www.um.pabianice.pl
Pabianice znajdują się w aglomeracji łódzkiej. Stanowią zarazem centrum 120-tysięcznego powiatu. Funkcjonują tutaj najważniejsze dla społeczności instytucje i urzędy. Miasto liczy 60 tys. mieszkańców i obejmuje obszar 33 km2.

Nazista

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

Wolff, Ludwig. SS-Standtartenführer /Kreisleiter/ HJ-Oberbannführer/ SS-Obersturmführer d.R.(W-SS)/ M.d.R. Urodzony: 4.08.1908 r. w Pabianicach. NSDAP: nr 7 675 749. SS: nr 351 248 (data wstąpienia-13 listopada 1939). Nominacje: SS-Obersturmführer d.R.; SS-Standartenführer: 21.06.42; SS-Obersturmbannführer: 13.11.39. Kariera: Stabshauptamt RKFDV (9.11.44), poseł do Reichstagu z Kraju Warty (lipiec 1940 – listopad 1944); HJ-Oberbannführer (20.09.39). Odznaczenia: Kriegverdienstkreuz II (Krzyż Zasługi Wojennej), Goldens Parteiabzeichen (złota odznaka partyjna), Totenkopfring der SS (pierścień z trupią czaszką SS).

Ludwig Wolff był synem Ludwika Wolffa, znanego polityka mniejszości niemieckiej w Polsce, i Otylii Marty Krusche. W latach 1918-1928 uczęszczał do gimnazjum niemieckiego w Łodzi. Na terenie szkoły zorganizował Deutsche Jugenschaftsgruppe. Podczas studiów w Warszawie, 1929-1930, kontynuował działalność w środowiskach uczniowskich. Był szefem niemieckiej młodzieży w Polsce – Landesführer der Deutschen Jungenschaft in Polen oraz przewodniczącym Verband Deutscher Hochschüller in Polen. Bez powodzenia studiował także w Niemczech (Erlangen). W latach 1933-1934 odbywał służbę wojskową w Polsce. Po jej ukończeniu stanął na czele Niemieckiej Organizacji Harcerskiej w Polsce (Deutsche Pfadfinderschaft in Polen), udzielał się także mocno w Młodzieżowym Niemieckim Stowarzyszeniu Szkolnym i Oświatowym (Deutscher Schule und Bildungsverein). Wydawał nielegalne pisemko Zelte im Osten. Wolffa kusiła jednak większa polityka. Najpierw przystąpił do Partii Młodych Niemców (Jung Deutsche Partei), a następnie przeszedł do Niemieckiego Związku Ludowego w Polsce (Deutscher Volksverband in Polen). W 1938 był już główną postacią Niemieckiego Związku Ludowego w centralnej Polsce. Na 15. zjeździe NZW w lutym 1939 r. Wolff podkreślał, że okręg łódzki stanowi największe skupisko Niemców poza granicami Rzeszy. Zaproponował utworzenie tutaj światowego centrum niemieckich organizacji mniejszościowych. Szczycił się, iż Związek Ludowy pod jego kierownictwem skupia już 20 tys. członków.

27 sierpnia 1939 r. 5. Brygada Śledcza i funkcjonariusze Samodzielnego Referatu Informacyjnego IV DOK w Łodzi dokonali aresztowania Wolffa oraz innych działaczy niemieckich, podejrzewanych o aktywność antypaństwową. Wolff został skazany na karę śmierci. Uratował go wybuch wojny. Już w październiku 1939 otrzymał z rąk Hitlera złotą odznakę partyjną. W grudniu tego samego roku Baldur von Schirarch mianował Wolffa Oberbannführerem Hitlerjugend (HJ).. W styczniu roku następnego był już pierwszym komisarycznym kreisleiterem NSDAP w Łodzi. Został wybrany do Reichstagu III Rzeszy. W Łodzi kierował obozem przejściowym dla Polaków kierowanych do pracy niewolniczej. Po wojnie mieszkał w Niemczech, w latach 1956-1967 był wiceprezesem Ziomkostwa Warta-Wisła. Zmarł w 1988 r.

Inni pabianiczanie aktywni w organizacjach niemieckich to Herbert Mees, syn fabrykanta, gauleiter JDP w centralnej Polsce i kierownik okręgu łódzkiego tej partii. oraz Emil Schmidt, kreisleiter JDP w Pabianicach. W 1939 r. w wyborach do rady miejskiej w Pabianicach blok Niemieckiego Związku Ludowego (DVV) oraz Partii Młodych Niemców (JDP) zdobył 5 mandatów. NZL liczył pod koniec lat 30. około 300 aktywistów.


O pabianiczaninie Ludwigu Wolffie pisze także Jan Bąbiński (J. Bąbiński „Drogi do kariery”, Łódź 1973):

- Ludwig Wolff der Jüngere – Ludwik Wolff młodszy…

Tymi słowy przedstawiono Hitlerowi młodego człowieka, który stał bez ruchu jak posąg i wpatrywał w fuehrera z rzucającym się w oczy nabożeństwem i oddaniem.

Cóż to był za wspaniały okaz dla niemieckiego wojska! Wolff prezentował się zaiste jak ów Zygfryd z Nibelungenlied. Wysoki, smukły, szczęka wysunięta do przodu, blond włosy i oczy wyrażające bezgraniczną radość i bezgraniczny fanatyzm. Oto ideał Niemca wyśniony przez samego Rosenberga na użytek przyszłych pokoleń, by wiedziały, że czystość krwi jest dobrem najcenniejszym. Pałające niebieskie oczy Wolffa zdawały się mówić: prowadź nas, fuehrerze, jesteśmy wszyscy z Tobą, wytrwamy u twego boku do samego końca – bis zur Ende.

W październiku 1939 roku Wolff otrzymał w Berlinie z rąk samego Hitlera złotą odznakę NSDAP. Co to za zaszczyt! Ale też Wolff dobrze sobie na to najwyższe partyjne wyróżnienie zasłużył. Została mu policzona gorliwość, sumienność w robocie i bezgraniczna wiara w ostateczny triumf hitleryzmu. Głoszonym przez siebie ideom dochował wierności w najtrudniejszych dniach, więc odznaka mu się należała. Doceniając te zasługi Hitler własnoręcznie przypiął mu do klapy złotą odznakę partyjną i tym aktem Ludwik Wolff został niejako wyświęcony na jednego z partyjnych bonzów. Nagle otworzyła się przed nim możliwość oszałamiającej kariery i świetlanej przyszłości

Czapki w dół, Wolff idzie, o patrzcie tylko, jaki ma sprężysty chód, jakie ciska z oczu błyskawice. Czyż nie urodził się na pana i władcę? (…)


W 1928 roku Ludwik Wolff przedłożył władzom szkolnym taką oto prośbę, napisaną zgodnie z wymogami w języku polskim:

„Urodzony dnia 4 sierpnia 1908 roku jako syn Ludwika i Marty, urodzonej Krusche. W 1919 r. wstąpiłem do Gimnazjum Męskiego Niemieckiego Niemieckiego Stowarzyszenia Gimnazjalnego w Łodzi, w którym pobierałem naukę do 1928. Niniejszym zgłaszam się do egzaminu dojrzałości …”

Z treści krótkiego podania nie trudno wywnioskować, że młody Wolff miał także pokaźne trudności z językiem polskim. W czym w ogóle nie kulał? Potykał się przecież na każdej lekcji. Polotu to już nie miał za marnego feniga. Siedział zwykle w klasie milczący, ponury, zgaszony, ożywiał się dopiero na dźwięk dzwonka na przerwę. Niewidoczny podczas lekcji , był niestrudzony wieczorem w organizowaniu tajnych komórek hitlerowskich.

Ludwik Wolff-junior uwziął się, by zrobić karierę polityczną. W jakiejś mierze ten wyrachowany młodzieniaszek liczył na magię nazwiska. A nosił dobre nazwisko. Pochodził z jednej z najbardziej szanowanych rodzin niemieckich w łódzkim okręgu przemysłowym. Rodzina Wolffów z Pabianic znana była również dobrze w Bielsku, jak w Białymstoku i Bydgoszczy. Chłopak doszedł prawdopodobnie dość wcześnie i do takiego wniosku, że brak wybijających się zdolności można w polityce zastąpić brakiem skrupułów. A jeśli dojdzie do tego jeszcze tupet, arogancja i pewność siebie, to powodzenie jest niemal murowane. Myśl jedno, głoś drugie, czyń trzecie… A zresztą Wolff udawać wcale nie potrzebował, hitlerowski dekalog znakomicie mu odpowiadał i zupełnie wystarczał. Wiara, posłuszeństwo, odwaga – czego trzeba w życiu więcej? Brutalność i bezwzględność wobec wroga – czy może być jakiś inny nakaz bardziej rozsądny i potrzebny? Nic dziwnego, że w długich, jeszcze przedmaturalnych deliberacjach uzyskał pewność, że rola polityka świetnie mu dogadza.

Dlaczegóż miałby być gorszy od swego ojca, o miękkim przecież charakterze, który wspiął się tak wysoko? (…)

Rodzice Wolffa wiedli w Pabianicach życie dostatnie i wygodne, tak że młody Ludwik nigdy nie zaznał biedy lun niedostatku. Nigdy nie przypierała go nędza do muru. Jaką wszakże pałał nienawiścią do wszystkiego, co polskie! A już patologiczną zionął nienawiścią do tych spośród łódzkich Niemców, którzy pod wpływem wielkiej siły asymilacyjnej polskiej kultury szybko się polonizowali.

Jest rok 1938.

Wielka hala sportowa w Łodzi, nabita po brzegi, jest świadkiem mityngu jakiego w tym mieście jeszcze nie było. Na Grosskundgebung Przybylo prawie 5000 Niemców, by zamanifestować swą wierność dla nowego fuehrera. Pierwsze rzędy okupuje młodzież. Widać już na pierwszy rzut oka, ze to oni Graja tu pierwsze skrzypce. Na scenie też sami młodzi w białych henleinowskich skarpetach. Z tyłu olbrzymich rozmiarów napis: Ein Volk, Eine Organisation – jeden naród, jedna organizacja. Jakże ten napis przypomina znany hitlerowski slogan – Ein Volk, Ein Reich, Ein Fuehrer – jeden naród, jedno państwo, jeden fuehrer. Zaraz przekonamy się, kto zostanie tym łódzkim fuehrerem.

W maju tegoż roku dotychczasowy prezes Deutsche Volksverband w Polsce Gustaw Utta ustąpił, a pałeczkę po nim przejął energiczny Ludwik Wolff. Oto on. Przed trybuną stoi młody człowiek o rysach ostrych, nordyckich. Jego ruchy są pełne zdecydowania i pewności siebie. Es spricht Ludwig Wolff… na wielkim zgromadzeniu Deutsche Volksverband przemawia Ludwik Wolff. Mało kto spośród wiwatujących w hali sportowej zdawał sobie tego dnia sprawę, że jest to godzina w historii łódzkich Niemców najczarniejsza, zwiastująca nagły zwrot w kierunku pełnej już hitleryzacji Niemieckiego Związku Ludowego (…).

Wolff przyczynił się walnie do wcielenia Łodzi i Pabianic w granice Rzeszy. Już w pierwszych tygodniach po wkroczeniu Wehrmachtu do Łodzi on i jego koledzy rozmyślali nad tym, jakim sposobem włączyć to miasto, a także kilka najbliższych powiatów do Rzeszy. Przecież gdzie Niemcy, tam Rzesza, a w Łodzi Niemców nigdy nie brakowało. Ludwik Wolff był niestrudzony w swych zabiegach, Łódź musi należeć bezpośrednio do Rzeszy. Poruszał wszelkie możliwe sprężyny, naciskał wszystkie dostępne mu guziki, jeździł z petycjami ‘rdzennej niemieckiej ludności” do Himmlera, Goebbelsa, dostał się nawet za kulisy berlińskiego dworu i ułatwiono mu dostęp do samego Hitlera. Trafił dobrze. Fuehrer wykazał prośbą łódzkich Niemców duże zainteresowanie. Leżała przecież na linii jego wyobrażeń o niemieckim władztwie. Pokrywała się z jego dążeniem do wzmożenia ekspansji niemieckiego żywiołu jak najdalej na Wschód (…)

Po całych Pabianicach szukam śladu po Ludwiku Wolffie, ale tym starszym seniorze.

Wchodzę do starych domów, rozpytuję przechodniów, łażę za jakimiś informacjami po biurach i urzędach. Daremny trud. Wszędzie te same zdumione spojrzenia. „Ludwik Wolff, a któż to taki? Czy to aby nie ten rakarz, co mieszkał kiedyś przy szosie do Łodzi? Co? Poseł? Nic tu o żadnym pośle, który by się nazywał Wolff, nie wiemy”. Utrudzony pomyślałem sobie: „stuknij się w czoło, od czego telefon”. Zacząłem obdzwaniać różne miejscowe figury. Też bez skutku. Nawet pabianicki ZBoWiD nic nie mógł sobie o Ludwiku Wolffie przypomnieć.

Jeszcze tylko cmentarz pozostał.

W poszukiwaniach za kimś zaginionym cmentarz jest tą ostatnią deską ratunku. A ludwik Wolff, der Aeltere, dlatego mnie intryguje, ze musiał przecież wywrzeć jakiś wpływ na ukształtowanie się politycznych poglądów syna. Musiał, bo temuż synowi przez długie lata imponował. Starszy Wolff kierował jeszcze w czasach caratu niemiecką Elementarschule w Pabianicach. Znano go w okolicy pod pseudonimem „kantor”. Był nauczycielem, ale pełnił też funkcje organisty w ewangelickim kościele. Śpiewał ponoć pięknie. U Wolffów zbierali się na „Teabende” – wieczorki przy herbacie – co bardziej wykształceni Niemcy z Pabianic. Kto przyszedł, kładł zaraz 15 kopiejek na stole, a potem mógł już tyle jeść domowych ciastek i popijać herbaty, ile tylko chciał. Stary Wolff wzbudzał zainteresowanie swą erudycją. To był „Gelehrte” – uczony, który wyjeżdżał nawet do Goetingen słuchać na tamtejszym uniwersytecie profesorskich wykładów.

Ze strzępów wspomnień, publikacji, artykułów można na tyle jeszcze się dowiedzieć, ze Wolff po zakończeniu pierwszej wojny światowej stał się jednym z przywódców Deutsche Volkspartei - Niemieckiej Partii Ludowej. Z jej to ramienia wszedł w grudniu 1918 roku jako poseł do Sejmu. Był wtedy już człowiekiem sędziwym i mocno schorowanym. Nowe obowiązki przerastały jego siły. Mandat poselski złożył dobrowolnie. Usunął się w zacisze domowe i wkrótce też, w 1923 roku, zamknął oczy na zawsze. W ostatnich latach swego życia zyskał sobie złą sławę. Stał się znany z antypolskich wystąpień.

Błądzę po ewangelicko-augsburskim cmentarzu w Pabianicach.

Dzień jest dżdżysty, jesienny. Sama niejako aura skłania do zadumy nad losem człowieka. Wszystkie te sczerniałe granity, piaskowce, te pordzewiałe blachy z resztkami napisów są jakby stara, zbutwiała już księgą na oścież wszakże otwartą. Można tak chodzić wąskimi ścieżkami, pokrytymi opadłymi już liśćmi i rozmyślać. Nikt ci nie przeszkodzi, bo pusto tu i ogromnie smutno. Snuję się po cmentarzu i odczytuję napisy na grobowych płytach. Wolffów nigdzie nie ma. Odkryłem za to rodzinne grobowce Kindlerów i Enderów. Cóż to za monstrualne budowle! Marmury, granity, miedź i masywne odrzwia, blokujące zejście do podziemi. W dole ciasny korytarz. Po obu jego stronach kamienne nisze, ale szczelnie zamurowane, by nikt nie zakłócił zmarłym ich „faraońskiego” spokoju. Bardzo musieli być z siebie zadowoleni ci fabrykanci na tym ziemskim padole, skoro zapragnęli równie wygodnie urządzić się na tamtym świecie.

Skoro jest mauzoleum dwu pabianickich magnatów Kindlera i Endera, to gdzieś w pobliżu powinienem trafić na grobowiec Kruschego.. To był potentat najwyższego lotu. Nikt w tym mieście nie dorównywał mu znaczeniem ani majątkiem. Gottlieb Krusche przywędrował do Pabianic z Reichenau w Saksonii. Uruchomił warsztat tkacki, który rozrósł się z czasem w ogromne zakłady włókiennicze. Tu jednak przyznać wypada, że Krusche stronił od zbytku i w zbytnim luksusie się nie pławił.. Jego rodzinny grobowiec jest wyjątkowo skromny i niepozorny.

Jeden Kruche, drugi, trzeci… wszyscy leżą równym rzędem pod cmentarnym murem. Jest też Oskar Krusche, ten sam, który w pabianickim kościele podawał do chrztu Ludwika Wolffa, ale tego młodszego oczywiście. Podawał dlatego, że matka Ludwika była przecież Krusche z domu. Stare są wszystkie te kamienie, poniszczone i popękane. Widać, że nikt z grobowych płyt nie ścierał kurzu od wielu, bardzo wielu lat. Kruschowie spoczywają na cmentarzu w całkowitym zapomnieniu. A jeszcze niedawno robili tu wielkie pieniądze, trzęśli tym miastem, pracowało na nich tysiące robotników. Pozostał teraz spękany piaskowiec, którego nie przyozdabiają nawet zwykłe polne kwiatki.

Wpadłem jeszcze do dozorczyni, która zajmuje izbę w niewielkim murowanym domku przy bramie wiodącej na cmentarz.

Może ona coś wie?

Dozorczyni długo mierzyła mnie badawczym spojrzeniem. Czyżby przyszło jej do głowy, ze poszukuję kogoś z własnej rodziny?

- Wolffowie? Nie, nie przypominam sobie.

Po namyśle, wciąż patrząc mi prosto w oczy dorzuciła.

- Wolffów na cmentarzu nie ma, a jeśli kiedyś byli, to ich groby z braku opiekunów zostały przekopane. Pan pierwszy pyta o Wolffów…

- Oglądałem grobowce Kruschów, są bardzo zapuszczone. Czyżby i o Kruschów nikt już się nie troszczył? Przecież to była bardzo znana w Pabianicach rodzina. Kobieta znów zaczęła przyglądać mi się z uwagą.

- Właściwie nie powinnam o tym mówić, ale dobrze, skoro to pana tak interesuje. Jak ktoś z rodziny gdzieś żyje, to pisze do mnie listy i prosi, żeby zaopiekować się takim a takim grobem. Takich listów dostaję dosyć dużo. Nikt jednak o żadnego z Kruschów jeszcze ani razu zapytał, bo też nikt z tej rodziny przy życiu nie został. Powiem panu więcej, Adolf, ostatni z Kruschów, zginął w 1946 roku.

- Zginął?

- Jak by tu powiedzieć – rzucił się pod Łodzią pod pociąg i tak zginął śmiercią samobójczą. Zaprowadzić pana na miejsce gdzie leży pochowany?

Podziękowałem. Moje zainteresowanie Kruschami tak daleko nie sięgało. To raczej Ludwik Wolff, ten młodszy, winien się tym zając. Ostatecznie przez matkę wszedł przecież do tej znanej i niezwykle niegdyś bogatej fabrykanckiej rodziny. Wolff woli jednak zbytnio się nie afiszować. Zresztą licho wie, co się za tym wszystkim kryje. Dla samych Pabianic Wolffowie istnieć przestali. Jakby ich nigdy nie było. Nikt w całym mieście nie potrafi o Wolffach powiedzieć jednego słowa – „Wolff? A któż to taki?”

Ludwik Wolff jeszcze przed wybuchem wojny stanął na czele potajemnie w Polsce zorganizowanej Sicherheitsdienst – hitlerowskiej Służby Bezpieczeństwa. Już wtedy opracowywał po cichu plany utworzenia gett na polskich ziemiach i plany zniszczenia polskiej inteligencji. Funkcję powiatowego kierownika hitlerowskiej partii w Lodzi, więc NSDAP, sprawował Wolff do 1941 roku. Potem rozsmakował się w innej robocie. Przywdział mundur esesmana. W tej nowej roli poczuł się tak wybornie, że już w 1942 roku Himmler mianował go SS_ Standartenfuehrerem, a więc pułkownikiem SS. Jego zasługi w niemieckim ruchu młodzieżowym uhonorował też Baldur von Schirach. Ludwik Wolff został Oberbahnfuehrerem Hitler-Jugend.

Przypomina się rok 1941.

Cóż to był za rok. Mogło się wówczas zdawać, że triumf Hitlera będzie absolutne i nie może już ulegać żadnym wątpliwościom. Ha, ha, daliśmy tym przeklętym ‘podludziom” takiego kopniaka, ze polecieli od Bugu po samą Moskwę.. A jeszcze przed zima damy im drugiego i będzie już koniec z tą hołotą na wieki wieków amen. W dniach wielkich zwycięstw Hitlera dumnie rozkraczony Ludwik Wolff odbierał defiladę kolumn Hitler-Jugend maszerujących równym krokiem przez plac Wolności w Łodzi. A jakie przemówienie wygłosił tegoż wrześniowego dnia 1941 roku na cmentarzu kajzerowskich żołnierzy, którzy polegli pod Rzgowem w pierwszej wojnie światowej! Wielki cmentarz położony z dala od zabudowań, ogrodzony niskim, czerwonym murem, wype3ółniły tysięczne tłumy w mundurach Hitler-Jugend. Przed kamiennym postumentem stanął Wolff. Skinął ręką i zrobiło się cicho i uroczyście, jak wtedy gdy do klas na pierwszym Pietrze starego gimnazjum w alejach wchodził dr Werner i zaczynały się długie opowieści o narodzie Panow i narodach niewolników.

Ludwik Wolff wołał:

- Powtarzam jeszcze raz, że wszelkie współżycie narodu niemieckiego z Polakami jest niemożliwe. Albo my, albo oni. Dla wszystkich na tej ziemi miejsca nie ma. Myśmy już jako młodzi niemieccy działacze wędrowali w dniach polskiego terroru na ten cmentarz, do którego ściągnięto poległych z olbrzymiego pobojowiska między Rudą Pabianicką a Rzgowem, aby w Tm miejscu pamięci o bohaterach czerpać siły do walki o nowe wspaniałe Niemcy. Dziś na grobach naszych poległych braci złożymy przysięgę, że kroczyć będziemy drogą Wielkiej Rzeszy „auf Gedeith und Verderb” – nie oglądając się na nic, na śmierć i na życie …”

Cmentarz pod Rzgowem i dziś jeszcze robi duże wrażenie. Niemcy nazwali to wzgórze Grabenberg, górą cmentarną, może i słusznie tak nazwali, gdyż idzie się w górę i w górę, aż na szczyt wzgórza, gdzie wznosi się monumentalny pomnik z kamiennych płyt o geometrycznym kształcie. Przez lat unosił się nad tym wzgórzem trupi odór, jeszcze dziś krążą nad nim stada czarnych wron. Całe to usłane z kości wzgórze jest jedną z najbardziej uderzających pamiątek niemieckiego Drang nach Osten. Jest zarazem lekcją, czym to parcie na Wschód się kończy. Na monumencie wykuty w kamieniu napis – Pro Patria – za ojczyznę. Być może ci żołnierze istotnie wierzyli, że walczą za ojczyznę? Wmawiano im już przecież na szkolnej ławie, że nie ma większego zaszczytu jak umrzeć za Niemcy i za kajzera.. Wciąż mało zbadany jest fatalny w skutkach wpływ nauczycieli historii w niemieckich szkołach na kształtowanie się poglądów młodzieży. A wpływ był. I to ogromny.

Za monumentem długie rzędy mogił. Obok, w równych odstępach bieleją kamienne słupy z wyżłobionymi nazwiskami oficerów. Nic odczytać już się nie daje. Czas zatarł nawet napisy na kamieniach.

Wolff okazał się bardziej przewidujący niż jego konspiracyjna „Genossin” Magdalena Schwarz. Ostatniego dzwonka nie czekał. Jeszcze czego. Taki bohater to on nie był. Zwinął manatki jak tylko Rosjanie ruszyli do styczniowego szturmu. Zrzucił esesmański mundur, zadekował się w Nadrenii i zaczął czekać lepszych czasów. Przyszły dla niego z nadejściem zimnej wojny. Wtedy to Wolff wspólnie ze swym gimnazjalnym kolegą Bierschenkiem, który też dał w porę nogi za pas, utworzyli Landsmannschaft – Weichsel-Warthe – ziomkostwo Wisły i warty. Prezesury ziomkostwa Wolffowi jednak nie dano. Jako esesman był zdyskredytowany nawet w oczach nacjonalistycznych odwetowców. Wolff zajął więc to drugie po prezesie miejsce, jest jego zastępcą..

Ludwik Wolff z Pabianic nie rezygnuje jednak. On nie jest z tych, co kapitulują.


https://de.wikipedia.org/wiki/Ludwig_Wolff_%28SS-Mitglied%29


Autor: Sławomir Saładaj


W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij