekcji filmów. Posiadając wiedzę chemiczną sam urządza laboratorium do obróbki filmów.

Vortheil porzuca variete, wraca do Rosji, zatrzymuje się w Petersburgu i czyni starania u władz o koncesję na prowadzenie kinoteatru. Starania kończą się pomyślnie i jako pierwszy w Cesarstwie Rosyjskim otrzymuje koncesję z numerem 1. Dokument ten zachował się do dziś w Państwowym Archiwum w Petersburgu.

Nie wiemy jakie filmy kręcił i jakie wyświetlał w Petersburgu. Natomiast Vortheil przekazał Masickim bardzo cenną informację, że był twórcą zdjęć filmowych z koronacji Mikołaja II, ostatniego cara Rosji. Film ten, „Koronacja Mikołaja II” wymienia w swojej „Historii Sztuki Filmowej” J. Toeplitz lecz nie podaje jego autora.

Premiera „Koronacji Mikołaja II” odbyła się w pałacu carskim w Petersburgu. Na pokazie było wielu dostojnych gości ze świata, miedzy innymi szach perski, którego Vortheil uwiecznił na taśmie idącego w orszaku koronacyjnym tuż za carem. Pokaz filmu był dużym wydarzeniem dla gości cara. Sfilmowanie szacha perskiego tak mu się spodobało, że postanawia zaprosić Vortheila do Persji.

Vortheil – niespokojny duch – korzysta z zaproszenia, udaje się do Persji, gdzie jest oficjalnym gościem szacha, mieszka w jego pałacu. Dla dygnitarzy dworskich i dyplomatów wyświetla „Koronację Mikołaja II”. Projekcja jest olbrzymim przeżyciem, w momencie ukazywania się szacha na ekranie, poddani padali w ukłonie na posadzkę, by oddać cześć majestatowi, jednocześnie dyskretnie spoglądając, czy szach zniknie z ekranu by moc się podnieść. Po oficjalnych pokazach, Vortheil według własnego projektu wnosi drewnianą salę i bezpłatnie wyświetla dla wszystkich chętnych „Koronację Mikołaja II”.

Mimo próśb szacha o pozostanie w Persji, po trzech miesiącach, postanawia wrócić do Rosji. Szach uszanował jego wolę i okazał się hojnym władcą. Nadaje Vortheilowi tytuł honorowego obywatela Persji i odznacza go wysokim odznaczeniem Państwa Perskiego (dyplom i odznaczenie było w posiadaniu rodziny Masickich do roku 1939, ale zaginęło w zawierusze wojennej). Poza tymi honorami otrzymuje Vortheil dwa woreczki złotych monet, wręczone przez ministra skarbu.

Jak przebiegała jego dalsza działalność w Rosji nie wiemy. Do Łodzi przybywa około 1906 r. gdzie jak wspomniałem wspólnie z T. Jounodem prowadzi kino-variete „Urania”. W 1911 r. wybiera się na niedzielną wycieczkę do niedalekich od Łodzi Pabianic. W Pabianicach Vortheila urzekają drewniane domy w stylu holenderskim, które przypominają mu dom rodzinny i czasy dzieciństwa. Wrażenie jest tak silne, ze Vortheil kupuje jeden z domów, przenosi się z Łodzi do Pabianic i postanawia tutaj wznieść kino. Starania o budowę kina trwają od maja 1911 r. Dopiero 2 czerwca 1912 r. Vortheil z Wydziału Administracyjnego Guberni Piotrkowskiej otrzymuje zezwolenie na budowę kinematografu przy ul. św. Jana 11 w Pabianicach.

W 1913 r. budynek kina jest gotowy i rozpoczyna działalność jako kinematograf „Luna”. Następują czasy I wojny światowej, Vortheil coraz bardziej schorowany, przyjmuje do interesu wspólnika Rudolfa Masickiego, któremu odsprzedaje kino w 1918 r.

Po odzyskaniu niepodległości nowy właściciel postanawia rozbudować kino, poprzez dobudowę dużej sceny i zaplecza teatralnego. Stary już Vortheil, całe życie samotnik bez rodziny, wprowadza się do domu R. Masickiego przy ul. św. Rocha 12. Dom Vortheila zostaje rozebrany, a jego modrzewiowe belki wykorzystane zostały do konstrukcji rozbudowującego się kina.

Po rozbudowie, na otwarcie kinoteatru, Eugeniusz Bodo, chrześniak Vortheila, sprowadził z Warszawy całe „Qui Pro Quo”. W „Lunie” oprócz filmów, przynajmniej raz w miesiącu, pabianiczanie mogli obejrzeć któryś z teatrów krajowych. Na deskach kinoteatru przy ul. św. Jana 11, występowali tacy aktorzy, jak Ćwiklińska, Frenkiel, Jaracz, Malicka, Węgrzyn, Stępowski. Tu także odbywały się miejskie uroczystości, akademie, wiece i imprezy szkolne.

W ostatnich latach swojego życia, Vortheil, człowiek niewierzący, zaprzyjaźnia się z miejscowym pastorem. Prowadzą ze sobą długie rozmowy, grywają w szachy, swój bogaty księgozbiór Vortheil przekazuje gminie ewangelickiej.

Umiera 25 lutego 1927 roku. Rodzina Masickich i przyjaciel pastor chowają go na pabianickim cmentarzu ewangelickim.

Budynek kina „Luna” stoi do dziś, ostatni seans filmowy w upaństwowionym po II wojnie światowej kinie „Mazur” wyświetlono w styczniu 1991 r. (…)

Fundatorzy nagrobka E. J. Votheila nie przesadzili umieszczając nań inskrypcję „Pionier Kinematografii”. Bo w swym burzliwym życiu Vortheil był pionierem kinematografii w Rosji, Persji i Polsce.

Postać Vortheila zagrał Robert Gonera w serialu biograficznym „Bodo”- o losach aktora i piosenkarza, największego idola przedwojennej publiczności, który był emitowany w TVP 1 od 6.03.2016 do 29.05.2016 r.

Motyw pabianicki pojawił się w czwartym odcinku wspomnianego serialu. Aktor, chcąc utrzymać się na powierzchni występuje w podrzędnej spelunce. Dwa lata po ucieczce z Łodzi przyjaciółka Ada odnajduje go w Pabianicach. Widząc go na scenie dziewczyna doznaje prawdziwego szoku. Zamiast wielkiej kariery na deskach stołecznego teatru, Bodo daje wulgarne pokazy na prowincjonalnej scence. Po niespodziewanym spotkaniu i deprymującym występie, Bodo jest załamany. Rezygnuje z występów i dołącza do grupy grabarzy, którzy sprzątają ciała zmarłych na grypę hiszpankę i idzie do pobliskiego baru zatopić swoje smutki w alkoholu. Nieprzytomnego chrześniaka odnajduje dawny współwłaściciel Uranii, Edward Vortheil.



Irena Zarzycka w książce „Panna Irka” (Warszawa 1931) opisuje kinomanię jaka ogarnęła młodzież pabianicką na początku XX wieku.

(…) Potem ni stąd ni zowąd ogarnęła nas kinomania. W miasteczku było wtedy tylko jedno kino, bilety na ogół niekosztowne, ale żadną miarą nie na uczniowskie kieszenie… Pocili się też biedacy z siarczystego myślenia, jakby tu na seansie być, forsy nie zapłacić i następnego programu też nie opuścić. Godzinami czekali przy wyjściu, i kiedy tłum wylewał się na podwórze jak węże cisnęli się do wewnątrz, a potem znów tortury na sali, póki się nie ściemniło …. kontroler sprawdzał bilety, a my nieszczęśni dusiliśmy się pod krzesłami. Lecz za te wszystkie męki, jaka rozkosz, gdy w naszych oczach buch, trach, pociąg skacze na pociąg, a bohater z pociągu na wóz, a z wozu na samochód … a samochód staje dęba i trzeba przez rzekę, a tam już czyha na drugiej stronie straszliwy wróg, a Harry Peel lub inny zuch wybija wszystkich co do nogi … w kinie robił się wtedy wrzask: - Hurra, hurra … nie daj się Harry … w wodę złodzieja…

- Ty bandyto … pod stołem … pod stołem … gapa!

- Rany boskie, on boksuje nieprawidłowo … trzymaj się Harry.

Publiczność z góry, z balkonu (na balkonie były loże) psykała i niecierpliwiła się, ale kto tam na tych burżujów zwracał uwagę. Panna Irka oświadczyła nam, że nigdy z mamusią nie będzie chodzić, bo mamusia cały czas trzyma ją za rękę i musztruje …

- Ani mi krzyknąć, ani roześmiać się głośno nie wolno … już ja wolę z wami na trzecim miejscu niż z mamusią w loży.

Po każdym takim sensacyjnym przedstawieniu, pauzy całe opowiadaliśmy treść obrazu tym, co go nie widzieli i nawet samo opowiadanie było nadzwyczajną rozrywką.

- I powiadam wam, ten łobuz Tom, włazi przez okno.

- Nie przez okno, przez dach …

- Jak to przez dach … dziury tam nie wywiercił … nie przeszkadzaj.

Właśnie, że przez dach, bo się złapał za brzeg i hops do okna.

- No, niech będzie … a tam już Harry pod łóżkiem czeka i łaps go za nogi … zaczęli się barować … ten tego tak … o … tak … widzisz?

- Widzę, ale puść.

- Zaraz, a ten tego tak … i łomot! A ten ci łap za rewolwer i bęc, trach.

- Zabił go? … Na śmierć?! – pyta chór.

- Ale … gdzie tam … on tylko udawał, że już nieboszczyk … więc potem piękna Mary strasznie płacze … a tamten dryblas powiada: Ha! Zdrajczyni …

- O Jezu … - szepcze zasłuchany chór.

- A ten cwaniak Harry pęc go przez łeb … i potem się całują.

- Kto? Harry z tym bandytą?

- Nie, z Mary…

- Brawo! Brawo – ryczy klasa

Ale nie tylko sensacyjne dramaty miały zwolenników. Dramaty i tragedie miłosne budziły w nas zawsze dreszcz zgrozy. Ulubienicą wszystkich bez wyjątku była Mary Pickford, potem uwielbialiśmy Henny Porten, a z naszych Szylinżankę i Bruczównę… Panny wzdychały do Stępowskiego i Węgrzyna … Podziwialiśmy też hurtem Polę Negri.

- Patrzaj, patrzaj … płacze.

- Ale tam … cebula!

- Cebula, bandyto? Patrz … cebula? … taka twarz. Ona wyraźnie cierpi!

I gremialne głębokie westchnienie.

Na komediach z Maksem Linderem budziliśmy swym zachwytem ogólny humor, ale bo też to były wspaniałe rzeczy…

Oczywiście w szkole próbowaliśmy ku nadzwyczajnej uciesze audytorium odgrywać widziane kawałki. Takie przedstawienie odbywało się podczas dużej pauzy. I tak na przykład jeden był Stępowskim, drugi Węgrzynem … stawali naprzeciw siebie i zaczynali wywracać oczyma, ruszać groźnie szczękami … chwytać się za serce i czoło … a wszystko oczywiście w głębokim milczeniu … potem wpadała „ona” … i też pociesznie się wykrzywiała, a potem jeden drugiego zabijał … a widownia tupała nogami, klaskała i wyła ze śmiechu… Taki to był okropny dramat.


Luna przy ulicy św. Jana była kino-teatrem, gdyż obok seansów filmowych odbywały się tam także popisy estradowe i teatralne. Nie wszystkie jednak reprezentowały odpowiedni poziom. Na przykład pabianiczan rozczarował występ Hanki Ordonówny.

Głos Pabianicki brzmiał donośnie w obronie widza małomiasteczkowego: W poprzednim numerze podaliśmy recenzję rozczarowanego widza co do występu Hanki Ordonówny, w dniu 5 grudnia w kino-teatrze „Luna”. Przyznajemy, że recenzja ta, którą notabene otrzymaliśmy listownie od anonimowego autora, może aż nazbyt niekorzystnie oświetlała występ tej słynnej artystki i w pewnych miejscach złośliwie ośmieszała osobę p. Ordonówny. Jednakże trzeba przyznać, iż autor anonimowy podpisujący się pseudonimem Bohdan Przebój poruszył sprawę niepośledniej wagi.

Każdemu teatrowi przyjeżdżającemu do Pabianic, oraz wszystkim prawie artystom większej lub mniejszej miary zdaje się, że przyjeżdżają do wsi, dziury zabitej deskami od świata, gdzie w jakimś teatrzyku niby w stodole pokazać mogą kilka sztuczek, nie wysiliwszy się zbytnio i to mieszkańcom tej dziury powinno wystarczyć. Gorsza sprawa, iż domagają się oklasków, bisowań i bodajże entuzjazmu ze strony publiczności.

>Przypominamy sobie wszyscy wizyty różnorodnych teatrów, nie wyłączając teatru miejskiego w Łodzi, które złą organizacją, jeszcze gorszą dekoracją i lichą grą artystów rozczarowały publiczność pabianicką i pozostawiły po sobie niesmak i niechęć społeczeństwa.

Swego czasu zjechał do Pabianic jakiś rzekomo słynny tenor, który podczas wykonywania partii solowej Jontka z opery „Halka”, w przerwie dla nabrania tchu bezceremonialnie spluwał na deski sceny. Wszystkim wymienionym wyżej teatrom i artystom zdaje się, że mieszkańcy Pabianic, nosa poza obręb miasta nie wysunęli i że w ogóle nie mają pojęcia o sztuce, jaka by ona nie była.

Tego wszystkiego w dosłownym znaczeniu o występie p. Hanki Ordonówny powiedzieć nie możemy. Widać jednak było wyraźne lekceważenie publiczności, na całe szczęście niezbyt wyborowej. Już przed występem odznaczył się swą gruboskórnością otyły impresario artystki przy kontroli biletów, który pod adresem publiczności, robił swoje głupie uwagi, traktując ją jako motłoch uliczny.

Dopóki wielcy i mali artyści nie zrozumieją, ze Pabianicom należy się poważanie równoznaczne z innymi większymi miastami, dopóty społeczeństwo uprzedzone będzie do wszelkiego rodzaju występów zamiejscowych teatrów.

Toteż od czasu do czasu ostra krytyka w rodzaju Bohdana Przeboja jest ze wszech miar pożądana. (Głos Pabianicki, 9.12.1934)


Andrzej Sznajder  w książce „Sekrety Łasku i Pabianic”, 2017  przedstawił  Edwarda Juliusza Vortheila – człowieka zagadkę, którą trudno  rozwikłać.

Nie ma już seansów w starym kinie… Ten Vortheil to postać zagadkowa, wręcz tajemnicza, a większość często sprzecznych informacji pochodzi z opowieści potomków jego pabianickiego wspólnika, Rudolfa Masickiego. Przyjmuje się, ze urodził się 12 września 1851 roku, nie wiadomo dokładnie gdzie. Według najczęściej powtarzanej wersji pochodził z Holandii. Jedna z legend głosi, ze za spowodowanie śmierci brata musiał uciekać z domu, więc wyjechał do Prus. Według innej zaś przybył na pruskie wtedy Mazury razem z rodziną, a jego rodzice zajmowali się tam rybactwem. Można też wyczytać, że urodził się w Tylży, było to wtedy pruskie miasto Tilsit, które dziś nazywa się Sowietsk i leży w obwodzie kaliningradzkim. Potwierdza to jego rosyjski paszport, którego kopię posiada w swoich zbiorach pabianickie muzeum. Są też tacy, którzy uważają, że Vortheil był Duńczykiem. Jedno jest pewne, choć jego nazwisko jest niemieckie, dość często występuje także w Holandii.

Nie wiemy, kiedy ani jak młody Eduard znalazł się w Rosji, gdzie miał studiować chemię na uniwersytecie w Dorpacie. Potem wyjechał do Paryża, zorganizował trupę teatralna, coś w rodzaju mobilnego varietes i wędrował z nią po całej Europie. W stolicy Francji zainteresował się modnym wynalazkiem braci Lumiere, opatentowanym w 1895 roku kinematografem. Było to nowatorskie urządzenie, działające jednocześnie jako kamera i projektor filmowy. Pozwalało na prawidłową reprodukcję ruchu na ekranie.

Vortheil poznał braci Lumiere osobiście, kupił od nich jeden z kinematografów i udał się z nim do Rosji, bo uważał, że tam dzięki znajomościom z czasów studiów zrobi z tego wynalazku najlepszy użytek. I nie pomylił się. Od razu trafił na carski dwór w Petersburgu i – jak podają Kazimierz Brzeziński i Andrzej Gramsz w swojej książce „Ulica Zamkowa w Pabianicach” – dostał od cara koncesję z numerem 1 na zastosowanie kinematografu na terenie cesarstwa.

Nakręcił, uważany przez wiele lat za anonimowy, film z koronacji cara Mikołaja II Romanowa, która się odbyła 26 maja 1896 roku. Potem, zaproszony przez obecnego na tej uroczystości szacha perskiego Nasira ad-Dina, wyjechał do Teheranu i przebywał  tam przez dłuższy czas w randze nadwornego filmowca.

Na początku XX wieku przybył do Królestwa polskiego i osiadł w Łodzi, gdzie razem ze szwajcarskim inżynierem. Theodorem Junodem, ojcem Eugeniusza Bodo, otworzył przy Piotrkowskiej na rogu z ulicą Jaracza pierwszy na ziemiach polskich kinematograf. Uroczysta premiera filmowa odbyła się w 1903 roku. Potem siedzibę przeniesiono na ulicę Cegielnianą, gdzie otrzymała nazwę kinoteatr Urania. Panowie szybko się rozeszli, podobno poróżniło ich to, że Junod był tylko pracownikiem, a nie wspólnikiem Vortheila. Prawdziwa przyczyna była inna: Szwajcar preferował raczej wodewil i podobne małe teatrzyki, a Vortheil marzył o prawdziwym kinie.

Zdaje się, że podczas wycieczki po okolicznych przysiółkach Łodzi Vortheil przypadkiem zawitał do Pabianic i tak mu się to miasto spodobało, że około 1911 roku zakupił tu drewniany dom, a w następnym roku otrzymał pozwolenie na otwarcie kina. Motyw jego znajomości z Junodem przewija się w serialu telewizyjnym Bodo, choć nie wiedzieć czemu, pabianickie sceny do tego filmu nakręcono w Zgierzu, gdzie stara tkacka chałupa zagrała role kinematografu Vortheila.

Naprawdę mieścił się on w Pabianicach przy ul. św. Jana i na początku miał się nazywać Eldorado, według innych regionalistów od początku nosił nazwę Luna. Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej Vortheil przystąpił do spółki z Rudolfem Masickim i razem prowadzili pabianicki kinoteatr aż do 1918 roku. Vortheil miał dobre układy we Francji, więc filmowe nowości często sprowadzał prosto z Paryża. Pomagała mu w tych interesach firma Gaumont. 

Oprócz projekcji filmowych były też, podobnie jak w Łodzi, występy artystyczne. Mało kto dziś pamięta, że w czasach la belle epoque bywały w Pabianicach między innymi Pola Negri I Mieczysława Ćwiklińska, a z poczatkujących aktorów wpadał tu Eugeniusz Bodo. Takie spektakle umożliwiała bardzo duża jak na owe czasy sala, mogąca pomieścić nawet 500 widzów. Vortheil przy każdej nadarzającej się okazji również kręcił filmy. Fragmenty niektórych z nich się zachowały i można je dziś podziwiać w zbiorach pabianickiego muzeum.

Ze względu na pogarszający się stan zdrowia Vortheil zdecydował się na odsprzedanie interesu Masickiemu, co miało miejsce w 1918 roku. Ciężko chory mieszkał w domu przyjaciela jeszcze przez dziewięć lat. Zmarł w 1927 roku w wieku 76 lat i został pochowany na miejscowym cmentarzu   ewangelickim.

Po latach jego dzieło, jak i mogiła popadły w zapomnienie. Po II wojnie światowej zabrano Masickim kino i upaństwowiono je. Zmieniono też nazwę na Mazur (widać komuś okolice Pabianic kojarzyły się z jeziorami). Przetrwało do polowy lat. 90, wreszcie nieużywany budynek zaczął powoli popadać w ruinę. Niedawno spadkobiercy Masickiego odzyskali zdewastowaną nieruchomość, więc jest jeszcze szansa na jej uratowanie.

Na szczęście znaleźli się również miejscowi pasjonaci, którzy przywrócili miastu zapomnianego twórcę pabianickiej kinematografii. Świetny fotografik, pracujący także jako asystent operatora przy wielu produkcjach filmowych, Zbigniew Gajzler, razem z łodzianinem Andrzejem Perzem zrobili w 2002 roku dokument filmowy o Vortheilu „Sny i marzenia pioniera kinematografii”. Zasługą Gajzlera jest też odnalezienie potomków Masickiego i wykorzystanie ich relacji w filmie. (…)


Autor: Sławomir Saładaj


W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij