www.um.pabianice.pl
Zarządzenie nr 126/2021/P Prezydenta Miasta Pabianic z dnia 8 czerwca 2021 r. w sprawie zmian w organizacji i systemie pracy Urzędu Miejskiego w Pabianicach, spowodowanych stanem epidemii wywołanym zakażeniami wirusem SARS-CoV-2

Miasto tkaczy cz. 2

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

Publikujemy kolejne teksty dotyczące pabianickiej społeczności żydowskiej, która współtworzyła niegdyś Pabianice, czyli miasto tkaczy.

Andrzej Białkowski i Piotr Wypych w opracowaniu „ścieżki pamięci .. pozostały tylko kamienie. Wielokulturowy pejzaż województwa łódzkiego” uwzględniają również cmentarz w Pabianicach.

Osadnictwo żydowskie sięga tu początków XIX wieku. Początkowo rozwijało się bardzo powoli – hamował je zakaz zamieszkiwania przez ludność starozakonną na terenie miasta. Dopiero zmiana przepisów w XIX wieku wpłynęła na znaczne zwiększenie liczby ludności wyznania mojżeszowego – w okresie międzywojennym stanowili około 20% ludności Pabianic (przed 1939 rokiem w mieście tym żyło ok. 8 tys. Żydów). Osadników żydowskich przyciągnął tu gwałtowny rozwój przemysłowy miasta, powstały liczne szwalnie. W 1823 roku wybudowano pierwszą synagogę. Cmentarz żydowski, usytuowany przy skrzyżowaniu ulic: Jana Pawła II (dawniej Karolewskiej) i J. Śniadeckiego, został założony w 1836 roku na obszarze o wielkości ok. 0,8 hektara. Pomimo zniszczeń, jakie dotknęły nekropolię podczas II wojny światowej i w latach powojennych, do dnia dzisiejszego zachowało się kilkaset macew, na niektórych z nich można podziwiać odrestaurowaną polichromię.

The Jewish settlement here dates back to the beginnings of the 19th century. Initially, it developed very slowly, since Jews were banned from settling in the town. However, the change of law in the 19th century contributed to significant increase of Jewish population – in the interwar period the Jews constituted approximately 20% of the residents of Pabianice (about 8 thousand people before 1939). Rapid industrial development of the town attracted Jewish settlers who built numerous sewing rooms. In 1823 the first synagogue was erected. Jewish Cementary, located at the junction of Jana Pawła II Street (former Karolewska) and Śniadeckiego Street, was founded in 1836 on the area of approximately 0.8 hectare. Despite the devastation of the necropolis during World War II and in the postwar years, hundreds of matzevot have remained; we can even marvel at the polychromy on some of them.

https://bloodandfrogs.com


*

Informację o pabianickiej nekropolii znajdujemy także w publikacji Anny Lewkowskiej i Wojciecha Walczaka „Zabytkowe cmentarze i mogiły w Polsce. Województwo łódzkie”, 1996.

Pabianice (miasto), ul. Karolewska 57

Nr rej. zab.: A/363/96

Pow.: 0,85 ha

Nieczynny. Położony na południowo-zachodnim skraju miasta pomiędzy ulicami Karolewską, Śniadeckiego, Wileńską i Cmentarną na terenie płaskim, otoczony zabudową usługowo-gospodarczą Pabianickiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Ogrodzony murem z prefabrykowanych płyt betonowych z dwiema furtkami metalowymi od wschodu i zachodu. Założony w poł. XIX w. na powierzchni 1,7 ha pomniejszony w 1968 r., odnowiony w 1990 r. z inicjatywy Żydów pabianickich mieszkających w Izraelu. Obecnie na planie nieregularnego wieloboku bez podziału na kwatery. Zachowało się około 650 nagrobków głównie w formie macew tradycyjnych. Nagrobki: najstarszy Liny Bitschunsky z d. Kowarsky, zachowany postument, pierwotnie ze złamaną kolumną (sygn. L. Wąsowski, Lodz). Większość macew z inskrypcjami w języku hebrajskim i płaskorzeźbionymi symbolami odnoszącymi się do osoby zmarłego – najczęściej spotykane szafy z księgami, złamane drzewa, dzbany z wylewającą się wodą, błogosławiące dłonie, świeczniki, lwy, orły, płaskorzeźby polichromowane współcześnie. Kilka nagrobków o formach architektonicznych: Majera Barucha z 1886 r., fabrykanta i obywatela m. Pabianic; Rozalii z Glucksmanów Baruch z 1891 r.; Markusa Glucksmana z końca XIX w., obywatela miasta i Emanuela Kantorowicza, kupca, z 1890 r. – obeliski; Josefa Zonenbertga z 1936 r., byłego członka Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL) – stella; symboliczny grób rodziny Tośków zamordowanych przez hitlerowców w 1943 r. Niektóre nagrobki sygnowane przez firmy kamieniarskie L. Wąsowskiego i Szymańskiego z Łodzi i O. Grossa z Pabianic.

Zieleń: młody, rozproszony drzewostan, głównie dęby, lipy i brzozy.

https://histmag.org


*

Chcemy posprzątać zaniedbany cmentarz żydowski przy ul. Jana Pawła II. Podzielić na kwatery, uporządkować i udokumentować nagrobki. Znaleźć młodzież, która nam pomoże i opiekunów wśród nauczycieli historii. To wspólny pomysł NŻP i działu historycznego Muzeum Miasta Pabianic. Liczymy, że pomogą Państwo w jego realizacji.

Kirkut leży między ulicami Jana Pawła II, Śniadeckiego, Wileńską i Cmentarną, otoczony płotem z betonowych płyt. Kiedy go zakładano w połowie XIX wieku zajmował 1,7 ha. Obszar zmniejszono w 1968 roku. Cmentarz przestał działać w czasie okupacji. W PRL-u został zniszczony niemal w połowie. Po przemianach ustrojowych, w 1990 roku, dzięki ziomkostwu z Izraela uporządkowano teren, posklejano i odnowiono macewy. Spoczywają tam m. in. rodzice Maksymiliana Barucha, autora pierwszej monografii Pabianic. Kirkut nadal odwiedzany jest przez potomków Żydów z Pabianic, którzy zostawiają na grobach kamienie na znak pamięci o zmarłych.

Zachowało się 650 nagrobków, w większości to tradycyjne macewy, na których są napisy po hebrajsku i symboliczne odniesienia do osoby zmarłego: płaskorzeźby szafy z księgami, dzbany z wylewającą się wodą, błogosławiące dłonie, świeczniki, lwy, orły. Jeden z symboli – przedstawiający prawdopodobnie lewiatana – jest unikatem niespotykanym na żydowskich nagrobkach, którym zainteresowali się światowi badacze!

Trzeba posprzątać kirkut, wyciąć samosiejki, poskładać połamane i porozrzucane macewy, a przede wszystkim wyciągnąć temat z cienia.

- z ogromną wdzięcznością przyjmujemy ten pomysł i służymy pomocą – mówi Aleksandra Szychman z Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Łodzi, nadzorującej nekropolię.

To, co chcemy zrobić w Pabianicach, udało się w Zduńskiej Woli Towarzystwu Historycznemu „Yachad”. Startowali w 2000 roku w cztery osoby, zaczynając od kilku lekcji dla młodzieży. Teraz mają 24-osobową zaangażowaną ekipę, siedem zaprzyjaźnionych szkół w mieście i kilka w Izraelu. Wykonali inwentaryzację i dokumentację cmentarza.

- Musicie znaleźć osoby, które chcą pomóc. Może nauczycieli, może studentów, i przede wszystkim zachęcić młodzież, żeby czuła się odpowiedzialna za zabytek - radzi Kamila Klauzińska z „Yachadu”. – Nie pracować na hura, tylko oprzeć się na osobach, które będą chciały to robić. (Nowe Życie Pabianic, nr 46/2007 r.)

*

Gmina Żydowska zabrała się za porządkowanie pabianickiego kirkutu. Będzie nowe ogrodzenie, latarnie i alejki.

Od dwóch tygodni robota wrze przy ul. Jana Pawła II. Zza betonowego ogrodzenia dochodzą odgłosy pracującej piły, trzeszczą łamane gałęzie. Zaniedbany i niemal zapomniany cmentarz doczekał się porządków. Za prace odpowiedzialna jest Gmina Żydowska z Łodzi.

- Robimy porządek, usuwamy śmieci, przycinamy gałęzie – wyjaśnia Józef Weininger, prezes gminy.

Jak zapewnia, prace przy wycince drzew i krzewów zostały uzgodnione, gmina zasięgnęła opinii dendrologów. Roboty jest mnóstwo. Na cmentarzu od lat rządzi natura, nie da się przejść między nagrobkami. Ale to nie zniechęca tam pracujących. Plany zakładają nie tylko uporządkowanie samej nekropolii, ale i postawienie nowego ogrodzenia.

- Architekt już był. Projekt nowego muru powstanie jeszcze w tym roku, a wykonany zostanie w następnym – mówi prezes.

Gmina zabrała się nie tylko za pabianicki cmentarz, ale i za te w Piotrkowie, Łodzi czy Tomaszowie. Robi to z własnych pieniędzy, a w pracach porządkowych pomagają skazani na prace społeczne. Do takich obowiązków kierują ich kuratorzy.

Cmentarz żydowski ma być otwarty dla zwiedzających. Przy wytyczonych alejkach staną latarnie, będą też ławeczki, na których będzie można usiąść.

- Chcemy, żeby był otwierany w dzień i zamykany na noc. Robimy to, żeby upamiętnić to miejsce – dodaje prezes Weininger.

Wraz z robotą, wraca też pamięć o zmarłych i pochowanych tu pabianickich Żydach.

- Odkąd zaczęliśmy „odgruzowywać” teren, mimo hałasu, jaki robimy, nikt nie zwrócił nam uwagi. Ale ktoś nas jednak zauważył, bo zastaliśmy tu zapalone dwa znicze. Ktoś przypomniał sobie o tym miejscu i jest to bardzo miłe – przyznaje Józef Weininger.

Pod koniec ubiegłego roku powstała lista nagrobków pabianickiego cmentarza żydowskiego. Za stworzeniem spisu stała Fundacja Dokumentacji Cmentarzy Żydowskich w Polsce. Zrobili to pabianiccy muzealnicy. Dane, które udało się odczytać z nagrobków – macew, zapisano w bazie. Mogiły zostały skrupulatnie zewidencjonowane (sfotografowane i opisane). Spis stał się ważnym materiałem historycznym, bo żadne inne dokumenty tego cmentarza nie zachowały się.

Cmentarz żydowski w Pabianicach został założony około 1847 r. w południowo-zachodniej części miasta, na działce pomiędzy dzisiejszymi ulicami: Wileńska, Cmentarną, Jana Pawła II i Śniadeckiego. Wiadomo, że powierzchnia cmentarza wynosiła 1,7 ha.

Na cmentarzu pochowano m. in.: Majera Barucha – miejscowego fabrykanta. Rozalię z Glucksmanów Baruch – matkę Maksymiliana Barucha, autora pierwszej monografii Pabianic, Emanuela Kantorowicza – kupca, Henocha Henicha Kuczyńskiego – rabina w Pabianicach, Szlomo Issachara Kuczyńskiego – rabina w Pabianicach, Józefa Zonenberga – działacza Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy. Na cmentarzu znajduje się tablica pamiątkowa z napisem: „Ku pamięci zamordowanych Żydów miasta Pabianic. Zwłoki pochowane w ogólnym grobie w maju 1942 roku w Chełmnie. Cześć Ich Pamięci”.

W 1968 r. obszar cmentarza został zmniejszony. Na wyłączonym z cmentarza terenie wzniesiono kotłownię i skład węgla. Na powierzchni 0,85 ha przetrwało 1.366 nagrobków w różnym stanie zachowania. Na części z nich wykonano wtórne polichromie. W latach 90. XX w., z inicjatywy Żydów pabianickich na emigracji i ich potomków, na cmentarzu przeprowadzono prace restauracyjne.

Teren nekropolii został otoczony współczesnym betonowym ogrodzeniem z wejściami od strony wschodniej i zachodniej. Klucze do furtki udostępniają pracownicy Muzeum Miasta Pabianic. (Życie Pabianic, 2 VI 2020 r.)

*

W Życiu Pabianic z 15 sierpnia 1957 roku ukazał się artykulik „Rozenberg i S-ka”.

Sprawa, która bardzo interesuje społeczeństwo Pabianic, to sprawa Fajna, Jakubowicza i Rozenberga, byłych pracowników Spółdzielni im. L. Pakina w Pabianicach. Ci trzej wymienieni działając wspólnie przywłaszczyli sobie na szkodę spółdzielni 700 kg przędzy wełnianej wartości 127.000 złotych, a następnie w okresie od stycznia do 32 grudnia 1956 r. spowodowali brak 2.115 kg przędzy wełnianej w spółdzielni, ogólnej wartości ponad 400.000 zł.

Po ujawnieniu przestępczej działalności podejrzanych przez załogę spółdzielni, Fajn i Jakubowicz zostali przez Prokuraturę aresztowani, natomiast Rozenberg pozostał na wolności pod dozorem milicyjnym. Prokuratura Wojewódzka w Łodzi szybko przeprowadziła śledztwo i w dniu 19.04.1957 r. skierowała akt oskarżenia do Sądu Wojewódzkiego w Łodzi, przekazując jednocześnie aresztowanych Fajna i Jakubowicza do dyspozycji tegoż Sądu Wojewódzkiego.

W tym czasie kuzynka Jakubowicza Sz. Zandberg złożyła podanie do Sądu o zwolnienie Jakubowicza z więzienia, motywując swoją prośbę ciężkimi warunkami materialnymi rodziny Jakubowicza. Sąd Wojewódzki przychylając się do prośby Sz. Zandberg w dniu 2.05.1957 r. wydał postanowienie o zwolnieniu Jakubowicza z więzienia bez uprzedniego powiadomienia Prokuratury Wojewódzkiej o mającym się odbyć posiedzeniu niejawnym w sprawie rozpoznania wniosku kuzynki Jakubowicza o zwolnienie.

W ten sam sposób Sąd Wojewódzki zwolnił z więzienia drugiego z podejrzanych Fajna, opierając się na zaświadczeniu lekarskim załączonym do akt sprawy, z którego wynika, że Fajwel Fajn jest chory na serce.

Jakubowicz, tuż po zwolnieniu z aresztu, mając w kieszeni paszport zagraniczny, wyjechał wraz z rodziną samolotem prawdopodobnie do Izraela. W niedługim czasie poszedł w jego ślady Rozenberg, który również posiadał paszport zagraniczny. Tak więc pozostał tylko jeden z trójki podejrzanych, a mianowicie Fajn, który na skutek choroby nie zdążył uciec.

Należy stwierdzić, że beztroska Sądu Wojewódzkiego o mienie społeczne jakie zagarnęli podejrzani, brak należytego rozpoznania sprawy odnośnie posiadania wiz przez podejrzanych spowodowała, że sprawcy umknęli czekającej ich kary, a straty spowodowane przez nich odbiły się niekorzystnie na kieszeni załogo Spółdzielni im. L. Pakina.

Moim zdaniem nie bez winy jest tu Komenda Milicji Obywatelskiej, która nie zawiadomiła Sądu ani Prokuratury Wojewódzkiej o tym, że podejrzani posiadają wizy na wyjazd za granicę i należy wizy te wstrzymać. Mam wrażenie, że ucieczka Jakubowicza i Rozenberga dała porządną szkołę naszym organom wymiaru sprawiedliwości i wykazała zupełny brak czujności z ich strony.

*

W piątek do Pabianic przyjechała ponad stuosobowa grupa Żydów z Los Angeles. Jack Adler na cmentarzu żydowskim szukał nagrobków rodziny.

Nasze miasto odwiedzili żydowscy studenci z Los Angeles. Przyjechali zobaczyć cmentarz przy ul. Jana Pawła II. Grupie przewodził Jack Adler, 82-letni pabianiczanin, mieszkający na stałe w Stanach Zjednoczonych.

- Jestem tu po raz pierwszy – opowiadał. – Przed wojną mieszkałem przy ul. Warszawskiej 41, a później w getcie przy Warszawskiej 16.

Tam Niemcy wymordowali rodzinę pana Jakuba – matkę, ojca i brata. Ich grobów szukał na naszym cmentarzu żydowskim. Niestety, po żadnym nie został nawet ślad.

Młodzież wraz ze swoimi starszymi przewodnikami bierze udział w Marszu Życia. Każdego roku żydowscy studenci z całego świata odwiedzają w Polsce miejsca związane z Holocaustem.

- Byliśmy już w łódzkim getcie i w Oświęcimiu – wymienia Jack Adler.

- Chcemy, by młodzież poznała swoją historię – dodaje Halina Wachtel, mieszkająca przed wojną w Warszawie.

Gdy studenci wysiedli z trzech dużych autokarów, ich oczom ukazało się graffiti przy bramie do cmentarza. Nie sposób było nie zauważyć widniejących na nim napisów „jude”. Żydzi zaczęli robić zdjęcia.

- Ale do takich napisów jesteśmy już przyzwyczajeni – mówi pani Halina. – takie rzeczy widzimy na całym świecie. (Życie Pabianic, 4 V 2011 r.)

*

Przed wojną co piąty mieszkaniec Pabianic był wyznania mojżeszowego. Dziś pozostała po nich tylko uwalana w śmieciach tablica i zaniedbany cmentarz. Pabianice zapomniały o żydowskiej historii.

Jack Adler wrócił do Pabianic po siedemdziesięciu latach. Spaceruje z synem po ulicy Bóźnicznej, Warszawskiej, Starym Mieście. Pokazuje palcem: tu była żydowska szkoła, fabryka jego wujka, kościół, przed którym grał z gojami w piłkę.

Eli Adler, syn Jacka, jest filmowcem. Kręci dokument o wojennych losach ojca.

- Nie tak wyobrażałem sobie Pabianice. Pomyślałem, że są małe i zniszczone. Wydaje się, że za wiele się tu nie zmieniło od niemieckiej inwazji – słyszymy głos Eliego na filmie. – Tata był podekscytowany, opowiadając o kolejnych miejscach z przeszłości.

- Jakbym śnił. Wspomnienia stały się tak żywe – dodaje Jack.

Głos mu się załamuje, gdy przechodzi przez bramę kamienicy przy Warszawskiej, w której mieszkał jako dziecko. Adlerowie wchodzą do mieszkania. Rozmawiają z nowymi lokatorami. Są mili, ale mają małe pojęcie o tym, kto mieszkał w ich domu przed wojną.

Adlerowie przenoszą się na blokowisko otoczone kwadratem ulic: Konopnickiej, Skłodowskiej, Wyspiańskiego i Zamkową. W miejscu gdzie jest udeptany plac, przed wojną był stadion firmy Krusche&Ender. 16 maja 1942 roku zostali tu zagonieni Żydzi z getta. Żydowskie rodziny spędziły tam w deszczu trzy dni. Potem rozdzielano je i wysyłano do obozów zagłady. W momencie, kiedy przejęty Jack opowiada historię swojej rodziny, do Adlerów zbliża się starszy mężczyzna. Nie podoba mu się, że filmują. Nie ma pojęcia o historycznym znaczeniu obecnego klepiska.

Jack odwiedza jeszcze żydowski cmentarz. Widzi połamane nagrobki. Komentuje: „to efekt antysemickich ataków”.

W filmie nie widać żadnego śladu upamiętniającego społeczność żydowską w naszym mieście. Każdy pabianiczanin, oglądając ten filmik, powinien skłonić się do refleksji.

Własna gazeta i domy modlitwy

Przed wojną w naszym mieście mieszkało dziewięć tysięcy Żydów. Stanowili blisko 20 procent mieszkańców. To oznacza, że co piąty pabianiczanin był Żydem. Do Pabianic zjeżdżali z Tuszyna, Łasku, Konstantynowa i Łodzi, a nawet Łęczycy i Kalisza. Byli rzemieślnikami, krawcami, tkaczami. Pierwsi z nich pracowali w chałupniczych warunkach ma ręcznych krosnach. W XIX wieku indywidualni tkacze podnajmowali miejsca w fabrykach. Dostawali zlecenia z łódzkich zakładów. Pracowali już na krosnach mechanicznych. Żydowscy tkacze po pierwszej wojnie światowej, założyli związek zawodowy, walczyli o prawa pracownicze.

Pabianicka synagoga stanęła w połowie XIX wieku przy dzisiejszej ulicy Bóźnicznej, która zawdzięcza jej nazwę. Była zbudowana z kamienia, co na tamte czasy stanowiło rzadkość. Wnętrze zachwycało oko bogatymi malowidłami autorstwa ludowego artysty Majera Rosensztejna.

Żydowską dzielnicą był rejon ulic: Bóźnicznej, Kaplicznej, Batorego, Garncarskiej czy Starego Rynku. Żydzi wydawali własną gazetę, prowadzili gimnazjum, gdzie dzieci uczyły się języka hebrajskiego i pobierały nauki religijne. Pabianice były ważnym ośrodkiem życia duchowego. Silna była grupa chasydów – ortodoksyjnych Żydów. Nie brakowało domów nauki, przeznaczonych do studiów religijnych. Liderzy społeczności, jak Yosef Davidowitz, Chanoch Vigdorowitz czy Ya’acov Vigotzki zostali miejskimi radnymi.

Pabianice były jednym z pierwszych miast, w którym powstało getto. Ograniczono je do wąskiego obszaru Starego Miasta. Żydowskie rodziny mieszkały tam po 6 osób w jednym pokoju. Zlikwidowano je w maju 1942 roku, kiedy niemieccy żołnierze pognali wszystkich mieszkańców na stadion w centrum miasta. Społeczność podzielono na dwie grupy, część zastrzelono na miejscu. 3.200 osób załadowano do bydlęcych wagonów i wywieziono do obozu zagłady w Chełmnie. Grupę A przewieziono do getta w Łodzi. Tak skończyła się żydowska historia w Pabianicach.

Tablica? Nic nie wiemy

Dziś po całej żydowskiej historii zostały w mieście dwie pamiątki. Jedną jest tablica zamontowana na murze budynku przy ul. Bóźnicznej. Obwieszcza, że na pustym placu obok mieściła się synagoga zburzona przez oprawców hitlerowskich. Podpisana tajemniczo: „ziomkostwo miasta Pabianic”. Nawet w muzeum nie mają pojęcia, kto jest jej autorem. Nie ma za to wątpliwości, że tablica wprowadza w błąd. Synagogę zburzono po wojnie. Była zniszczona i zaniedbana. PRL-owskim władzom nie zależało na jej ocaleniu.

Tak jak obecnym władzom nie zależy na pamięci. Na pustym placu walają się śmieci, zalegają stare meble. Tablica tonie w brudzie. Ciężko tu postawić świeczkę i zadumać się nad losem pabianickich Żydów. Ale innego miejsca pamięci nie ma.

Budynek, do którego przytwierdzona jest tablica, należy do Zakladu Gospodarki Mieszkaniowej.

- Jaka tablica? Nie mam pojęcia, gdzie to jest – słyszymy od urzędniczki z ZGM. – Nie mieliśmy dotąd zgłoszeń, że w tym miejscu jest brudno. Na pewno się tym zajmiemy – obiecuje.

Drugim miejscem pamięci jest zabytkowy cmentarz, niegdyś jeden z największych w województwie. A właściwie jego część, bo ogromny teren żydowskiego cmentarza zagarnęła komunistyczna władza. Dziś na żydowskich kościach stoi kotłownia.

Reszta cmentarza ogrodzona jest połamanym płotem. Całość porastają chaszcze. Uwaga Jacka Adlera jest słuszna: nagrobki są połamane, część pomazana sprejem. Cmentarz wystawia fatalne świadectwo pabianiczanom.

Zarządcą cmentarzyska – tak jak wszystkich żydowskich nekropolii – jest gmina żydowska, w tym wypadku w Łodzi.

Rok temu Józef Weininger, przewodniczący Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Łodzi zapowiadał remont frontowej elewacji i uporządkowanie cmentarza. Roboty miały wystartować w tym roku. Weininger obiecywał stopniowe odnawianie nagrobków. Do tej pory jednak nic się nie zmieniło.

O Żydach tylko wzmianka

W mieście mamy również wiele kamienic, w których kiedyś mieszkała żydowska społeczność. A także inne obiekty, z którymi była związana. Chociażby pomnik legionisty, na który w 20-leciu międzywojennym składali się również żydowscy przedsiębiorcy.

Próżno szukać o tym informacji w przestrzeni miejskiej. Nie ma tablic pamiątkowych na budynkach, ścieżek edukacyjnych, mapek z miejscami żydowskiej pamięci. Oprócz ulicy Bóźnicznej nie ma też żadnych nazw ulic nawiązujących do jednej piątej ludności miasta przed wojną. Dlaczego?

Rzecznik prezydenta Aneta Klimek odsyła nas do Muzeum Miasta Pabianic.

- Mamy materiały i zbiory dotyczące żydowskiej społeczności. Udostępniamy je na życzenie zainteresowanych – zapewnia Ryszard Adamczyk, dyrektor muzeum. – Mieliśmy czasowe wystawy pokazujące losy pabianickich Żydów. Prowadziliśmy dla mieszkańców warsztaty z żydowskiej kultury. Niestety, mamy za mało materiałów na wystawę stałą. Ale na pewno, jeśli powstanie u nas wystawa pokazująca historię miasta, znajdzie się tam miejsce na historię żydowskiej mniejszości. Poza tym – w przewodniku po Pabianicach jest rozdział dotyczący żydowskiego cmentarza oraz nieistniejącej już synagogi. Po części ma Pan rację – temat nie jest nadmiernie eksponowany. Nie jest on jednak przez nas pomijany. Mimo że w tej chwili zajmujemy się innymi projektami, tematyka ta jest ciągle obecna w bieżącej pracy muzeum. Nie wykluczam, że w przyszłości zajmiemy się nią w szerszym niż do tej pory zakresie.

Muzeum odpowiada za swoje zbiory, ale ciężko mieć do muzealników pretensje, ze w mieście brakuje np. zabytkowych tablic. To w magistracie brakuje pomysłu, jak upamiętnić tę część lokalnej tożsamości. A wiele miast na żydowskiej historii buduje turystyczny kapitał. Przykład? Białystok. Przez centrum miasta prowadzą szlaki turystyczne upamiętniające wielokulturową tradycję miasta. Pamiątkowe tablice znajdziemy przed odnowioną synagogą Piaskower, pałacykiem i synagogą Cytronów. W dawnej dzielnicy żydowskiej znajduje się pomnik wielkiej synagogi. O żydowskiej historii pamięta też Łódź. Jest cmentarz żydowski, stacja Radegast, pamiątkowe tablice po getcie. W Pabianicach – pustki.

- Władze miasta nie pamiętają o żydowskiej historii z tego samego powodu, dla którego nie pamiętają o historii polskiej. W magistracie nie ma żadnej polityki historycznej – mówi Sławomir Szczesio, prezes pabianickiego oddziału PTTK.

Urzędnicy odpierają atak. Aneta Klimek, rzecznik magistratu opowiada, że w ramach promowania miejsc historycznych została uruchomiona zakładka na stronie Urzędu Miejskiego i profil na Facebooku. Zamieszczane są tam m. in. różne propozycje szlaków wraz z mapami, propozycje zwiedzania miasta, artykuły dotyczące historii miasta. W tych materiałach można znaleźć między innymi informacje na temat Żydów w Pabianicach. A zespół do spraw promocji miasta opracowuje propozycję szlaku turystycznego nt. wielokulturowej przeszłości Pabianic, z uwzględnieniem obecności Żydów i Niemców.

Chęci są, działania brak

O żydowskiej historii zapominamy także dlatego, że brakuje osób, które chciałyby o niej pamiętać. Przez lata gmina żydowska nie naciskała na władze miejskie, by przypomnieć o tej części historii. Dlaczego?

Poprosiliśmy o komentarz Gminę Wyznaniową Żydowską. Niestety, nikt nie znalazł czasu, aby udzielić nam odpowiedzi.

W najbliższą sobotę na ścianie domu przy parafii NMP zostanie odsłonięta tablica upamiętniająca prześladowania ludności polskiej w czasie okupacji. Zaprasza prezydent miasta i przewodniczący Miejskiej Rady. O prześladowaniu ludności żydowskiej tablica słowem nie wspomina.

- Tablicą upamiętniamy wszystkich mieszkańców, w tym Żydów. Nie robimy rozróżnienia. Polacy też przecież cierpieli w czasie wojny – wyjaśnia przewodniczący rady Andrzej Żeligowski.

- A nie uważa pan, że powinna być osobna tablica, która upamiętniałaby społeczność żydowską? Jej cierpienie różniło się jednak od doświadczeń Polaków – pytamy.

- Jestem jak najbardziej za – mówi przewodniczący.

I na tej deklaracji się kończy. Radny nie precyzuje, kto miałby taką tablicę ustawić i gdzie.

- A czy w mieście powinna znaleźć się ulica z nazwą upamiętniającą ludność żydowską? Mamy tylko jedną Bóźniczną – dopytujemy.

- To też dobry pomysł. Trzeba to jednak zrobić z głową. O zmianie nazwy istniejącej ulicy nie ma mowy, bo mieszkańcy się nie zgodzą. Nowych ulic nie powstaje za dużo. Zresztą nie wyobrażam sobie, żeby na przykład na Zatorzu, pomiędzy Czereśniową i Wiśniową powstała na przykład ulica Ofiar Getta – dodaje przewodniczący Żeligowski. – Nie znam też wielu nazwisk żydowskich osobistości, które mogłyby być patronami ulic. Ale pomysł wart jest rozważenia. Jako Koalicyjny Klub Radnych będziemy o tym pamiętać.

A może PTTK mógłby przygotować szlak pamięci po zabytkach z żydowskiej przeszłości?

- Świetna myśl! – podchwytuje Sławomir Szczesio, lider PTTK w Pabianicach. – Chętnie się w to zaangażujemy. A pan nie zechciałby pomóc go wyznaczyć?

- A czemu Państwo tego nie zrobią sami?

- Ja mam po czubek głowy roboty papierowej. Ale chętnie wrócimy do tematu – zapewnia Szczesio.

Przypomina, że w tym roku PTTK zorganizował trzy rajdy „Poznajemy Pabianice” – dla uczniów i rodziców. W ostatnim rajdzie wzięło udział 170 osób. Były książeczki z mapami miasta, opowieści o najważniejszych historycznych miejscach.

- A czy w rajdzie pojawiały się ślady żydowskiej historii ? – dopytujemy,

- Prawie wcale – odpowiada Sławomir Szczesio.

- Dlaczego?

- Powiem szczerze – nikt nigdy o tym nie pomyślał. (Bartosz Józefiak „Pabianice zapomniały o Żydach”, Życie Pabianic, 28 VIII 2018 r.) https://czarne.com.pl/katalog/autorzy/bartosz-jozefiak

*

Po opublikowaniu apelu „Ktokolwiek wie” do działu historycznego muzeum zgłosiło się już kilka osób, które udzieliły wywiadów na temat kontaktów polsko-żydowskich w czasie okupacji hitlerowskiej. Z relacji tych wynika, iż w naszym mieście wielu pabianiczan niosło pomoc Żydom osadzonym w getcie.

Według Joanny Jończyk osobę pochodzenia żydowskiego przechowywał jej ojciec w piwnicy przy Gryzla. Ich sąsiad, Józef Gołębiowski, zajmował się wywożeniem Żydów z getta pabianickiego do Generalnej Guberni, gdzie panowały lepsze warunki życia. Helena Śmiałkowska pomagała w getcie Grinbergom, którzy uciekli i skryli się w domu przy ul. Partyzanckiej, a następnie zostali wywiezieni przez Polaków do Protektoratu. Natomiast Mirosław Boniecki w wieku 12 lat wielokrotnie wchodził na teren getta pabianickiego, gdzie pomagał żydowskiemu krawcowi Jakubowiczowi, mieszkającemu przy ul. Szewskiej. Jeśli ktoś z Państwa posiada wiadomości na temat ukrywania osób pochodzenia żydowskiego, dostarczania jedzenia do getta, nielegalnego wywożenia Żydów do Generalnego Gubernatorstwa przez Polaków, prosimy o kontakt z działem historycznym Muzeum Miasta Pabianic. (Nowe Życie Pabianic, 11 V 2007 r.)

Wśród zebranych przez muzeum świadectw znalazła się również relacja Krystyny Kluczak (Woźniak) dotycząca pomagania Żydom w Guzewie kolo Rzgowa w 1943-1944 r.

(…) W czasie okupacji hitlerowskiej, w 1943 r. w Babichach koło Guzewa Niemcy zorganizowali dla Żydów pracę przy kopaniu torfu. Pracownikami byli mężczyźni, ok. 30 osób. Wszyscy mieli na ubraniach znak z Gwiazdą Dawida. Mieszkali w opuszczonym gospodarstwie, którego polscy właściciele, Gręboszowie, zostali wysiedleni. Żydów pilnowali niemieccy żandarmi z psami. Pracownicy nie mogli oddalać się od grupy; byli wynędzniali, głodni. Niemcy karali ich biciem za zrywanie kapusty z pola.

Żydom pomagali mieszkańcy okolicznych gospodarstw, gdyż żandarmi pozwalali na ich dożywianie. Chłopi posyłali przeważnie swoje dzieci z jedzeniem (zupą, mlekiem). Moja matka, Władysława Woźniak gotowała zupę (tzw. zacierkę)i wysyłała mnie z 3-litrowym wiaderkiem na torfowisko. Byłam tak ok. 3 razy. Jedzenie dla Żydów podawałam niemieckiemu żandarmowi. Miałam wtedy 11 lat.

W maju/czerwcu 1944 r. przystąpiłam do Pierwszej Komunii. Któregoś dnia wybrałam się sama do Łodzi, aby zrobić pamiątkowe zdjęcie u fotografa. Idąc na przystanek tramwajowy, przechodziłam obok torfowiska. Widziałam wtedy, jak kilku Żydów zostało rozstrzelanych przez Niemców. Ich ciała wpadły do dołów z wodą. Wystraszona uciekłam przez las na przystanek, skąd w pobrudzonej komunijnej sukience przyjechałam do fotografa w Łodzi. Latem 1944 r. nasza rodzina została wysiedlona z Guzewa do Niemiec, gdzie pracowaliśmy u bauera we wsi Hoffnung w pobliżu granicy z Danią.

*

Reżysera Zbigniewa Gajzlera odnalazł na Facebooku Orestes Matacena z Hollywood. Ten znany aktor, reżyser i producent zaczyna kręcić „Swastykę”, film o powstaniu w getcie warszawskim. Po obejrzeniu filmu „Sarid” aktor znany m. in. z „Maski” pogratulował naszemu pabianickiemu twórcy. Napisał, że Gajzler wykonał kawał dobrej roboty, że film bardzo mu się podobał i dostarczył wielu wzruszeń. „Trudno zrozumieć, co naziści naprawdę myśleli, aby robić takie diabelskie rzeczy ludzkim istotom. Gratuluję wykonania dobrej pracy. Dziękuję za podzielenie się wiedzą. Wielkie dzięki” – napisał do naszego reżysera Orsetes.

Przypomnijmy, „Sarid” powstał w roku 2005. To dokument przedstawiający losy Żydów z pabianickiego getta po jego likwidacji, 16 maja 1942 roku.

- Obraz jest do obejrzenia na stronach muzeów Holocaustu w Waszyngtonie, Londynie i Jerozolimie – mówi Zbigniew Gajzler.

Z pabianickim twórcą skontaktował się również Andrzej Szpilman z Bazylei w Szwajcarii, syn pianisty Władysława Szpilmana. Dla niego temat Holokaustu też nie jest obcy. (NŻP, 11 IV 2017 r.) https://govod.tv/film/sarid

https://www.polishfilmla.org/zbigniew-gajzler/


*

Agnieszka Kubiak: - Co cię łączy z Pabianicami?

Borys Weininger: - Mieszkałem tu przez kilka lat, w Pabianicach chodziłem do szkoły podstawowej. Później przeprowadziłem się do Łodzi, gdzie skończyłem prywatne gimnazjum.

- Jak udawało ci się łączyć obowiązki szkolne z wyznaniem? Chodziłeś już do szkoły, do której powróciły lekcje religii, a zwyczaje żydowskie różnią się od tych powszechnie panujących …

- Nie było to trudne. Mój dziadek był Żydem, pochodził z tradycyjnej rodziny żydowskiej wymordowanej w latach czterdziestych. Sam ocalał i po wojnie, kiedy wrócił do polski, był Żydem niereligijnym. Zmarł w 1976 roku, więc długo przed moim narodzeniem. Babcia była katoliczką i byłem wychowany w tradycyjnej rodzinie katolickiej, która przechowywała pamiątki po dziadku, wspomnienia. Dowiedziałem się o tym, kiedy byłem małym dzieckiem. Wtedy jako chłopiec zwróciłem uwagę na grób dziadka bez krzyża. Moja tożsamość żydowska zaczęła się rozwijać w gimnazjum. Byłem z niej coraz bardziej dumny. Wraz z moją przemianą przybliżał się w tym kierunku mój tata.

- A jak reagowali koledzy?

- Różnie, dla niektórych była to abstrakcja. Wtedy też okazało się, kto jest prawdziwym przyjacielem i nie zwraca uwagi na wyznanie, ale ceni mnie jako człowieka, kolegę.

- Cofasz się myślą do czasów pabianickich?

- Pabianice są miastem często wspominanym nie tylko przeze mnie, ale również przez moją rodzinę. Refleksje sięgają lat 40. Wszyscy chętnie wracają do klimatu dzielnicy żydowskiej, która do dziś ma niepowtarzalny urok, pomimo zaniedbania. Część mojej rodziny wyjechała z Pabianic po wyburzeniu synagogi, moja ciocia opuściła miasto trochę później, a przyczynili się do tego komuniści. (…) (Agnieszka Kubiak „Jesteśmy Żydami i nie ma w tym nic złego”, Nowe Życie Pabianic, 3 IV 2012 r.)

*

Osoby pochodzenia żydowskiego z Pabianic, rozproszone obecnie po całym świecie, poszukują lub udzielają informacji o swoich rodzinach. Na stronie Family Tree Maker’s Genealogy Site znaleźliśmy dane o Raichbartach.

Dear Mark and Susann,

Thanks for the information. Here are some additional details and clarifications to the Raichbart family history:

My father Abraham Raichbart was born in Lask an moved later to Pabianice. He lived in Pabianice with his wife and son until the war in 1939. The Nazis murdered his son and wife. After the war in 1945 he came back to Pabianice, married my mother and I was born in 1947. We lived in Pabianice until 1957 and moved to Israel the same year. My father died in 1973. I moved to the US in 1988 with my wife Irit and two daughters Maya an Anat. We live in the San Francisco Bay Area.

My father Abraham was the son of Leizer Michal Raichbart and Itta Raichbart. Itta Raichbart died in June 1929 and Leizer Michal in 1938. I have copies of their death certificates. Both certificates mention that they left seven children. I know only about six of them: Four brothers Abraham, Jack (Jakob), Zecharia, and Shimeon (Simon) and two sisters Esther and Rivka. Rivka and Zecharia died in the Holocaust. Shimeon moved to Israel before the war and died in Tel Aviv in the early sixties. Esther moved to England before the war and died in London in the early seventies.

As to the wedding in Israel: my guess is that Susann met my cousin Esther, the daughter of Shimeon Raichbart. Susann, if you have any pictures or recollections from this wedding please let me know.

More about Michael Raichbart:

Emigration: 1957, Pabianice, Poland

Immigration: 1957, Israel

Residence: 2004, Freemont, CA, USA.

*

Polska oczami młodych Izraelczyków – forum (2012 r.)

- Tak sobie myślałam co by tu można przyjaciołom izraelskim pokazać w moich Pabianicach. No i bilans nieciekawy: tu smutna tablica po bóżnicy (na Bóźnicznej zresztą), co to ją Niemcy zdewastowali a komuniści ostatecznie zburzyli. Ale najgorsze to są te gwiazdy Dawida na murach porysowane – na szubienicach głównie, albo „ŁKS Żydy” albo RTS Żydzew”. Nawet tam gdzie kiedyś getto było. Ale ludzie się starają ten obraz zmienić – mamy cudownego kustosza, który w Izraelu gości bardzo często, uczniowie cmentarz porządkują, nawet film o tutejszych Żydach nakręcili (puszczali w państwowej telewizji – jak każdy wartościowy film o trzeciej bywałem nad ranem).

- To ty prawie rodaczka moja… W Pabianicach bywałam z moim ojcem, który tam interesy robił. Wtedy to była mała mieścina, bardzo czysta, z niedużymi domkami, ale jako że jeszcze nie wiedziałam nic o mojej parchatej tożsamości, toteż ojciec nie zabierał mnie do żadnych żydowskich miejsc.


*

Prezydent chce ugody z Żydami. By zakończyć spór o budynek przy ulicy Kaplicznej 8, w którym przed wojną była szkoła religijna.

- Gmina Wyznaniowa Żydowska chce wziąć budynek przy Kaplicznej, a dać nam place – mówi prezydent Zbigniew Dychto. – Obiecuje, że pieniądze z najmu budynku przeznaczy na odnowienie cmentarza żydowskiego.

Uchwała w sprawie upoważnienia prezydenta do zawarcia takiej ugody będzie przedmiotem obrad środowej sesji Rady Miejskiej.

Na mocy proponowanej ugody Gmina Wyznaniowa Żydowska zrzeka się roszczeń do nieruchomości przy ul. Batorego 7 i przy ul. Kościuszki 21/23. W zamian miasto odda nieruchomość przy ul. Kaplicznej 8.

Zgodnie z prawem, Gminie Wyznaniowej Żydowskiej trzeba oddać nieruchomości i place, na których przed wojną stały budynki kultu religijnego. Gmina domaga się zwrotu budynku przy ul. Kaplicznej 8. Akt notarialny z 1937 roku dowodzi, że mieściła się tam szkoła Or-Tora fundacji oświatowo-religijnej Chorew. Wspierał ją Związek Ortodoksów Agudas-Izrael.

- Nie ma wątpliwości, że przed wojną mieściła się tu szkoła żydowska – mówi Adam Marczak, sekretarz miasta.

Powinniśmy oddać  także plac na rogu ulic Kościuszki i Skłodowskiej (o powierzchni 1.899 m kw.), gdzie przed wojną stała synagoga. Teraz jest tam skwerek. Na drugim spornym placu (o powierzchni 604 m kw.) przy ul. Batorego 7 stała synagoga Talmud-Tora. Dziś to wolny plac na  ryneczku. O odzyskanie tych nieruchomości Gmina Żydowska wystąpiła do Komisji Regulacji w Warszawie.

- Mają ponoć jakieś nowe dowody własności – mówi Marczak.

Prezydent chce podpisać ugodę, by oba place wystawić na sprzedaż. Uzyskane w ten sposób pieniądze planuje wydać na budowę bloku komunalnego. ( Życie Pabianic, nr 35/2007 r.)

*

Potomkowie Lewina. Pabianickie muzeum odwiedzili turyści z Izraela. Gośćmi byli Tova i Stuart Cohenowie, pracownicy naukowi uniwersytetu w Ramat-Gan.

Celem ich wizyty było odnalezienie informacji o przodkach. Pani Tova pochodzi z pabianickiej rodziny Lewinów. Jej ojciec, Pinkus Lewin, wyjechał w okresie międzywojennym do Palestyny.

Pierwsi Żydzi o tym nazwisku mieszkali w naszym mieście już w latach 30. XIX wieku. W aktach z lat 1835-1853 odnajdujemy następujące rodziny Lewinów: Ludwiki i Estery, Majera i Rywki z Poznańskich oraz Jakuba i Hindy. Żydowska tradycja głosi, że osoby o nazwisku Lewin, Lewi, Lewicki, Lewiński  są potomkami Lewiego, trzeciego syna Jakuba. Lewici według Starego Testamentu tworzyli najniższą warstwę kapłanów, strzegli świątyni w Jerozolimie, składali ofiary, utrzymywali się z dziesięcin.

Lewinowie, z których pochodzi Tova Cohen, przybyli do Pabianic z Łęczycy prawdopodobnie w latach 80. XIX wieku. W tym czasie nad Dobrzynką osiedlił się Aron Lewin, syn Szlamy i Ryfki, i jego żona Glika. Wiadomo, że w 1912 r. Aron posiadał skład towarów manufakturowych przy Starym Rynku. W Pabianicach mieszkał także jego brat, Josek Hersz, zmarły w 1898 r. Aron pożegnał się ze światem w 1918 r. Wkrótce w naszym mieście zmarła jego żona Glika (1919 r.).

Pozostawił po sobie syna Lejzera (Luzera) Mendla, urodzonego w Łęczycy w 1866 r. Jego żoną była Ruchla Łaja Jakubowicz urodzona w Łasku w 1870 r. Z tego małżeństwa w Pabianicach przyszło na świat 13 dzieci: Liba (1891), Rywka Mariem (1892), Hinda (1894), Szlama (1896), Rojza (1898), Icek Lajb (1899), Masza (1901), Sura (1901), Izrael Majer (1904), Pinkus (1907), Abram (1909), Chana (1912) i Frajda (1914).

Aby utrzymać liczną rodzinę, Lejzer Mendel Aron prowadził fabrykę wyrobów półwełnianych przy ul. Warszawskiej. Lewinowie byli związani z ruchem syjonistycznym. Działali w organizacji Mizrachi, której celem było m. in. utworzenie siedziby narodu żydowskiego w Palestynie. Po I wojnie światowej część dzieci Lejzera Mendla opuściła Pabianice. W 1920 r. jeden z synów wyjechał do Palestyny. Po skończeniu Gimnazjum Żydowskiego w Pabianicach dołączył do niego w 1925 r. młodszy brat Pinkus, ojciec Tovy.

W mieście pozostała ich siostra, Sura, która poślubiła Mordkę Dawida Haftkę, pochodzącego z Żydów litewskich. Zgodę na to małżeństwo musiał wyrazić cadyk Alter z Góry Kalwarii. Sura przeżyła okres Holokaustu i po wojnie zamieszkała w Izraelu.

Tova Cohen, będąc w Pabianicach, odnalazła na cmentarzu żydowskim grób pradziadka Arona Lewina. Na jego nagrobku umieszczony jest symbol przedstawiający dwie dłonie złączone kciukami, znak Cohenów, czyli najwyższych kapłanów Świątyni Jerozolimskiej.  (Robert Adamek „Potomkowie Lewina”, Nowe Życie Pabianic nr 18/2006 r.)

*

W 2012 roku ukazały się wspomnienia Jacka Adlera „Y: A Holocaust Narrative”, w których opowiada m. in. o dzieciństwie spędzonym w Pabianicach. Adler  jako „mówca Holocaustu” przemawiał do tysięcy  Amerykanów. Był przekonany, że we wrześniu 1939 roku wszyscy pabianiczanie z wielkim entuzjazmem witali nazistów. Nie wiedział, że do witających należeli przedstawiciele mniejszości niemieckiej. W tej sprawie – na  łamach Marin Independent Journal  (2005 r.)-  zabrał głos Charles Chotkowski,  dyrektor ds. badań i dokumentacji Holocaustu z  Polsko-Amerykańskiego Kongresu w Fairffield, Conneticut.

„Artykuł zatytułowany „Studenci dostali lekcję na temat nienawiści”  informuje, że  ocalały z Holocaustu Jack Adler opowiadał o swoich wojennych  przeżyciach  w White Hill School w Fairfax. Gazeta cytuje jego słowa, że kiedy nazistowscy żołnierze wkraczali do jego rodzinnego miasta Pabianic … widziałem jak mieszkańcy obejmowali niemieckich żołnierzy, dawali  im kwiaty, jedzenie, picie...

Czytelnicy mogli zrozumieć, że skoro Pabianice znajdują się w Polsce, to Polacy byli tymi, którzy witali najeźdźców. Byłby to jednak błąd. Przed wojną 10 proc. populacji miasta stanowili Niemcy i to właśnie oni witali  armię niemiecką

Gdy  siły niemieckie weszły do miasta 8 września 1939 r., większość lokalnych Niemców wpadła w szał radości. To z ich aktywną pomocą władze wojskowe zaczęły wprowadzać niemiecki porządek …

Przed wybuchem wojny grupa nazistów pabianickich utworzyła  tzw. piątą kolumnę, która sporządzała listę polskich patriotów. Później Gestapo mogło szybciej aresztować tych Polaków, spośród nich wielu zostało zamordowanych albo wysłanych do obozów koncentracyjnych.

5 listopada 1939 roku miejscowi Niemcy świętowali „Dzień zwycięstwa i wyzwolenia” w Pabianicach połączony z paradą wojskową. Polacy zostali zmuszeni do oglądania parady z odkrytymi głowami, a ci którzy nie zdjęli czapek byli bici. ”

*

Dan Michman w pracy „The Emergence of Jewish Ghettos during the  Holocaust”, 2011 podaje , że w Kraju Warty pierwsze getta powstały w Tuliskowie – styczeń 1940 i w Pabianicach – luty oraz w Brzezinach – kwiecień 1940 rok.

„The actual restriction of the Jews of Łódź to a ghetto took a number of months and was delayed by the construction of the wall, which took some time. In the meantime , other ghettos  were established in the Wartheland in Tulisków, in January 1940; in Pabianice  in February; and in Brzeziny, on April 28, 1940”.

*

Marek Haltof  (profesor Northen Michigan University w Marquette) w „Polish Film  and the Holocaust: Politics and Memory”, 2012  napomyka również o filmie Zbigniewa Gajzlera na temat getta w Pabianicach. (…) For example, the plight of the ghetto in Pabianice near Łódź is portrayed in Zbigniew Gajzler’s film Sarid (2005), in which one of the few eyewitnesses, Alexander Bartal-Bicz tells (…)

Rodzinne pamiątki bohatera filmu  Sarid  Bartala-Bicza i jego żony znajdują się w United States Holocaust Memorial Museum w Waszyngtonie.

https://portal.ehri-project.eu/units/us-005578-irn518975

*

Merkuryusz Polski (nr 30/1939 r.) pisał: Przed kilku miesiącami rozwiązano w Łodzi lożę masońską „Montefiore”, która należała do Związku Żydowskich Stowarzyszeń Humanitarnych B’nei B’rith. Poniżej  w spisie członków  podamy dokładne informacje o każdym z punktu widzenia przydziału zawodowego z datą kiedy przyjęty został. (…)

79. Weinstein Gerson, przemysłowiec, Pabianice, ul. Warszawska 73 (2 XII 1933).



***

Joanna Podolska w „Spacerowniku: śladami Żydów Ziemi Łódzkiej”, 2010 proponuje m. in. „spacer po nieistniejącej dzielnicy” Pabianic.

Cmentarz żydowski przy ul. Jana Pawła II (kiedyś Karolewska), między ul. Cmentarną i Śniadeckiego.

Początkowo zmarli pabianiczanie wyznania mojżeszowego musieli być transportowani na cmentarz żydowski w Łasku. Prawdopodobnie w 1836 r. utworzony został cmentarz w Pabianicach. Miał 1,7 ha. Funkcjonował do 1942 r., do końca istnienia getta w Pabianicach. Cmentarz został zdewastowany w czasie wojny, ale także później. Miejscowa ludność rozebrała ogrodzenie, a wandale dokonali reszty. W 1966 r. został zamknięty, a w haniebnym 1968 r. część terenu nekropolii zabrano pod powstającą właśnie ciepłownię. Na szczęście część cmentarza udało się zachować. W 1988 r. w „New York Times” ukazał się   ze zdjęciami z okropnie zaniedbanego pabianickiego cmentarza. „To był duży wstyd dla Polski i moich Pabianic” – stwierdził Leon Działoszyński i przyjechał rok później do rodzinnego miasta. Po wojnie był w Pabianicach. Wiedział, że dewastacja nekropolii to dzieło wandali. Od 1957 r. mieszkał w Izraelu. Postanowił jednak wrócić do Polski i zaopiekować się nekropolią. Zaczął porządkować macewy. Był w rodzinnych Pabianicach kilkakrotnie. Sfinansował ustawianie i malowanie potłuczonych macew. Na początku 1990 r. zaniedbaną nekropolię oczyszczono, miasto postawiło nowe ogrodzenie i tablicę informacyjną. Dziś nekropolia ma 7400 m kw. i ponad 600 nagrobnych płyt. Około 400 macew zostało odnowionych.

Na cmentarzu pochowana jest m. in. matka historyka Maksymiliana Barucha – Rozalia z Glucksmanów Baruch, a także jeden z większych pabianickich fabrykantów – Majer Baruch.

Najstarszy jest grób Liny Bitachunsky z domu Kowarsky. Poza tym warto zwrócić uwagę na grób Majera Barucha, fabrykanta i obywatela miasta Pabianic. Jest też symboliczny grób rodziny Tośków zamordowanych w 1943 r. Większość nagrobków ma napisy w języku hebrajskim. Wiele z pomników sygnują firmy kamieniarskie L. Wąsowskiego i F. Szymańskiego z Łodzi bądź O. Grossa z Pabianic.

Największe wrażenie robią pomalowane macewy. Wykonali to amatorzy, więc niektóre pomniki są dość niezręcznie pomalowane, z paru spłynęła farba. Są też niektóre symbole albo połączenia symboli rzadko występujące na innych cmentarzach w naszym regionie, na przykład lwica ze świecznikiem. Są też symbole, które trudno odczytać, na przykład zwierzę przypominające mrówkojada.

Dziś cmentarz znajduje się pod opieką Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Łodzi, ale miasto włączyło się w jego ochronę. Nekropolię można zwiedzać. Klucze znajdują się w Urzędzie Miasta Pabianic bądź w Muzeum Miasta.

Kiedy wędrujemy po starej części Pabianic ulicami Warszawską, Bóżniczą, Kapliczną, co chwila mijamy domy, które przed wojną należały do żydowskich mieszkańców lub gdzie mieściły się ważne instytucje. Przypomnijmy tylko niektóre z nich.

 Ulica Bożnicza (nosi nazwę od stojącej tu niegdyś synagogi). Przy ul. Bożniczej zachowała się większość domów, które pamiętają czasy sprzed II wojny światowej, gdy tu właśnie tętniło żydowskie życie. Na niektórych framugach drzwi (np. pod nr 7) można odnaleźć pozostałość po mezuzie, która zawsze wisiała przy wejściu do domów religijnych Żydów. Przy ul. Bożniczej 11 mieszkała rodzina Pików. Mieszkańcy opowiadają, jak to po wojnie wrócił do Pabianic jakiś potomek żydowskich mieszkańców i pytał o kaflowy piec. Kiedy się dowiedział, że pieca nie ma, stwierdził, że w takim razie mieszkanie już mu nie jest potrzebne.

Idąc ulicą Bożniczą w kierunku Warszawskiej dochodzimy do placu, na którym stoją garaże.

Pierwsza pabianicka synagoga stanęła w 1857 r., 20 lat po wysłaniu pierwszej petycji do rządu gubernialnego kaliskiego o wyrażenie zgody na jej budowę, choć podawana jest  też data o 10 lat wcześniejsza. Ponoć władze nie zgodziły się na drewnianą budowlę i dlatego gromadzenie funduszy tak długo trwało.

Była murowana, kryta gontami, „w guście nowym wzniesiona”. Miała 70 stóp długości, 42 stopy szerokości i 19 wysokości, oddzielne wejście na chór kobiet. W 1880 r. dobudowany został babiniec (oddzielne pomieszczenie dla kobiet), a wnętrze ozdobiono freskami. Na zewnątrz ściany udekorowano żłobkowanymi pilastrami. Ścianę frontową wieńczył tympanon, w którym umieszczono tablicę z Dekalogiem, i schodkowa attyka.

Synagoga nie została zniszczona w czasie wojny. Zaczęli ją ponoć dewastować żołnierze Armii Radzieckiej. Szukali złota w różnych zakamarkach. Od 1946 r. synagoga była zamknięta, w końcu postanowiono ją rozebrać, cegła poszła na budowę pabianickich domów. Na miejscu domu modlitwy wystawiono betonowe komórki, które można oglądać do  dziś.

Na murze sąsiedniego budynku Ziomkostwo Miasta Pabianic powiesiło tablicę informującą o tym, że w tym miejscu mieściła się synagoga.  Nieprawdą jest natomiast informacja mówiąca o zniszczeniu jej przez hitlerowców.

W głębi podwórka można zobaczyć jeszcze kran z wodą, z którego korzystali religijni Żydzi. Przez to podwórko było wyjście na ulicę Warszawską.

Również sąsiednia ulica Warszawska była w dużym stopniu zamieszkiwana przez ludność starozakonną. Choć podobnie jak na łódzkich Bałutach tu także Polacy i Żydzi mieszkali razem, a na podwórkach dzieci żydowskie bawiły się z chrześcijańskimi.

Przy ul. Warszawskiej 35/37 mieszkał pabianicki rabin. Od 1923 r. godność tę pełnił Menachem Mendel Alter, brat słynnego cadyka z Góry Kalwarii. W budynku niewiele się zachowało, choć od strony podwórza można zobaczyć balkon, który prawdopodobnie służył jako kuczka podczas święta Sukkot. Po drugiej stronie ulicy jest pusty plac.

Przy ul. Warszawskiej 24 mieściła się bożnica i rytualna mykwa. Dziś nie ma po niej śladu. W tym samym obejściu znajdowała się rytualna rzeźnia.

W narożnym domu przy ul. Warszawskiej 25 miał gabinet dentysta Jakub Szapocznik. Ciekawostką jest, że ojciec słynnej rzeźbiarki w 1928 r. wystąpił z gminy i stał się bezwyznaniowcem.

Idąc dalej, widzimy kolejny ważny budynek, tym razem związany z edukacją.

Ul. Warszawska 45 (róg ul. 3 Maja) to budynek dawnego gimnazjum żydowskiego. W Pabianicach było wiele religijnych szkół żydowskich, chederów, ale od początku XX w. powstawało także wiele szkół świeckich. Poza tym dzieci żydowskie chodziły również do szkół powszechnych z polakami. Założone przez gminę koedukacyjne gimnazjum przeszło w 1918 r. na własność Towarzystwa Żydowskiego. Szkoła przy ul. Warszawskiej przetrwała do 1925 r. Uczyło się tu prawie 200 uczniów. Była to szkoła humanistyczna z językiem polskim.

Jedna z najstarszych szkół, gdzie uczyły się dzieci żydowskie i katolickie, mieściła się przy Starym Rynku 2. Od 1864 r. szkoła elementarna mieszcząca się na pabianickiej starówce nosiła oficjalną nazwę „Szkoła dwuklasowa katolicka i mojżeszowa”. Musieli ją finansować wszyscy  mieszkańcy starego miasta bez względu na wyznanie. Pięć lat później na 190 uczniów było 19 dzieci żydowskich.

Miejska jednoklasowa szkoła żydowska powstała przy ul. Warszawskiej 7.

Budynek przy ul. Kaplicznej 8 nadal stoi. Była tu prywatna szkoła religijna – średnia szkoła rabiniczna, gdzie uczyła się ortodoksyjna młodzież. Szkołę założył rabin Alter. Prowadziła ją ortodoksyjna organizacja Agudat Israel. Występowała pod różnymi nazwami, w 1929 r. jako Szkoła Powszechna Towarzystwa Ortodoksów Szlomej Emunej Isroel i jako Or Tora – Światło Nauki. Choć była to szkoła religijna, językiem wykładowym był język polski. W czasie wojny w dawnej szkole żydowskiej mieścił się szpital. Budynek nadal jest używany.

Idąc dalej ul. Kapliczną, dochodzimy do niewielkiej fabryki przy ul. Kaplicznej 22. Albo tu, albo na sąsiedniej działce stał dom kalek i starców, który prowadziła Gmina Żydowska.

Przy ul. Kaplicznej 20 mieściła się główna siedziba Stronnictwa Ortodoksów, które prowadziło bardzo aktywną działalność od 1919 r.

Wiele ważnych instytucji żydowskich mieściło się przy ul. św. Rocha i przy ul. Poprzecznej.

Przy ul. św. Rocha 21 była bożnica, po której nie ma śladu. W tym samym podwórku działały różne instytucje, m. in. biblioteka, czytelnia oraz  Pabianickie Żydowskie Towarzystwo Dramatyczne.

Z kolei przy ul. Poprzecznej 32 działało kilka organizacji dobroczynnych, m. in. Pabianickie Żydowskie Towarzystwo Dobroczynności założone przez żydowskich fabrykantów, m. in. Maurycego Fausta i Salomona Urbacha, a także Żydowskie Towarzystwo Niesienia Pomocy Chorym „Bikur Cholim”.

Nie do ustalenia są dziś adresy wielu istniejących w Pabianicach sztibli, małych chasydzkich domów modlitwy.

Natomiast wiadomo, że przy ul. Kościuszki 21/23 stała synagoga, którą Niemcy spalili w 1939 r. W tym miejscu jest teraz pusty plac. Niedaleko stąd było mieszkanie rodziny Szapocznikow. W dokumentach można ich znaleźć pod adresem Narutowicza 37 i Narutowicza 4.

Przy ul. Piotra Skargi w latach 30. XX wieku mieściła się redakcja „Pabianicer Cajtung”, żydowskiego tygodnika w języku jidysz. Rozpoczynał swoją działalność kilkakrotnie i kilkakrotnie upadał.

Inna żydowska gazeta w Pabianicach „Unzer Wochenblat” wychodziła od 1931 r., a redakcja znajdowała się przy pl. Dąbrowskiego 3 (dziś Stary Rynek).

Przy ul. Nowopolnej (dziś Kopernika) skupiła się większość warsztatów tkackich. Na początku ubiegłego stulecia słychać tam było stukot maszyn i śpiew tkaczek, co opisują w swoich wspomnieniach ocalali z Holokaustu żydowscy mieszkańcy Pabianic.

Przy ul. Piotra Skargi 55 w głębi działki stoi dom przylegający do niewielkiej fabryczki, która należała do Kuperwasserów. Sprawa była opisywana w pabianickiej prasie, bo Tema Kuperwasser przez wiele lat procesowała się z urzędem miasta. Kamienicę odzyskał dopiero w końcu lat 90. Jej spadkobierca. Mieszkający tam lokatorzy czekają na decyzję, gdzie zostaną przeniesieni, bo teren ma zostać sprzedany. A fabryczka jest zamknięta na cztery spusty, bo grozi zawaleniem.

Jeszcze jeden adres, który warto zauważyć. Przy ul. Południowej 19 mieszkała rodzina Dymantów, z której pochodziła ostatnia miłość Franza Kafki.

Zamkowa 2 – budynek fabryczny braci Baruchów, późniejsza „Dobrzynka”. Znajduje się tuż przy rzece, a w zasadzie pomiędzy dwoma jej korytami. Stanowi charakterystyczny kompleks pofabryczny. Niezabudowany plac kupił w 1875 r. Majer Baruch dla spółki fabryczno-handlowej  „Bracia Baruch”. Tu stanął dom mieszkalny, w którym znalazło się tęż miejsce na ręczne krosna. Po pożarze postawiono nowy budynek. Fabryka Baruchów plasowała się na trzecim miejscu w Pabianicach po zakładach Krusche-Ender i fabryce Kindlera. Pracowało tam 350 krosien i 382 robotników. Po śmierci Majera interes przejęli jego synowie i dalsza rodzina. Krach finansowy spowodował upadek firmy. Główne zabudowania już w 1905 r. przejął za długi Ryski Bank Handlowy. W 1910   r. fabryka została sprzedana firmie Otto Krusche i Otto Fiedler , potem funkcjonowała pod nazwą S.A. Farbiarnia i Wykończalnia „Dobrzynka”. Najokazalszy budynek stoi frontem do ul. Zamkowej, ma ciekawą dekorację sztukatorską, pod gzymsem znajdują się płaskorzeźby Merkurego i Fortuny. Budynki wielokrotnie były przebudowywane, ale nadal stoją.

Do kompleksu fabrycznego Barucha należał też budynek dawnej tkalni na rogu Grobelnej i Lipowej oraz  obiekty przy ul. Saskiej (dziś ul. Piłsudskiego). Była tam fabryka perkali i farbiarnia. Po II wojnie światowej miały tu siedzibę Zakłady Środków Opatrunkowych, dziś to teren Pabianickich Zakładów Farmaceutycznych „Polfa”.

Majer Baruch pochowany jest na cmentarzu żydowskim.

Zwiedzając tę okolicę, można obejść miejsca, które stanowiły granice getta założonego przez Niemców w 1940 r. i istniejącego do 1942 r.

Po likwidacji pabianickiego getta w dawnej fabryce przy ul. Warszawskiej 147 powstał resort pracy podlegający administracji getta Litzmannstadt . Niemcy wybrali 150 zdolnych do pracy rzemieślników i stworzyli tam obóz otoczony drutem kolczastym. Dziś to tereny pofabryczne.

***

16 maja 2021 roku, dla upamiętnienia kolejnej rocznicy likwidacji  getta w Pabianicach - w miejscu gdzie znajdowała się synagoga, odbyło się okolicznościowe spotkanie, podczas którego przemawiał prezydent miasta Grzegorz Mackiewicz, a modlitwy śpiewał rabin łódzki  Dawid Szychowski, natomiast historię getta przypomniał Sebastian Adamkiewicz z Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi.

https://www.youtube.com/watch?v=hAjvdJCipGI



Historyczne upamiętnienie 79. rocznicy  likwidacji pabianickiego getta odnotowało Nowe Życie Pabianic (nr21/2021 r.).

Dla upamiętnienia wydarzeń sprzed 80 lat delegacja władz miasta i powiatu złożyła kwiaty pod tablicą na ul. Bóźnicznej, w miejscu gdzie stała niegdyś synagoga.

- Żydzi żyli wśród naszych przodków na terenie miasta. Nie byli obcymi, ale jednymi z nas. W latach 30. społeczność żydowska stanowiła prawie 1/5 ludności Pabianic – mówi radny miejski Antoni Hodak. – Hitlerowcy wygnali ich z miasta, wysyłając na śmierć do obozów koncentracyjnych. Wcześniej Niemcy spod znaku III Rzeszy gnębili i upokarzali Żydów na ulicach Pabianic. Musimy pamiętać o tej tragicznej historii, tylko wtedy obecne i przyszłe pokolenie ma szansę uniknąć upiornych błędów z przeszłości.

Niezrzeszony radny nie ukrywa, że ogromnie cieszy go oficjalna delegacja, która pojawiła się w tym miejscu po raz pierwszy w historii naszego miasta.

- Ze słów prezydenta Mackiewicza wynika ponadto, że przyszłoroczne uroczystości staną się jeszcze bardziej godne. Będzie między innymi nowa tablica upamiętniająca – dodaje Hodak.

W połowie kwietnia polityk donosił, że złożył do prezydenta Pabianic interpelację w sprawie godnego upamiętnienia obecności Żydów w naszym mieście i ich tragicznej historii. Apelował o nową tablicę przy ulicy Bóźnicznej, mural oraz o umieszczenie symbolicznych tablic wyznaczających granice getta.

W niedzielę na Bóźnicznej 4 pojawili się także pabianiccy społecznicy i przedstawiciele Stowarzyszenia „Strażnicy Pamięci” z Łodzi. Przybył rabin Dawid Szychowski i prezes Gminy Żydowskiej w Łodzi Józef Weininger, a także duchowni katoliccy: ks. prof. Andrzej Perzyński i ks. dr hab. Sławomir Szczyrba.


Autor: Sławomir Saładaj


W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij