www.um.pabianice.pl

Pabianice znajdują się w aglomeracji łódzkiej. Stanowią zarazem centrum 120-tysięcznego powiatu. Funkcjonują tutaj najważniejsze dla społeczności instytucje i urzędy. Miasto liczy 62 tys. mieszkańców i obejmuje obszar 33 km2.


Schmidt

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

Pastor Rudolf Schmidt (1861-1938) sprawował urząd proboszcza parafii ewangelicko-augsburskiej w Pabianicach ponad czterdzieści lat. Czasopisma wyznaniowe, zarówno Przegląd Ewangelicki jak i Zwiastun Ewangeliczny, odnotowywały jego działania. Na początku XX wieku zmierzył się z ruchem religijnym jakim było tzw. gromadkarstwo. W latach 30. XX wieku stanął wobec nowych wyzwań, których źródłem był nazizm. Wtedy to w Pabianicach Polacy – ewangelicy utworzyli własną organizację, poniekąd w obawie przed ewentualnym wykluczeniem z kościoła „niemieckiego”. Na szczęście antychrześcijańskim tendencjom rasistowskim przeciwstawił się nowo wybrany proboszcz Horn.

Ks. pastor Rudolf Schmidt przechodzi w stan spoczynku na własne życzenie.

Proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej w Pabianicach, ks. pastor Rudolf Schmidt, oświadczył na zebraniu Rady Kościelnej, iż zamierza przejść w stan spoczynku, wyrażając przy tym prośbę, by do czasu wyboru następcy mógł pozostać na czele parafii.

Ks. pastor Schmidt ma za sobą 76 lat życia, przebogatego pracą i błogosławieństwem. Już ponad 40 lat przewodzi jako duszpasterz swemu zborowi w Pabianicach, a w kwietniu br. obchodził 50-lecie kapłaństwa. Pół wieku w odpowiedzialnym urzędzie i w nieustannej pracy – to wreszcie zmęczy i znuży siły żywotne człowieka, i zbór pabianicki życzy Mu spokoju i wytchnienia na dalsze długie lata, pragnąc Go otoczyć nadal sercem w szczerej, a trwałej wdzięczności.

Ks. Rudolf Schmidt urodził się dnia 26 grudnia 1861 r. w Płocku, gdzie też ukończył gimnazjum. W roku 1882 udaje się na studia teologiczne do Dorpatu, kończąc uniwersytet w r. 1887. Dnia 24 kwietnia tegoż roku zostaje ordynowany w kościele św. Jana w Łodzi przez ówczesnego Superintendenta Generalnego v. Everta w asystencji Superintendenta Angersteina i ks. Wernitza. W parafii św. Jana obejmuje też urząd wikariusza, pełniąc go do r. 1889. Potem zostaje diakonem tamże, pozostając dwa lata jeszcze w Łodzi. Następnie parafia w Iłowie obiera Go swoim proboszczem. W Iłowie ks. Schmidt był pastorem przez 5 lat. Z Iłowa przechodzi w r. 1896 do parafii w Pabianicach, której służy już przeszło 40 lat.

W Pabianicach ks. Schmidt prowadził ożywioną działalność. Głęboko religijny, akcentował i żądał zdecydowanego chrześcijaństwa, i żywo wspierał te wszystkie organizacje, które pragnęły szerzyć idee zdecydowanego, poważnego chrześcijaństwa. Służył nie tylko organizacjom kościelnym i parafialnym, ale i radą i słowem Bożym Jednocie Bratniej Herrnhutów i Społeczności Chrześcijańskiej.

Baczną uwagę zwracał też na dzieci i młodzież parafialną, co ujawniło się w rozkwicie szkółki niedzielnej i rozbudowie stowarzyszeń młodzieży. Był jednym z szermierzy, czynnych słowem i piórem w walce z alkoholizmem i nałogowym paleniem; wydał szereg broszur i ogłosił liczne artykuły w tej dziedzinie. Przez wydanie objaśnień katechizmowych i znanej książeczki dla konfirmantów wielce się przyczynił do rozbudzenia religijnego młodzieży, podobnie przez wydany przez Niego zbiór kazań i podręcznik apologetyki, jak i przez redagowanie pisemka ewangelizacyjnego „Wach auf”.

Dom zborowy, dom starców, nowa plebania i wiele innych osiągnięć – to wszystko dowody niezłomnej jego, aż do późnej starości trwającej wierności. Jak się dowiadujemy, pragnie ks. R. Schmidt odtąd jeszcze więcej poświęcić się pracy piśmienniczej w czasopismach kościelnych, a przez odwiedzanie parafian kontynuować nieoficjalną działalność duszpasterską. (Przegląd Ewangelicki: organ ewangelizmu polskiego w kraju i zagranicą, 28.11.1937)

Po kilku miesiącach Przegląd Ewangelicki (3.04.1938) opublikował relację z pogrzebu śp. Ks. Rudolfa Schmidta.

Dnia 28 marca rb. odbył się pogrzeb długoletniego proboszcza parafii pabianickiej śp. Ks. Rudolfa Schmidta. Na smutną tę uroczystość przybył J. E. Ks. Biskup dr J. Bursche oraz kilkudziesięciu księży. O godzinie 3 po południu rozpoczęło się nabożeństwo żałobne. Kościół był wypełniony, tłumy stały wokoło świątyni. Nie każdy mógł usłyszeć słowa, wypowiadane nad trumną zmarłego.

Pierwszy przemówił J. E. Ks. Biskup. Była to mowa skierowana nie tylko do osieroconego zboru i do pozostałej rodziny, lecz i słowa pożegnania do jednego z najstarszych kolegów, kolegi jeszcze z czasów studenckich. Swe przemówienie oparł Ks. Biskup na słowach ze Starego Testamentu, wyjętych z 4 rozdziału Ks. Joba w. 3 i 4.

Słowa Ks. Biskupa tchnęły gorącą serdecznością, z jaką przedstawił zborowi postać ich duszpasterza, który przez 41 lat pracował w parafii pabianickiej. Przewijała się w tym głębokim kazaniu – kazaniu o prawdziwym duszpasterzu - nić wspomnień z czasów studenckich, na tle których rysowała się postać zmarłego jako głębokiego i nierozerwalnie wtedy już z Chrystusem związanego teologa. Że poszedł na wydział teologiczny, nie było dla niego dziełem przypadku, jak to się niestety często zdarza obecnie, ale potrzebą serca, koniecznością najgłębszą. I chociaż warunki jego studiów i życia były nieraz bardzo ciężkie, zawsze zachował niezmąconą równowagę ducha i tym silniej łączył się w wierze i ufności ze Zbawicielem. Zmarły był dobrym duchem teologów na uniwersytecie dorpackim. Dobrym duchem pozostał dla swych kolegów i parafii przez całe swe życie. Praca jego tak bardzo wielostronna zmierzała zawsze i wyłącznie do wzbudzenia jak najsilniejszej wiary i żarliwości religijnej, do ugruntowania prawdziwej społeczności chrześcijańskiej, tej szczerej i serdecznej, a nie powierzchownej, obłudnej.

Wielką dla Niego była jego praca – praca cicha jaka nie pragnie zaszczytów i rozgłosu. Miał czas dla każdego, miał serce dla wszystkich spraw związanych z pracą Kościoła i duszpasterstwa. Nigdy nie zaniedbał swej pracy. Każde kazanie, czy przemówienie starannie przygotowywał, nie zaś - jak niestety czyni wielu młodych księży, iż mało się przygotowują do swego kaznodziejstwa. Stał ponad sprawami narodowościowymi w kościele; język swój kochał i go zachował, ale zawsze rozumiał, że ewangelia ma być dla wszystkich, tak dla Polaków, jak Niemców. Wszyscy muszą Ją słyszeć w swej mowie ojczystej. (…)

W nabożeństwie brały udział chóry oraz orkiestra zborowa, które swą grą i śpiewem podtrzymywały głęboki i poważny nastrój. Długim sznurem ciągnął się kondukt pogrzebowy. Postępowały poczty sztandarowe wielu organizacji, delegacje, orkiestry, kilkudziesięciu księży z J. E. Ks. Biskupem. Za trumną kroczą najbliżsi Zmarłego i tłumy ludności. Można powiedzieć, że cała parafia brała udział w tym pogrzebie. Szpalery ludzi ciągnęły się niemal do wrót cmentarnych. Cisza zalegała i tylko bicie dzwonów i gra chorałów, przez kilka orkiestr, towarzyszyły Zmarłemu w jego ostatniej wędrówce ziemskiej.

Na cmentarzu przemówił jako pierwszy ks. rektor B. Loeffler z Domu Miłosierdzia. Przemówienie jego – to słowa dziękczynne, za wszystko dobro, jakiego mówca osobiście doznał, to podziękowanie za pracę i żywą pomoc, jaką okazywał Zmarły dla Domu Miłosierdzia w Łodzi. Z tą placówką związany był prawie 30 lat, był jej członkiem i serdecznie jej oddany. (…)

Następnie żegnał Zmarłego jego były wikariusz, ks. diakon Froelich z Lublina. (…) Z kolei żegnali Zmarłego przedstawiciele zboru Braci Morawczyków, ks. dr E. Dietrich w imieniu Arbeitsgemeinschaft deutscher Pastoren, ks. Zander z Rudy Pabianickiej i ks. Friedenberg z Prażuch. Wszyscy dziękowali za serdeczność, jakiej od niego doznawali, za pomoc i rady.

Ks. diakon Horn z Pabianic modlitwę zmówił, a po tym każdy z księży rzucił na trumnę garść ziemi, wypowiadając werset z Pisma Świętego. Ks. Biskup udziela błogosławieństwa, a wszyscy zebrani śpiewają starą pieśń nadziei i wiary o życiu wiecznym… „Jam stęskniony”. Grają jeszcze orkiestry, a zmrok zapada i okrywa świeżą mogiłę.

O ks. R. Schmidcie pisał także Zwiastun Ewangeliczny w 1907 roku. W Pabianicach odbyła się wtedy konferencja poświęcona nowemu na tym terenie ruchowi religijnemu o charakterze pietystycznym, tzw. gromadkarstwu. Wierni gromadzili się w prywatnych domach, aby wspólnie czytać Biblię, śpiewać i prowadzić rozważania religijne, a nade wszystko przestrzegać surowych obyczajów. W Pabianicach już wcześniej istniały grupy radykalnych chrześcijan, np. Morawczycy czy Społeczność Chrześcijańska.


Zwiastun Ewangeliczny informował: Konferencja gromadkarska. Nazwanie powyższe, którem określamy pewne prądy kościelne, dotąd nie utarte u nas, bo i prądy te zwłaszcza w formie, w której u nas występują, zupełnie nowe. Toteż konferencja ta budziła największe zaciekawienie śród zwolenników i przeciwników tak zwanych gromadek. Wiadomo bowiem było, że sprawa na dwóch synodach ostatnich była przedmiotem ożywionych rozpraw, że między jednym a drugim synodem odbywały się obrady wybranego dla tej sprawy komitetu przy współudziale większej ilości księży.

Przypuszczano także, że synod powziął pewne decyzje w tej sprawie i poruczył duchownym obwieścić je zebranym na konferencji zborownikom. Nie omylono się. Zjazd zwolenników ruchu gromadkarskiego był znaczny, zwłaszcza z bliższych okolic Pabianic, które są środowiskiem jego. Przybylo też sporo gości ze stron dalszych, np. z powiatu chełmskiego. Czas między synodem a konferencją był tak krótki, że nie można było wszystkich w sprawie tej zainteresowanych zaprosić, co w skutkach ujemnie się odbije na samej sprawie. Wielu bowiem zborowników naszych, którzy nie byli na luterskiej konferencji, ciekawością wiedzeni pojedzie na konferencję konkurencyjną, urządzoną przez kierownika prądu gromadkarskiego przeciwkościelnego (antykościelnego ?), pana Wisswedego, odbyć się mającą w dwa tygodnie później, zapewne w celu złagodzenia i sparaliżowania wrażenia, które nasza konferencja na wyznawcach naszych wywarła w duchu umocnienia w nich przywiązania do swego kościoła.

Główne zadanie konferencji zasadzało się na uświadomieniu zborowników naszych o zachodzącej różnicy w nauce i wyznaniu między gromadkami kościelnymi, luterskimi, a gromadkami przeciwkościelnymi, opartymi na zasadach aljanacji (alienacji) czyli bezwyznaniowości.

Ks. Schmidt był współorganizatorem konferencji pabianickiej, uczestniczył także we wspomnianym synodzie, podczas którego odczytał dwa referaty. W pierwszym – określił istotę gromadkarstwa, znaczenie tego ruchu dla kościoła i organizację gromadkarzy. W drugim spróbował określić stanowisko wobec gromadkarzy, którzy „żądają dla siebie oddzielnej komunii bez udziału, jak oni mówią, nienawróconych”.

Gdy proboszczem był jeszcze Ks. Schmidt powstała organizacja Polaków- luteranów. Przegląd Ewangelicki w numerze z 19.12.1938 zamieścił notatkę „Z życia Polaków-Ewangelików w Pabianicach”.

Rozproszkowana w 50-cio tysięcznej masie szczupła grupka Polaków- Ewangelików po zjednoczeniu się w swojej organizacji w kwietniu 1937 r. staje się coraz mocniejsza, a to dzięki staraniom zorganizowanych jej członków.

Organizacja liczy obecnie 55 członków, mamy nadzieję, że liczba ta stale się będzie powiększała. Rok zorganizowanej pracy przyniósł pewne plony. Dorobkiem kulturalnym jest chór, który liczy 25 członków. Znawcy śpiewu podziwiają dźwięczność i harmonię głosów. Chór ten umila nam nabożeństwa. Mamy nadzieję, że przy dalszej pracy można będzie zaprezentować nasz chór na szerszym terenie.

Zbór nasz obecnie ma pewne kłopoty. Sędziwy proboszcz ks. Schmidt odchodzi na emeryturę. Organizacja nasza jest zdania, że tę ważną placówkę zająć powinien energiczny ks. diakon Horn, a miejsce ostatniego dzielny ks. Lembke. Byłaby harmonia i rzetelna współpraca dwóch siewców Słowa Bożego.

Dla nas pabianiczan najmilsza jest zgoda. Życzylibyśmy również, aby zgoda zapanowała w naszym Kościele na całym obszarze Rzeczypospolitej.

Na posiedzeniu Komitetu w dniu 2o stycznia, które odbyło się w Sali Towarzystwa Śpiewaczego im. Teodora Endera, życzliwie ofiarowanej nam przez członka naszej organizacji Pana Prezesa T. Endera, postanowiono utworzyć Koło Pań. Do tymczasowego zarządu Koła zaproszone zostały Panie: Hersowa, Jahnowa, Merkertowa, Preissowa i Wawnikiewiczowa. Koło Pań ma się zająć pracami: charytatywną i gospodarczą.

W dniu 31 października 1937 r. staraniem Komitetu Polaków-Ewangelików urządzony został w Sali Towarzystwa Śpiewaczego obchód rocznicy Reformacji, połączony z herbatką towarzyską. Sala była ślicznie udekorowana zielenią i kwiatami. Na Sali obecnych było 80 osób – liczba na Pabianice pokaźna, gdyż dotychczas nawet na nabożeństwach polskich nie było tak wiele osób.

Przemówienie wstępne wygłosił Prezes Komitetu F. Klepper, który podkreślił harmonijne, iście chrześcijańskie współżycie Polaków –ewangelików z miejscowym społeczeństwem. Społem zaśpiewano następnie pieśń: „Święte drogie Boże Słowo”. Ksiądz Horn wygłosił odczyt o Reformacji. Student Jan Klepper zadeklamował wiersz Marii Konopnickiej ”Jan Hus”. Wystąpił także podchorąży Egon Jahn.

Zwiastun z 30.01.1938 przyniósł sprawozdanie z „Obchodu gwiazdkowego Organizacji Polaków-Ewangelików”: W niedzielę, dnia 2 stycznia, urządziła organizacja Polaków-Ewangelików po raz pierwszy obchód gwiazdkowy dla dzieci oraz swych członków. Obecnych było ponad 100 osób i przeszło 30 dzieci, które zostały obdarowane.

Na wstępie prezes organizacji p. Klepper powitał zebranych, po czym mówił o dotychczasowych osiągnięciach i dalszych zamierzeniach organizacji Chór polsko-ewangelicki odśpiewał kilka pieśni, przy czym specjalnie efektownie wypadła „Cicha noc” z partią solową p. Musiałowej. Uczennice polskiego gimnazjum deklamowały i recytowały kilka okolicznościowych wierszy.

Młodsze dzieci przedstawiły w 7 obrazach sceny z nocy Narodzenia Pańskiego. W przerwach programowych wszyscy obecni śpiewali kolędy.

Obecny na obchodzie ks. Lembke przemówił serdecznymi słowy do obecnych, a zwłaszcza do zebranej dziatwy, po czym „Gwiazdor” wśród uciechy dzieci rozdawał podarki – paczki, zawierające pierniki, jabłka, słodycze.

Na zakończenie odbyła się wspólna herbatka. Miły to był wieczór i zespolił nas jeszcze więcej w jedną rodzinę, dając bodźca do dalszej pracy wśród polskich ewangelików w mieście naszym.

Serdeczna podzięka należy się organizatorom za urządzenie tego obchodu, a zwłaszcza zarządowi, paniom Jahnowej, Halbertowej, Preissowej i A. Halbertównie oraz dyrektorowi chóru p. Neumannowi.

19.12.1937 roku Zwiastun zawiadamiał: Wakans na urząd proboszcza. Na prośbę Rady kościelnej Konsystorz ogłosił urząd proboszcza parafii ewangelicko-augsburskiej w Pabianicach za wakujący z terminem do dnia 15 stycznia 1938 r.

Proboszcz parafii pabianickiej pobierać będzie 550 (pięćset pięćdziesiąt) złotych miesięcznej pensji, korzystać z 6-cio pokojowego mieszkania, nadto otrzymywać będzie rocznie 37,5 m2 drzewa opałowego oraz dochody z konfirmacji.

Kandydaci na powyższy urząd winni się zgłosić do Rady kościelnej w Pabianicach oraz za pośrednictwem swego seniora do Konsystorza.

Jak się dowiadujemy, grono członków Rady kościelnej zaprosiło na próbne kazanie ks. pastora Kruschego z Rypina.

Wśród parafian rozpoczęły się ożywione dyskusje. Przegląd Ewangelicki (27.02.1938) donosił:

Dnia 3 bm. Zebranie Parafialne miało uchwalić równorzędne stanowiska dwóch pastorów, zamiast dotychczasowej instytucji proboszcza i diakona.

Rada Kościelna wydała odezwę, motywującą licznymi argumentami konieczność powzięcia takiej uchwały, m.in.: „Rada Kościelna uważa, że parafia nasza winna mieć pastora, który potrafi ją w całej pełni reprezentować i stawać w obronie jej interesów. Jest tedy nie do pomyślenia, by parafia ewangelicka w Pabianicach – i to tak wielka parafia – miała pozostać bez doświadczonego, wypróbowanego pastora. Choć należy tedy uznać zasługi pastora Horna, Rada Kościelna oraz olbrzymia część parafian, którym dobro zboru leży na sercu, uważa, że jest bezwzględnie koniecznym posiadanie obok pastora Horna drugiego doświadczonego pastora, który by potrafił godnie reprezentować parafię.”

Dalej głosiła odezwa, „że obok wielu innych powodów należy pamiętać o tym, że parafia nasza jest w 99 % niemiecka, co jasno wyraziła przy wyborach diecezjalnych”.

Po tak wyraźnej odezwie miało Zebranie Parafian zadecydować, czy stworzyć drugi etat równoprawnego pastora, czy też obsadzić tylko stanowisko proboszcza.

Parafianie zebrali się bardzo licznie, kościół był przepełniony, emerytowany proboszcz ks. R. Schmidt odprawił liturgię, kazanie wygłosił ks. sen. J. Dietrich z Łodzi, po czym ogłoszone zostało zborowi następujące oświadczenie Rady Kościelnej: „Głębokie wzburzenie ogarnęło naszą parafię, wywołane bezprzykładną agitacją, która uniemożliwia poszczególnym parafianom swobodną decyzję (dosł. wolną od uprzedzeń). Dla utrzymania tedy pokoju w naszej parafii wycofuje Rada Kościelna swój wniosek o zatwierdzenie dwóch równorzędnych stanowisk pastorskich.”

Kto wywołał to wzburzenie w parafii? Jak wiadomo kontrkandydatem ks. diakona Horna jest ks. Krusche z Rypina, jeden z przywódców niemieckiej grupy pastorów. Czy więc odezwa Rady Kościelnej wymierzona pośrednio przeciwko ks. Hornowi, cenionemu i lubianemu przez ogół parafian, nie była czasem jedna z głównych przyczyn owego wzburzenia? Że ks. Horn jest za młody, za mało doświadczony, i nie „wypróbowany”? W czym? „By godnie reprezentować parafię … w 99 % niemiecką?”

Rzeczywiście jest to „bezprzykładna” agitacja. Sprawę wyboru pastora nie wolno stawiać na płaszczyźnie większej lub mniejszej gorliwości nacjonalistycznej. Przecież parafia chce sobie wybrać pastora, a nie „godnego” reprezentanta niemczyzny.

Ku zadowoleniu większości parafian nowym proboszczem został ksiądz Juliusz Horn, który pełnił swój urząd do 1943 roku. Nie był mile widziany przez miejscowych nazistów. Toteż trafił na front wschodni, gdzie przepadł bez wieści.

Przegląd Ewangelicki (2.10.1938) powiadomił także o wyborze księdza diakona:

Odbył się tu ostatniej niedzieli wybór księdza diakona. Jedynym kandydatem był ks. Eryk Lembke, dotychczasowy wikariusz parafii pabianickiej. Zgodnie z naszymi przewidywaniami ks. Lembke, cieszący się sympatią zarówno u niemieckiej, jak i polskiej części parafian, wybrany został jednomyślnie – 780 głosami przeciwko 3. Życzymy nowo wybranemu księdzu diakonowi obfitości łask Bożych na nowym urzędzie.

Ostatnie wybory, zarówno proboszcza, jak i diakona, wykazały jasno i wyraźnie, ze parafianie pabianiccy (w większości narodowości niemieckiej) odgradzają się mocno i wyraźnie od wszelkiego nacjonalistycznego szowinizmu niemieckiego spod znaku Volksverbandu i domorosłych hitlerowców łódzkich.

http://bc.wimbp.lodz.pl

http://www.mittelpolen.de

http://bc.wimbp.lodz.pl

http://bc.wimbp.lodz.pl


Zwiastun Ewangeliczny z 30.06.1864 roku informował o odejściu pastora Daniela Biedermana.

Kościół ewangelicki poniósł znów dotkliwą stratę. Dnia 1 czerwca rb. po nader krótkim cierpieniu przeniósł się do wieczności w mieście Pabianicach Ksiądz Daniel Biederman, Pastor miejscowego Zboru Ewangelicko-Augsburskiego.

Cichy ten i wierny pracownik w winnicy Pańskiej urodził się w Wielkim Księstwie Poznańskim, w mieście Zdunach r. 1804, dnia 9 listopada. Nauki gimnazjalne ukończył w Szkole Wojewódzkiej Kaliskiej, uniwersyteckie zaś, rozpoczął na Aleksandryjskiej Wszechnicy Warszawskiej, a mianowicie na wydziale filologicznym w r. 1824, ukończył zaś wydział teologiczny w Berlinie roku 1828.

W owym czasie panował wszechwładnie nie tylko na uniwersytecie Fryderyka Wilhelma, ale i w całych Niemczech znakomity teolog i jeden z najgłębszych myślicieli, Schleiermacher. Pod nim kształcił się i nasz Biedermann – lecz wróciwszy do kraju, ordynowany, po złożonym egzaminie, dnia 30 sierpnia 1829 r., kiedy został Pastorem Zboru ewangelickiego w Pabianicach, poznał i przekonał się, że filozofia dobra jest na katedrze, ale nie na ambonie, że naginanie prawdy objawionej w Piśmie Świętym do form filozoficznych, zamąca tę prawdę, zamiast ją rozjaśnić. Dla tego też, trzymając się wiernie zasad wiary Kościoła Augsburskiego, czysto i jasno, bez żadnych ludzkich dodatków, opowiadał swym współwyznawcom Ewangelię. Cichą, ale błogosławioną była 35 letnia praca jego pasterska, a mieszkańcy Pabianic, uczują stratę zacnego człowieka.

Za trumną zmarłego postępowali obok wdowy i reszty rodzeństwa, dwaj synowie, obaj Pasterze Zborów ewangelickich w Królestwie. Myślą, i my szliśmy za marami wiernego pracownika w winnicy Pańskiej, a żal ścisnął nam serce, bo oto coraz bardziej zmniejsza się grono dawniejszych Pastorów. Pastorów, którzy w ustronnych pracując Zborach, mało znani, wśród ciężkich trudów, wiernie i trzeźwo wygłaszają Ewangelię.

Zwiastun Ewangeliczny z 3.10.1898 roku informował o odejściu pastora Reinholda W. Zimmera.

Zebrani na tegorocznym synodzie w Łodzi ks. ks. pastorowie zasmuceni zostali wiadomością o śmierci kolegi, członka honorowego synodu, pastora zasłużonego, ks. Reinholda Wilhelma Zimmera. Zmarł nagle w drodze z Łodzi do Pabianic, rażony paraliżem serca, dnia 13 września o godzinie 10 wieczorem w wieku 67 lat i 8 miesięcy (urodził się 14 stycznia 1831 r.)

Po ukończeniu szkół w Łęczycy i Piotrkowie, rozpoczął studia teologiczne w Jurjewie, które ukończył w r. 1861. Na urząd kaznodziejski wyświęcony został w warszawskim kościele 14 września 1862 r., po czym spełniał obowiązki wikarego przy generalnym superintendencie warszawskim, a zarazem kapelana garnizonu miasta Warszawy. Przez krótki czas administrował parafią pułtuską, aż w roku 1865 został obrany na urząd pastora parafii w Pabianicach, na którym to stanowisku pozostawał do roku 1896, kiedy zupełna prawie utrata wzroku zmusiła go do złożenia z siebie sprawowanych obowiązków.

Śp. ks. Zimmer był znany i szanowany powszechnie, bo miał serce szlachetne i pełne przyjacielskiej miłości dla wszystkich. Rzeczą niemożebną jest w krótkich słowach wyliczyć wszystkie jego zasługi. Ileż to biednych i stroskanych znalazło u niego pomoc przez mądrą radę i dobry czyn. O głębokiej jego miłości ku zborownikom, którym w ciągu 31 lat głosił Słowo Boże, wymownie świadczą słowa z ostatniego jego przemówienia w kościele: „Gdyby to w mojej mocy było, na rękach zaniósłbym was wszystkich do nieba”.

Do dwóch rzeczy szczególne miał zamiłowanie: do uczącej się młodzieży i do piękności przyrody. Będąc przez długie lata opiekunem miejskiej szkoły elementarnej w Pabianicach, osobiście i z wielką znajomością rzeczy kierował wykładami, a wychowańcy tej szkoły wiele zawdzięczają talentowi pedagogicznemu byłego swego przełożonego. Zasłużył się też bardzo miastu przez założenie ogrodu miejskiego, w którym podobnież jak w alejach miejskich i na cmentarzu, niemal każde drzewko i każdy krzak zasadził własnoręcznie. Miasto Pabianice straciło w nim jednego z najlepszych obywateli, biedni stracili szlachetnego dobroczyńcę, ks. ks. pastorowie dobrego i kochanego brata.

Szczęśliwy miał koniec śp. ks. Zimmer: pojechał do Łodzi, aby pozdrowić kolegów, razem z nimi przystąpił do komunii św., pożegnał się i życie zakończył.

Dnia 16 września zwłoki jego pochowano na pabianickim cmentarzu. Wspaniały to był pogrzeb., jeżeli tak wolno się wyrazić. Wzięło w nim udział 9 kolegów zmarłego z NP. ks. superintendentem generalnym na czele, chory kościelne, szkoły miejskie, wszystkie cechy rzemieślnicze z chorągwiami i kilkutysięczny tłum ze wszystkich stanów i wszystkich wyznań. O godzinie trzeciej rozpoczęło się żałobne nabożeństwo w kościele. Ks. Hadrian z Brzezin, były uczeń zmarłego, odprawił liturgię, którą zakończył odczytaniem wyjątku z Pisma Świętego (Ew. Mat. 25, 31-40) i przemowa. Po odśpiewaniu pieśni pastor miejscowy, ks. R. Schmidt, z ambony wygłosił kazanie wg tekstu z Listu do Żydów 13, 7. Nad grobem przemawiał NP. ks. superintendent generalny w języku polskim (Ew. Łuk. 2, 29-30), a następnie w języku niemieckim ks. Angerstein z Łodzi (Rzym. 8, 24-25).

Zwłoki zacnego męża oddano ziemi, w proch się obrócą, z którego powstały; pamięć zaś o nim żyć nie przestanie we wdzięcznych sercach parafian, uczniów i kolegów, a dusza nieśmiertelna, ufność to nasza, przyjętą została do wiecznego odpocznienia.



Pastorów pabianickich opisał również Robert Adamek – Nowe Życie Pabianic  nr 17/1993 i nr 36/1993

Zimmmer Wilhelm (1831-1898)

Wilhelm Reinhold Zimmer – pastor gminy ewangelicko-augsburskiej w latach 1864-1896,  urodził się w Aleksandrowie Łęczyckim 14 I 1831 r. w rodzinie mieszczańskiej, jako syn Adama i Joanny Julianny z rodziny Pfug. Po ukończeniu szkoły powiatowej w Łęczycy w 1849 r., został przyjęty przez warszawskie  konsystorium ewangelicko-augsburskie na kandydata na urząd duchowny. W tymże roku podjął dalszą naukę w gimnazjum piotrkowskim, a w 1852 rozpoczął studia teologiczne na uniwersytecie w Dorpacie. Po ukończeniu ich przybył do Warszawy i 14 IX 1862 r. objął stanowisko kapelana garnizonu warszawskiego i nauczyciela religii. W ciągu 2,5 rocznej pracy W. Zimmer zastępował chorych pastorów w Pułtusku i Warszawie, prowadził lekcje religii w szkole handlowej i powiatowej w Warszawie, pracował wśród więźniów ewangelickich cytadeli warszawskiej. Głosił kazania w pułkach w Warszawie, Łomży, Kałuszynie i Pułtusku.

W 1864 r. przeniósł się do Pabianic, gdzie  po śmierci Daniela Biedermanna został wybrany przez gminę ewangelicką na urząd pastora. W czasie jego urzędowania przebudowano kościół ewangelicki w Pabianicach w latach 1875-1876, według planu architekta  Ignacego Markiewicza. Fasada kościoła otrzymała obecny kształt i wygląd. Na miejscu starej, drewnianej wieży wybudowano nową. Od strony frontalnej usytuowano dwie figury przedstawiające św. Piotra i św. Pawła, wykonane przez rzeźbiarza Aleksandra Pruszyńskiego. Wnętrze kościoła pomalowano na biało oraz dobudowano  dwa chóry. W 1876 r. fabrykant Rudolf Kindler ufundował dwa witraże przywiezione z Zittau w Saksonii. Ołtarz upiększono obrazem przedstawiającym Jezusa w Ogrodzie Oliwnym (dzieło i dar znanego malarza Adalberta Gersona, zachowany do dziś). W 1882 r. Oskar Kindler kazał wykonać przed kościołem balustradę z dwoma żelaznymi furtami. W 1896 r. firma Gebrueder Walter wykonała nowe organy.

Zasługą pastora Zimmera było również poszerzenie cmentarza ewangelickiego w 1890 r., ogrodzenie go oraz założenie parku publicznego w Pabianicach.

Ze szczególnym entuzjazmem poświęcił się pracy oświatowej, otwierając nowe szkoły elementarne na terenie gminy. Za zasługi dla szkolnictwa, władze odznaczyły go orderem. W 1896 r. z powodu choroby oczu, Wilhelm Zimmer zrezygnował z urzędu pastora,  który pełnił w Pabianicach przez 31 lat. Po dwóch latach w 1898 r. zmarł w wieku 67 lat i został pochowany na cmentarzu pabianickim. Funkcję pastora przejął po nim Rudolf Schmidt.

Biedermann Daniel Gottlieb (1804-1863)

Biedermannowie mieszkali na ziemiach polskich już w  drugiej połowie XVIII wieku.  Pierwsza wzmianka o nich pochodzi z 1770 r. i dotyczy  ślubu Georga Friedricha, syna Friedricha Biedermanna i Zuzanny Anny Sperling, właścicieli wiatraka w Woydrichowie. Między  rokiem 1770 a 1786 rodzina przeniosła się do Zdun w powiecie kaliskim.

Daniel Gottlieb (Gottlob) Biedermann urodził się 9 XI 1894 r. w Zdunach w rodzinie młynarzy. Jego rodzicami byli: Samuel Gottlieb, syn wspomnianego Georga Friedricha  i Anna Zuzanna, córka Samuela Gottlieba Rotherta. W 1805 r. Biedermannowie przeprowadzili się do Zduńskiej Woli. Daniel razem ze swoim bratem Wilhelmem Traugottem wybrał zawód pastora. W 1824 r. został wpisany do ksiąg uczniów Królewsko-Warszawskiego Uniwersytetu pod numerem 2219. Następnie studiował w Szkole Rządowej w Berlinie. Po jej ukończeniu rozpoczął studia teologiczne w Dorpacie (Tartu).

Po śmierci Godfrieda Haynsa, D. Biedermann 22 III 1829 r. został wybrany na urząd pastora gminy ewangelickiej w Pabianicach, który pełnił przez 35 lat. Jego głównym zadaniem było zakończenie budowy kościoła. Plan ten został zrealizowany już pod koniec 1830 r. W następnych latach pastor wyposażył i wykończył wnętrze kościoła oraz je odrestaurował.

W 1844 r. zamówiono dla gminy ewangelickiej trzy dzwony w firmie Richtera w Kaliszu. W 1852 r. pomalowano kościół, a 6 lat później  przeprowadzono remont. Wykonanie organów zlecono Bernhardowi Wohlfartowi  z Pabianic. Gmina otrzymała również teren na cmentarz. Dzięki staraniom pastora Biedermanna, fabrykant Gottfried Herwig podarował kościołowi obraz przedstawiający Ostatnią Wieczerzę, namalowany przez nieznanego malarza z Saksonii. W 1853 r. Gottfried Krusche ufundował marmurową chrzcielnicę.

Daniel Biedermann odprawiał nabożeństwa nie tylko w Pabianicach, ale również w okolicznych wsiach zamieszkałych przez ewangelików: w Bukowcu, Dłutowie i Starowej Górze.

Zmarł w Pabianicach 1 VI 1863 r. , przeżywszy 59 lat. Z żony Emilii z Secketów pozostawił trzech synów: Teodora, Eugeniusza, Adolfa i dwie córki: Paulinę i Kornelie. Jego nagrobek do dziś znajduje się na cmentarzu ewangelickim w Pabianicach.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Niemcy_w_Pabianicach

https://osadnicy.info/pl/postacie/daniel-gottlieb-biedermann

https://pl.wikipedia.org/wiki/Parafia_Ewangelicko-Augsburska_w_Pabianicach


W 1990 roku Gazeta Pabianicka opublikowała opracowanie Leszka Ramisza  dotyczące historii parafii ewangelicko-augsburskiej w Pabianicach.

Luterańscy osadnicy

Od końca XI w. aż do II rozbioru polski w 1793 r. Pabianice wraz z dużą liczbą okolicznych wsi były własnością kapituły krakowskiej, a zamieszkała  na tym terenie ludność była katolicka. Napływ innowierców do Pabianic zaczął się z chwilą nastania rządów pruskich, a więc od 1793 r., kiedy miasto znalazło się w prowincji zwanej Prusy Południowe. W końcu XVIII w. zaczęła się popierana przez rząd pruski kolonizacja rolnicza kierowana na tereny włączone w granice Prus, a więc m. in. w okolice Pabianic. Napływający tu niemieccy osadnicy byli w znacznej większości wyznania luterańskiego (ewangelicko-augsburskiego). Raport konsystorza ewangelickiego (rady kościelnej) w Kaliszu skierowany w kwietniu 1803 r. do departamentu w Berlinie donosił, iż w Pabianicach i 26 okolicznych miejscowościach żyje łącznie około 1000 osób wyznania luterańskiego nie należących do żadnej parafii i pozbawionych stałych posług religijnych, bowiem tylko cztery razy w roku sprowadzali oni z Piotrkowa ewangelickiego kapelana wojskowego.

Rok później  (1804) kilku kolonistów niemieckich z Pabianic skierowało do władz pruskich konkretny wniosek-prośbę o założenie w mieście parafii ewangelickiej na koszt rządu. Analiza sytuacji zarządzona przez władze   kaliskie wykazała, iż w kosztach założenia parafii i budowy kościoła uczestniczyć chcą jedynie mieszkańcy Pabianic i wsi Pawlikowice, natomiast ewangelicy z pozostałych wsi jakkolwiek poparli projekt, to jednak odmówili udziału w kosztach tłumacząc się obowiązkiem daniny na rzecz Kościoła katolickiego w miejscu zamieszkania. Pomimo to zapadła pozytywna  decyzja nakazująca wyszukiwanie odpowiedniego miejsca pod budowę kościoła, domu dla pastora i kościelnego oraz pod budowę szkoły przewidując finansowe poparcie rządu pruskiego. Realizacji tej decyzji przeszkodziła przegrana przez Prusy wojna z Francją i utworzenie w 1897 r. Księstwa Warszawskiego. Wojna Francji z Austrią (1809) potem z Rosją (1812) i wreszcie klęska Napoleona odsunęły sprawę erygowania parafii na długie lata. Trwający od września 1814 r. do czerwca 1815 r. Kongres Wiedeński położył kres wojnom i zamieszkom politycznym w Europie. W jego wyniku powstało Królestwo Polskie (zwane tez ironicznie „Królestwem Kongresowym”). W skład jego rządu weszli Polacy, ludzie wykształceni, postępowi, którym los narodu polskiego żyjącego w tej namiastce dawnej Rzeczypospolitej nie był obojętny. Stanisław Staszic, Rajmund Rembieliński – wszyscy oni byli zwolennikami budowy od podstaw przemysłu, widząc w tym szansę ekonomicznego podźwignięcia kraju. Główną przeszkoda w realizacji tej polityki był zupełny brak rodzimych fachowców. Stworzono więc warunki umożliwiające werbunek i osiedlanie się na terenie Królestwa fachowców obcych, dając pierwszeństwo przemysłowi włókienniczemu. Ta polityka wyrażona dekretem rządu z dnia 16 marca 1816 dająca osiedlającym się przędzalnikom i tkaczom szereg istotnych przywilejów, stała się podwaliną drugiej fali osadnictwa zwanego imigracją przemysłową. Napływający tu fachowcy byli w większości Niemcami i prawie wszyscy wyznania luterańskiego.

Kiedy w 1816 r. podjęto drugą kolejną próbę utworzenia samodzielnej parafii, liczba mieszkających w Pabianicach ewangelików była jednak mniejsza niż poprzednio – rozproszyły ich wojny i zamieszki. Superintendent (biskup) kaliski wyrażając w zasadzie zgodę na powstanie parafii, sugerował lokalizację kościoła w Łazanowie lub Nowosolnej, gdzie liczba ewangelików  była znacznie większa. Trwały przetargi, w wyniku których udało się przekonać władze kaliskie o konieczności wyboru Pabianic.

W wyniku tej decyzji odbyte w dniu 27 IX 1818 zebranie delegatów z Pabianic oraz 8 okolicznych wsi postanowiło zaoferować przyszłemu pastorowi następujące warunki: pensja roczna plebana – 1.800 zł polskich, pensja roczna kościelnego – 600 zł p., bezpłatne mieszkanie w nowym domu dla obydwu, 20 4-konnych wozów drewna rocznie dla obydwu.

Budżet gminy powstać miał z podatku osadników, a mianowicie:

  • od właścicieli lub posiadaczy domów w mieście – 8 zł p. rocznie,
  • od nieposiadających niczego wyrobników -  1 zł p. rocznie,
  • od najemców mieszkań w mieście – 4 zł p. rocznie,
  • koloniści  na wsi od 1 łanu – 6 zł p. rocznie.


Całość płatna w 4 kwartalnych ratach. Taką ofertę skierowano do mieszkającego we wsi Zduny pastora Fryderyka Samuela Jaekla, który ją przyjął i rozpoczął pracę duszpasterską, na razie dojeżdżając do Pabianic. Na stałe przybył do miasta dopiero na początku 1820 r., tworząc rzeczywiście istniejącą, ale formalnie nie zatwierdzoną parafię ewangelicką liczącą już ponad 1200 wyznawców – w tym  16 rodzin w Pabianicach.

Stanął kościół

W połowie lipca 1820 r. władze województwa kaliskiego powróciły znowu do starego projektu erygowania parafii i budowy kościoła w innej miejscowości. Wskazywano na wieś Gospodarz lub Starową Górę. Energiczny protest pastora Jaekla spowodował przyjazd komisji z Kalisza, która po wizji lokalnej (8 II 1821) zdecydowała ostatecznie, że kościół stanie w Pabianicach, „na prawo od drogi do Dłutowa, koło krzyża” … Zdecydowano również, że ogród dzierżawiony przez młynarza z „młyna grobelnego” oddany będzie na potrzeby pastora. (Młyn grobelny stał w pobliżu dzisiejszego narożnika ulicy Lipowej i Grobelnej). 16 maja 1821, geometra piotrkowski dokonał pomiaru i podziału gruntu, w wyniku czego przyznano plebanowi (pastorowi) – 4 morgi, kościelnemu (organiście) – 2 morgi,  pod budowę kościoła – 92 pręty (ok. 0, 307 morgi), pod plebanię – 1 morga, 156 prętów (ok. 1,52 morgi), pod ogrody łącznie – 5 mórg. Przyznany teren wynosił ogółem 14 mórg i 227 pręt. – a więc jeśli były to obowiązujące w Królestwie morgi nowopolskie, to można sądzić, iż wynosiło to 7,96 ha (1morga nowopol. = 300 pręt. = 0,559 ha). Po zatwierdzeniu podziału gruntu i planu budowy kościoła przez władze w Warszawie można już było przystąpić do realizacji zamierzeń.

Tu jednak pastor Jaekel natknął się na nieprzewidziane trudności. Na skutek machinacji i knowań administracji majątku mającej swą siedzibę w zamku, osadnicy wstrzymali opłacanie składek. Pastor otrzymywał jedynie część należnego mu wynagrodzenia, zabrakło funduszów na rozpoczęcie i kontynuację budowy. Trudności  i atmosfera wzajemnych intryg spowodowały, że w dniu 18 XII 1821 pastor Jaekel ustąpił ze swej funkcji.

Tymczasem w dniu 4.04.1822 Komisja Wojewódzka w Kaliszu powiadomiła przedstawicieli przyszłej gminy ewangelickiej, iż zatwierdzono projekt tworzącej się parafii, w skład której wejdą Pabianice i 27 okolicznych wsi i osad oraz, że rząd wyasygnuje na ten cel sumę 6.915 talarów. Pozbawieni duszpasterza i dość znacznie rozproszeni osadnicy nie byli w stanie wykorzystać w krótkim czasie uzyskanego zezwolenia. Dopiero 17.02.1823 zwołano zebranie przedstawicieli, które postanowiło ściągnąć do Pabianic nowego pastora. Wybór padł na pastora Schultza z Ozorkowa, który przybył niezwłocznie do miasta, ale nie zatwierdzony przez władze opuścił je w 1825. Od czasu zatwierdzenia parafii przez komisję w Kaliszu w 1822 r. minęły więc trzy lata, w czasie których nie zaczęto jeszcze budowy kościoła, a rozpoczęty już dom dla pastora (znajdował się w lewobrzeżnej części dzisiejszego parku im. Słowackiego; już nie istnieje) zaczął powoli zamieniać się w ruinę.

I wtedy właśnie sprawy organizacji i budowy wziął w swoje ręce długoletni i cieszący się powszechnym zaufaniem skarbnik gminy, Abraham Schneider. Pokonując niechętne stanowisko zarządcy dóbr  doprowadził do tego, że w 1826 r. władze woj. kaliskiego przekazały formalnie przyznany przed 5 laty grunt: 92 pręty pod kościół i 1,52 morgi pod plebanię w sąsiedztwie kościoła oraz łącznie 5 mórg pod 2 ogrody. Koszt budowy kościoła oszacowano na 15.540 zł p. z czego połowę pokryć miało miasto. Obowiązek uczestniczenia władz municypalnych w kosztach budowy wynikał z dekretu z dnia 18.09.1820 namiestnika rządu. Dekret ten wyznaczał na terenie Królestwa Polskiego szereg tzw. miast fabrycznych przewidzianych do budowy przemysłu opartego o siły fachowe przybyłe z zagranicy. Wśród tych miast znajdowały się również Pabianice. Paragraf 7 tego dekretu brzmiał: „Luterańskie kościoły i probostwa maja być, odpowiednio do miejscowości, budowane lub zapomogi pieniężne w tym celu udzielane”.

Zdawać by się mogło, że wszystkie przeszkody zostały już usunięte. Niestety, budowy nie rozpoczęto ponieważ kolegium nie mogło zdecydować się, który z przydzielonych placów będzie najbardziej odpowiedni pod kościół. Dopiero wojewoda kaliski, który w końcu 1826 r. wizytował miasto, wskazał na plac przy ul. Zamkowej w sąsiedztwie tzw. Nowego Rynku, kończąc tym wszelkie spory i przecinając wątpliwości. Wkrótce po tym zdarzeniu urząd pastora objął ks. Gottfried Hayn, wprowadzając od początku swego urzędowania odrębne, własne księgi stanu cywilnego ponieważ dotychczas osadnicy-ewangelicy zapisywani byli w księgach kościoła katolickiego. Niezwłocznie przystąpiono do realizacji budowy kościoła. Zawarto umowę między kolegium kościelnym a zarządcą dóbr Dobieckim, który był jednocześnie budowniczym i właścicielem cegielni. Koszt wzniesienia budynku przewidzianego dla 400 osób oszacowano na sumę 16.800 – guldenów.

Na zapotrzebowane materiały składało się: 410 stóp sześć. kamienia, 118.000 szt. cegieł, 14.000 szt. dachówki, 286 korców wapna, 290 wozów piasku, 2344 wozy drewna, 188 wozów bali. Drewno dostarczono bezpłatnie  z lasów państwowych, natomiast zwózka wszystkich materiałów wymagających łącznie 1919 wozów obciążyła parafian. Wybrany pod budowę kościoła teren okazał się gruntem bagnistym i słabym. Przed posadowieniem fundamentów musiano więc wkopać w grunt dużą ilość potężnych pni dębowych.

2 kwietnia 1827 r. Komisja Rządowa w Warszawie oficjalnie zatwierdziła istnienie w Pabianicach parafii ewangelicko-augsburskiej, która oprócz miasta i leżącego poza jego granicami folwarku  Pabianice (dzisiejsza dzielnica zwana Zielona Górka) objęła jeszcze 30 wsi i osad. Teren parafii zamieszkiwało 320 rodzin ewangelickich, w tym 16 w Pabianicach i 3 na folwarku. Na utrzymanie parafii wyznaczono na lata 1827-29 roczny budżet w wysokości 3.946 zł p. na co składało się: dotacji rządowej – 600 zł, ze składek parafian – 1.336 zł, z dochodów (śluby, chrzty) – 2.010. Pensja proboszcza wynosić miała 3.000 zł, a pobory kantora (organisty) – 500 zł rocznie. Zdawać by się mogło, że rozpoczęte dzieło rychło będzie zakończone. Niestety, śmierć pastora Hayna (4.04.1828) pozbawiła parafię głównej siły przywódczej. Na domiar złego okazało się, że kończąca się  budowa kościoła i stojącej w parku na lewym brzegu Dobrzynki plebanii została przez Dobieckiego wykonana tandetnie i źle, co spowodowało wstrzymanie przez parafian dobrowolnie  zgłoszonych opłat. Prace przerwano. Dopiero energiczne ponaglenie, jakie wpłynęło ze strony Komisji Rządowej spowodowało, że w czerwcu 1828 r. prace budowlane a jednocześnie remont tego, co już zbudowano, ruszyły do przodu. Postęp robót był jednak bardzo powolny.

W tym czasie obowiązki pastora spełniał zastępczo ks. Rother, po którym w marcu 1829 r. zaangażowano nowego pastora – ks. Daniela Biedermanna, którego oficjalne wprowadzenie do parafii odbyło się 30.08.1829. Budowa kościoła, aczkolwiek powoli, jednak stale posuwała się naprzód i wreszcie w końcu 1830 r. została zakończona, a budynek kościelny w dniu 9.;02.1831 formalnie przekazany kolegium kościelnemu. Jego poświęcenie nastąpiło dopiero 25.11.1832.

Integracja na obczyźnie

Od 1825 r. zaczął się okres napływu dużej liczby nowych osadników – tzw. fabrykantów – z Saksonii, Czech, Śląska, również w ogromnej większości wyznania ewangelickiego. Parafia rozrastała się więc liczebnie, a dane z 1830 r. mówią już o 54 rodzinach ewangelickich w mieście i ok. 1400 osobach w okolicznych wsiach. Nowe kolegium kościelne wybrane w czerwcu 1831 r. postanowiło gros uwagi poświęcić wysiłkom skierowanym na wykończenie wnętrza i odpowiednie wyposażenie kościoła. Pierwszym nabytkiem były organy, które wykonał mieszkający w Pabianicach imigrant Bernhard Wohlfahrt, za sumę 3.000 zł p. Niestety zaczęły się kłopoty innego rodzaju. Zastosowanie do budowy kiepskich materiałów, tandetna robocizna, a zwłaszcza słaby, bagnisty grunt spowodowały, ze ściany budynku zaczęły pękać, a całość groziła zawaleniem. Trzeba było myśleć o sposobach ratowania kościoła. Prace remontowe przeprowadzone w latach 1836-1837 objęły przede wszystkim odwodnienie terenu, a potem kolejno: tynkowanie ścian, zmianę pokrycia dachu, wymianę podłóg, nową oprawę okien i pociągnęły za sobą nieprzewidziany koszt ponad 4. 000 guldenów pokryty częściowo z nowego opodatkowania członków gminy.

Tymczasem parafia dość szybko rozrastała się liczebnie. W 1843 r. liczyła już 603 rodziny – 2929 osób. Zorganizowano 6 własnych szkół: w Pabianicach, Markówce, Rydzynach, Pawlikowicach, Starowej Górze i w Bukowcu. W 1844 r. zamówiono w firmie Richter w Kaliszu 3 dzwony, z których największy – 8 cetnarów – i najmniejszy 3 cetnary – ufundowali parafianie, średni zaś – 4 cetn. był darem największego wówczas przemysłowca, Gottlieba Kruschego i jego czterech synów (1 cetnar nowopolski – 40,55 kg). W 1852 r. na gruncie sąsiadującym z cmentarzem katolickim założono cmentarz ewangelicki. Informacja ta może nie być ścisła ponieważ jedno ze źródeł wspomina o gruncie cmentarnym, który był już dawniej oddany parafii, inne zaś podaje rok 1852 jako rok otrzymania ziemi. Bardziej prawdopodobna wydaje się wersja pierwsza. Faktem bezspornym jest, iż w 1852 r. cmentarz ogrodzony został murem z bramą ufundowanym przez 3 rodziny pabianickich fabrykantów: Kruschego, Priebego i Grunwalda. W tym samym roku kościół został wewnątrz na nowo pomalowany i ozdobiony złoceniami. W 1864 r. – po 35-lertnim sprawowaniu urzędu – zmarł ks. pastor Daniel Biedermann. Parafia ewangelicka liczyła wtedy ok. 780 rodzin – około 3.000 wiernych.

W lutym 1865 kolegium kościelne spośród trzech kandydatów wybrało ks. Wilhelma Zimmera ofiarując mu urząd pastora. A warto tu podkreślić, że pastor parafii nie był duszpasterzem mianowanym przez władze kościoła ewangelickiego, lecz wybieranym przez kolegium kościelne i to po wysłuchaniu przez parafian próbnego kazania.. Ks. Wilhelm Zimmer objął urząd pastora w dniu 1 maja 1865 r. Po 10 latach pracy podjął się ks. Zimmer ogromnego zadania: postanowił całkowicie przebudować i powiększyć kościół. Decyzja kolegium kościelnego o przebudowie zapadła w marcu 1874 r. Plany przebudowy sporządził architekt Ignacy Markiewicz, a prace rozpoczęte w czerwcu 1875 trwały do września 1876 r. W ich wyniku powstał prawie nowy kościół w stylu klasycystycznym z wieżą od frontu, ze stożkowatym dachem i renesansowa latarnia na szczycie – kościół taki, jaki w niezmienionym kształcie widzimy dzisiaj. Zdobiące fronton dwie figury, dłuta znanego rzeźbiarza, Aleksandra Pruszyńskiego, przedstawiają patronów kościoła: św. św. Piotra i Pawła.

Kilka lat później (1882) przemysłowiec pabianicki, Oskar Kindler, ufundował murowana balustradę odgradzającą budynek od ulicy. Wraz z dwiema pięknymi, ręcznie kutymi furtkami przetrwała ona długie lata: zniszczono ją dopiero w latach 1960-1962 w czasie przebudowy ulicy Zamkowej. W 1896 zakupiono w firmie B-cia Walter w Gurau, nowe organy ustawione na chórze tuż przed Bożym Narodzeniem. Ks. pastor Zimmer zrezygnował z urzędu w dniu 6 XI 1896 z powodu postępującej, groźnej choroby oczu. Zmarł dwa lata później – 13 listopada 1898 r. a spoczywa na pabianickim cmentarzu ewangelickim. Jego następcą został  ks. Rudolf Schmidt, który funkcję pastora sprawował aż do 1938 r. Przejmując urząd po swym poprzedniku objął dużą już parafię z bogatym inwentarzem, w skład którego wchodził kościół, 6 domów modlitwy, 17 cmentarzy, 10 szkół elementarnych i 1 szkoła śpiewu kościelnego. Dwa lata po objęciu urzędu (1898) zaprosił pastor Schmidt pierwszych  wikariuszy do parafii wprowadzając nabożeństwa poranne i wieczorne, nabożeństwa dla dzieci oraz (od 1900) nabożeństwa w języku polskim, ponieważ wśród dotychczas jednolicie niemieckiej grupy ewangelików pojawili się w niewielkiej liczbie ewangelicy- Polacy.

Rozwój materialny parafii trwał nadal. W 1902 r. oddano do użytku przy ul. Zamkowej 8, tuż obok kościoła nową, zbudowana w stylu neogotyckim plebanię. W 1903 r. (lub w 1904) zbudowano dom parafialny stanowiący ognisko życia i działalności parafii. Dom ten stanął na narożniku dzisiejszych ulic: Partyzanckiej i Św. Jana (po wojnie mieściła się tam szkoła budowlana).

Wkrótce po otwarciu domu przeniesiono tam istniejące już od 1899 r. przedszkole dla dzieci w wieku 3-7 lat z ewangelickich rodzin pracujących. Tuż przed wybuchem I wojny światowej wzniesiono na gruncie cmentarnym przy ul. Kilińskiego kaplicę ufundowaną przez Zofię Kindlerową.

https://dziennikpolski24.pl/te-zabytki-sa-zagrozone-zobacz-je-poki-istnieja-swiatowa-organizacja-stworzyla-liste-25-obiektow-jest-tez-jeden-z-polski/ga/c7-14566835/zd/39882795


Jak wynika z nielicznych ocalałych źródeł pisanych życie pabianickiej parafii ewangelickiej rozwijało się dynamicznie od drugiej połowy XIX w. a jego ośrodkiem był kościół. Rozwój ten, to jednak nie tylko walory materialne, jak wyposażenie czy budynki, ale także ożywiona działalność organizująca wspólne życie społeczne i towarzyskie. Zaczęły powstawać liczne organizacje kościelne i świeckie skupiające się przy kościele, działające na terenie miasta i wsi. Organizacjom tym przyświecały różne cele: przyjrzyjmy się im bliżej.

Najstarsza, która powstała w 1865 r. – to Stowarzyszenie Śpiewu Kościelnego, przekształcone później w Pabianickie Męskie Stowarzyszenie Śpiewacze. Działało ono do końca II wojny. Zespół Puzonistów  (od 1881) – działał do 1939. Stowarzyszenie Kobiet Ewangelickich (od 1900), Społeczność Chrześcijańska (od 1905). Luterański Związek Młodzieży (od 1905). Stowarzyszenie Białego Krzyża – zrzeszało młodzież żyjącą w czystości moralnej w latach 1905-1913. Stowarzyszenie Niebieskiego Krzyża prowadziło walkę z alkoholizmem. Stowarzyszenie Chłopców (od 1906). Związek Misyjny – od 1912. Stowarzyszenie Dziewcząt (od 1920). Organizacje te działające w różnych dziedzinach życia społecznego miały przynajmniej jeden cel: integrację żywiołu niemieckiego na obczyźnie.

Czy każdy ewangelik to Niemiec?

W okresie II Rzeczypospolitej życie parafii  ewangelickiej toczyło się normalnym, niczym nie zakłóconym trybem. W 1927 r. parafia obchodziła uroczyście rocznicę 100 lat swego istnienia. Rok wcześniej dokonano gruntownej renowacji kościoła a w roku jubileuszowym zawieszono 3 nowe dzwony, ufundowane przez rodziny pabianickich przemysłowców: Kruschego, Endera i Saengera (właściciela fabryki papieru). Wydrukowano również okolicznościową książeczkę w języku niemieckim o historii parafii oraz jej skrót po polsku.

Trzeba zaznaczyć, że w owym czasie współżycie dwóch narodowości na terenie Pabianic, a mianowicie Polaków – gospodarzy i Niemców – osadników z XIX wieku układało się dobrze. Stosunki te zaczęły się psuć gwałtownie od chwili dojścia do władzy Hitlera (1933) i jego narodowej ideologii. W Pabianicach dało się to zauważyć w drugiej połowie lat trzydziestych. Problem stosunków narodowościowych nie należy oczywiście do tematu dzisiaj omawianego. Poruszamy go tu jednak celowo, ponieważ był on – po pierwsze – związany z istnieniem parafii ewangelickiej w Pabianicach, - po drugie – był powodem uksztaltowania się już po II wojnie światowej pewnego fałszywego stereotypu, a mianowicie: ewangelik – to Niemiec, Niemiec – to wróg. Jest to jeden z typowych przykładów prymitywnego podziału zjawisk na : czarne – białe, jakkolwiek musimy tu przyznać, że eksterminacyjna polityka III Rzeszy wobec narodu polskiego dała temu powody.

Narastająca od 1938 r. wrogość między polskim a niemieckim (w większości ewangelickim) społeczeństwem Pabianic, celowo podsycana przez przybywających tu wysłanników hitlerowskiego faszyzmu, zamieniła się w 1939 roku w otwartą nienawiść, która wyładowała się w dniu 22 czerwca 1939 r. dziś już mało komu znanymi wydarzenia. Między innymi zdemolowano ewangelicki dom parafialny, sprofanowano kościół. Dla kronikarskiej ścisłości wypada zaznaczyć, że w siedzibie Związku Młodzieży w domu parafialnym zniszczeniu uległy nie przedmioty kultu religijnego – bo tych tam nie było, lecz flagi, opaski i proporczyki ze swastyką, czekające na triumfalny wjazd wodza III Rzeszy. W ciągu ostatnich 2-3 przedwojennych lat za parawanem kościoła ewangelicko-augsburskiego działała wroga Polsce  tzw. V kolumna.

A więc były wystarczające powody do powierzchownej oceny zjawiska i generalnego utożsamiania ewangelików z Niemcami, ale… w 1926 r. przybył do Pabianic syn pastora, lekarz dr Józef Szulc. Był w naszym mieście lekarzem Ubezpieczalni Społecznej, lekarzem funkcjonariuszy państwowych (poczta, sądownictwo, nauczycielstwo) oraz lekarzem szkół średnich. W czasie okupacji aresztowany przez Gestapo nie uległ i nie podpisał tzw. volkslisty, przechodząc przez obozy w Gross Rosen i Buchenwald. Wrócił po wojnie do Pabianic jako nieposzlakowany Polak.

Z Pabianicami  jest też związana, znana szeroko rodzina Bursche, pochodząca z Bawarii i od XVIII w. osiedlona w Polsce. Juliusz Bursche – superintendent kościoła luterańskiego w Warszawie, jego brat Edmund, pastor-wikary pabianickiej parafii w latach 1907-1908, syn Juliusza – Stefan – od 1929 inżynier w fabryce Kruschego i Endera – wszyscy oni- wraz z trzema dalszymi członkami rodziny Bursche – zginęli z rąk Gestapo za odmowę przyznania się do narodowości niemieckiej.

Opisaliśmy tu tylko dwa wypadki, bo są one związane z Pabianicami, ale podobnych było o wiele więcej. A więc, czy każdy ewangelik to Niemiec?

W 1945 r. parafia ewangelicko-augsburska w Pabianicach de facto przestała istnieć. Wtedy trzeba było mieć bardzo dużo odwagi cywilnej, aby przyznać się do wyznania ewangelickiego, bo było ono utożsamiane ze znienawidzonym hitleryzmem. Jeszcze przed zakończeniem działań wojennych w 1945 r. w pustym kościele przetrzymywani byli niemieccy jeńcy wojenni.

Życie parafii ewangelicko-augsburskiej, już teraz etnicznie polskiej, zaczęło się dopiero ładne parę lat po wojnie. Nie wiemy dokładnie kiedy, bo próby skontaktowania się z władzą kościelną zawiodły. Dlatego brak nam aktualnych wiadomości o rozwoju parafii i wydarzeniach, które by warto było zanotować i udostępnić szerszemu ogółowi. Z wydarzeń, które nie minęły niespostrzeżone, wspomnimy o jubileuszu 150 lat istnienia parafii, który uroczyście obchodzony był w czerwcu 1977 r. z udziałem biskupa Narzyńskiego. Wewnątrz kościoła odsłonięto tablicę pamiątkową poświęconą pamięci założycieli parafii.

W czerwcu 1982 na wieżę wmontowano nowy zegar, szkoda tylko, ze jest już od dłuższego czasu zepsuty. Parafia liczy dziś około 160 wiernych.

Na zakończenie warto poświęcić kilka słów cmentarzowi ewangelickiemu, który jeszcze przed kilkoma laty był prawie w całości jednym wielkim zabytkiem dawnej sztuki kamieniarskiej i kowalskiej, reprezentowanej rzeźbami wysokiej klasy i pięknej roboty ręcznie kutymi ogrodzeniami. Dziś dużej części tych wspaniałych zabytków już po prostu nie ma. Podobno istnieją jeszcze dwie najstarsze płyty nagrobne protoplastów rodu Krusche: Anny I Gottlieba. Zdjęte przed laty przy reparacji muru cmentarnego i częściowo uszkodzone zostały rzekomo zabrane na przechowanie (?). Jeśli tak to powinny jak najszybciej wrócić na pierwotne miejsce, bo są trwałym śladem historii Pabianic.



Leszek Ramisz o cmentarzu ewangelickim pisał także w  Życiu Pabianic, nr 47/1989.   

Parafia ewangelicka w Pabianicach powstała w 1820 r., lecz przez ówczesne władze rosyjskie zatwierdzona została formalnie dopiero w 1827 roku. Istniejący kościół ewangelicko-augsburski, pw. Św. Piotra i Pawła, zbudowano w latach 1827-1830.

Nie wiemy, gdzie ewangelickie rodziny chowały swych zmarłych od czasu powstania parafii (i wcześniej) aż do połowy XIX wieku, bo w dostępnych źródłach nie ma o tym wzmianki. Grunt na istniejący do dziś cmentarz otrzymała parafia, około 1850 r., przy dzisiejszej ul. Ewangelickiej, przeznaczając 2,74 ha na cmentarz grzebalny oraz 0,23 ha do celów gospodarczych. Cmentarz powiększany był dwukrotnie, w 1865 oraz w 1880.

Mur okalający zbudowały rodziny ówczesnych przemysłowców-imigrantów: Kruschowie, Grunwaldowie, Priebowie. Istniejąca kaplica cmentarna – wzniesiona w stylu pseudomauretańskim – ufundowana  została przez Zofię Kindlerową przed I wojną światową.

Jeszcze przed kilkunastu laty pabianicki cmentarz  ewangelicki był prawie w całości jednym wielkim zabytkiem, ze względu na wartości artystyczne bądź historyczne znajdujących się tam nagrobków. Tuż przy wejściu, po lewej stronie, znajduje się kwatera rodziny Kruschów, założycieli, w roku 1826, najstarszej w Pabianicach manufaktury, z której powstał potem zakład włókienniczy, dzisiejsze ZPB „Pamotex”.

Tuż obok Kruschów jest grobowiec rodziny Enderów – do 1945 r. współwłaścicieli firmy „Krusche-Ender” – z olbrzymią spiżową figurą Chrystusa. Jest to kopia wspaniałego dzieła duńskiego rzeźbiarza Bartela Thorvaldsena – głównego reprezentanta klasycyzmu w sztuce rzeźbiarskiej.

Za grobowcem Enderów widać grób rodziny Schweikertów. Ludwik Schweikert, pabianiczanin, założył w 1889 r. niewielką fabrykę suchej destylacji drewna, z której po niedługim czasie rozwinęła się fabryka chemiczna CIBA – dzisiejsza POLFA.

W głębi cmentarza stoi grobowiec rodziny Kindlerów, właścicieli drugiej co do wielkości fabryki włókienniczej w Pabianicach. Ogromna budowla, z równie wielką podziemną kryptą, jest kopią sarkofagu cesarza Napoleona I z kościoła Inwalidów w Paryżu.

W końcu głównej alejki, po lewej stronie, znajduje się grób rodziny Gustawa Preissa, założyciela fabryki urządzeń mechanicznych – dziś oddział FUM – Pabianice.

Z nagrobków o dużej wartości artystycznej na obejrzenie zasługują zwłaszcza: rzeźba kobiety na grobie Lotte Krusche, figura Chrystusa w kwaterze Kruschów, rzeźba z białego marmuru na grobie rodziny Fulde, rzeźba Chrystusa na grobie rodziny Budzińskich i rzeźba anioła na grobie Czerkaskich.

Z nagrobków niefiguralnych swym architektonicznym pięknem zachwycają: grób rodziny Stenzel (lata 80. XIX w.); kolumna na grobie Rosine Krusche (także lata 80. XIX) w.); grób rodziny Keil z końca XIX w.; dwa obeliski Kruschów z końca XIX w.; grób Marii Lentz-Kindlerowej (lata 70. XIX w.); nagrobek pastora Zimmera, wykonany z tzw. szwedzkiego granitu.

Niedaleko wejścia, po prawej stronie od głównej alejki, stoi, skromny, wykonany z lastryka, nagrobek Edwarda Juliusza Vortheila, Holendra, który u schyłku życia osiadł w Pabianicach, bo ówczesna zabudowa dzisiejszych ulic Nowotki (św. Jana) i Gwardii Ludowej (św. Rocha) przypominała mu rodzinne strony. Był on prekursorem kinematografii i założycielem – w 1912 roku – kina – w obecnej siedzibie MAZURA – w Pabianicach.

Na uwagę zasługują także, zachowane do dziś, żelazne ogrodzenia grobów. Są to przepięknie wykonane rękodzieła i bez przesady można powiedzieć, że cmentarz jest ”rezerwatem” wysokiej klasy artyzmu XIX-wiecznej sztuki kowalskiej. Niestety, ogrodzenia te przez nikogo nie konserwowane, nie podlegające ochronie zabytków, giną zżerane korozją i rozbierane przez nowych nabywców miejsc cmentarnych.

 Nekropolię pabianicką  zaprezentowali również Anna Lewkowska i Wojciech Walczak „Zabytkowe cmentarze i mogiły w Polsce. Województwo Łódzkie.”, 1996

Cmentarz ewangelickoaugsburski

Czynny. Położony w południowej, peryferyjnej części miasta, otoczony od południa, zachodu i wschodu terenem cmentarza katolickiego, od północy prowadzi doń ulica Ewangelicka. Założony około połowy XIX w., powiększany w 1865 r. i 1980 r. Ogrodzony murem ceglanym, otynkowanym, brama w narożu północno-wschodnim murowana, przesklepiona lukiem, wrota i furtki metalowe, kute. Na planie zbliżonym do kwadratu. Aleja główna na osi bramy usytuowana asymetrycznie we wschodniej części na osi północ-południe wraz z  bocznymi tworzą kwatery prostokątne różnorodnej wielkości. W pobliżu wejścia i alei głównej, nieduża, drewniana kaplica z trzeciej ćwierci XIX w. na planie kwadratu z wieżyczką.

Nagrobki o formach eklektycznych, secesyjnych i modernistycznych, płyty, krzyże, złamane kolumny, sarkofagi, rzeźby figuralne, liczne kute ogrodzenia metalowe; najstarszy Racheli Krusche z 1851 r., z piaskowca, postument na planie sześciokąta zwieńczony formą baldachimu z nadwieszonymi łukami i dużym, profilowanym na krawędziach krzyżem; grobowiec rodziny fabrykanckiej Enderów w formie monumentalnej ściany z czerwonego piaskowca z postacią na osi Chrystusa (odlew z brązu, wzorowany na rzeźbie Thorvaldsena); Benjamina Krusche zm. w 1882 r., twórcy i właściciela zakładów włókienniczych w Pabianicach – neogotycka, marmurowa stela; grób Gottlieba Biedermanna, zm. w 1864 r., pierwszego pastora gminy ewangelickiej w Pabianicach – krzyż z piaskowca na postumencie; Lotte Krusche i rodziny Fulde z 1919 r. z rzeźbami figuralnymi postaci kobiecych z białego marmuru; rodziny Oskara Kindlera z 1920 r., właścicieli drugiej co do wielkości fabryki włókienniczej w Pabianicach – grobowiec z piaskowca, krypta na planie kwadratu ze schodami lustrzanymi prowadzącymi na poziom górny, na nim na osi sarkofag i kamienna ława; Eduarda Juliusa Vortheila, zm. w 1927 r. Holendra, pioniera kinematografii w Rosji i Polsce. W ostatnich latach na cmentarzu mają miejsce pochówki katolickie.

Do  granicy północno-wschodniej cmentarza rzymskokatolickiego, u zbiegu ulic Kilińskiego. Orlej i Ewangelickiej na wydzielonym, ogrodzonym terenie usytuowana jest kaplica cmentarna, pierwotnie mauzoleum Kindlerów, secesyjna z 1911 r. fundacji Zofii Kindler, pamięci męża Ludwika Kindlera, zm. w 1897 r., ofiarowana miejscowej parafii ewangelickiej (uposażona w fundusz z 5 tysiącami rubli rocznie), murowana z kryptą grobową, na planie kwadratu z półkolistą absydą od południa, nakryta czteropołaciowym kopułowym dachem, w narożnikach kwadratowe wieże – pylony nakryte czteropołaciowymi kopułowymi daszkami; wnętrze jednoprzestrzenne, nad kruchtą empora z metalową balustrada, otwory okienne wypełnione witrażami, o secesyjnej stylistyce.

Zieleń: starodrzew rozproszony – przeważają klony, kasztanowce, brzozy, dęby, żywotniki, w tym 3 pomniki przyrody (klon pospolity, modrzew europejski i dąb szypułkowy).

https://pl.wikipedia.org/wiki/Cmentarz_ewangelicki_w_Pabianicach



Pastora Ericha Lembke przedstawił Maciej Józef Kononowicz w powieści  autobiograficznej „Wenus w małym miasteczku”, 1983.  Autor – uczeń  pabianickiego gimnazjum, zagrożony niedopuszczeniem do matury uczestniczy w prywatnym spotkaniu z pastorem – nauczycielem religii w tej szkole, który zdaje relację z posiedzenia rady pedagogicznej.

Rozdział XXIII

Lekko zaczerwieniony Helmut Vogelsang uśmiecha się sam do siebie i z niedowierzaniem popatruje na ciebie. Janek Niewieczerzał (przyszły  superintendent Kościoła Ewangelicko-Reformowanego, biskup Kościoła, prezes Polskiej Rady Ekumenicznej, profesor Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie) poprawia okulary, chrząka i mówi basem:

- Nic się nie bój papisto. Pastor Lembke to fajny chłop. Chodzi tylko o to, żebyś potem zachował dyskrecję.

- A on się nie boi, że ktoś z was kłapnie ozorem?

- Heretyki są bardziej solidarne od was, bo ich mniej.

- A kto tam będzie?

- Tylko ewangeliki z naszej klasy, no i ty, jako gość.

W mieszkaniu pastora ciemnawo i chłodno. W pokoju ciężki, dębowy stół i krzesła z wysokimi oparciami.

- Cześć kacerze! – witasz się z Karolem, Robkiem i Egonem. – Nie łudźcie się, że przeszedłem na waszą wiarę. Wolałbym już mahometanizm, bo przynajmniej mógłbym mieć harem.

Nadszedł Olek Merkert i Arno. Są już teraz wszyscy.

Ksiądz pastor Erich Lembke ma wygląd bardziej młody, niż sądziłeś. Wita się po kolei ze wszystkimi. Bielutka, błyszcząca koloratka jest jak uśmiech czarnego, pastorskiego garnituru.

- Psalm na stronie dwudziestej drugiej – mówi, siadając przy fisharmonii.

Zaszeleściły kartki w czarnych książeczkach o złoconych brzegach.

Stojąc słuchasz, jak twoi koledzy śpiewają nieznaną ci nabożną pieśń.

Skończyli. Teraz pastor siada przy stole i długo przerzuca kartki z notatkami.

- Więc moi kochani – zaczyna – wczoraj po południu odbyło się posiedzenie rady pedagogicznej, na którym decydowano, kogo należy dopuścić do egzaminów maturalnych. Nie oczekujcie, że będę mówić szczegóły z wystąpień poszczególnych nauczycieli. Byłoby to z mojej strony nieuczciwe. Ale sądzę, że wolno mi, tylko dla waszej wiadomości, podać wcześniej kilka ogólnych informacji. Otóż, wiadomość raczej  przyjemna, że zdecydowano dopuścić wszystkich z tym jednak, że z wiadomych wam powodów pan Olek Merkert będzie zdawać jako ekstern w roku przyszłym, a czterech panów, którzy przez cały rok mieli niedostateczne oceny z matematyki, będzie musiało uzyskać co najmniej dostateczne stopnie z pisemnej klasówki, tylko dla nich zorganizowanej. Są to panowie Rurkowski i Siarczyński. Muszę z przyjemnością dodać, że dwóch spośród wymienionych panów miało na sesji wielu swych obrońców, głównie spośród nauczycieli przedmiotów humanistycznych, no i – co jest chyba bardzo istotne – czcigodnego księdza Gogolewskiego.

- Księże pastorze! – odzywa się Niewieczerzał. – Ta zapowiedziana klasówka dla naszej czwórki to pożegnanie się z maturą.

- Proszę tak czarno nie patrzeć na te sprawy. Będę się modlić w intencji panów, żeby zarówno ta kontrolna klasówka jak egzaminy maturalne miały dla panów pomyślny przebieg. Jednocześnie  mój czcigodny kolega, ksiądz Gogolewski, poinformował grono nauczycielskie, że z jego przedmiotu wszyscy abiturienci, prócz pana Bolesława Perki, będą musieli zdawać egzamin na maturze. Niektórzy profesorowie zastrzegali oczywiście, że dopuszczenie do matury w żadnym wypadku nie przesądza o jej otrzymaniu i wyrażono troskę o wyniki egzaminów pana Stolarzyka, Rurkowskiego i Siarczyńskiego. Wygląda na to, że mogą mieć oni szczególne trudności na egzaminie z polskiego i religii. Ksiądz prefekt wysoko ocenił społeczną działalność pana Jana Niewieczerzała i obecnego tu dziś jego przyjaciela. Nazwał poważnym nadużyciem władz szkolnych fakt, że bez wiedzy i zgody młodych redaktorów pisma Szklane Domy polecono umieścić w stopce informację, że wydawcą pisma jest organizacja Straż Przednia. Są względy, dla których nie będę relacjonować bliżej wypowiedzi czcigodnego kapłana w tej kwestii. Przykro mi, że na tak ostre słowa zasłużył pan dyrektor, który, jakby nie było, jest członkiem naszej gminy ewangelickiej.

- A co ksiądz pastor postawi nam z religii?

- Módlcie się, panowie, aby mi Pan Bóg wybaczył, że w stosunku do was bardziej kierowałem się miłosierdziem niż sprawiedliwością. Nie będę robić tajemnicy, że wszystkim stawiam piątki. A teraz jeszcze jedna sprawa poruszona na sesji, którą należy głęboko wziąć do serc naszych. Pani profesor Salska zwróciła uwagę na fakt braku zainteresowania tegorocznych maturzystów sprawami politycznymi, na brak postawy obywatelskiej i społecznej. Widać to szczególnie jaskrawo na tle politycznego uaktywnienia się tutejszego żywiołu niemieckiego od czasu dojścia do władzy w Niemczech Adolfa Hitlera, że w przeciwieństwie do uczniów z klas młodszych, w klasie maturalnej nie ma ani jednego członka Straży Przedniej i tylko jeden, który wstąpił w szeregi Legionu Młodych.

- Który? – pyta Karol.

- Skoro panowie nie wiecie, to widocznie zależy mu na utrzymaniu tego w dyskrecji.

- Pewnie chce wjechać na legionowej szkapie na wyższą uczelnię – śmieje się Arno.

- Pani profesor Salska – ciągnie dalej pastor – podkreśliła wyczuwalną na mieście ruchliwość organizacji młodzieżowej Wandervoegel, działającej na terenie gimnazjum niemieckiego. Mówiła o tym, że ostatnio znacznie zwiększyły ilość swych członków takie organizacje, jak Turnverin, Maenergesangverein, niemieckie bractwo kurkowe, co było widoczne w trzeciomajowym pochodzie. Mówiła o coraz liczniejszych grupach dzieci i młodzieży, zapraszanych i wyjeżdżających na kolonie i obozy letnie do Niemiec. Jak wiecie, pani profesor Salska i pan dyrektor są członkami zarządu niedawno powstałego  Związku Obrony Ziem Zachodnich, mają więc dobre informacje w tym względzie. Muszę z bólem stwierdzić, że zarzuty były kierowane pośrednio, choć nie imiennie, pod moim adresem, bo przecież jestem także prefektem w gimnazjum niemieckim i duszpasterzem znacznej części obywateli stojących pod zarzutem…

- To bardzo niesprawiedliwe, księże pastorze…

- Proszę mnie nie pocieszać, panowie. Czas wszystko wyjaśni. Pani Salska – ciągnie pastor – zauważyła nie bez racji, że nawet takie tradycyjne  zwyczaje, jak Schweinschlacht, Tantenkaffee czy spotkania piwoszy w ogródku u Hegenbarta, nabierają charakteru towarzysko-politycznego, że znacznie wzrosła prenumerata pism w języku niemieckim i, co jest chyba lekkim przewrażliwieniem, że większość uczestniczących w kursach jazdy samochodowej to obywatele  pochodzenia niemieckiego. Niewątpliwie to co dziś zaczyna się dziać w Niemczech, rozbudza i wzmaga sentymenty nacjonalistyczne również i u nas. Nie tylko w naszym mieście. Mówił mi o tym z prawdziwą troska czcigodny ksiądz pastor Szmydt, prefekt kilku gimnazjów w mieście wojewódzkim, ale przecież nie każdy ewangelik jest Niemcem i nie każdy Niemiec – ewangelikiem. Moim obowiązkiem, jako duszpasterza, jest prowadzić ludzi do Boga. Polityka się nie zajmuję. Wy, jako uczniowie polskiego gimnazjum, wiecie najlepiej, że na moich lekcjach religii nie ma prób oddziaływania politycznego. Ideologia hitleryzmu to ideologia pogańska, antychrześcijańska, kierująca się nienawiścią i egoizmem narodowym. Jestem niezmiernie wdzięczny czcigodnemu księdzu Gogolewskiemu za jego ekumeniczne wystąpienie,  bo kiedy mówiono o wpływach hitleryzmu obserwowanych u nas, uderzył pięścią w stół i powiedział: „Co tak patrzycie na pastora. Patrzcie na mnie! Przecież Hitler nie raz informował świat, że jest katolikiem”. Ufam wam, że to co powiedziałem, zachowacie wyłącznie dla siebie.

Kiedy już wasza gromadka pożegnawszy się, wychodzi – pastor przytrzymuje Janka i ciebie.

- Może panowie zechcą jeszcze chwilkę zostać. Mam do obu panów pewna szczególną sprawę.

Trochę zaniepokojeni i zaciekawieni siadacie przy stole.

- Chciałbym panom jako redaktorom pisma powiedzieć, że Szklane Domy były przedmiotem analizy i dyskusji, którą dość ostro przerwał ksiądz Gogolewski. Ktoś postawił zarzut, że wasze pismo staje się przytułkiem dla komunizujących debiutantów. Chwileczkę … tylko odnajdę notatki w tek kwestii … Tak. Tu chodziło o artykuły i wiersze Józefa Machny i Henryka Huzika, obu z gimnazjum im. Piłsudskiego. Konkretnie mówiono o reportażu Machny pod tytułem „Franek Krol jest bezrobotny”, o opowiadaniu Huzika „Potrzebny chłopiec?” i o utworze „Wiersze do głodnego człowieka”

- Księże pastorze, myśmy obaj przyszli z gimnazjum Piłsudskiego i to są nasi klasowi koledzy. Już raz przerwano ich występ w gimnazjum żeńskim. To są bardzo uzdolnieni i uspołecznieni koledzy…

- Nie znam tych tekstów i nie czuję się zresztą upoważniony do ich oceny. Chcę tylko panów uspokoić i dodać im otuchy. Ksiądz prefekt Gogolewski zwrócił uwagę na to, że merytoryczna ocena pisma leży poza kompetencją tutejszego grona nauczycielskiego, bo nie jest to pismo tutejszego gimnazjum, a pismo międzyszkolne, współredagowane przez szereg komitetów redakcyjnych z różnych miast naszego województwa i ocena należy do kuratorium i, jak już panom mówiłem, ostro zaprotestował przeciw podwiązywaniu pisma bez waszej zgody pod organizację Straż Przednia. Tyle tylko chciałem panom, jako bezpośrednio zainteresowanym, dorzucić. Dziękuję za przybycie i będę się cieszyć z każdej wizyty panów.

Kiedy wracając gromadką mijacie knajpkę Hegenbarta, przez zapocone okna dobiega was piosenka podpitych piwoszów:

„Mein Vater ist ein Tischler,

Ein Tischller bin ich.

Mein Vater macht die Wiegen

Und Kinder mach ich.

Mein Vater ist ein Baecker.

Ein Baecker bin ich.

Mein Vater macht die Semmeln

Und …”

Każda z tych strofek kończy się. Dziś już dwuznacznym „Heil!”. Jakby tego mało – widzicie wracający od strony Strzelnicy niewielki oddział Wandervoegel z plecakami i turystycznymi laskami.

Karol zacisnął zęby, aż mu mięśnie na twarzy stężały.

- Tylko patrzeć, jak te ptaszki wymienią laski na karabiny. Salska ma rację!

- A zobacz, jaki interes robi teraz Buchhandlung Keila. Drzwi się u niego nie zamykają. Już kombinuję – mówi Robek – jak mu umieścić za szyldem petardę.

- I przy okazji wytłuc szyby ludziom z pierwszego piętra.


Autor: Sławomir Saładaj


W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij