www.um.pabianice.pl

Pabianice znajdują się w aglomeracji łódzkiej. Stanowią zarazem centrum 120-tysięcznego powiatu. Funkcjonują tutaj najważniejsze dla społeczności instytucje i urzędy. Miasto liczy 62 tys. mieszkańców i obejmuje obszar 33 km2.


Zitnicki

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

Pisarz Hersz Lejb Zitnicki (Hersh – Leyb Zshitnitski) do dwunastego roku życia pobierał naukę w chederze. W Pabianicach uczęszczał także do słynnej handlówki przy ulicy Długiej (Pułaskiego). Później wybrał drogę samokształcenia. Należał do zwolenników żydowskiego Oświecenia. W Pabianicach udzielał korepetycji uczniom średniej szkoły handlowej. Wyjechał do Szwajcarii, gdzie poznawał arkana produkcji tkackiej. Po powrocie do Polski pracował w łódzkiej fabryce.

Podczas I wojny światowej zaczął publikować krótkie teksty w dzienniku Haynt (Dzisiaj). Niektóre odniosły sukces czytelniczy, np. cykl „Dom dziadka”. Krytyk literacki Jichak Bernstein scharakteryzował jego twórczość w artykule „Literatura jidysz w XX wieku – tematy i formy”: H. L. Zitnicki daje szlachetny opis codziennego życia, zwyczajów i tradycji. „Dom dziadka” stanowi interesujące studium folkloru żydowskiego”. Opowiadania zebrane w tomie „Nowelki o śmierci” przyniosły mu zasłużone miejsce w literaturze jidysz w Polsce. Niektórzy widzieli w nim kontynuatora pisarstwa Sholema Ascha – powieść „Miasto”. Zitnicki zginął w 1939 r. podczas ucieczki z Warszawy.

W 1938 roku Hersz L. Zitnicki zamieścił w jubileuszowym wydawnictwie dziennika Haynt szkic o swoim ojcu Jakobie „Koplu” Zitnickim, pabianickim nauczycielu.

Księga

Od lat dziecięcych aż do 16 roku życia nie rozstawałem się z ojcem na dłużej niż jeden dzień. Nawet później, gdy opuściłem dom rodzinny utrzymywałem stały kontakt z ojcem. Wymienialiśmy bez przerwy listy, zatem łączność nie była nigdy przerwana.

Kiedykolwiek próbowałem ukryć przed rodzicami moje postępki, których nie akceptowali, za każdym razem pióro odmawiało mi posłuszeństwa – w sensie półsłówek i niedomówień, i … pisałem o wszystkim, co miało pozostać tajemnicą. Nie potrafiłem oszukiwać rodziców, toteż nawet gdy chciałem ich zwieść, ponosiłem porażkę. W listach pisałem prawdę, zwłaszcza wówczas, kiedy chciałem posłużyć się kłamstwem. Ojciec przeto wiedział nie tylko o moich zamiarach i pragnieniach, ale także błędnych krokach i nieudanych próbach.

Jak reagował? Nie mówił wprost, ale przytaczał różne fragmenty Biblii lub Gemary (Talmud); powiedzenia, które dziwnym sposobem pasowały do sytuacji. Zdumiewał mnie swoją prostą, głęboką, zawsze świeżą i zaskakującą mądrością. Pisał: Mądry jest człowiek, który zna swoje miejsce i miejsca, których powinien unikać; lub: Czy można stąpać po rozpalonych węglach nie parząc stóp.

Powiedzenia ojca nigdy nie stanowiły czczego popisu. Brzmiały w jego ustach całkiem naturalnie, jakby je sam układał, jakby były częścią codziennej mowy – rodzajem drugiego jidysz. Stosował je w odniesieniu nie tylko do osób, które je rozumiały, ale także wobec tych, dla których brzmiały obco. Nieprawdopodobne, lecz oni też odczytywali ich sens i byli poruszeni ich mocą.

Tak, kontakt z ojcem był ciągły. Niekończący się, bardzo bliski i serdeczny. Jednak dzisiaj, wiele lat po jego odejściu, często myślę, że słabo go znałem. Sposób w jaki zachowywał się w domu, jak mnie traktował niczego nie przybliża. Nie ukazuje całego człowieka. Jaki był poza kręgiem domowym? Co myślał o sobie, jaki był jego wewnętrzny świat pragnień i marzeń, niezależny od kontaktów ze mną? Jaki był przedtem, w dzieciństwie i później podczas dorastania, i w młodości, kiedy mnie nie było jeszcze na świecie?

Jest to świat niedostępny dla mnie, mimo że w tajemniczy sposób należę do niego – odległy, ukryty, nieprzystępny świat mego ojca. Dlatego czasami, kiedy słyszę kogoś, kto mówi o moim ojcu, o sobie, o swoich sprawach (tak innych od moich); kiedy słyszę rozmowy o innych ludziach, którzy nie znali mojego ojca – doznaję wewnętrznego oświecenia.

Niedawno miałem takie właśnie doświadczenie. Usłyszałem opowieść o moim ojcu. Opowiedział mi ją stary mężczyzna. Znałem go kiedyś, ale zapomniałem o nim i teraz spotkaliśmy się przypadkiem, rozpoznałem go. Bywał w naszym pabianickim domu, ale wyprowadził się do innego miasta i już więcej się nie widywaliśmy. Nie wiedział nawet, że ojciec nie żyje.

„Aaa…” – potrząsnął siwą głową z niedowierzaniem.

„Nic nie słyszałem, że zmarł. Och, och…”

„Tak, panie Aron” – powiedziałem ze smutkiem w glosie – „takie jest życie, wszystko przemija jak sen”.

Mężczyzna miał łzy w oczach i ledwie mówił. Wtedy zaczął opowiadać o swoich spotkaniach z moim ojcem w różnych miejscach i czasach. Pragnął mówić o człowieku, z którym był bardzo blisko, a którego potem stracił z pola widzenia. Mówił długo, gorączkowo i coraz większym zapałem. Opowiedział mi historię, którą teraz spróbuję powtórzyć.

Było to 50 lub 55 lat temu. Ojciec miał wtenczas 16 lub 17 lat i uczył się w jesziwie gdzieś w dużym polskim mieście. Pan Aron chodził do tej samej jesziwy.

Wtedy ukazała się publikacja religijna napisana przez wielkiego uczonego Majerla z Ludomia. Nikt w jesziwie nie widział jeszcze tej księgi, ale każdy już o niej słyszał i opowiadano bez końca o cudownościach w niej zawartych. Mówiono, że w książce jest mnóstwo wspaniałych tekstów na temat Tory i Miszny, o jakich świat jeszcze nie słyszał. Niektóre z nich trafiły już do jesziwy. Gdy przełożony jesziwy odczytał głośno fragmenty z tej książki, chłopcy stali wokół z otwartymi ze zdumienia ustami. Chłonęli słowa niczym spragniony wędrowiec źródlaną wodę.

Wreszcie jesziwa otrzymała egzemplarz tej księgi. Trudno opisać co się wtedy działo. Chłopcy wyrywali sobie z rąk tę książkę. Walczyli o nią, jak o drogocenny skarb. Jeśli któryś z nich miał szczęście, to wziął ją na chwilę do ręki i zajrzał do środka, a reszta kolegów kłębiła się wokół niego, skacząc na siebie i rozpychając się na wszystkie strony, aby tylko spojrzeć na upragnioną książkę, która ukazywała tyle nowych sposobów odczytywania starej, dobrze znanej Tory.

Mój ojciec nie przepychał się. Chodził zamyślony z gorączką widoczną w ciemnych oczach. Zbliżał się do kolegów, żeby wysłuchać ich rozmów o cudach zawartych w książce, ale szybko rezygnował, jak głodny człowiek, który nie może otrzymać chleba. Siadał na ławce i rozważał półgłosem swoją Gemarę, pozwalając, aby słodka melodia wypełniała jesziwę. W tamtych czasach studiował niecierpliwie i gorączkowo. Nie mógł długo wysiedzieć w spokoju. Wstawał i próbował znowu podejść do kręgu chłopców, którzy skakali sobie na ramiona. Wracał i siadał, osamotniony i smutny, pozwalając, aby melodia recytowanej przezeń Gemary nadal rozbrzmiewała w jesziwie.

”Później w nocy” – pan Aron kontynuował swą opowieść, a słowa z trudem wydobywały się z bezzębnych ust, poprzez gęstwinę wąsów i brody – „później w nocy, około godziny 10, gdy uczniowie jesziwy rozeszli się do swoich domów i tylko my dwaj pozostaliśmy (twój ojciec i ja, ponieważ nie mieliśmy dokąd pójść i spaliśmy na szkolnej ławce), zobaczyłem, że twój ojciec bierze nową, grubą książkę w lnianej okładce z półki. Kładzie ją na stole obok kapiącej świecy.

Stanął i położył dłonie na stole, pochylił plecy i zaczął się kołysać nad książką w świetle słabego, chybotliwego płomienia w środku pustego budynku, gdzie tylko cienie tańczyły obok nas.

„Co zamierzasz robić?” – zapytałem, szykując się do snu.

„Czy to jest właściwa pora na studiowanie? Lepiej idź spać. Jutro też będzie dzień.”

„Tylko chwilę … tylko chwilę” – mruczał, jakby mnie nie słyszał, stojąc oparty na dłoniach, z pochyloną głową, całkowicie pochłonięty książką.

„Pościeliłem sobie na ławce, gdyż było naprawdę już późno, a ja czułem się zmęczony. Leżałem przez pewien czas, ale wkrótce cisza i tańczące cienie oraz chybotliwy płomień świecy sprawiły, że oczy zaczęły się same zamykać. Usnąłem. Wiedziałem, że twój ojciec stoi ciągle przy stole i choć nadeszła późna noc, nie potrafił odłożyć książki. Spokojny rytm odczytywanych słów przenikał doi mojego snu. Przebudziłem się, spojrzałem wokół, nie wiedząc co się dzieje i zawołałem:

„Jeszcze? Jeszcze nie poszedłeś spać?”

„Tylko chwilę … tylko chwilę?” – mruczał nie odrywając wzroku od książki. I wciąż stał, z dłońmi na stole, kołysząc głową, jak drzewo poruszane łagodnym wiatrem.

„Wróciłem do snu, muzyka przenikała do mojej duszy, a cienie kontynuowały swój taniec. Zmorzył mnie słodki sen. Miałem wrażenie, że unoszę się w powietrzu na skrzydłach aniołów. Otworzyłem oczy na moment i wyszeptałem:

”Jeszcze? Jeszcze?

„Ale nie usłyszałem żadnej odpowiedzi. Tylko cicha muzyka, która przepełnia szkołę i chybotliwa świeca. Zamknąłem oczy i zasnąłem słodko, jakby wokół mnie unosiły się anioły. Wreszcie długa zimowa noc przeminęła i zaczęło świtać. Wstałem z ławki i rozejrzałem się z wielkim zdziwieniem. Nic nie pamiętałem, niczego nie rozumiałem. Zobaczyłem, że twój ojciec ciągle stoi w tym samym miejscu, wciąż pochylony z dłońmi na stole, świeca niemal się wypaliła. Dogasający, biały płomień w świetle poranka. Podbiegłem do niego i zawołałem:

„To ty? Jeszcze?”

„Tylko chwilę … poczekaj… poczekaj. Jeszcze parę stron” - szeptał bardziej do siebie niż do mnie. Oczy płonęły w jego woskowej twarzy jak dwa rozpalone węgle.

Pan Aron zakończył i patrzył czy pojąłem jego opowieść ponieważ byłem bardzo poruszony i nie wypowiedziałem żadnego słowa. Potrząsnął siwą głową i dodał: Tak, mój drogi, tak to było. Przez całą, długą zimową noc nie dał się zmęczeniu. Stał w jednym miejscu, z dłońmi na stole, żeby pochłaniać stronę po stronie, aż przyswoił sobie całą książkę. Gdy nazajutrz chłopcy znowu się rozpychali nad książką, twój ojciec siedział spokojnie nad Gemarą, jak człowiek posilony dobrym jedzeniem i wykwintnym trunkiem.

„Wykwintny trunek” - powtórzyłem, nie patrząc na pana Arona.

Postać Jakoba Zitnyckiego przybliżył też D. Dawidowicz w Księdze Pamięci - Seyfer Pabianice.

Wśród pierwszych nauczycieli hebrajskiego w Pabianicach, którzy zasłynęli jako wybitni pedagodzy i uczeni był Kop (Jakob) Zitnycki – „Kopl Syjonista”. Przydomek ten wskazuje, iż pracę nauczycielską łączył z promocją Ziemi Izraela. Należał do zwolenników żydowskiego Oświecenia w Polsce, którzy z entuzjazmem upowszechniali język hebrajski na początku XX wieku. Przybył do nas z Łasku. Jego twarz okalała szpakowata broda, nosił też tradycyjny żydowski kapelusz. Był krótkowzroczny. Dwoje czarnych oczu za grubymi szkłami – oczy żydowskiego mędrca.

Reb Kopl miał kilkunastu uczniów. Podczas pierwszej wojny światowej otworzył prywatną szkołę przy ulicy Tuszyńskiej (Skargi). Wkrótce musiał ją zamknąć i powrócił do indywidualnego nauczania.

Lekcje, których udzielał składały się z dwóch części. Pierwsza była poświęcona gramatyce hebrajskiej, druga – Biblii. Uwielbiał gramatykę. Przypominam sobie, że przez 2-3 lata wtłaczał nam do głów wiele reguł. Byliśmy przekonani, iż bez gramatyki nigdy nie będziemy mówić po hebrajsku. Najpierw czytaliśmy hebrajskie opowieści z książki Yakoba Fichmana dla początkujących. Musieliśmy wyjaśniać trudniejsze słowa i zwroty, posługując się hebrajskim (już wtedy rozumiał potrzebę uczenia hebrajskiego w języku hebrajskim). W ciągu kilku miesięcy zdobyliśmy pokaźny zasób słów, co umożliwiało konwersację z nauczycielem. Miał, podobnie jak inni ludzie żydowskiego Oświecenia, słabość do Biblii. Muszę przyznać, że ona udzieliła się również nam.

Posiadał także starszych uczniów, którzy uczyli się więcej o „Miłośnikach Syjonu” niż języka hebrajskiego. Obraz nauczyciela Kopla zapisał sie głęboko w mojej pamięci. Widzę go nawet dzisiaj, po 40 latach, w słonecznym Izraelu. Widzę go jak we śnie.

W Pabianicach zimową porą chodził od domu do domu, aby uczyć hebrajskiego. Niejedna ulica była błotnista i pełna kałuż, więc przychodził w mokrym obuwiu. Wchodząc do pokoju ucznia zdejmował buty, z których spływała woda. Zawsze zdejmował buty. Robił tak, aby ogrzać stopy przy ciepłym piecu. Wybaczaliśmy mu to z całego serca. Nie widział zbyt dobrze, toteż nieraz potykał się w ciemnym korytarzu. Gdy zdjął okulary, zasłaniał sobą całą książkę, ale wybaczaliśmy mu to. Reb Kopl był nie tylko nauczycielem, ale przedstawicielem żydowskiego Oświecenia, uczonym i co najważniejsze zwiastunem izraelskiego marzenia.

W Pabianicach wyedukował pierwszą generację uczniów kochających język hebrajski. Podczas pierwszej wojny światowej powstała u nas Hebrajska Szkoła Średnia. Wtedy Kopl zniknął z naszego miasta. Był pewnie zbyt stary, aby uczyć w nowoczesnej szkole, a poza tym ustępował miejsca nowym pedagogom. Gdy odbywało się uroczyste otwarcie szkoły hebrajskiej w Pabianicach, on z laską w dłoni ruszył do innych miejscowości, gdzie szerzył znajomość języka wśród żydowskich dzieci.

W opracowaniu „Jung-Idisz 1919”, Łódź 2019 znaleźliśmy najnowszy biogram  Zitnickiego.

Żytnicki Hersz Lejb (1891-1941) – poeta, pisarz, rysownik. Urodzony w Sieradzu, uczył się w religijnej szkole żydowskiej i szkole publicznej. Absolwent szkoły handlowej w Pabianicach, wyjechał do Austrii uczyć się zawodu tkacza. Od 1913 r. pracował w Łodzi w charakterze majstra tkackiego, następnie przeniósł się do Łasku, gdzie został zatrudniony jako nauczyciel hebrajskiego i sekretarz gminy żydowskiej. W latach 1916-1920 przebywał w Łodzi, potem zamieszkał w Warszawie. Związany z artystyczno-literackim środowiskiem, publikował na lamach żydowskiej prasy w Łodzi, m. in. „Lodzer Togblat”, „Najer Folsblat”, „Heftn” (współredaktor), „Jung Idysz”, „Literatur”; w Warszawie: „Hajnt”, „Moment”, „Literarisze Bleter”, „Ringen”, „Dos Jidysze Folk”. Jego utwory ukazywały się też w żydowskich czasopismach za granicą: w Nowym Jorku, Buenos Aires, Tel-Awiwie. Autor książek: In tojm fun szmugel [W otchłani przemytu] (1917-1918), Noweln Fun tojt [Opowieści o śmierci] (192, Dem zedns hajzl [Domek dziadka] (1927). Po wkroczeniu Niemców do warszawy uciekł do Lwowa. Zamknięty w lwowskim getcie, deportowany do obozu, zamordowany w 1941 r.


Autor: Sławomir Saładaj


W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij