www.um.pabianice.pl
Zarządzenie nr 126/2021/P Prezydenta Miasta Pabianic z dnia 8 czerwca 2021 r. w sprawie zmian w organizacji i systemie pracy Urzędu Miejskiego w Pabianicach, spowodowanych stanem epidemii wywołanym zakażeniami wirusem SARS-CoV-2

Rok 1920

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

W Pabianicach na przełomie sierpnia i września 1920 roku leczył swoje rany słynny 34 pułk piechoty. Podczas wojny polsko-bolszewickiej pułk walczył w rejonie Grodna z kawalerią Gaj Chana oraz nad Narwią.

Chan raportował o skutkach starcia z polskimi piechurami: „... straciłem 500 ludzi zabitych i rannych, 400 koni i  7 dni drogiego czasu”. Jednak pod Jabłonką pułk został rozbity. Stracił blisko ¾ stanu osobowego, większość karabinów maszynowych i taborów. Niedobitki jednostki, czyli około 400 ludzi, zostały skierowane do Pabianic w celu przeprowadzenia reorganizacji i nabrania sił. Przystąpiono do odtwarzania pułku z żołnierzy, którzy uniknęli niewoli, a także kompanii batalionu zapasowego skierowanego z Białej Podlaskiej do Pabianic. Więcej szczegółów znajdujemy w tekście majora dyplomowanego Bronisława Szostaka” Ze wspomnień dowódcy 4 kompanii” w: Jednodniówka na pamiątkę obchodu 15-lecia 34 p.p. (Biała Podlaska 1933)

(…) Lipiec rok 1920

Pułk w składzie 18 brygady przerzucony jest z odcinka poleskiego pod Grodno. W ogólnym odwrocie innych oddziałów – stale w natarciu. Odrywa się i odwraca – zadaje rany. Tak jest pod Grodnem, Tykocinem i Siekierkami, tak jest pod Mężeninem. Każde natarcie przynosi sukces. Brani są jeńcy, działa i materiał. Przychodzi wreszcie uderzenie i bój 3-go sierpnia pod Jabłonką.

Wszystkie bataliony nacierały już w tym dniu po kilkakroć. Ginie bohaterski dowódca 11 kompanii por. Spława-Neyman, ginie szereg innych dzielnych żołnierzy pułku. Lecz pułk ani na duchu upada, ani do walki nie traci zdolności, ani nie wyzbywa się nadziei zwycięstwa, mimo położenia wprost beznadziejnego.

Zapada noc

Zacieśniają się kleszcze dwóch armii bolszewickich i zamyka potrzask Jesteśmy otoczeni. Dowódca brygady płk Łuczyński i dowódca pułku kpt. Galiński – ranni. Następny z kolei – por. Wolski zabity. Obejmuje dowództwo trzeci – por. Sienkiewicz. Decyzja – przebijać się. Kierunki rozdane i naprzód. Zawrzała krótka walka, aż blask i ciepło bije od ognia kartaczy, ale udaje się. Przebiły się większe i mniejsze oddziały, przebili się i wyrwali z niewoli samopas lub grupkami żołnierze pułku.

Ile trudów, ile wysiłków, ile przeżyć w krótkim czasie, aby się zebrać znowu do kupy, niech opowiedzą te bory i rzeki, przez które bez wytchnienia dążył żołnierz do swoich. Dołączyliśmy, choć pod ogniem, pod Ostrowią i razem już doszli do Wyszkowa. Są oficerowie i kilka kompanii, trochę poszarpanych, ale jest 34 pułk. Dowództwo obejmuje por. Wroczyński Jerzy.

Duch dobry, byle wypocząć trochę i można na nowo zaczynać. Ale mają nas za rozbitych i przydzielić chcą do innego pułku. Kto tak chce i kto tę wiadomość puścił nie wiadomo. Rozgoryczenie wielkie, za serce chwyta żałość. Jak to? Czyżby nas było za mało, żeby być pułkiem?

„Panowie, mówi por. Wroczyński, jest tu w Wyszkowie generał Żeligowski, pójdę do niego do raportu”.

Idzie a my z nim, żeby prędzej coś usłyszeć. Przed dworkiem – kwaterą generała, zbierają się interesanci. Szef sztabu notuje sprawy przybyłych. Po chwili wychodzi generał i zwraca się do nas. Por. Wroczyński melduje: „Panie Generale 34 pułk w bitwie pod Jabłonką poniósł duże straty”. Następuje wyliczenie stanu. „Na skutek wieści, że mamy być wcieleni do innego pułku prosimy o pozostawienie nas, jako 34 pułku, gdyż możemy walczyć jako jednostka”.

Generał spojrzał po nas. „Panowie – odzywa się z pewnym wzruszeniem w głosie – gdyby choć jeden żołnierz  został w 34 pułku, to pułk wasz będzie istniał”.

I tak się stało.

Cały stan pułku dla uzupełnienia braków i zebrania ciągle jeszcze zbierających się żołnierzy, został skierowany do Pabianic. Z piosenką na ustach o wojence i chłopcach malowanych weszliśmy do tego miasta.

Zewnętrzny wygląd oddziału po tylu marszach i bojach przeczył obrazowi malowanych chłopców, ale pieśń, bojowy nastrój i bijąca radość życia, wycisnęły łzy z oczu przyjmujących nas mieszkańców.

Ludzie płakali nie z litości, lecz wzruszeni duchem żołnierskim, że tacy na pozór zbiedzeni tak dumnie a wesoło śpiewają. W krótkim czasie powrócił pułk do dawnego stanu. Znaleźli się wszyscy, prócz tych, którzy polegli lub ciężko ranni pozostali w szpitalach. Wracających oficerów witały z entuzjazmem kompanie i bataliony. A wracali rozmaicie w przebraniu cywilnym, bosi i obdarci, opowiadając dziwy o swych przejściach. Dowództwo objął  mjr Bittner.

I pułk istniał, wedle słów starego generała, które niech zostaną uwiecznione w pamięci pułku. W miesiąc po ich wyrzeczeniu 34 pułk piechoty w pełnym składzie bojowym, posuwał się w pościgu za pobitym wrogiem. (…)

https://pl.wikipedia.org/wiki/34_Pu%C5%82k_Piechoty_(II_RP)

***

Ignacy Śmigielski w opracowaniu „Bitwa pod Jabłonką Kościelną 2-4 VIII 1920 r.” wymienia dwóch pabianiczan, braci Przedmojskich – żołnierzy 34 pułku piechoty.

Starszy sierżant sztabowy Stanisław Przedmojski, 9 kompania 34 pułku piechoty. Odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari V-klasy za heroiczne poprowadzenie podkomendnych do ataku  pomimo  odniesionych ciężkich ran w III fazie bitwy o Jabłonkę oraz baretką – Odznaką Honorową za Rany i Kontuzje odniesione w tej walce.

Przedmojski Stanisław, ur. 9 XII 1895 r. w Pabianicach, woj. łódzkie. Syn Andrzeja i Józefy z d. Chorąży. Ukończył 2-klasową Szkołę Miejską w Pabianicach. W r. 1916 wstąpił jako ochotnik do 4. Pułku Piechoty Legionów w Zegrzu. W 1917 r. z powodu odmowy złożenia przysięgi na wierność Niemiec został internowany w Szczypiornie. Po rozbrojeniu Niemców w listopadzie 1918 r. jako były sierżant sztabowy Legionów został instruktorem Milicji Ludowej w Łodzi. Stamtąd jeszcze w 1919 r. został przeniesiony do 34 pułku piechoty w Białej Podlaskiej. Jako sierżant 9. kompanii brał udział we wszystkich bojach pułku na Wschodzie. W opinii przełożonych odznaczał się zimną krwią i wielkim męstwem na polu bitwy.

Dnia 1 X 1919 r. w czasie ataku na miasto Petryków poderwał oddział do szturmu na okopy nieprzyjacielskie, na skutek czego polska tyraliera mogła się rozwinąć i przypuścić skuteczny atak.

Dnia 1 IV 1920 r. w czasie patrolowania wsi Wyslupowice został otoczony przez silny oddział bolszewicki. Zdołał w brawurowym ataku na bagnety wydostać się z okrążenia, dzięki czemu zyskał wielki szacunek u podkomendnych z plutonu.

Dnia 3 VIII 1920 r. podczas walk o Jabłonkę w stopniu starszego sierżanta dowodził 2-ma plutonami z 9. kompanii. Podczas natarcia polskiego lewego skrzydła na węzeł drogowy Wysokie Mazowieckie- Zambrów, przekraczając strumień Jabłonkę zostaje ciężko ranny. Pomimo upływu krwi, czołgając się pod górę ku szosie opanowanej przez bolszewików, prowadził dalej dwa plutony do ataku. Obraz tak niezwykłego heroizmu przyczynił się do podniesienia ducha u żołnierzy i odparcia wroga. Sam po chwili był świadkiem śmierci swego młodszego brata, z którym służył w jednym oddziale. Po załamaniu natarcia wobec ciężkich ran i niemożności samodzielnego poruszania dostał się do niewoli bolszewickiej. Za ten heroiczny i pełen brawury wyczyn został odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari V-klasy.

Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej pozostał w kadrze 34 pułku piechoty jako podoficer zawodowy. Jednak na skutek ciężkich przeżyć wojennych, w tym pobytu w niewoli bolszewickiej, nasiliła się u niego choroba psychiczna. W roku 1924 został jako niezdolny do dalszej służby, zwolniony. Był poddawany długotrwałemu leczeniu w Szpitalu Okręgowym nr 1 w Warszawie na oddziale zamkniętym. W obliczu braku poprawy zdrowia został przez Komisję Rewizyjno-Lekarską uznany za całkowicie niezdolnego do służby wojskowej i pracy zawodowej.

W latach 30. kilkakrotnie przebywał w różnych zakładach psychiatrycznych. Miewał zaniki pamięci i ataki furii. W okresie międzywojennym mieszkał przy ul. Świętokrzyskiej 6 w Pabianicach, będąc na utrzymaniu młodszej siostry. Nie założył rodziny.

Alicja Dopart w publikacji „Pamięci pabianiczan 1768-1921”, 1993 podaje, że dziesiątego sierpnia 1920 r. Pabianice przyjmują 34 pułk piechoty w liczbie 320 żołnierzy, 17 oficerów, 21 sanitariuszy, lekarza, dentysty, aptekarza i tabor. Wraz z taborem przyjeżdża szpital polowy, 1 wagon rzeczy szpitalnych oraz 59 koni wraz z obsługą. Ulokowani zostają w domach prywatnych, fabrykach, szkołach, instytucjach.

***

Pułkownik Kudaj

W wojnie 1920 roku zasłynął także Władysław Kudaj z Pabianic, stając się jednym z bohaterów powieści wojennej Stanisława Rembeka ”W polu” (1937).

(…) Wszystko to wskazywało na jakieś daleko idące zamiary Czerwonej Armii. Coraz uporczywiej mówiono o świeżych dywizjach bolszewickich sprowadzanych na odcinek; o niepowodzeniach na ukraińskim teatrze wojny i o przygotowywanej przez „Dziadka” nowej ofensywie, mającej uprzedzić natarcie Sowietów, które zlikwidowawszy już wszystkie walczące przeciwko nim armie kontrrewolucyjne miały teraz wszystkimi siłami uderzyć na Polskę.

Cieszono się ogólnie tą nadzieją, najwięcej jednak na przedmościu pod Sokołowszczyzną, znajdującym się za Autą, tuż na lewo od kompanii Ludomskiego. Przedmieście to było zdobyte wśród zajadłych walk jeszcze w połowie czerwca i obsadzone przez wszystkie cztery kompanie trzeciego batalionu kapitana Kudaja w ten sposób, że rowy strzeleckie szerokim łukiem otaczały zgliszcza osady.

W jakim celu dowództwo brygady upierało się na utrzymanie tego stanowiska – tego nie można było objąć rozumem zwykłego śmiertelnika. Paprosiński, który wiedział wszystko, dowodził, że chodziło o posiadanie wzgórza, panującego nad olbrzymią połacią polskiego zapola aż po Pawłowicze, Szoroszno, Sielco, Tupiczyznę, Ulinę i Podlipki. Ale rozumowanie jego było zbyt uczone, aby trafić do zwykłego rozsądku. Przecie bolszewicy przez tyle dni trzymali ten punkt przed jego zdobyciem, a pułk w dobrym zdrowiu pozostawał na swych stanowiskach. I właśnie dopiero z chwila przejścia w ręce Polaków stał się on tym cierniem, tkwiącym w samym sercu czerwonego frontu, doprowadzającym do szału rozjuszonego nieprzyjaciela. Wszystkie jego działania miały odtąd jeden jedyny cel: odzyskanie przyczółka. Noc w noc szły nań zaciekłe natarcia, jedno po drugim, kończące się nierzadko morderczymi walkami na granaty ręczne czy nawet bagnety. Całymi dniami artyleria bolszewicka bębniła po okopach, obrzydzając życie nieszczęsnej załodze.

Każdego niemal ranka batalion przedmościa odsyłał na tyły stały kontyngent poszarpanych, pokłutych i podziurawionych nieboszczyków na uczciwy chrześcijański pochówek. Nie licząc oczywiście rannych. Nie mogło też być mowy o regularnym zaprowiantowaniu żyjących w takich warunkach kompanii.

Wiele może znieść ten, kto musi. Wszystkie te niedole spływały po trzecim batalionie jak woda po psie. Wywoływały raczej coraz silniejszą nienawiść do ich sprawców – bolszewików. Strzelcy zapiekli się w swym uporze. Nawet w krótkich chwilach spokoju ich karabiny maszynowe węszyły choćby najlepiej zamaskowane kryjówki wroga. Całymi nocami ich patrole krążyły wokół jego stanowisk na kształt zgrai wygłodniałych wilków, oblegających podczas ciężkiej zimy uśpione wioski. (…)

Bronione przez kompanię techniczną Chachułki wpadły w ręce bolszewickie, tak że trzeci batalion, wrosły w zorany granatami pagórek Sokołowszczyzny, został ostatecznie odcięty od swoich.

Wywołało to niesłychane wrażenie na całym froncie. Hiobowa wieść biegła wzdłuż cofających się tyralierek, budząc wszędzie grozę i rozpacz.

- Trzeci batalion otoczony! Trzeci batalion otoczony! – podawano sobie z ust do ust.

Uchodzące kompanie zatrzymały się porażone. Oficerowie klęli i miotali się w bezsilnej wściekłości. Żołnierze płakali w poczuciu własnej bezradności.

- Nasze kolegi tam giną bez nijakiej pomocy! – biadali. – Tyle narodu zmarnuje się przez panów!

Skazany na zagładę batalion wydawał się tym droższy, im więcej trudów i ofiar poniesiono poprzednio, aby go uratować. Zbiorowa histeria opanowała cały odcinek. Szukano winowajców nieszczęścia, przerzucając odpowiedzialność za nie jedni na drugich. Co dzielniejsi oficerowie i podoficerowie organizowali naprędce przeciwuderzenia z rozmaitych rozbitków i wiedli ich z powrotem w beznadziejny bój z niepowstrzymaną nawałą wroga.

Ale cała ta rozpacz była przedwczesna. Gdy tylko bohaterski dowódca przyczółka, kapitan Kudaj, zauważył, że wskutek ogólnego odwrotu zadanie jego batalionu było zakończone, zarządził opuszczenie okopów. Ponieważ w Chachulkach byli już bolszewicy, rzucił tam przydzieloną mu jako odwód dziesiątą kompanię pod porucznikiem Topczewskim. Ten bez wahania runął przez most na dogorywającą wioskę. Nieprzejrzane masy bolszewików cofały się przed jego furią. (…)

W. Kudaj służył w armii carskiej, następnie był w I Korpusie gen. Dowbor-Muśnickiego (Legia Rycerska, oddział kulomiotów 1 batalionu –kapitan). Po powrocie do Polski należał do czołowych aktywistów Związku Wojskowych I, II, III Korpusów Wojskowych. W 1918 r. został zastępcą komendanta m. Łodzi. W 1931 r. przeszedł w stan spoczynku w stopniu podpułkownika WP.

O Władysławie Kudaju pisał Roman Kubiak w książce ”My, pabianiczanie”(2019).

W relacjach z pól bitewnych nazywano go „niezrównanym partyzantem” albo „pogromcą bolszewików”, czyhającym ze swym trzecim batalionem na tyłach Gwardii Czerwonej, by rozbić wroga w proch i pył.

Urodzony 21 czerwca 1890 roku  Kudaj w Pabianicach spędził całe dzieciństwo. Chodził do szkoły powszechnej przy zamku, ćwiczył w Towarzystwie Gimnastycznym ”Sokół”. Na życie zarabiał jako tkacz.

W 1914 roku zaborcy wcielili go do carskiej armii i wywieźli na front wojny z Niemcami. „Odważny, zdyscyplinowany, przejawia talent dowódcy” – zanotowano w wojskowych papierach. Szybko awansował. Po wybuchu rewolucji październikowej sierżant Kudaj wstąpił do formowanego w Rosji I Korpusu Wojsk Polskich pod komendą generała Józefa Dowbor-Muśnickiego. W szeregach Dowborczyków walczył z bolszewicką Czerwoną Gwardią i zdobywał twierdzę w Bobrujsku. Gdy w maju 1918 roku Niemcy rozbroili polski korpus, przyjechał do Łodzi. Wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej, szkolił młodych w strzelaniu i walce wręcz. W listopadzie 1918 roku, gdy odradzała się wolna Polska, kapitan Kudaj dowodził szturmem na niemiecką bazę samochodową.

Na kolejny bój z bolszewikami pomaszerował w mundurze 28. Pułku Strzelców Kaniowskich, jako dowódca 3. Batalionu bałuckiego. Gazeta ”Hasło Łódzkie” z listopada 1927 roku pisała o nim tak: „31 maja 1920 roku polskie oddziały zdobywają Kosiany na Wileńszczyźnie i zaczynają pościg za uchodzącym nieprzyjacielem. Kapitan Kudaj, niezrównany partyzant, ze swoim trzecim baonem operuje na tyłach bolszewików, bijąc ich pod wsią Klinowoje”.

O niebywałej odwadze Kudaja żołnierze opowiadali sobie w okopach. Pod Sokołowszczyzną, gdzie ukryci w strzeleckich rowach Polacy przez kilka dni i nocy odpierali zaciekłe ataki bolszewików, kapitan ruszył kolegom z odsieczą. Poderwał swój bałucki batalion, przedarł się przez drewniany most i brawurowym atakiem zmusił wroga do ucieczki.

Za męstwo na polach bitew był odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari i czterokrotnie Krzyżem Walecznych.

W niepodległej Polsce został zawodowym wojskowym, awansował do stopnia majora i podpułkownika. Wciąż służył w 28. Pułku Piechoty. Nie poparł zamachu stanu Józefa Piłsudskiego w maju 1926 roku, ale też nie sięgnął po broń, by rozpętać bratobójcze walki. Dowództwo pozwoliło mu przejść na wcześniejszą emeryturę, zachowując stopień wojskowy. Za zasługi dla ojczyzny Kudaj dostał od państwa gospodarstwo rolne na Kresach. Tam osiadł z żoną. Wysoka oficerska emerytura pozwalała mu podróżować. Zwiedzał Afrykę i Amerykę Północną. Gdy po drugiej wojnie światowej Sowieci wcielili Kresy do Związku Radzieckiego, Kudaj wrócił do Pabianic. Tutaj zmarł i spoczął na miejscowym cmentarzu. Trzydzieści lat później jego grób zlikwidowano, gdyż nikt z krewnych nie wniósł cmentarnej opłaty.(…)

http://historia-nieznana.blogspot.com/2015/02/podpukownik-henryk-swietlicki-pabianice.html


***

Wojsa

Pabianiczaninem, który odegrał istotną rolę w wojnie 1920 roku był także Stanisław B. Wojsa. Biogram kapelana 2 Armii  znalazł się w publikacji „Czy wiesz kto to jest?”(1938).

Wojsa Stanisław Bolesław, ks. licencjat św. teologii, ur. 23 III 1889 r. w Pabianicach, syn Michała i Elżbiety z Gryżyńskich. Ukończył szkołę średnią w Pabianicach (uczestnik strajku szkolnego), seminarium duchowne we Włocławku 1918 r., święcenia kapłańskie w 1918 r., wydział teologiczny Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w 1922 r.

Za czasów uniwersyteckich członek zarządu Bractwa Pomocy, współzałożyciel Katolickiego Stowarzyszenia Studentów „Odrodzenie”, prezes komitetu wykonawczego wiecu ogólnopolskiego w sprawie zaciągu ochotniczego do Wojska Polskiego. W 1920 r. członek Rady Wojewódzkiej Obrony Państwa w Lublinie, kapelan sztabu 2 Armii do demobilizacji.

Po 1922 r. profesor gimnazjum państwowego we Włocławku. Od 1930 r. dyrektor Akcji Katolickiej diecezji włocławskiej. Członek zarządu Zarzewia, wiceprzewodniczący rad miejskiej 1927-1931, patron Chrześcijańskiego Robotniczego Związku Zawodowego, organizator Akcji Katolickiej w całej diecezji. Przez 7 lat prezes komitetu wykonawczej rady szkolnej powiatu we Włocławku.

Redaktor „Słowa Kujawskiego”, następnie redaktor naczelny miesięcznika „Wskazanie”. Ogłosił liczne artykuły w „Ateneum Kapłańskim”, „Kronice Diecezji Włocławskiej” oraz kilka broszur. Włocławek, plac Kopernika 2, tel. 14-97.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Wojsa


***

Harcerze i harcerki

Nastroje panujące w miasteczku w okresie wojny polsko-bolszewickiej oddaje po trosze artykuł opublikowany w Gazecie Pabianickiej  z dnia 11 listopada 1928 roku i poświęcony pabianickim harcerzom.

(…) Gdy 1 lipca 1920 r. omawia się projekt założenia Koła Przyjaciół Harcerstwa, zorganizowanie w lipcu-sierpniu kolonii, wycieczek, to pod datą 8 lipca w kronice hufca czytamy: Wczoraj otrzymaliśmy rozkaz podania w przeciągu doby spisu harcerzy powyżej 16 lat. Dziś (8 VIII) rano o godz. 6 odbyła się zbiórka hufca na placu szkoły nr 3. Obecnych 50, do pogotowia wojennego 31, kilkunastu starszych było nieobecnych, tak że pogotowie wojenne liczyć będzie 40 ludzi.

Otóż gdy w lipcu 1920 r. Naczelnik Józef Piłsudski w imieniu Rady Obrony Państwa wzywa cały naród pod broń. Naczelnictwo Związku Harcerstwa Polskiego zgłasza do dyspozycji ROP całą liczącą 36.000 młodzież. Chłopcy od 17 lat w górę wezwani zostają do służby frontowej; słabsi zaś młodsi i harcerki do służby garnizonowej i pomocniczej. W środowiskach harcerskich zostają zorganizowane „pogotowia wojenne”, które czekając na rozkaz wymarszu, ćwiczą się w służbie polowej. W lokalach pogotowia dyżur trwa dzień i noc. Ćwiczenia pogotowia odbywały się pod lasem na pastwiskach, na dołach przy ulicy Japońskiej i na podwórzu szkoły nr 3.

Zapał bardzo wielki, druhowie się niecierpliwią, chcą już iść. Młodsi przynoszą pozwolenia rodziców. Druhowie: Kowalski Jan, Musiał L. i Neugebauer A., którzy wyjechali na harcerski kurs instruktorski do Wielkopolski są już w Rembertowie.

Dnia 14 lipca zwołane zostaje zebranie rodziców, na którym druhowie St. Somorowski i F. Jankowski przedstawiają zebranym ważność chwili i proszą, by nie czyniono harcerzom trudności w spełnianiu obowiązku obywatelskiego, przez wstąpienie w szeregi Armii Ochotniczej. Zebranie to bardzo dodatnio wpłynęło na rodziców i o ile przedtem stawiano harcerzom bardzo niepewne „zobaczymy”, po zebraniu już nikt z rodziców żadnych przeszkód nie stawiał.

Termin wyjazdu jest nam jeszcze nieznany.

Wczoraj pożegnaliśmy się z druhnami, każdy z nas otrzymał upominek. Tymczasem późnym wieczorem zostaje zwołana alarmowa zbiórka na placu szkoły nr 3, na której dowiadujemy się, że jutro o godz. 9 wyjeżdżamy. Radości nie było końca.

Dnia 15 lipca o godz. 9-tej zbieramy się na placu szkoły nr 3.

Zbiórka w dwuszeregu. Przemawia ks. kapelan Rylski, potem druhna przełożona Jędrychowska, następnie druhny dekorują nas rozetkami w barwach narodowych. Pożegnanie z rodzicami i znajomymi, po czym następuje defilada. Przyjeżdża tramwaj, wsiadamy do wagonu, który zostaje zasypany kwieciem. Motorniczy podaje sygnał i tramwaj rusza. Razem z nami jedzie do Łodzi przełożona druhna Jędrychowska z kilkoma druhnami.

Żegnani byliśmy bardzo serdecznie przez rodziców, znajomych oraz druhny i pozostałych druhów. Gdyśmy dojeżdżali do ulicy poprzecznej, z bramy wybiegła staruszka z ogromnym bukietem kwiatów i rzuciła go pod koła wagonu.

W Łodzi jesteśmy jeden dzień, częściowo się umundurowujemy i odjeżdżamy w dniu 16 lipca w liczbie 350 do Warszawy. Byliśmy najpierwsi, dopiero za nami przybywają druhowie z okręgu piotrkowskiego w liczbie 140; kaliskiego – 200, radomskiego -400, Warszawa z prowincją -800, polesko-podlaski – 150. Po zameldowaniu się w Głównej Kwaterze Harcerskiej harcerze zostają wcieleni do pułków piechoty – 201 i 205.

Z harcerzy pabianickich dziewięciu zostaje uznanych za niezdolnych do służby wojskowej i przydzieleni zostają do Sztabu generalnego Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego. Ponieważ harcerzy darzono zaufaniem, władze wojskowe powierzają im stanowiska, zajęte uprzednio przez sierżantów lub plutonowych, którzy po przybyciu harcerzy, wyjechali na front.

201 pułk piechoty liczy 70-80 procent harcerzy. Mobilizacja obejmuje również okręgi małopolski, wielkopolski, lubelski i pomorski. Jednak harcerze tych okręgów zorganizowani w oddziały wojskowe, ćwiczą się na miejscu, by być w pogotowiu do obrony blisko położonych granic. Harcerze lwowscy początkowo przeznaczeni do obrony miasta, zostaja potem wcieleni do 240 ochotniczego pułku piechoty.

Pabianiczanie, wraz z innymi harcerzami wcieleni do 201 pułku piechoty już po tygodniowych ćwiczeniach wyjeżdżają na front, gdzie w walkach z hordą bolszewicką druh Józef Matczuk zostaje ranny w plecy. Przybywa do Pabianic i leczy się w szpitalu Czerwonego Krzyża, a skoro tylko rany się zagoiły wraca znów na front, gdzie w dalszych walkach w październiku dostaje się do niewoli litewskiej, skąd wraca dopiero w grudniu 1920 r. Druh Edmund Góral zostaje ranny w głowę i plecy. Następnie odnieśli rany druhowie: Stanisław Somorowski, Kołacz, K. Somorowski, oraz B. Jankowski. Druhowie Józef Jaros i Józef Skibiński zginęli bez wieści.

Druh B. Jankowski po wyleczeniu się wraca na początku 1921 roku do Pabianic i uczęszcza do gimnazjum im. Śniadeckiego, jednocześnie jako zastępowy w drużynie im. Poniatowskiego. W 1922 roku rany w głowie się mu odnawiają, wysłany zostaje do Szpitala Ujazdowskiego w Warszawie, gdzie poddany zostaje operacji, której nie wytrzymuje i w dniu 16 września umiera. Zwłoki jego sprowadzone do Pabianic, spoczywają na cmentarzu katolickim.

W dniu 1 listopada 1928 r. drużyny im. płk Kilińskiego i R. Traugutta złożyły wieniec na jego grobie, czcząc w ten sposób pamięć wszystkich poległych i zmarłych tak harcerek, jak harcerzy. Śpijcie Druhny i Druhowie w spokoju. Niechaj ta ziemia, którą ukochaliście, przyhołubi was. My idąc waszym przykładem będziemy całym życiem pełnić służbę Bogu i Ojczyźnie, nieść chętnie pomoc bliźnim i będziemy posłuszni prawu harcerskiemu.

Jak już wyżej wspomniałem, do służby wezwane były i harcerki. Co tedy robiły nasze sympatyczne druhenki? Oto po wyjeździe starszych druhów do wojska, pozostali druhowie w liczbie 62 tworzyli oddział harcerski, który podlegał komendantce placu druhnie przełożonej Jędrychowskiej. Oddział ten ćwiczył bronią pod kierownictwem funkcjonariuszy Policji Państwowej.

Utworzono plutony gońców i służby wartowniczej. Komendę nad oddziałem i plutonami obejmują druhny. Oprócz tego założono ”harcerskie koło chrzestnych matek”. Każda „matka chrzestna” miała swojego chrześniaka w wojsku i nim się opiekowała, czy to przez korespondencję, czy przez posyłanie paczek. Poza tym harcerki pełniły służbę sanitariuszek w szpitalu Czerwonego Krzyża.(Malinowski)

***

Mobilizacja

Postawa mieszkańców nie była w tym trudnym okresie jednolita. Na początku marca 1920 r. zebrała się Rada Miasta Pabianic. Na jej posiedzeniu 40-letni Franciszek Gryzel, radny PPS, sekretarz pabianickiego oddziału Związku Zawodowego Robotników i Robotnic Przemysłu Włóknistego, przedstawił wniosek w sprawie zakończenia wojny polski z Rosją Radziecką: „Rada Miejska m. Pabianic stwierdza, że propozycja pokojowa Rządu Sowietów z 29 stycznia 1920 r. stanowi zupełnie dostateczną podstawę do niezwłocznego wszczęcia rokowań w sprawie pokoju. Rada Miejska stwierdza, że masy robotnicze m. Pabianic gotowe są zawsze bronić Niepodległości Polski, ale nie zamierzają służyć celom swojskiego i międzynarodowego imperializmu (…) Jednocześnie Rada Miejska protestuje jak najenergiczniej przeciwko metodzie tajnego przygotowania warunków pokojowych i przewlekania odpowiedzi Rządowi Sowietów”.

Wniosek ten, popierający radziecki plan zakończenia wojny, przyjęła przez aklamację Rada Miasta Pabianic, składająca się w tym czasie wyłącznie radnych „frakcji PPS” i „frakcji Sjonistycznej”, po wcześniejszym ustąpieniu radnych Narodowego Związku Robotniczego, Chadecji i Endecji.

Bardziej zdecydowane stanowisko probolszewickie zajęli w Pabianicach komuniści. Komunistyczna Partia Robotnicza Polski wierzyła, iż zwycięstwo Armii Czerwonej pozwoli na utworzenie w Polsce republiki radzieckiej z władzą komunistyczną na czele. Ze względu na antypaństwową działalność partii latem 1920 r. policja pabianicka dokonała pierwszych poważnych aresztowań wśród członków Komitetu Dzielnicowego KPRP.

Należy jednak podkreślić, że znaczna część społeczeństwa Pabianic poparła wojnę i wzięła w niej czynny udział, zwłaszcza młodzież zgłaszająca się do armii na ochotnika. W lipcu 1920 r. na front bolszewicki wyruszyli pociągiem harcerze z Pabianic. Większość maturzystów Gimnazjum Męskiego im. J. Śniadeckiego oraz prawie całe klasy 7. i 8. wstąpiły do armii.

Akcję werbowania ochotników w Pabianicach przeprowadził ks. Józef Gogolewski. Jego wystąpienie z odczytem w lipcu 1920 r. wywołało ogólne zainteresowanie i wielki entuzjazm. Do szeregów ochotniczych zapisało się wielu robotników. Swoje zgłoszenie do wojska zapowiedziała również inteligencja. Dużą aktywność przy werbowaniu wykazał znany na gruncie Pabianic lekarz i działacz społeczny – dr Witold Eichler. Także nowa już Rada Miejska zachęcała obywateli, by wstępowali do Armii Ochotniczej. Natomiast Stowarzyszenie Właścicieli Nieruchomości uchwaliło z inicjatywy Edwarda Hansa, by nie pobierać komornego od rodzin ochotników za cały czas ich pobytu w wojsku. (R. Adamek „Cud nad Dobrzynką”, Nowe Życie Pabianic na niedzielę, nr 31/1999 r.)

Przypomnijmy co działo się w lipcu i sierpniu 1920 roku w naszym mieście.

15 lipca – Rada Miejska Pabianic uchwaliła podatek na cele obrony państwa: „Wszystkie restauracje, cukiernie i piwiarnie opłacają od rachunków wystawionych konsumentom 10%. Właściciele uchylający się od płacenia podlegają karze do 3000 marek”.

18 lipca – odbyło się w Magistracie organizacyjne zebranie Rady Obrony Państwa, zainicjowane przez Radę Miejską. Do Komitetu Wykonawczego Rady Obrony zostali wybrani: dr W. Eichler – przewodniczący, inspektor Józef Radwański – zastępca, St. Szefer – sekretarz, Antoni Dajniak – sekcja werbunkowa, ks. dziekan Mirecki – sekcja propagandy, ks. dr Bartłomiej Szulc – sekcja opiniodawcza, Paweł Graeser – sekcja pożyczki odrodzenia, Oskar Graeser – sekcja finansowa.

25 lipca – Sekcja Propagandy Rady Obrony Państwa w Pabianicach urządziła dwa wiece w Dłutowie i Górce Pabianickiej. Przemawiał dr Eichler, ks. Konecki, St. Szefer, Stefaniak, Kanar i Niedzielski. Po wiecach włościanie przystąpili do zbiorki ofiar i podpisywania pożyczki odrodzenia.

3 sierpnia – Obywatelski Komitet Wykonawczy Rady Obrony Państwa w Pabianicach ustalił w porozumieniu z miejscowym oddziałem Czerwonego Krzyża zapomogi dla rodzin ochotników (matkom, względnie ojcom, po 100 marek miesięcznie, żonom po 300 marek miesięcznie).

4 sierpnia – Rada Miejska uchwaliła na cele obrony państwa podatki: po 2% od przedwojennej wartości kapitału zakładowego wszystkich przedsiębiorstw handlowych i przemysłowych, po 2% od przedwojennej wartości nieruchomości miejskiej, po 1% od dochodu rocznego. Oprócz tego ustalono podatek od własności gruntów podmiejskich i od każdej sprzedanej butelki wódki.

8 sierpnia – opublikowano w Dzienniku Urzędowym Zarządu Miasta Pabianic odezwę prezydenta m. Pabianic, A. Orłowskiego, której fragment brzmiał; „Do wszystkich obywateli i organizacji obywatelskich w mieście. Warunki, wytworzone toczącą się wojna, nakładają na wszystkich obywateli i organizacje obywatelskie obowiązek współdziałania i pomocy władzom cywilnym i wojskowym. Wzmaga się potrzeba rozlokowania ewakuowanych w ostatnim czasie z zajmowanych przez nieprzyjaciela terenów: licznej rzeszy ludności, urzędów państwowych, jak również dobra i majątku państwowego. W mieście naszym od kilku dni rozpoczyna się lokowanie pierwszych partii ludności i ewakuowanego wojska (…)”.

17 sierpnia – z inicjatywy PPS zwołano zebranie, w którym wzięli udział przedstawiciele klasowych organizacji robotniczych. Postanowiono zorganizować Robotniczy komitet Obrony Niepodległości, którego zadaniem było wzmocnienie i rozszerzenie organizacji robotniczych, walka z najazdem bolszewickim, werbunek do ochotniczych oddziałów robotniczych, szkolenie wojskowe rezerw robotniczych oraz opieka nad robotnikami-żołnierzami. (R. Adamek „Rok 1920”, Nowe Życie Pabianic nr 30/2001 r.)

Narastało śmiertelne zagrożenie. Armia Czerwona dowodzona przez Tuchaczewskiego i Budionnego zbliżała się do Warszawy. 1 lipca 1920 r. Sejm powołuje do życia Radę Obrony Państwa, na czele której staje  Józef Piłsudski.

W wydanej odezwie do narodu czytamy między innymi: ”Jedność, zgoda i wytężona praca niech skupi nas wszystkich dla wspólnej sprawy! Żołnierz polski, krwią broczący na froncie, musi mieć to przeświadczenie, iż stoi za nim cały naród, każdej chwili gotowy przyjść mu z pomocą. Chwila taka nadeszła… Niech na wołanie Polski nie zabraknie żadnego z jej wiernych i prawych synów, co wzorem ojców i dziadów pokotem położą wroga u stóp Rzeczypospolitej.  Wszystko dla zwycięstwa! Do broni!”

Słowa odezwy znalazły swój oddźwięk w sercach wszystkich obywateli. Również w Pabianicach organizacje społeczne i polityczne jednoczą się do wspólnego działania. Zanikają dzielące do tej pory różnice i zwalczające się do niedawna ugrupowania zgodnie organizują społeczeństwo. Odbywają się liczne spotkania, wiece i manifestacje, na których mówi się nie tylko a aktualnej sytuacji na frontach, ale również o potrzebie wsparcia żołnierskiego wysiłku.

Organizowane zbiórki pieniędzy i darów spotykają się z wielkim zrozumieniem i niespotykaną ofiarnością społeczeństwa. Powstały na terenie Pabianic komitet koordynuje poczynania na rzecz wojska i obrony narodowej. W jego pracach szczególną rolę odegrał dr Witold Eichler. Patriotyczną postawą wyróżniła się także nauczycielka szkoły powszechnej nr 1 – Zofia Ponińska, wyróżniona przez Radę Obrony Państwa odznaką i dyplomem „za spełnienie swego obowiązku obywatelskiego jako zastępca sekretarza Oddziału Czerwonego Krzyża w Pabianicach”. Wielką aktywność wykazała pabianicka młodzież. Gimnazjaliści masowo zgłaszali się do wojska. Aż do listopada 1920 roku zostały przerwane zajęcia lekcyjne w gimnazjum im. Śniadeckiego, gdyż młodzież gromadnie wstąpiła do wojska. Tych, którzy unikali pójścia na front bojkotowano. Wstąpienie do wojska traktowano jako sprawę honorową.

Piękną postawę zaprezentował późniejszy wiceprezydent Pabianic Konrad Skowroński. Mając 37 lat wstąpił do wojska walczył na froncie w stopniu szeregowca, mimo że zaproponowano mu służbę na głębokim zapleczu.

Wsparciem duchowym służyli księża. Ksiądz Gogolewski prowadził szeroką akcję odczytową na terenie Pabianic i okolic szczególnie wśród robotników. W tych trudnych dla kraju chwilach społeczeństwo Pabianic wywiązało się z honorem ze swego świętego obowiązku obrony Ojczyzny. (Roman Peska „Wszystko dla zwycięstwa”, Nowe Życie Pabianic nr 39/1991 r.)

https://polona.pl/item/dziennik-urzedowy-zarzadu-miasta-pabjanic-r-2-nr-30-25-lipca-1920,NzgxMjI0Nj


***

Władysław Szymczyk-Nieworski

Społeczność lokalna była zawsze zróżnicowana politycznie, ekonomicznie, społecznie. Życie Pabianic w 1957 roku informowało o komuniście Władysławie Szymczyku-Nieworskim, który w 1920 roku, z narażeniem życia, prezentował swoją sympatię do bolszewików.

„W latach pomiędzy 1918 a 1923 r. w Pabianicach w szeregach Komunistycznej Partii Polski działali młodzieżowcy, którzy wystąpieniami swymi podkreślali rewolucyjny, bojowy zapał młodzieży robotniczej w walce z kapitałem, wszelką ugodą i zdradą w szeregach ruchu robotniczego.

Do charakterystycznych i zasługujących na podkreślenie w tym czasie wypadków zaliczyć należy – bojowe, pełne poświęcenia wystąpienie młodego podówczas towarzysza – członka KPP, Władysława Szymczyka-Nieworskiego, który z polecenia partii w roku 1920, w okresie sądów doraźnych, nie zważając na grożące mu niebezpieczeństwo, udał się na plac komisji poborowych w Pabianicach przy ul. Bocznej (Żeromskiego). Tam rozkolportował odezwy partii wzywając poborowych do walki z kapitałem o Polskę ludu pracującego – o socjalizm, przeciwko zbrojnym wystąpieniom wobec Republiki Radzieckiej. Po rozkolportowaniu odezw towarzysz Szymczyk-Nieworski przy pomocy towarzyszy: Stanisława Czwórki, Stanisława Cegiełki, J. Okoniewskiego, Jana Kubickiego i Rychtera rozwinął sztandar Komunistycznej Partii Polski i szedł na czele poborowych, maszerujących na dworzec kolejowy. Swoim wystąpieniem demonstrował wysoki patriotyzm młodej awangardy komunistów, podkreślał swoją miłość do pierwszego w historii państwa radzieckiego i wielką nienawiść do kapitału. Przy zbiegu ulic Bocznej i Zamkowej (po  II wojnie światowej Armii Czerwonej) żandarmeria zaatakowała pochód za wszelką cenę usiłując rozpędzić demonstrację i przychwycić tow. Władysława Szymczyka-Nieworskiego.

Po przejściu ciężkich katusz w żandarmerii, tow. Szymczyk-Nieworski został skierowany do więzienia przy ul. Kopernika w Łodzi. W oczekiwaniu na śmierć przesiedział przeszło trzy miesiące w karcerze.

Na skutek interwencji ojca u działaczy PPS, aresztowany tow. Szymczyk-Nieworski został wreszcie wyrwany śmierci i przekazany sądom zwykłym w Łodzi. Odzyskał on wolność w roku 1921 po podpisaniu traktatu pokojowego w Rydze.

Od 1945 r. do chwili obecnej tow. Władysław Szymczyk-Nieworski należał najpierw do PPR, a obecnie (1957) PZPR. Pomimo swego sędziwego wieku i obowiązku dyżurnego ruchu, pełnił on przez dłuższy czas zaszczytną funkcję sekretarza POP przy PKP w Pabianicach. Obecnie przeszedł na emeryturę.

Za pracę zawodową i społeczną po wyzwoleniu został odznaczony przez Radę Państwa Srebrnym Krzyżem Zasługi i Medalem X-lecia  Polski Ludowej”.

***

W książce „Inwazja bolszewicka z Żydzi. Zbiór dokumentów”, 1921 znajdujemy list Organizacji Syjonistycznej w Pabianicach skierowany do Żydowskiej Rady Narodowej w Warszawie.

„Podajemy do wiadomości następujący fakt: Panna Beila Rozenfeld, która ukończyła pabianickie gimnazjum państwowe, chciała w myśl rezolucji wszystkich uczennic, zapisać się na kursy sanitarne, jako słuchaczka. Kursy te zostały utworzone w naszym mieście, aby wziąć udział w niesieniu pomocy wojskowej. Nie przyjęto jej jednak, ponieważ jak jej oświadczyła kierowniczka kursów, jest Żydówką. Z poważaniem, Organizacja Syjonistyczna w Pabianicach.”



Autor: Sławomir Saładaj


W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij