www.um.pabianice.pl
Pabianice znajdują się w aglomeracji łódzkiej. Stanowią zarazem centrum 120-tysięcznego powiatu. Funkcjonują tutaj najważniejsze dla społeczności instytucje i urzędy. Miasto liczy 58 tys. mieszkańców i obejmuje obszar 33 km2.

Wyłowione z "sieci"

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

Pabianice są miastem o bogatej historii m.in. dlatego, że społeczność lokalną tworzyli ludzie odmiennych kultur, języków i narodowości.

Los sprawił, że zostali oni rozproszeni po świecie. Ich ślady są jednak obecne w sieci internetowej.

Mamy znakomite źródło informacji o wielu nieznanych szerszej publiczności osobach i wydarzeniach. Gdyby nie Internet nie wiedzielibyśmy pewnie do dzisiaj o urodzonym w Pabianicach aktorze niemieckich westernów, o rzeźbiarzu, który ma poświęcone sobie muzeum we Francji, przywódcy związków zawodowych przemysłu włókienniczego w USA, czy twórcy inżynierii chemicznej w Kolumbii.

Pabianice pojawiają się we wspomnieniach i relacjach uczestników działań wojennych, organizatorów przemysłu i pracy kulturalnej. Ciekawe historie dotyczą także czasu obecnego. Pabianiczanie są bardzo dynamiczni, kształcą się i pracują w różnych krajach, zajmują odpowiedzialne stanowiska i przejawiają niezwykle zainteresowania. Zorganizowane grupy naszych ziomków działają m.in. w Australii i Izraelu.

Postanowiliśmy przeglądać Internet w poszukiwaniu nowych lub mało znanych informacji, które mogą zaciekawić niejednego mieszkańca Pabianic.

Poniższe teksty są objęte prawami autorskimi. Kopiowanie i publiczne ich rozpowszechnianie jest możliwe tylko za zgodą autora.
Podstawa prawna: Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych. (tekst jednolity: Dz. U. 2006 r. Nr 90 poz. 631)

Montwiłł

W Pabianicach przez pewien czas ukrywał się przed carskimi żandarmami Józef „Montwiłł” Mirecki – pepeesowski bojowiec, rewolucjonista, terrorysta, organizator wielu brawurowych akcji zbrojnych. Tutaj zaplanował najgłośniejszą „wyprawę na Rogów”, gdzie doszło do pierwszego, od czasu powstania styczniowego, dużego starcia z Rosjanami. Mieszkał w domu Władysława Michalskiego, nauczyciela Szkoły Handlowej w Pabianicach, który wspomagał wydatnie Mireckiego w organizacji przedsięwzięć terrorystycznych. Gazeta Pabianicka (nr 41/1934 r.) przypominała: (…) Ośrodkiem oporu Szkoły Handlowej przeciwko polityce zaborczej caratu byli nieliczni profesorowie Polacy, a szczególnie profesor chemii Władysław Michalski oraz jego asystent R. Minkiewicz. Prof. Michalski związany bardzo silnie z Centralnym Komitetem PPS, współpracował głównie z Organizacją Bojową, przygotowując w laboratorium pabianickiej szkoły materiały wybuchowe dla potrzeb tejże organizacji. W jego mieszkaniu przebywał przez dłuższy czas wybitny wódz Organizacji Bojowej PPS Józef Mirecki (Montwiłł) stracony na stokach Cytadeli Warszawskiej w 1908 roku. Władysław Michalski Robotnik (nr 410/1930 r.) donosił o śmierci W. Michalskiego: W pierwszy dzień świąt, 25 grudnia 1930 roku w mieszkaniu swym w Warszawie (Szopena 4) zmarł na udar sercowy po przebytej grypie tow. Władysław Michalski, instruktor ministerialny w Zakładach Kształcenia Nauczycieli, a prócz tego nauczyciel Państwowego Seminarium im. Elizy Orzeszkowej (Nowolipie 11). Zmarły tow. W. Michalski już od 1900 roku brał udział w życiu partyjnym. Mieszkając u wuja swego Mączyńskiego, urzędnika w kancelarii generał-gubernatora, oddawał swe mieszkanie na skład druków bardziej konspiracyjnych. Po zaślubieniu zasłużonej towarzyszki Jadwigi Lewandowskiej przenosi się do Pabianic do tamtejszej Szkoły Handlowej w roku 1900. Na nowym terenie nie ogranicza się do swej ukochanej pracy pedagogicznej lecz organizuje przy szkole wykłady z fizyki i chemii dla robotników. Wykłady te ściągają nieraz do 200 słuchaczy; mogły się one odbywać w języku polskim jedynie dzięki wyjątkowej sympatii dla niego dyrektora szkoły, Rosjanina. W 1905 roku mając do rozporządzenia hektograf wspólnie z Józefem Dąbrowskim (Cąmbrem) piszą i odbijają wiele odezw dla Pabianic i Łodzi. Z przekonania i upodobań naukowiec – pracy wyłącznie agitacyjnej oddawał tylko część drobną swego czasu. Wkrótce jednak ze względu na potrzebę stworzenia bardziej zakonspirowanego ośrodka zostaje z niej na skutek polecenia C.K. R. wycofany całkowicie. Dom tow. tow. Michalskich w Pabianicach staje się ośrodkiem pracy o charakterze bojowym. Wystarczyło rzucić kamyczkiem w okno, by mieszkanie stało otworem. W jego mieszkaniu tow. Montwiłł (Józef Mirecki) mieszkał i stamtąd do Krakowa się przedzierał. Wyprawa na Rogów była wydatnie finansowana przez tow. Michalskich. W czasie pamiętnego lokautu łódzkiego Michalscy urządzili swym kosztem żłobek dla dzieci robotniczych. Od 1909 r. przenosi się do Warszawy, poświęcając się już prawie wyłączanie pracy pedagogicznej, pierwotnie w szkole im. Konopczyńskiego, później już za czasów niepodległości jako instruktor i nauczyciel. Praca pedagogiczna znajdzie zapewne osobną ocenę, gdyż zmarły tow. Michalski cieszył się w sferach nauczycielskich dużą powagą, walcząc ostatnio o nowy system nauczania bez przeładowania encyklopedycznego. Na tym miejscu złożyć chcemy hołd długoletniemu pracownikowi i do końca socjaliście zdecydowanemu. Towarzyszce Jadwidze Michalskiej składamy wyrazy głębokiego żalu po stracie męża i długoletniego towarzysza wspólnej pracy. Superman Józef Montwiłł już za życia był otoczony legendą brawurowego bojownika, walczącego niestrudzenie z carskimi siepaczami. Prasa zakordonowa (zabór austriacki) informowała o wyczynach Mireckiego: Skutkiem denuncjacji odkryła policja siedlisko Komitetu Socjalistycznego. Znajdowało się ono przy ul. Mokotowskiej 21. Policja otoczyła dom około 6 po południu i natychmiast wdarła się do mieszkania, gdzie znajdowało się 27 zgromadzonych członków. Wszystkich aresztowano. Jeden z nich wszakże zdołał jakimś dziwnym sposobem wydostać się na dach, ale i tu go wykryto. Wszczął się więc karkołomny pościg i ucieczka. Nareszcie zbieg, widząc położenie bez wyjścia wyjął rewolwer i wystrzelił pięć ładunków do policji, ostatnim chciał się życia pozbawić. Strzały chybiły. Samobójczy strzał rozdarł mu tylko usta i policzek. Schwytano go, a po opatrzeniu przez lekarza pogotowia odwieziono do więzienia. Schwytanym i rannym jest Józef Montwiłł. Znaleziono u niego cztery paszporty, z tych jeden angielski. (Gazeta Narodowa nr 192/1905 r.) Kronika Ruchu Rewolucyjnego w Polsce (nr 2/1937 r.): Józef Mirecki Montwiłł (1879-1908) (…) W nocy z dnia 5 na 6 sierpnia 1905 r. poprowadził akcję bojową na kasę w Opatowie. Akcja skończyła się pomyślnie. Oddział Mireckiego opanował kasę i uniósł z niej przeszło 12 tysięcy rubli. W piętnaście dni po tym Mirecki został zaskoczony przez policję na konspiracyjnym zebraniu w Warszawie. Był o to dnia 20 sierpnia 1905 roku. Wobec otoczenia lokalu Mirecki próbował przedrzeć się przez łańcuch szpicli i żandarmów, ale widząc niemożność tego, skoczył schodami na strych i przez dach uciekał. Za nim ruszył pościg. Mirecki strzelał do ścigających go, a ostatnią kulę wpakował sobie w głowę. Ranny w policzek zostaje umieszczony w Szpitalu św. Ducha. Udało się mu uciec przez okno ubikacji do ogrodu, a stamtąd na wolność. Nastąpiło to dnia 18 października 1905. Mirecki przedostaje się przez granicę i chroni się do zaboru austriackiego, aby jednak wkrótce wrócić do kraju. I znów w Warszawie grozi mu aresztowanie. Było to na ulicy Wilczej. Mirecki organizował już zbrojny opór, ale udało mu się uniknąć aresztowania. Rok 1906 to dla Mireckiego rok gorącej walki. Przeszedłszy kurs bojowy w Krakowie, obejmuje stanowisko instruktora bojowego w Płocku. Dnia 26 maja 1906 uderzył z oddziałem bojowców na furgon pocztowy, jadący z Płocka do Gostynina, ale po walce bojowcy musieli się wycofać bez pozytywnego wyniku. W dwa miesiące później kieruje poważniejszą akcją. Dnia 28 lipca 1906 bojowcy pod wodzą Mireckiego zatrzymali pociąg pocztowy w pobliżu Pruszkowa i zdobyli 170 tysięcy rubli. Wkrótce po tym objął Mirecki stanowisko kierownika bojowego w Łodzi. Tam organizuje dzień „krwawej środy” (15 sierpnia 1906), którego rezultatem na tym terenie był szereg walk z policją i zniszczenie jednego z cyrkułów. Jako wódz łódzkiego okręgu bojowego przeprowadził Mirecki najpoważniejszą akcję bojową tej epoki, akcję pod Rogowem. Pierwsza próba przeprowadzona 12 października 1906 nie powiodła się. Mirecki wyrusza ponownie 8 listopada. Przewozi bojowców koleją do Rogowa, opanowuje na krótko przed przyjazdem pociągu stację i z chwilą zjawienia się oczekiwanego pociągu stacza walkę z eskortą, wdziera się do wagonu pocztowego i zdobywa pieniądze. Przewozi je następnie do Łodzi. Partia została zasilona sumą około 30 tys. rubli. W roku 1907 znów prowadzi szereg akcji. Dnia 7 lipca 1907 kierował niepomyślną akcją pod Łapami. Był to napad na pociąg, którym z Warszawy do Petersburga jechał oddział znienawidzonego pułku „Wołyńców”, który znany był z dzikości i znęcania się nad ludnością o więźniami. Zamierzano wysadzić szyny w powietrze i wykolejone wagony bombardować granatami i salwami. Pociąg jednak nie wykoleił się, ale przyspieszył biegu, a granaty i strzały rewolucjonistów niewielkie wyrządziły szkody. Dnia 6 sierpnia 1907 prowadzi Mirecki akcję bojową pod Staroźrebcami. Bojowcy dokonali tam napadu na furgony pocztowe, jadące pod eskortą z Płocka. Ale jeden furgon uciekł, a drugi zawierał tylko listy. Mirecki wszedł do najwyższego ciała Organizacji Bojowej do Wydziału Bojowego. W tym charakterze w końcu października 1907 r. przybył z Krakowa do Warszawy. Po pobycie niespełna miesięcznym został aresztowany. Dnia 6 października 1908 Sąd Wojenny wydał wyrok skazujący go na karę śmierci przez powieszenie. Akcja pod Rogowem Śmiałość akcji pod Rogowem budzi największy podziw, skoro zważymy, że napad odbył się w warunkach stanu wojennego. W Łodzi rezydował specjalny generał-gubernator wojenny; w mieście samym i w rejonie łódzkim kwaterowało 7.200 żołnierzy. A mimo to 40 ludzi pod wodzą Montwiłła – Mireckiego i Kwapińskiego zdołało zatrzymać na linii kolei wiedeńskiej przewożący pieniądze pociąg pocztowy. W jednej chwili opanowano sytuację, pieniądze skonfiskowano i rozproszono się bez śladu, mimo długotrwałych i żmudnych tropień. Współdziałała tu zarówno odwaga, jak i pomysłowa inicjatywa. Za teren bowiem akcji obrano sobie stacyjkę Rogów, leżącą przy linii kolejowej Koluszki-Warszawa tuż za Koluszkami, bo w odległości 9 kilometrów. Tu znajdował się tylko jeden żandarm, nie licząc obsługi kolejowej. Lecz zarówno w Koluszkach, jak i odległych o 11 kilometrów Brzezinach oraz w pobliskiej Rawie znajdowały się silne garnizony. Należało zatem działać błyskawicznie, mając za ewentualnych przeciwników mniej lub bardziej liczną eskortę wojskową danego pociągu – zanim przybędzie odsiecz. Po przeprowadzonych wywiadach i zważeniu sobie przypuszczalnych plusów oraz minusów akcji – bojowcy wyjechali ze stacji Łódź-Fabryczna pociągiem warszawskim, mając bilety zakupione uprzednio przez towarzyszki do różnych stacji na linii Łódź-Warszawa. Szedł mglisty listopad, miesiąc tak znamienny w tragicznych dziejach Polski. Była godzina 6:17 po południu. Ale już zapadał zmrok. Nad ranem należało wrócić i stanąć do pracy w Fabrykach – punktualnie i gremialnie, aby nic nie budziło podejrzenia. Akcja zatem musiała się udać w stu procentach. Musiała … o tym myślał każdy uczestnik. „Jedziemy coraz szybciej, wciąż naprzód – wspomina ten moment Kwapiński – W miarę przybliżania się do miejsca akcji, skądś z zakątków duszy wypłynęło trwożliwe pytanie: czy uda się? Ale w tej samej chwili odpowiedziałem sobie: tak, musi się udać”. Gorączkowo pracuje wyobraźnia, pragnąca przedstawić sobie ewentualny przebieg akcji. Myśl biegnie torem kolejowym, osacza dworzec rogowski. Nagle gwizd. Zgrzytnęły szyny, pociąg zwalnia i zatrzymuje się na stacji Rogów. Jest mniej więcej godzina 7:51 wieczorem. Za 14 minut przybędzie pociąg pocztowy, wiozący pieniądze do Warszawy. A zatem do chwili zamachu pozostał niespełna kwadrans; w tym czasie należało opanować dworzec i przygotować się do akcji. Działać więc trzeba było natychmiast, najmniejsza zwłoka lub niepowodzenie mogły skomplikować i pokrzyżować plany. Bojowcy wysiedli. „Zwróciłem się ku wyjściu – wspomina Kwapiński – tylko nie na peron lecz na tył w stronę rampy. Ponieważ już było ciemno ulokowaliśmy się między podkładami do szyn”. Gdy tak rozmieścił się oddział pierwszy, oddział drugi bojowców stanął na peronie w miejscu, gdzie oczekiwano zatrzymania się wagonu z eskortą wojskową. Oddział trzeci opanował poczekalnię i rozlokował się koło okien, które miały posłużyć jako strzelnice. Oddział czwarty otoczył podjazd stacyjny i miał na celu izolację dworca: wpuszczać każdego, natomiast nie wypuszczać nikogo. Oddział piąty zajął telegraf i pilnował żandarma. Oddział szósty już uprzednio wysiadł w Koluszkach, aby dostać się do mającego nadejść pociągu pocztowego. Wreszcie oddział ostatni – siódmy – pozostał do przy Mireckim jako rezerwa. Na dworcu, raczej w poczekalni, zapanowała przez chwilę panika. Zjawienie się takiej gromady „pasażerów” na małej stacyjce oczywiście zwróciło uwagę. Najpierw mniemano, że to „gapowicze”, chcący uniknąć obchodzącej pociąg kontroli. Potem, że „bandyci”. Bojowcy wyjaśnili jednak, o co chodzi i publiczność uspokoili. Zapanowało powszechne oczekiwanie. Gorączkowo plątały się myśli, trwożnie biły serca. Wskazówki zegara odmierzały pięć minut do szóstej. Aż oto poprzez daleką ciemność przebłyskiwać zaczęły światła i pociąg z Koluszek pędził … zgrzytnął na zwrotnicy, rozmiótł krwawe iskry po niebie, gwizdnął, zwalniał biegu… Bojowcy naprężyli się w ostatecznym oczekiwaniu. „Rzuciłem okiem w stronę stacji – wspomina Kwapiński, który czatując na torach łatwo ogarniał sytuację – ma „beków” uszeregowanych pod dowództwem swoich instruktorów. Przy dzwonku stał Mirecki. Migtnęła wysoka, wysmukła sylwetka o długiej czarnej brodzie w dużym czarnym kapeluszu na głowie z mauzerem w ręku”. To co potem zaszło, stało się w jednej chwili. Oddział Kwapińskiego opanowuje parowóz. Z okien poczekalni padają strzały na wagon z żołnierzami, jednocześnie drugi oddział rzuca bombę. Mijają cztery sekundy. Jedenastofuntowa bomba wybucha. Skutek był straszliwy. Rozbity wagon stanął w płomieniach. Eskorta składająca się z 40 żołnierzy została bądź ranna, bądź po prostu wyrzucona na zewnątrz. Usiłowano jeszcze bronić się, ale bojowcy z poczekalni, oddział pierwszy od strony parowozu i oddział szósty z końca pociągu, wzięli żołnierzy w krzyżowy ogień. Opór złamano. Mirecki dał sygnał do przerwania strzelaniny. Teraz przystąpiono do zadania najważniejszego , do opanowania wagonu pocztowego z pieniędzmi. Ponieważ jadący w nim urzędnicy nie chcieli otworzyć drzwi, oddział Mireckiego wrzucił do środka dwie petardy z dynamitu. Ogłuszający huk i jęki rannych. Drzwi otworzono z wewnątrz. W wagonie znajdowali się: urzędnik pocztowy, jego pomocnik, pocztylion i dwóch agentów policji kolejowej. Wszyscy odnieśli rany. „Mirecki z rewolwerem w ręku – wspomina Kwapiński – wpadł pierwszy do środka, za nim inni. Gdzie pieniądze? Najlżej ranny był pocztylion. Nie umiał jednak dać odpowiedzi. Bojowcy tedy zaczęli szukać sami, lecz do ręki trafiały się im jedynie akcje, papiery wartościowe itp. Szukano bezskutecznie. Tymczasem czas uchodził, upłynęło już 10 minut. Wobec tego zwrócono się kategorycznym żądaniem do urzędnika pocztowego, aby wskazał pieniądze. Pomocnik jego pokazał jakąś półkę z paczkami. Zabrano je. Akcję trzeba było kończyć od strony Koluszek zbliżały się światła. To pędziły drezyny kolejowe, zwabione widoczną z daleka łuną, jaka jaśniała nad płonącym wagonem. Mirecki z trzema ludźmi odjechał zarekwirowaną bryczką, na której złożono zdobyte pieniądze . Kwapiński zaś ustawił bojowców w szeregi i odmaszerował z rozwiniętym sztandarem w stronę Warszawy. Uszedłszy jednak pół wiorsty, zawrócił po cichu w kierunku Łodzi. „Szło się polami, omijając przezornie ludzkie osiedla. Nagle – wspomina Kwapiński – usłyszałem tętent końskich kopyt. Drgnęło serce. Nie dowierzając swoim uszom, zapytałem obok idącego towarzysza czy słyszy coś. – Tak – cicho wykrztusił – zdaje się, że kozacy pędzą z Brzezin do Rogowa. Istotnie poza nami słychać było coraz wyraźniej tętent kopyt. Obejrzałem się i z odległości dwóch wiorst ujrzałem kawalkadę kozaków w oświetleniu kagańców. Dałem sygnał: Stać! Na ziemię!. Z biciem serca leżeliśmy na ziemi przez kilkadziesiąt sekund. Kozacy przecwałowali, nie zauważywszy nas”. Nad ranem ( o godzinie w pół do szóstej) bojowcy dotarli do przedmieścia Łodzi – Chojny; w chwilę później, jak gdyby nigdy nic stanęli przy pracy. Tryumfalnie grały im warsztaty. Grzegorz Timofiejew (Głos Poranny nr 307/1936 r.) Wojciech Lada „Polscy terroryści”, 2014 r. : (…) Akcja pod Rogowem 8 listopada 1906 roku przeszła do legendy. Raz, że była pierwszym tak dużym starciem zbrojnym oddziału polskiego z rosyjskim od 1863 roku. Dwa, sukces osiągnięto bez najmniejszych nawet strat własnych – żaden z czterdziestu dziewięciu uczestników nie został ranny, żadnego nie aresztowano, wszyscy też stawili się rano do pracy przy swoich warsztatach włókienniczych. Ciekawsze w tym wszystkim jest jednak to, z jaką sprawnością przeprowadzono akcję. To nie był kowbojski napad kilku bandytów na górę pieniędzy, ale doskonale zsynchronizowana akcja wojskowa dobrze przeszkolonych i karnych komandosów, którzy bez emocji i niepotrzebnego rozlewu krwi po prostu wykonali zadanie. I rzeczywiście, bojowcy PPS byli już w tym momencie komandosami. Setki zamachów, które wykonywali samodzielnie lub z oddziałami prawie od dwóch lat, wypracowały u nich perfekcyjne umiejętności posługiwania się różnymi rodzajami broni, sprawność fizyczną, wykorzystywanie elementu zaskoczenia i trzymanie nerwów na wodzy pod silnym ostrzałem wroga. A wiedzę o najwydajniejszym działaniu w grupie, planowaniu akcji, zasad miejskiej i terenowej partyzantki czy wreszcie bezdyskusyjne posłuszeństwo rozkazom dowódcy wypracowali w specjalnie organizowanych szkołach bojowych (…). Nowakowska O obecności Montwiłła w Pabianicach świadczy także opis dokonań Zofii Nowakowskiej, działaczki niepodległościowej, który znalazł się w piśmie „Piłsudczycy” z 1935 roku. Nowakowska współpracowała na terenie Pabianic z Józefem Montwiłłem-Mireckim, Prystorem, Arciszewskim.  „(…) Współpraca z PPS na terenie Łodzi po aresztowaniu Piłsudskiego (1900) w łódzkiej tajnej drukarni „Robotnika”. Oddaje cenne usługi organizacji wespół z Walerym Sławkiem, Stanisławem Piątkowskim i Rogowskimi. Następnie praca na terenie Pabianic. Towarzyszami w tej pracy byli ludzie o najgłośniejszych nazwiskach: Józef Montwiłł-Mirecki, „Rafał” Prystor, „Stanisław” Arciszewski, „Barnaba” Rozen, „Leon” Czarkowski. Po aresztowaniu Walerego Sławka i po osadzeniu go w więzieniu w Sieradzu – bierze Nowakowska udział w zorganizowaniu ucieczki tego „kuzyna”. Podaje się bowiem za kuzynkę uwięzionego. Odwiedza go w więzieniu i ustala szczegóły planu ucieczki, która udaje się szczęśliwie”. (Piłsudczycy nr 5-6/1935 r.) Wikipedia.org - Józef Mirecki Autor: Sławomir saładaj

więcej

Ghetto

Autor: Sławomir Saładaj

więcej

Niedziela

Autor: Sławomir Saładaj

więcej

Świnarski

Autor: Sławomir Saładaj

więcej

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij